-To jest... um... od bransoletek- odpowiedziałam niepewnie. Co by było gdybym powiedziała prawdę? Znając życie uznała by go za jakiegoś cholernego sadystę i poleciałaby do mojego brata. Mimo to, że powiedziała mi, że mogę jej ufać, to jednak boję się jej powiedzieć prawdę. Amber prychnęła pod nosem.
-Bransoletki? Czy ty masz mnie za idiotkę, Kate?!- widać było irytację na jej twarzy.
-On ci to zrobił tak? On cię skrzywdził?- mówiąc on miała na myśli Zayn'a.
-Nie wiem o kim mówisz-powiedziałam nieśmiało.
-Kate, do jasnej cholery! Nie udawaj głupiej, dobrze wiesz o kogo mi chodzi-złapała mnie za nadgarstki.
-Wyrządził ci jakąś krzywdę? Rany boskie, przecież tyle razy ci już mówiłam, że ten człowiek jest do wszystkiego zdolny- naprawdę się wkurzyła.
-To nie jest tak jak myślisz-moje ręce uwolniły się z mocnego uścisku.
-A jak?-jej chłodne spojrzenie przeszło przez całe moje ciało. To nie są ślady agresji. Kiedy tylko przypomniałam sobie o tym co zrobiliśmy na tym biurku, przez całe moje ciało przechodzi milion dreszczy.
-On nie zrobił mi krzywdy- odpowiedziałam.
-Jak to ci nie zrobił krzywdy?! Widzisz swoje ręce tak?! Jak on ci to zrobił?- popatrzyła na mnie
-Byliśmy w sali... geograficznej...- nie mogłam jej tego powiedzieć. To zbyt krępujące i żenujące, ale musiałam jej to wytłumaczyć, żeby nie myślała, że Zayn mnie skrzywdził.
-I?- podniosła brwi.
-I my... na biurku...- zamarła, a jej buzia tworzyła kształt "o".
-Pieprzyliście się na biurku?!- wybuchła po dłuższej chwili.
-Nie! Oszalałaś?!-krzyknęłam.
-Więc jak?-dopytywała.
-Um ... Pocałował mnie i-i po prostu złapał mnie za nadgarstki-odpowiedziałam nie do końca z prawdą. Wpatrywała się we mnie nie dowierzając w to co powiedziałam.
-Nie-nie zrobił mi krzywdy. Nie możesz nikomu powiedzieć, proszę cię-spojrzałam na nią.
-Kate ... ja
-Nic mnie z nim nie łączy, to po prostu niewinny pocałunek, który nic nie znaczył i który już nigdy się nie powtórzy-powiedziałam wszystko na jednym wydechu. Wiem, że to nieprawda i wiem też to, że ja i tak na końcu powędruje do Zayn'a. To silniejsze ode mnie.
-Sama w to nie wierzysz- popatrzyła się na mnie krzywo. Wiem, że ma rację.
-Amber, prosze cię nie mów nikomu- błagałam.
-Kate, co ty byś zrobiła na moim miejscu? -zapytała spoglądając na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Nie mówiłabym nikomu, bo wiedziałabym, że zależy ci na tym-odparłam zgodnie z prawdą. Spojrzała na mnie, a następnie zaczęła bawić się palcami.
-Dobra, nie powiem-burknęła pod nosem.
-Dziękuje, dziękuje!-pisnęłam przytulając ją mocno.
-Kate, prosze cię i teraz mówię poważnie. Nie zbliżaj się do niego-powiedziała łapiąc mnie za palce.
-Jasne-powiedziałam.
-Nie jasne. Nie zbliżaj się do niego-ostrzegła mnie. Patrzyła prosto w moje oczy, ale odwróciła wzrok kiedy mój telefon zawibrował na biurku. Sięgnęłam po niego i odblokowałam.
"Nie ładnie jest kłamać. Kłamstwo ma krótkie nogi kochanie. A zabawianie się na biurku? Niegrzeczna dziewczynka. Takie lubię najbardziej .xx"
Co to do jasnego chuja ma być? Czy ten pojebaniec nie może sobie już dać spokoju z pisaniem tych popierdolonych rzeczy?!
-Kate- upomniała mnie Amber.
-Amber ja.... ja nie wiem czy dotrzymam słowa, okay? Spojrzała na mnie wymownie.
-Jak to nie wiesz?!-podniosła głos.
-Ty-ty nic nie rozumiesz-powiedziałam chowając telefon do torby jak najgłębiej się dało.
-To wytłumacz mi to-podeszła do mnie.
-Amber, nie teraz. Wszystko przyjdzie w swoim czasie-odpowiedziałam zachowując spokój.
-Kate!-krzyknęła.
-Przepraszam-spojrzałam na nią ubierając buty. Muszę gdzieś wyjść, przejść się. Chwyciłam torbę, rzuciłam do Amber " będę później" i wyszłam. Wkurwiłam ją, ale jak mogłam obiecać jej coś, czego sama nie byłam pewna? Przecież ja wiedziałam, że Zayn i tak mnie do siebie przyciągnie. Niezależnie od tego czy jest dobrą czy złą osobą. Ja po prostu czułam potrzebę bycia przy nim. Tylko bałam się tego, że byłam jego zabawką, która w każdej chwili mogła się mu znudzić. Nie chciałam tego. A jeśli zaczęłabym coś czuć, a dla niego to był tylko jakiś wybryk? Nie chciałam skończyć ze złamanym sercem. Czemu to jest takie skomplikowane?! Siła z jaką przyciągał mnie do siebie była niemożliwie ogromna. Zawsze chciałabym czuć te usta, które dawały ukojenia moim, jego ciepły oddech, który otulał mnie. Bliskość i to w jaki sposób tracił przy mnie kontrolę. Czułam się przy nim bezpieczna, ale myśl o tym, że jestem tylko zabawką zaczyna mnie trochę odpychać. Przyznam, że wystraszyłam się trochę kiedy zaczął demolować salę, e bardziej przejęłam się tym, że oskarżył się o wyrządzenie mi krzywdy. Fakt, moje nadgarstki bolą niesamowicie mocno, a ślady na udach robią się coraz bardziej czerwone nie odpycha moich rozbieganych myśli od tej chwili przyjemności, którą obdarzył mnie w tej sali geograficznej. Na samo wspomnienie o tym biurku i długopisie moje policzki robią czerwone, a usta układają się w szeroki uśmiech. Jednak dalej boję się tej ciemniejszej strony. On jest agresywny, szorstki, oschły, przepełniony ciemnością. Właśnie tego się boję. Boję się, że ściągnie ta swoją maskę w najbardziej nieoczekiwanym momencie i jednak będzie zdolny do zrobienia mi krzywdy. Nie wiem czego mogę się od niego spodziewać, a te jego wybuchy tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że mam się czego obawiać. Tak, mówił, że mnie więcej nie skrzywdzi, ale człowiek w przypływie gniewu, potrafi zrobić różne rzeczy. Naprawdę nie wiem co mam myśleć. W jednej chwili jest kochany i słodki do bólu, a w następnej chwili krzyczy i rozpiernicza wszystko co daje się rozpierniczyć bądź co stanie na jego drodze. Ale naprawdę nie pomaga mi w trzymaniu się od niego z daleka. Wszystko, dosłownie wszystko kojarzy mi się z nim. Jezu, tak desperacko pragnę jego dotyku. Ale ... to jest trudne. Nie mam pojęcia jak uda mi się trzymać od niego. Wiem też, że całe to trzymanie się z daleka nie potrwa długo. Nie mam pojęcia jak mam trzymać się od niego z daleka. Z resztą dlaczego ja tak w ogólę mówię? Sama dobrze wiem, że nie chcę tego robić i najwyraźniej nie mam takiego zamiaru. Oh... zimne powietrze utulało w nieprzyjemny dla mej skóry sposób. Jest wieczór i naprawdę jest zimno jak cholera. Tęsknię za nim. Za Zayn'em. Chciałabym się z nim zobaczyć, tylko boję się, że nadal jest zły o to co było wcześniej... w gruncie rzeczy ją nic nie zrobiłam. Nie wiedziałam, że jest taki zazdrosny. Chociaż to co robiliśmy na tym biurku... to powinno rozwiać moje wszystkie wątpliwości. Może mu zależy? Jeśli by tak nie było, to nie starałby się tak. Mam to gdzieś czy jest wkurwiony czy nie. Idę do niego bez względu na konsekwencje. Musze tylko uważać na Liam'a i Harry'ego. Przecież oni mają pokoje obok siebie. Pewnym krokiem ruszyłam przed siebie, ale powoli zaczęłam zwalniać, ponieważ zdałam sobie sprawę jak bardzo idiotyczne jest to co chciałam zrobić. Co miałam wejść do jego pokoju i powiedzieć : "No hej Zayn. Wiesz stęskniłam się za tobą i miałam wielka ochotę przyjścia do ciebie". Nie ma mowy. Usiadłam na ławce. Mam wrócić do pokoju. Boże, dlaczego ja tak bardzo komplikuje sobie życie.
-Nie powinnaś siedzieć tu sama o tak późnej porze-usłyszałam za sobą głos. Ten głos, za którym tak bardzo tęskniłam. Moje policzki spłonęły czerwonym kolorem kiedy dosiadł się koło mnie.
-J-ja...- nie wiedziałam co do jasnego chuja mam mu powiedzieć.
-Stęskniłaś się?- ten figlarny uśmiech pojawił się na jego idealnej twarzy.
-N-nie- nie powiem, że tak. Wyszłabym na kompletną, zdesperowaną idiotkę.
-Oj Katherine. Oboje wiemy, że tak- puścił mi oczko, przez co przygryzłam warge. Popatrzył się na moja warge, a potem na mnie tak wymownie, jakbym co najmniej mu gołym tyłkiem przed twarzą świeciła.
-Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, jak to na mnie działa- powiedział surowo. Serio? Musi być oschly, gdy ro mówi?
-Prze-przepraszam- cicho mruknęłam.
-Co tu robisz?-zapytał.
-Nie przygryzaj jej- dopowiedział kiedy spojrzał na mnie.
-Po-pomyślałam, że się przejdę- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jest trochę za późno i ciemno, żebyś tak spacerowała sama- powiedział spoglądając na mnie.
-Nic mi nie jest- uśmiechnęłam się sztucznie. Popatrzył na mnie i odwzajemnił mój uśmiech. Podniosłam dłoń, którą założyłam pasemko niesfornych włosów za ucho, a na twarzy Zayn'a pojawiła się zmarszczka. Chwycił mnie za nadgarstki i spojrzał na nie.
-Bolą cię?- popatrzył na mnie poważnie.
-Nie- odpowiedziałam cicho.
-Ja naprawdę nie chciałem... kurwa!- warknął. Położyłam swoją mała dłoń na jego policzku, a on w odpowiedzi spojrzał na mnie skonsternowany.
-Nic mi nie jest. Rozumiesz? Sprawiłeś mi przyjemność. A to- wskazałam na moje obolałe nadgarstki
-To się nie liczy- jego wzrok złagodniał i wydawało mi się, że kąciki jego ust lekko uniosły się w górę.
-Nie skrzywdziłbym cię specjalnie- powiedział powoli wtulając się w moją szyję. Jego ciepły oddech był ukojeniem dla mojej zimnej skóry.
-Wiem, niedługo się zagoją- położyłam dłoń na jego kruczoczarne włosy.
-Dalej jesteś zły?-zapytałam szeptem. Cmoknął mój obojczyk, po czym odrywając się od mojej szyi i spojrzał na mnie.
-Za co?-zapytał Czyżby zapomniał o tym?
-No o to z Harry'm- mruknęłam prawie niedosłyszalnie. Jego postura spięła się nagle i usiadł prosto.
-Tak- jego obojętność potrafiła doprowadzić człowieka do białej gorączki.
-Och- co miałam mu niby odpowiedzieć? Przeprosić? Przecież do chuja nie mam za co go przepraszać! Wstał z ławki i podał mi rękę, którą z wahaniem chwyciłam.
-Gdzie idziemy?- nieśmiało zapytałam.
-Do mnie- czemu jest taki szorstki? Co ja znowu zrobiłam?!
-Al-ale ja nie mogę- powiedziałam jąkając się. Nie odpowiedział mi. Po prostu szedł przed siebie trzymając moją dłoń co chwilę mocniej ją ściskając.
-Zayn ...-zaczęłam.
-Nie bądź już zły- zatrzymałam się w miejscu, a on delikatnie pociągnął mnie co wcale nie poskutkowało, gdyż cały czas stałam w miejscu.
-Słyszysz?-zapytałam spoglądając na niego. Po chwili jednak spóściłam wzrok na splecione palce.
-Jak mam nie być zły? No powiedz mi jak, Katherine- no to zaczęłam, ale sama tego chciałam .
-Ale po co ty się tym przejmujesz? Tłumaczyłam ci to- nie patrzyłam na niego. Może dlatego, że się bałam, ale dlaczego ja się go boję? A, no tak... to jest Zayn.
-Też ci to tłumaczyłem. To, że ty uważasz go za swojego "przyjaciela"- powiedział to z wyjątkowym obrzydzeniem.
-To nie znaczy, że on też tak to traktuje- dokończył, a napięcie między nami powodowało, że chwilami brakowało mi powietrza.
-Zayn, mnie to nie obchodzi -czemu on jest taki uparty?
-Ale mnie tak. Jesteś moja. To co moje, jest tylko i wyłącznie moje- jego wzrok pociemniał, a uścisk jeszcze mocniej się zacisnął.
-Jestem twoja- powiedziałam to, co powiedziałam? Jestem jego? Jego oczy wyglądały trochę jakby przechodził wewnętrzny szok, ale po chwili został on zastąpiony radością. Przybliżył się do mnie i namiętnie wpił się w moje usta.
-Moja i tylko moja- wypowiedział wprost do moich ust.
-Za Każdym razem kiedy go widzę mam ochotę odciąć mu jaja- powiedział Zayn mocno przygryzając moją dolną wargę.
-A jak jest w pobliżu ciebie, to cały sie gotuje. Mam dość chuja-tak jakby mówił sam do siebie.
-No widzisz, a ja mam tak z Lilly- odparłam i poczułam jak jego ciało się napina, ale nie przestawał mnie całować.
-Nawet nie wiesz jak czuje się kiedy widzę was razem na tej pieprzonej uczelni- powiedziałam do niego, a on zachichotał na moje słowa.
-Zazdrość przez panią przemawia, Panno Lockwood?- czułam jak się uśmiecha.
-Pan po prostu wykorzystuje moje słabości, przeciwko mnie panie Malik- odpowiedziałam.
-Ja? Jakże bym śmiał- złapał mój pośladek, przez co pisnęłam cicho, a on zacisnął dłoń jeszcze mocniej.
-Lubisz sie ze mną droczyć, prawda?- zapytał tym pociągającym głosem.
-Może- rzeczywiście to lubię. Uwielbiam mieć nad nim kontrolę. Oczywiście jeśli mam okazję, a ona zdarza się raz na tysiąc lat.
-Idziemy- oderwał się ode mnie i pociągnął za sobą. Nie podobało mi się to, ale nie próbowałam protestować. Wolę go nie wkurwiać. Jego dłoń nadal ciasno oplatała moją, co jakiś czas coraz mocniej ją ściskając. Idziemy do niego. No, ale przecież akademik był w inną stronę. Nic już z tego nie rozumiem.
-Pan Zayn Malik we własnej osobie -usłyszeliśmy jakiś głos za nami. Ciało Zayn'a jak na zawołanie się spięło. Ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej niź wcześniej, a złość aż się w nim gotowała.
-Stań za mną i nie mów nic skarbie- szepnął do mojego ucha. Zrobiłam to, co kazał mi zrobić.
ZAYN'S POV
Ten pieprzony znajomy głos. Myślałem, że już z nim skończyłem, ale najwyraźniej się pomyliłem.
-Nie przywitasz się ze starym, dobrym przyjacielem?- zapytał, a na tej jego parszywej mordzie pojawił się głupawy uśmiech.
-Pieprz się- warknąłem. Katherine stała za mną i patrzyła przez moje ramię. Była wystraszona.
-No co ty, Zayn! Nie poznajesz wujka Barry'ego?- zaśmiał się gardłowo. To nie mój wujek. Nie do końca. To dobry przyjaciel byłego partnera mojej mamy. Dobrze wiedział, że jego przyjaciel katuje mnie, moją mamę, ale nic, kompletnie nic z tym nie zrobił.
-Może przedstawisz mi swoją koleżaneczkę, Zayn?-ten głupi uśmiech nie znikał z jego twarzy, a ja poczułem jak ciało Katherine wzdrygnęło się na jego słowa.
-Nawet do niej nie podchodź-odpowiedziałem. Po raz kolejny zaśmiał się dzisiaj.
-To twoja nowa panienka, tak?-zapytał próbując zobaczyć dziewczynę, stojącą za moimi plecami.
-Nic ci nie zrobię kochanieńka, chciałem po prostu zobaczyć z kim Zayn ułożył sobie życie-powiedział odpychając mnie od niej, przez co mur, który moje plecy stanowiły dla jej pięknego ciała rozpadł się. Podszedł do niej i palcem wskazującym dotknął jej policzka delikatnie po nim przejeżdżając.
-Nie doty...
-Zamknij się-przerwał mi.
-Jak się nazywasz piękna?-zapytał łapiąc za jej obolałą dłoń, którą jeszcze przed chwilą trzymałem ja.
-Ka-Katherine-Boże ona się tak bardzo boi.
-Katherine- powtórzył ten sukinsyn
-Piękne imię, dla jakże pięknej dziewczyny- przejechał tą swoją obrzydliwa łapą, po jej policzku. Traciłem nad sobą kontrolę. Chciałem go zapierdolić. On nie ma pierdolonego prawa jej dotykać!
-Więc to jest twoja nowa dziwka?- odwrócił się twarzą do mnie, z tym szyderczym uśmiechem, który zaraz zmyłem z jego mordy. Zanim się obejrzałem, moja pięść wylądowała na szczece tego chuja, a przez siłę z jaką go uderzyłem, upadł na ziemię.
-Co ty kurwa powiedziałeś?!- moje opanowanie i samokontrola zniknęły.
-Niedosłyszysz czy jaki chuj? Powiedziałem, że ona- wskazał palcem na przestraszona dziewczynę, stojąca jakieś dwa metry ode mnie.
-Jest twoja nowa dziwką- zaśmiał się ponownie. Wymierzyłem mu kolejny cios w twarz.
-Nie masz kurwa jebanego prawa, żeby ją tak nazywać!- zacząłem go okładać pięściami. Facet jęknął po chwili z bólu.
-Boli?!- gdy nie odpowiedział, ponownie go uderzyłem
-Pytam się kurwa czy boli! Odpowiadaj- powiedział coś nieskładnie. Zgaduje, że przez ból, który teraz odczuwał, nie miał nawet siły, aby wypowiedzieć krótkie słowo
-To teraz kurwa już wiesz jak to jest!- kopnąłem go w brzuch. Jego twarz była cała posiniaczona. Krew leciała strumieniami z jego nosa i wargi. Koszulka, którą miał na sobie była pomięta i zakrwawiona. Odwróciłem się i spojrzałem na Katherine. Była bliska płaczu. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za reke, przez co się wzdrygnęła. Boi się mnie?
-Katherine?- patrzyła się w jakiś punkt za mną. Unikała mojego spojrzenia.
-Katherine, proszę. Spójrz na mnie- położyłem dłonie po obu stronach jej twarzy, przez co musiała zrobić to, o co prosiłem.
-Nie bój się mnie- patrzyliśmy sobie w oczy. W jej spojrzeniu nie widziałem nic, oprócz przerażenia. Jej oczy zaszklone od łez próbowały uciec wzrokiem od moich. Znów wywołałem u niej strach.
-Katherine, popatrz na mnie. Proszę nie bój się mnie-delikatnie musnąłem jej usta, na co pisnęła przerażona. Ałć. Położyłem swoje dłonie na jej biodrach.
-Przepraszam. Naprawdę przepraszam, ale nie mogłem pozwolić żeby ten chuj mówił tak o tobie. Pamiętasz? Mówiłem, że nigdy nie zrobię ci krzywdy. Pamiętasz?-skinęła głową, a po jej zaczerwienionym policzku zleciała łza. Kciukiem wytarłem ją i czekałem, aż przerażenie przestanie rządzić jej ciałem.
-Nie bój się mnie-powoli przybliżyłem usta do jej szyi i cmoknął zimny obojczyk.
-N-nie boję się- jąkała się. Skłamała, ale wydaje mi się, że chciała mnie uspokoić
-Przepraszam, że musiałaś na to patrzeć- w odpowiedzi cmoknęła mnie lekko, ale dalej była w drobnym szoku.
-Czy m-możemy już iść?- zapytała szeptem.
-Poczekaj chwilę- puściłem ją i odwróciłem się w stronę tego ścierwa.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem- splunąłem i ostatni raz go kopnąłem.
-Zayn- powiedziała błagalnie Katherine
-Idziemy- złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą. Muszę ją zabrać do siebie. Teraz nie może zostać sama. Samotnie będzie miała dużo czasu na przemyślenie wszystkiego i możliwe, że mnie zostawi, a ja tego nie chce. Tak jestem samolubnym egoistą.
-Akademik przecież jest tam- powiedziała półgłosem wskazując przeciwny kierunek.
-Nie idziemy do akademika- powiedziałem spokojnie.
-Ale ...
-Nie bój się, chce ci coś pokazać-uspokoiłem ją.
-Ki-kim był ten koleś?-wiedziałem, że w końcu o to zapyta.
-To ... um ... przyjaciel partnera mojej mamy- odpowiedziałem przeczesując włosy dłonią. Oparła głowę o moje ramie i głośno westchnęła.
-Nie lubię kiedy jesteś zły-powiedziała szeptem. Myślała, że nie usłyszałem.
-Wiem- odpowiedziałem i objąłem ją ramieniem.
-To było straszne- spojrzała na mnie.
-Katherine, czy możemy o tym już nie rozmawiać?- zapytałem poirytowany.
-Prze-przepraszam- odpowiedziała i ucichła. Cała drogę do mojego auta, szlismy w kompletnej ciszy
-Gdzie jedziemy?- zapytała, gdy auto ruszyło z parkingu
-Zobaczysz- skupiłem się na drodze. Gdy zauważyłem jaka jest spięta, położyłem swoją dłoń na jej udzie, co ją trochę rozluźniło.
-Zayn, czemu powiedziałeś do niego, że teraz wie jak to jest?- zapytała, ale nie spojrzała na mnie.
-Nie chce o tym mówić- odpowiedziałem ostrzej niż miałem zamiar. Jej ciało spięło się, gdy usłyszała mój ton. Kurwa! Już się nie odezwała. Westchnąłem głęboko uspokajając się przy tym i zacisnąłem lekko jej nogę, aby ją rozluźnić.
-Wiedział o tym, że mój ojczym bił mnie i mamę. Kiedyś sam ją uderzył. Mnie też prał-odparłem spokojniej niż wcześniej. W mojej głowie przelatywały wspomnienia z tego gównianego domu w Bradford.
-Przy-przykro mi-ujęła moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie słabo. Była przytłoczona tym wszystkim. Nie mogę stawać się przy niej taki agresywny. W końcu ode mnie odejdzie. W prawdzie nie jesteśmy razem i raczej nie ma szans na to, żebyśmy byli, ale ja nie mogę pozwolić jej odejść. Jakim on kurwa prawem ją dotknął?! Nie mogę wyrzucić tego obrazu z głowy kiedy złapał ją za dłoń i gładził jej policzek. Była tak bardzo przestraszona.
Wzdrygnąłem się, na co popatrzyła na mnie pytająco.
-Co się stało?- jej głos był tak bardzo uspokajający.
-Nic- uśmiechnąłem się słabo, co odwzajemniła.
KATHERINE'S POV
Bałam się. Wtedy jak stracił nad sobą kontrolę. Tak bardzo się wystraszyłam. Ale wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy. Obiecał mi to i wierzyłam mu. Nadal miałam tak wiele pytań. Co zaszło między nim, a tym kolesiem? Gdzie jedziemy? Nazwał mnie "kolejną dziwka". Kolejną? Ughh, ta niepewność mnie zabijała. Wolałam jednak nie pytać, zważając na jego ciągle zmiany nastrojów i stan psychiczny w jakim teraz się znajdował. Musiał się uspokoić. Nagle samochód się zatrzymał. Staliśmy, przed dużą willą. Ściany miała całe białe, a okna duże i nowoczesne.
-Jesteśmy- uśmiechnął się i wysiadł z auta. Otworzył drzwi po mojej stronie i podał mi rękę, aby pomóc mi wysiąść.
-Zayn, gdzie jesteśmy? -uśmiechnęłam się szeroko.
-To jest ... um ... mój dom- popatrzył na mnie.
-Masz swój dom?-spojrzałam na niego. Podrapał się po karku i nieśmiało przytaknął, a no mojej twarzy malował się szok.
-Tak, zanim tato umarł wykupił mi dom, dobrze wiedział, że chce tu studiować-odpowiedział na moje pytanie. Podszedł do mnie i objął mnie ręką w pasie.
-Zapraszam-uśmiechnął się szeroko po czym ruszyliśmy w kierunku drzwi. Podszedł do nich i odkluczył je. Wpuścił mnie do środka. Kiedy znalazłam się w środku, po prostu oniemiałam. Wszystkie ściany pokryte były w obrazkach grafiti. Chodziłam od jednego do drugiego jak pod jakimś zaklęciem.
-Jesteś...jesteś artystą?- spojrzałam na niego, a on wyglądał na zakłopotanego. Zayn jest zakłopotany. O kurwa...
-Powiedzmy, że artystą amatorem- odpowiedział.
-Amatorem?!- co on pieprzy?!
-Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego jaki masz talent- powiedziałam podekscytowana, a on się zaśmiał.
-Wątpię- powiedział i podszedł do mnie.
-Chcesz się czegoś napić?- położył swoje dłonie na moich biodrach.
-Poproszę- szepnęłam cicho, a on przygryzł wargę.
-Zaraz wracam- oznajmił cmokając mój policzek.
-Okey- odszedł, a ja postanowiłam się trochę rozejrzeć. Chodziłam od pokoju do pokoju i oglądałam niesamowite arcydzieła Zayn'a. Weszłam do następnego pomieszczenia, które jak mi się wydawało było sypialnią, sądząc po tym, że stało tam wielkie łoże i kilka innych mebli. Moją uwagę przykuło duże malowidło na całą ścianę. Przedstawiało dziewczynę w zwiewnej sukience i długich, ciemnych włosach. Wyglądała na zagubioną. Tylko kogoś mi przypominała, ale za chiny nie wiedziałam kogo. Naprawdę postać na obrazie była tak bardzo znajomą osobą. Ściana wyglądała na dopiero co skończoną. Musiał to niedawno namalować. Przejechałam palcem wskazującym po obrazie. Jest śliczny. Ciemny włosy dziewczyny, biała sukienka. Zauważyłam, że dziewczyna miała łzy na twarzy. Płakała.
-Myślałem, że już mi uciekłaś-Zayn wszedł do sypialni i postawił kubki na biurku. Zaśmiał się na swoje słowa.
-Kto to jest?-zapytałam prosto z mostu wskazując na ścianę.
-Um ... to dziewczyna-podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-Ale jaka?-zapytałam z dużą ciekawością w głosie i położyłam swoje dłonie na jego oplecionych wokół mojej tali i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Przyszło jakoś tak-odpowiedział.
-Kłamiesz- zaśmiałam się i odwróciłam się do niego twarzą i złapałam za jego dłonie. Zachichotał widząc co robię.
-Zayn, powiedz mi prosze-próbowałam zatrzymać nową dawkę śmiechu.
-Jak małe dziecko-cmoknął do mnie w powietrzu.
-Wypraszam sobie-dosłownie dusiłam się śmiechem.
-To kto to?- popatrzyłam na niego błagającym wzrokiem, na co przewrócił oczami. Nienawidzę jak ktoś to robi, ale w jego wykonaniu nawet to jest seksowne.
-Serio chcesz wiedzieć?- zapytał, a ja kiwnęłam głową. Wypuścił głośno powietrze zanim się odezwał.
-Ty. - szepnął, a mnie zatkało.
-C-co?- byłam w niemałym szoku.
-To jesteś Ty- powtórzył się, ale był chyba trochę poirytowany faktem, że musi się powtarzać. Nie mogłam w to uwierzyć. Wgapiałam się w ten obraz jak w bóstwo. Namalował mnie?
-Katherine?- przerwał długa ci
-T-tak?
-Proszę, powiedz coś- szepnął
-To jest piękne. Dziękuję- odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam na niego. Jego oczy ciemniały z każda chwilą. W pewnym momencie wspięłam się na palcach i wpiłam się w jego pełne usta. Zareagował natychmiastowo i swoje duże dłonie położył na moje nogi. Podniósł mnie, a ją oplotlam go w pasie. Przyparł mnie do wielkiej szafy, a ja pociągnęłam go za włosy.
-Katherine...-nie przestawał mnie całować. Oderwał mnie od szafy i delikatnie położył na łóżku. Jego pełne pożądania usta nie odrywały się od moich, a ręce oparł po dwóch stronach mojej głowy. Całował to mnie, to moją szyję, a ja aż nie mogłam się powstrzymywać od cichych jęków. Pragnę go. Nie obchodzą mnie teraz inni. Chce jego.
-Kurwa Katherine. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ja cię pragnę- ściągnął moja koszulkę i całował linie mojego biustu.
-Zayn?- mruknęłam.
-Hmm?
-Kochaj się ze mną-wyszeptałam.
Hej :) No więc kolejny rozdział gotowy! Chciałyśmy bardzo serdecznie podziękować za ponad 4,000 tys. wyświetleń! Jesteście niesamowici! I dziękujemy za kolejne 2 nominowania do Libster Award <3 Kochamy was <3 I mamy nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział xx
No i to jak podobał. Super jest *___* nie moge się doczekać kolejnego
OdpowiedzUsuń@Niesia69
Ps. Zapraszam do mnie http://zaynmalikprawdziwahistora.blogspot.com/
OH MY GOODNESS! OH MY GOODNESS! OH MY GOODNESS!!!!!!! Rozdział marzenie! A końcówka?! O co więcej mogę prosić? Hahah no tak, O KONTYNUACJĘ! <3 Kocham!
OdpowiedzUsuńLexi
w takim momencie przerywacie ;_______; świetny jak zawsze będzie się działo w następnym tytrtyt nie mogę się doczekać <3 miała się od niego trzymać z daleka >.< ale nie dziwię się dla czego nie może Zayn jest taki jfadlfvagspg wszystkie ulegają
OdpowiedzUsuńDo następnego Zuza xx
super!!
OdpowiedzUsuń