Moje ciało i dusza były oszołomione tym, co jeszcze dokładnie kilka sekund temu miało miejsce. Tak, to nie był pierwszy raz, gdy Zayn robił mi coś... takiego. Ale mimo to nadal nie mogłam przyzwyczaić się do tego rozkosznego uczucia. Moja klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, oddech był nieunormowany i ciężki. Dreszcze przechodziły co chwila przez moje ciało. Gdy usłyszałam kroki dochodzące z korytarza, poczułam jak moje serce podchodziło mi do gardła. Popatrzyłam na drzwi, w których stał jakże seksowny Pan Malik. Opierał się o framugę drzwi, w lewej ręce trzymając kajdanki, z którymi już zdążyłam się zapoznać. Lustrował moje ciało. Jego oczy były ciemne. Podał mi swoją rękę, którą po chwili wahania chwyciłam. Mocno przyciągnął mnie do siebie i zanim się obejrzałam, moje nadgarstki zostały przypięte kajdankami do metalowej rury, tak jak mi obiecał. Podniósł moją koszulę nocną lekko do góry i spojrzał na mnie.
-Teraz się zabawimy- szepnął i poczułam w sobie jego palec.
***
Niesforne kosmyki włosów zaczęły łaskotać moją twarz tym samym budząc mnie ze słodkiego snu. Przetarłam oczy dłonią i próbowałam podnieść sie do góry, ale utrudniło mi to spokojnie spoczywające na mnie ciało mojego chłopaka. Mruknął pod nosem i wtulając się we mnie mocniej dalej plywał mo niebieskich chumrach. Kątem oka rozjerzałam sie po pokoju. Bajzel jaki się w nim znajdował był okropny. Kajdanki nadal wisiały na metalowej rurze, a rzeczy, które wczoraj zwalił z biurka Zayn, tylko po to, aby móc porządnie mnie przepieprzyć, walały się dosłownie po całym pokoju. To było coś. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy w mojej głowie zaczęły odtwarzać się wydarzenia z wczorajszego wieczoru i przekręcając delikatnie ciało wtuliłam się w szyję Zayn'a, bawiąc się jego kruczoczarnymi włosami i muskając jego szyję. Miałam wrażenie, że byłam oazą spokoju. Zawsze tak było po udanej 'zabawie' z Zayn'em. Ale wiedziałam, że mój spokój niedługo sie skończy. Zawsze tak było. Moja chwila radosci i szczęścia zostawała przykryta przez czarną falę chmur. Zayn mruknął pod nosem, co od razu wybudziło mnie z moich przemyśleń na temat tego jak bardzo "tragiczny" jest mój żywot. Spojrzałam na chłopaka, jednak on dalej był pogrążony w swoim słodki śnie. Wyglądał tak chłopięco, beztrosko. Jak niewinny chłopczyk, który chowa się pod kołdrą, w strachu przed potworem spod łóżka. Na tą myśl moje serce zmiękło i złożyłam niewinny pocałunek na ustach mulata.
Po dłuższym czasie leżenia i wpatrywania się w tego śpiącego boga, zaczęłam się wiercić. Jego ciało było naprawdę gorące. Leżąc wtulona w jego ciało i opleciona ramionami, naprawdę traciłam potrzebny mi do życia tlen. Jego objęcia były tak silne, jakby bał się choć odrobinę poluzować uścisk, ponieważ mogłabym uciec. Jego nogi były ciasno wplecione w moje. Można powiedzieć, że praktycznie na mnie leżał, ale to było niesamowite uczucie. O szlag! Zajęcia. Kolejny dzień opuszczony. A to wszystko przez te jego potrzeby seksualne.
-Mała, nie wierć się tak-usłyszałam jego zachrypnięty głos. Przeniósł swoją głowę na moje ramie i próbował otworzyć powieki, ale po chwili starania z powrotem je zamknął.
-Przepraszam, nie chciałam cię obudzić, ale po prostu jest mi strasznie gorąco-powiedziałam szeptem wplątując dłoń w jego włosy. Oh, tak bardzo kocham to robić.
-Nic się nie stało. Która godzina?-zapytał całując moje nagie ramie.
-9:57-odpowiedziałam spoglądając na zegarek.
-A co z twoim budzikiem, co?-otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie głupio się szczerząc. O nie.
-To ty go wyłączyłeś-warknęłam.
-Wybacz-chwyciłam za małą poduszkę uderzając go w głowę. Zmarszczył oczy i po chwili wskoczył pod kołdrę łaskotając mnie i składając na moim brzuchu delikatne pocałunki.
-Zayn! Zayn przestań! To łaskocze!-dosłownie dławiłam się śmiechem, który roznosił się po całym mieszkaniu. Po chwili Zayn wychylił głowę spod kołdry, a jego twarz znalazła się milimetry od mojej.
-Nie waż się więcej rzucać we mnie poduszką, zrozumiano?- jego mina była poważna, lecz wyczułam nutę rozbawienia w jego głosie.
-Oj, Panie Malik, oboje dobrze wiemy, że jestem skłonna zrobić to ponownie- uśmiechnęłam się do niego szeroko na co odpowiedział mi tym samym, a ja dosłownie rozpłynęłam się na ten widok.
-Jesteś piękny- te słowa wydostały się z moich ust, nim zdążyłam je przeanalizować. Zaśmiał się cicho, a następnie pocałował mnie delikatnie.
-Ty też jesteś niczego sobie- uśmiechnął się szyderczo, przez co na moich policzkach zagościło znane gorąco.
-A więc, co masz zamiar dzisiaj robić? Bo na zajęcia już nie pójdziesz- zapytał i wiedziałam, że stara się mnie sprowokować.
-Szyderczy drań- fuknęłam rozbawiona.
-A jeżeli chodzi o moje plany na dzisiaj to mam wizytę u lekarza-powiedziałam nadal bawiąc się jego włosami. Jego ciało nadal spoczywało na moim okryte kołdrą, a głowę ułożył na mojej kletce piersiowej. Jednak podniósł ja do góry słysząc moją odpowiedź.
-Lekarza?-zapytał zdziwiony.
-Tak lekarza-odpowiedziałam przeczesując dłonią włosy.
-Jakiego?-dopytywał.
-Zayn-mruknęłam niezadowolona jego pytaniem. To naprawdę osobista sprawa.
-No pytam do jakiego lekarza idziesz?
-Do ginekologa-odparłam cicho. To naprawdę była dla mnie żenująca sytuacja.
-Po co masz do niego iść?- jego ton głosu zrobił się bardziej oschły.
-No taka coroczna kontrola-odparłam patrząc na niego kątem oka. Czy on myślał, że ja ...?
-To będzie kobieta?
-Zayn!-skarciłam go. Tego chyba już mógłby sobie darować.
-Pytam.- warknął.
-A ja nie zamierzam ci odpowiadać- fuknęłam.
-Powiesz mi, czy sam mam tam z tobą pójść i się dowiedzieć?- uniósł brwi. Moje serce zaczęło szybciej bić.
-Co?
-To co słyszałaś. To kto to będzie?- zapytał.
-Ugh, facet- warknęłam pod nosem. Jego ciało się spięło, kiedy te słowa wyleciały z moich ust.
-Nie ma mowy- syknął.
-Zayn...
-Żaden facet nie ma prawa cię dotykać, z wyjątkiem mnie- powiedział ostro i spojrzał na mnie oskarżycielskim wzrokiem.
-Ale to jest lekarz!- przewróciłam oczami.
-A jakie to ma do kurwy nędzy znaczenie?! Facet to facet! - wydęłam usta.
-Nie będzie cię badał jakiś fiut i koniec kropka- swoim tonem dla mi do zrozumienia, że tak dyskusja już się skończyła.
-Ale ja muszę tam iść...
-To pójdziesz do kobiety
-Nie, Zayn. Nie ma takiej opcji. Idę do tego lekarza, do którego mam zapisaną wizytę i koniec kropka
-Ty chyba naprawdę nie rozumiesz co ja do ciebie mówię. Powiedziałem, że nie pójdziesz do żadnego faceta na badanie-spojrzał na mnie dając mi do zrozumienia, że łatwo nie odpuści.
-Zayn, ty jesteś jakiś niepoważny!-podniosłam głos.
-Albo pójdziesz do kobiety, ale pójdę z tobą do tego lekarza i koniec kropka
-Nigdzie nie będziesz ze mną szedł!-pisnęłam. Chłopak zdążył już zejść z mojego ciała.
-Żaden inny facet oprócz mnie cię nie dotknie i koniec
-Jesteś dziecko nie facet. Jesteś zazdrosny, a przypominam Ci, że to tylko lekarz-dałam nacisk na ostatnie słowo.
-Samiec to samiec. Przestań się kłócić. Umowie cię z ginekolog- wstał nagi z łóżka i skierował się do szuflady. Mój umysł na chwilę stracił przytomność, pod wpływem tego widoku, jednak szybko się otrząsnęłam, gdy przypomniałam sobie co zamierza zrobić. Wyciągnął z szuflady dresy i szybko naciągnął je na swoje nogi.
-Proszę cię. Daj sobie spokój- błagałam.
-Postaw się w mojej sytuacji - spojrzał na mnie ostro.
-To co innego...
-To, to samo. Jakbyś się czuła, gdyby inna kobieta mnie dotykała?- uniósł brew. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.
-Ja...
-No właśnie. Nie pozwolę ci iść do doktora. Idę zadzwonić. Zaraz wracam- powiedział i zniknął za drzwiami.
-Zayn do jasnej cholery!-krzyknęłam lecz dobrze wiedziałam, że pójdzie to na nic. Wstałam z łóżka i ubrałam na siebie moje czarne leginsy i obciętą przeze mnie bluzkę. Szybko wyszłam z pokoju schodząc na dół i szukając wzrokiem Zayn'a. Słyszałam jego głos w kuchni.
-Tak ... najlepiej na dzisiaj ... myhym ... druga ... dobrze dziękuję bardzo. Do widzenia-zakończył rozmowę telefoniczną. Założyłam ręce na wysokości piersi i spojrzałam na niego spod przymrużonych oczu.
-Masz wizytę u pani Moor o 2-powiedział spokojnie.
-Jesteś okropny-powiedziałam nastawiając wodę na kawę. On jest naprawdę niepoważny. Rozumiem wszystko, ale to już jest szczyt wszystkiego
-Będziemy musieli wyjechać z domu gdzieś 10 po 1, bo to pół godziny jazdy, a po drodze mogą być korki-odparł wyciągając drugi kubek i wsypując do niego 2 łyżeczki kawy.
-Świetnie- warknęłam.
-Hej- poczułam na swoich biodrach jego duże dłonie.
-Zrobiłem to dla ciebie- pocałował mnie w szyję.
-Robisz tylko zamieszanie. Jakbyś nie mógł odpuścić choć ten jeden pieprzony raz- jęknęłam poirytowana.
-Ja nigdy nie odpuszczam. Pamiętaj o tym- powiedział.
-Doprawdy?- rzuciłam ironicznie.
-Czy ty się ze mnie nabijasz?- czułam jak się uśmiecha.
-Tak- naprawdę chciałam się gniewać, ale przez niego się nie da. Ta beztroska strona tego mężczyzny jest naprawdę zabójcza. Odwrócił mnie w swoją stronę, aby spojrzeć mi w oczy.
-Nadal się gniewasz?- zrobił słodkie oczka.
-Tak- odparłam zdecydowanie.
-Oj, nie bądź zła. Wiesz, że wynagrodzę ci to w naturze- po tym jak usłyszałam te słowa, wybuchłam głośnym śmiechem.
-Tak jak zawsze- powiedziałam, nie zaprzestając mojemu atakowi śmiechu.
-Oczywiście- jego kąciki ust uniosły się wysoko w górę. Gdy moje emocje odrobinę opadły, zalałam nasze kawy gorącą wodą. Postawiłam dwa kubki na stole i otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do przekąski.
-Zayn, trzeba jechać do sklepu. Lodówka jest pusta-powiedziałam wyciągając jabłko z dolnej szufladki.
-To po wizycie-odparł popijając kawę. Panowała między nami cisza, którą przerwałam ja.
-Wiesz myślałam ostatnio nad tym, żeby znaleźć jakiś staż. Musze dokładać się do mieszkania, w końcu tu mieszkam-na jego czole pojawiła się zmarszczka. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie ma potrzeby, abyś dokładała się do mieszkania. Mam pieniądze i to wystarczy.
-Zayn, ale ja tak nie mogę. Moglibyśmy się jakoś podzielić-powiedziałam z entuzjazmem.
-Mogłabym opłacać prąd na sam początek, a później gdybym dostawała już jakieś lepsze pieniądze mogłabym opłacić telewizje-uśmiechnęłam się do niego, a on zachichotał.
-Kochanie, nie ma takiej potrzeby-cmoknął mnie w policzek i wsadził kubek do zlewu.
-No, ale czemu?-zaczynałam marudzić.
-Mała, zaraz trzeba się ubierać- zbył mnie.
-Dokończymy ten temat jak wrócimy do domu-oświadczyłam wychodząc z pokoju. Weszłam po schodach na górę i skierowałam się do garderoby. Wyciągnęłam z niej moje ulubione czarne obcisłe spodnie, a do tego śliczny beżowy sweterek. Wyjrzałam przez okno sprawdzając czy na podwórku przypadkiem nie pada. Pogoda jak na listopad była całkiem niezła, ale i tak postawiłam na moje czarne converse'y. Zayn po chwili dołączył do mnie ściągając z wieszaka swój czerwony sweter. Założył jeszcze glany i popatrzył na mnie.
-Gotowa?-zapytał. Przytaknęłam głową, a chłopak splótł nasz ręce i skierował nas schodami do wyjścia z mieszkania.
TAK JAK MÓWIŁ ZAYN, korki na drogach były niesamowicie długie i niezwykle irytujące, jednak po nie całej godzinie, dojechaliśmy pod przychodnię.
-Boże, nienawidzę korków. Niektórzy ludzie nie powinni mieć prawa jazdy- marudziłam, gdy wysiadłam z samochodu.
-Ta, muszę się z tym zgodzić- mruknął chłopak. Podszedł do mnie, złapał moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku wejścia do budynku. Nie wiem czemu, ale strasznie się denerwowałam. Moje ręce się trzęsły, a serce szalało. Zayn chyba musiał to zauważyć.
-Co jest? -zapytał zatroskany.
-Nie, nic. Po prostu się stresuje- uśmiechnęłam się blado.
-Mała, nie masz czym się stresować. Będzie dobrze- posłał mi ciepłe spojrzenie, które dodało mi odrobinę otuchy. Skierowaliśmy się do recepcji i spytaliśmy gdzie przyjmuje doktor Moor. Pielęgniarka posłała nas pod salę z numerem 15, a my usiedliśmy na krzesełkach. Nie było tak dużo ludzi, ale przede mną była jedna starsza kobieta.
-Wiesz, gdybym znał się na tych wszystkich pierdołach medycznych i anatomii człowieka to sam bym się tobą zajął-powiedział szeptem Zayn kładąc rękę na moim udzie. Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami, a on uśmiechnął się.
-Jesteś niewyżyty-szepnęłam do niego, a on zaśmiał się cicho. Kilka kobieta spojrzała na mojego chłopaka i nie mogły oderwać od niego wzroku. Ej! On jest mój!
-Panna Lockwood-usłyszałam swoje nazwisko i spojrzałam w stronę, z której wydobywał się dźwięk. W drzwiach stała czarno włosa kobieta koło 40. Uśmiechała się do mnie i wyglądała na przemiłą kobietę.
-Mm ... to ja-wstałam niepewnie, a ona zachęciła mnie zapraszając do swojego gabinetu gestem ręki. Zobaczyłam, że Zayn wstał z krzesełka i zaczął za mną iść.
-Co ty robisz?-zapytałam lekko zszokowana.
-No idę z tobą-odparł spokojnie.
-Nigdzie ze mną nie idziesz. Będziesz tu siedział i nawet nie próbuj się ze mną kłócić-powiedziałam stanowczo i weszłam do gabinetu zamykając za sobą drzwi.
***
-Dziękuję doktor Moor- uśmiechnęłam się miło do kobiety, na co odpowiedziała mi tym samym.
-Ależ proszę Panno Lookwod- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Do widzenia- powiedziałam, gdy już miałam wychodzić.
-Do widzenia. - zamknęłam za sobą drzwi, kiedy znalazłam się na korytarzu. Rozejrzałam się i ujrzałam Zayn'a, siedzącego na kanapie, pod baczną obserwacją kilku kobiet. Chłopak jednak albo nie zdawał sobie z tego sprawy, albo go to nie obchodziło. Poczułam palące uczucie zazdrości, lecz szybko ono minęło, gdy mulat spojrzał w moja stronę. Był... zły? Dlaczego? Przecież byłam u kobiety. Wstał bez słowa, złapał moją dłoń i szybkim krokiem skierowaliśmy się do wyjścia.
-Zayn, jesteś zły?- zapytałam, jak tylko znaleźliśmy się za drzwiami przychodni. Nie odpowiedział mi.
-O co ci chodzi? Przecież sam mnie umówiłeś z doktor Moor. Nie rozumiem- powiedziałam z wyrzutem.
-Zayn?-próbowałam z niego coś wyciągnąć, ale na nic się to nie zdało. Otworzył drzwi i wszedł do samochodu.
-O co ci do jasnej anielki chodzi?-zapytałam patrząc na niego. Przeczesałam dłonią włosy i próbowałam się uspokoić.
-Zayn? Odpowiesz mi w końcu. Chyba mam prawo wiedzieć za co się na mnie złościsz-odparłam. On mnie totalnie ignorował. Wyjechał z parkingu i ruszył przed siebie.
-Zayn, powiedz coś w końcu. Naprawdę zaczyna mnie to irytować, a jednocześnie martwić. Nic nie zrobiłam-powiedziałam cicho.
-Dobrze ci tam było?-zapytał oschle. Czekaj, co?
-Że co proszę?!-podniosłam głos. Chłopak jedną ręką podpierał się na drzwiach, a drugą trzymał na kierownicy.
-Spodobał ci się?-jego oschły ton głosu naprawdę mi się nie podobał.
-O kim ty do cholery mówisz?!-krzyknęłam do niego. Zjechał na jakąś boczną dróżkę i zatrzymał się na środku, tak jak wtedy kiedy kochaliśmy się w samochodzie. Moje kąciki uparcie chciały podnieść się do góry, ale nie pozwoliłam im na to.
-Ten lekarz był zajebisty, prawda?-a więc o to chodzi. Nie spojrzał na mnie. Nie zrobił tego odkąd wyszłam z gabinetu. Patrzył tępo w jakiś punkt przed sobą, a ja po prostu nie dowierzałam. Był zazdrosny o lekarza, który wszedł na chwilę do gabinetu doktor Moor, aby zostawić jakieś papiery i omówić jakąś sprawę.
-Zayn to chore! Zastanów się o czym ty w ogóle mówisz!-skarciłam go. Jego zazdrość przekracza ludzkie granice.
-Dlatego tak bardzo chciałaś iść do tego faceta? Seksowny jest, co?- zapytał ironicznie, z namacalnym obrzydzeniem w głosie. Gotowało się we mnie.
-Nie! Byłam po prostu umówiona i nie chciałam robić kłopotu! A zresztą, po co ja ci się tłumacze?! Nie muszę tego robić! To ty sobie coś ubzdurałeś!- warknęłam głośniej niż miałam zamiar, ale należało mu się.
-Och, błagam cię. Nie udawaj. Co ci się w nim tak bardzo spodobało? Blond włosy, czy jebany tyłek?! - krzyknął do mnie.
-Jesteś niewiarygodny! Nic mi się w nim nie spodobało! Nawet nie wiem jak się ten doktor nazywał! On do cholery przyniósł jakieś papiery do gabinetu i od razu wyszedł!- ponownie przeczesałam dłonią włosy. Prychnął, co wytrąciło mnie z równowagi.
-Aż tak bacznie go obserwowałaś?- warknął. Do niego nic nie docierało.
-Zayn! To niezdrowe! Posłuchaj się. Zastanów się co ty w ogóle mówisz-powiedziałam odwracając się twarzą w jego stronę.
-No dalej, powiedz mi to Katherine. Na pewno by cię zaspokoił, co?! Jest na poziomie twoich wymagań?!-spojrzał.
-A żebyś wiedział-warknęłam pod nosem. On jest niemożliwe. To nienormalne.
-No proszę! Walnął ci minete?!-krzyknął. Przemawiała przez niego zazdrość.
-Skoro już tak sobie rozmawiamy to może pogadamy o tym jak czuje się ja kiedy 250 tysięcy par damskich oczu jest zwróconych na ciebie?! Jesteś niepoważny człowieku!-otworzyłam drzwi i trzaskając nimi ruszyłam pod górkę, aby móc wrócić na drogę. Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło.
-Katherine stój!-krzyknął do mnie ostro kiedy ja nadal wchodziłam pod górę.
-Zostaw mnie w spokoju!-odkrzyknęłam. Nie mam ochoty na rozmowę z tym człowiekiem. Ten lekarz wszedł i zostawił papiery, to wszystko. Szkoda tylko, że pan kurwa wielka zazdrość tego nie rozumie. Odwróciłam się w jego stronę, aby zobaczyć co zamierza zrobić. Wyszedł z samochodu i pobiegł za mną.
-Zostaw mnie! -krzyknęłam. Szlam tyłem, patrząc się cały czas na niego. Gdy już znalazł się obok mnie stanęłam w miejscu.
-Wracaj do samochodu- warknął władczo.
-Ani mi się śni- odpowiedziałam mu podobnym tonem.
-Wracaj. Do. Tego. Jebanego. Samochodu.- wysyczał każde słowo. Tym razem nie zamierzałam mu tak szybko ulec Nie będzie zawsze dostawał tego czego chce.
-Spieprzaj- syknęłam. Widziałam jak ze złości zaciska ręce w pięści.
-Ah, i dla twojej wiadomości nie jestem jakąś dziwką. Byłam umówiona z doktor Moor. Nie daję się dotykać każdemu facetowi. Nie jestem twoją Lilly!- krzyknęłam.
-Serio, chcesz teraz wracać do Lilly?!- wbijał swój ostry jak noże wzrok we mnie.
-Skoro już się kłócimy, to czemu nie?! Ty uwielbiasz się na mnie drzeć!
-Bo jesteś tylko moja! I żaden pojebany facet nie będzie cię kurwa mać dotykał!- wrzasnął.
-Ale on mnie nie dotknął! Nawet na mnie nie spojrzał! Poza tym nie mógłby, bo była tam zasłona ty idioto!-popatrzył na mnie trochę trzeźwiejszym wzrokiem i zaczął się powoli uspokajać. Na dworze zaczęło naprawdę mocno wiać, a ja miałam na sobie jedynie sweterek, który niekoniecznie dawał mi dużo ciepła.
-Katherine ...
-Już skończyłeś się wydzierać?! Chcesz dodać coś jeszcze?! No dalej, pokrzycz sobie jeszcze! Proszę bardzo!-krzyczałam do niego.
-Przestań ...
-Ja mam przestać?! Żartujesz sobie! Najpierw odwalasz jakieś sceny, bo byłam umówiona do mężczyzny na jakieś jedno, pierdolone badanie! Później kiedy już skończyłeś swoją szopkę ze zmienianiem lekarza w ostatniej chwili zaczynasz czepiać się lekarza, który przyniósł tylko jebane papiery do tego zasranego gabinetu. Jesteś popieprzony!-krzyknęłam do niego naładowana tymi wszystkimi emocjami. W jednej chwili znalazł się dosłownie kilka centymetrów ode mnie.
-To chore, rozumiesz?! Jesteś niepoważny! Może w ogóle zamkniesz mnie w klatce i ...-nie dał mi skończy, bo mocno wpił się w moje usta. Jego wargi były takie zimne, ale przez złość, którą do niego czułam odepchnęłam go od siebie.
-Nie. Nie tym razem - rzuciłam mu pełne jadu spojrzenie. Miałam gdzieś to jak mógł się poczuć.
-Nawet nie zapytałeś czy wszystko okay... czy badania wyszły dobrze...- powiedziałam już smutno.
-Ja... wszystko okay?- podrapał się po karku.
-Och, teraz cię to interesuje? Tak, wszystko jest dobrze- nie wierzyłam w niego. Z racji tego, że zmarzłam, ominęłam chłopaka i skierowałam się do samochodu.
-Katherine, proszę...
-Nie odzywaj się do mnie. Na chwilę obecną nawet nie chce mi się na ciebie patrzeć- nadal szłam przed siebie, ani razu nie odwracając się w jego stronę.
-Otwórz drzwi- powiedziałam, gdy doszłam do auta. Zrobił to co chciałam i po chwili siedziałam już w środku samochodu.
-Katherine, ja naprawdę przepraszam. Po prostu jak zobaczyłem, że ten lekarz wchodzi ...
-Daruj sobie i nie kompromituj się. Jedź do sklepu-powiedziałam oschle wpatrując się w szybę. Westchnął zrezygnowany i odpalił silnik samochodu. Ruszył z powrotem na normalną drogę i skierował się do pobliskiego supermarketu. W aucie panowała niesamowicie okropna cisza i wiedziałam, że czuje się winny. I dobrze. Po tym jaki cyrk dzisiaj odstawił powinien czuć się winny. Mam w dupie czy jeszcze będzie się wydzierał. Po jakiś 25 minutach uciążliwej drogi dojechaliśmy pod sklep. Zayn zgasił silnik i przeczesując dłonią włosy podrapał się po karku.
-Chcesz żebym poszedł z tobą?-zapytał bojąc się mojej odpowiedzi.
-Dam sobie rade. No chyba, że znów zaczniesz awanturować się o to, że minęłam jakiegoś mężczyznę czy też może podałam kasjerowi pieniądze-warknęłam i otwierając drzwi ruszyłam prosto do środka, bo z ciemnych chmur zaczął ulatniać się już deszcz. Wzięłam wózek i ruszyłam na zakupy do lodówki. Kupiłam kilka owoców i napoi. Musiałam zahaczyć jeszcze o dział chemiczny, z którego wykopałam proszek do prania i tabletki do zmywarki. Z zamrażalnika wzięłam jeszcze lody i poszłam do kasy. Wyłożyłam wszystkie zakupy na taśmę, a kiedy kobieta skasowała je zapłaciłam, pochowałam do reklamówek i wyszłam ze sklepu. Wsadziłam reklamówki na tylnie siedzenia i wsiadłam do przodu.
-Nie masz się o co martwić. Obsłużyła mnie kobieta około 50 z trwała na głowie-powiedziałam oschle do chłopaka.
-Przestań-Nie Zayn. Skoro jesteś aż tak bardzo zazdrosny, to będę ci teraz mówiła takie rzeczy. Bo nie mam ochoty na kolejną kłótnie. Wielki pan Malik będzie teraz kontrolował to co robię. Nie o to ci chodziło?- warknęłam.
-Nie- odpowiedział smutno i westchnął zrezygnowany.
-A wydawało mi się inaczej
RESZTA DROGI POWROTNEJ przebiegła w śmiertelnej ciszy, która przerywana była lekkimi kroplami deszczu. Gdy tylko znalazłam się w domu, od razu skierowałam się schodami na górę. Nawet nie ściągnęłam butów. Weszłam do sypialni, rozebrałam się do bielizny i opadłam ciężko na łóżko. Byłam wykończona. Ten mężczyzna wysysał ze mnie całą energię. Weszłam do garderoby i przebrałam się w swoje dresy i luźną koszulkę z dekoltem. Kiedy wyszłam w pokoju siedział Zayn. Jego głowa była delikatnie spuszczona w dół, a ręce założone na karku. Kiedy usłyszał moje kroki odwrócił głowę w moją stronę i popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Chyba naprawdę było mu przykro.
-Skarbie przepraszam-zbliżył się do mnie i chciał złapać mnie za dłoń, ale zabrałam ją.
-Tak będzie za każdym razem? Kiedy jakiś mężczyzna pojawi się w moim otoczeniu?-zapytałam spokojnie. Spojrzał na mnie i był naprawdę speszony.
-To ty jesteś moim chłopakiem i to ciebie kocham. To ty jesteś dla mnie jedyny. Szkoda tylko, że tego nie widzisz-powiedziałam smutno.
-Mała naprawdę przepraszam. Ja po prostu nie wyrobiłem kiedy on wszedł do tego pieprzonego gabinetu. Proszę, nie złość się już na mnie-złapała mnie w tali i przytulił do siebie, chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Zaczął ją delikatnie muskać, a ja poddałam się. To było silniejsze ode mnie. Instynktownie wplątałam dłonie w jego włosy, a on mruknął z zadowolenia.
-Dziękuję- wymruczał z ustami tuż przy mojej skórze.
-Ale wiedz, że nadal jestem zła- chciałam brzmieć stanowczo, ale nie poszło to po mojej myśli. -Jasne- zbył mnie i po chwili jego usta wylądowały na moich. Wszystkie emocje były zamknięte w tym jednym pocałunku. Fantastyczne uczucie. Włożyliśmy w to całe swoje serce. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy zabrakło nam tchu. Staliśmy tak wplątani w siebie, opierając o siebie swoje czoła -Kocham cię- szepnęłam. Jeszcze raz cmoknął mnie w usta przygryzając moją wargę.
-Chodź, zrobimy coś do jedzenia- uśmiechnął się i pociągnął mnie za sobą, w stronę wyjścia.
-Na co masz ochotę?- zapytał entuzjastycznie.
-Jestem otwarta na wszystkie propozycje- uśmiechnęłam się. Weszliśmy do kuchni, a chłopak zaglądnął do reklamówek z zakupami, które wyciągnął z auta.
-No to może zrobimy makaron z tuńczykiem, cukinią i pomidorami?-zapytał.
-Kocham tuńczyka!-krzyknęłam uradowana. Zaśmiał się marszcząc słodko nos i zabrał się za wyciąganie potrzebnych mu do przygotowania obiadu produktów. Ja natomiast opróżniłam reklamówki, odkładając zakupy na odpowiednie miejsca. Postanowiłam nie przeszkadzać chłopakowi więc usiadłam wygodnie na stołku i obserwowałam każdy jego ruch. To niewiarygodne, że tak wybuchowy mężczyzna porusza się tak subtelnie po tej kuchni.
-Smacznego- powiedział kładąc talerz przed moim nosem. Podał mi widelec i postawił szklankę z wodą mineralną i dwoma plasterkami cytryny w środku. Nałożyłam pierwszą porcję na widelec, a kiedy wylądowała w moich ustach dosłownie się rozpłynęłam.
-To jest genialne- powiedziałam połykając jedzenie. Uśmiechnął się delikatnie i upił łyk wody.
-Do której masz jutro zajęcia?-zapytałam nabierając kolejne porcje tego dania bogów.
-Chyba do 15- zmarszczył czoło. Nie lubił tej uczelni.
-A ty?- spojrzał na mnie.
-14:20. Mam na ciebie czekać?- uśmiechnęłam się.
-Nie. Zerwę się
-O nie Zayn. Nie możesz. Musisz chodzić na zajęcia. Poczekam. To żaden kłopot-odparłam.
-Jesteś pewna?
-Tak Zayn. Dam sobie radę- cmoknęłam go w policzek i zabrałam się za dokończenie mojej porcji. Zayn wziął mój talerz i włożył go do zmywarki.
-Dziękuję- powiedziałam słodko.
-Nie ma sprawy. Katherine, ja teraz pójdę pobiegać....- oznajmił.
-Chcesz iść ze mną?- dopowiedział.
-O nie. Ja i moje dwie lewe nogi nie lubimy żadnego rodzaju aktywności fizycznych. Poczekam na ciebie- zaśmiałam się na moją odpowiedź.
-W takim razie dobrze. Idę się przebrać- dał mi przelotnego buziaka i ruszył w kierunku schodów.
Skierowałem się schodami na górę i przebrałem się w swoje czarne dresy i luźną, czarna koszulkę na ramiączkach. Schowałem jeszcze swojego iPhona do kieszeni spodni i zbiegłem na dół. Zabrałem słuchawki z komody i chwyciłem jeszcze za wodę w kuchni. Katherine siedziała w salonie oglądając jakiś program telewizyjny.
-Wrócę za godzinę Skarbie-podszedłem do niej składając na jej ustach namiętnego całusa.
-Nie wychodź z domy i nie otwieraj nikomu drzwi-spoważniałem. Pokiwała głową na tak i uśmiechnęła się szeroko. Wyszedłem z domu i skierowałem się biegiem do parku. Włożyłem słuchawki, a w moich uszach zaczęły rozbrzmiewać pierwsze dźwięki piosenki Nirvany. Dzisiejszy dzień był naprawdę ciężki. Nie mogłem nic poradzić na mój napad zazdrości, ale kiedy zobaczyłem, że ten doktorek wchodzi do gabinetu, w którym była Katherine, w mojej głowie zaczęły wytwarzać się nieciekawe obrazy. Naprawdę nie chciałem być taki oschły, ale czułem jak zazdrość dosłownie mnie rozwalała od środka. Jutro piątek i kolejny weekend. Biegłem prostu przed siebie.
KIEDY ZNALAZłEM SIĘ JUŻ pod domem musiałem unormować oddech. Uwielbiam to. Biegam odkąd skończyłem 11 lat. Od jakiegoś czasu zaniedbałem to, ale ostatnimi czasy działo się sporo rzeczy. Uwielbiałem kiedy puls skakał, a ja zatapiałem się w swoim świecie. Wszedłem po trzech schodkach i otworzyłem drzwi.
-Mała, już jestem!-krzyknąłem ściągając buty w przedpokoju. Niestety nie dostałem odpowiedzi. Myślałem, że dziewczyna może zasnęła, ale kiedy zobaczyłem salon zacząłem naprawdę mocno się denerwować. Kilka krzeseł było porozwalanych, telewizor był włączony, a poduszki z sofy walały się po całym pokoju.
-Katherine?! Katherine?! Jeżeli to jest jakiś żart to wcale mnie to nie bawi!-krzyknąłem. Wbiegłem szybko na górę sprawdzając czy nie ma jej gdzieś w pokoju. Nigdzie jej nie było. Zacząłem naprawdę się bać. Wykręciłem jej numer, ale włączała się poczta głosowa. Dzwoniłem tak kilka dobrych razy, ale nadal nic. Wszedłem do kuchni i zauważyłem na blacie mała karteczkę.
"Trzeba było lepiej pilnować swojej dziewczyny. Teraz już będziesz wiedział, że nie zostawia się jej samej."
Nie, to niemożliwe!
Także rozdział 33 jest już gotowy :) Mam nadzieję, że spodoba się wam i zostawicie opinię na temat tej notki. Są wakacje Kochani, a już niedługo do szkoły. Jak myślicie? Co stało się z Katherine? Czy Zayn w końcu wyzna jej miłość i ich szczęście zagości u nich na trochę dłużej?
Cooo!? Gdzie ona jest Zayn się wkurwi nie chciałabym być w skórze tego kogoś kto ją porwał. Może po tym wypadku w końcu powie jej o swoich uczuciach <3. Czekam na następny rozdział miłego pisania :)
OdpowiedzUsuńBuziaki Zuza xx
O BOŻE! Gdzie Kate?! Rozdział genialny! Kłótnia na kłótni ale zazdrosny Zayn jest taki... pociągający... Haha kocham i czekam!
OdpowiedzUsuńLexi
Boooski, i napewno Katherine zabrali ci kolesie ktorych pobil Zayn xD booooski
OdpowiedzUsuń