poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 34


"Trzeba było lepiej pilnować swojej dziewczyny. Teraz już będziesz wiedział, że nie zostawia się jej samej." 

Nie, to niemożliwe!

***
 
To ten chuj Christian. To na pewno on. Nie daruje mu. Złapałem się za kark i przejechałem dłońmi po włosach. Walnąłem mocno pięścią w ścianę.
-Kurwa!- krzyknąłem do siebie. Błagałem Boga w myślach, żeby nic się jej nie stało. Szybko wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wybrałem numer do Louis'a.
-No hej stary!- usłyszałem jego głos po drugiej stronie.
-Louis jest sprawa- nerwowo warknąłem.
-O co chodzi?- spoważniał.

-ŻE CO?!- KRZYKNĄŁ, GDY wyjaśniłem mu całą sytuację.
-Musisz mi jakoś pomóc- nakazałem.
-Będę u ciebie za kilka minut. Poszukaj czegokolwiek
-Okay- odpowiedziałem i rozłączyłem się. Kilka razy próbowałem dodzwonić się do Katherine, ale bezskutecznie. Byłem tak bardzo wkurwiony i zdenerwowany jednocześnie, że miałem wrażenie jakbym miał zaraz wybuchnąć. Zachciało mi sie kurwa biegania. Przysięgam, że zajebie chuja, jeżeli tylko jeden włos spadnie jej z głowy.

-Zayn!-krzyknął Louis kiedy wszedł do mieszkania.
-Porwał ją kurwa, rozumiesz?! Zabije go, przysięgam, że go kurwa zabije-powiedziałem od razu do chłopaka. Spojrzał na mnie. Był naprawdę zszokowany. Po chwili jednak mój telefon zaczął wibrować, a ja natychniast go odebrałem i włączyłem na głośno mówiący, aby Lou też mógł usłyszeć.
-Oh Zayn, Zayn, Zayn. Już wcześniej mówiłem ci, żebyś pilnował swojej nowej dziweczki-usłyszałem ten parszywy głos.
-Niech tylko spodnie jej włos z głowy to zabija cię własnymi rękami skurwielu-warknąłem.
-Ktoś chciałby się z tobą przywitać-powiedział i dobrze wiedziałem, że głupio sie uśmiecha.
-Zayn! Zayn prosze! Pomóż mi!-dziewczyna głośno krzyczała dławiąc się płaczem.
-Katherine gdzie jesteś?! Przyjdę, tylko powiedz mi gdzie jesteś!-krzyknąłem do telefonu.
-W o ...-nie zdążyła dokończyć. Usłyszałem plaśnięcie i kolejny krzyk i płacz dziewczyny. On. Ją. Uderzył.
-Jeszcze raz ją kurwa tkniesz!-w słuchawce cały czas było słychać szloch dziewczyny.
-Zrobię to z wielką przyjemnością- zaśmiał się, a mną nosiło. Jeszcze nigdy, dosłownie nigdy nie czułem takiej złości, jak wtedy. Nie wiedziałem co mam że sobą zrobić. Spojrzałem na Louis'a. Gestem ręki pokazał mi, żebym ciągnął tą rozmowe.
-Czego chcesz?- syknąłem do telefonu.
-Och, wiesz czego. Mówiłem, że ci tego nie podaruje- jego obrzydliwy głos doprowadzał mnie do kurwicy.
-Mam już tutaj robotę, więc żegnaj. Nie zobaczysz swojej dziwki ponownie. Jesteśmy kwita- rozłączył się.
-Daj telefon- nakazał Louis.
-Co? - zapytałem nadal wkurwiony.
-Daj- sięgnął po urządzenie, więc podałem mu je.
-O co...
-Namierzymy jego telefon- przerwał mi. Chłopak chwycił telefon i zaczął coś tam majsterkować.
-I jak? Masz już coś?-zapytałem nerwowo.
-Zayn to nie jest takie proste-odparł nadal wpatrując się w telefon. Zacząłem chodzić w koło.
-Mam!-krzyknął.
-Są w opuszczonej kamienicy, obok tego młynu-dodał szybko.
-Chodź-krzyknęłam do niego będąc już przy drzwiach. Zamknąłem je jak najszybciej mogłem i wsiedliśmy do samochodu odjeżdżając spod mojego domu. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscy. -Zayn to trzeba zrobić powoli. Trzeba mieć jakiś plan.
-Nie ma żadnego planu. Zajebie go jak tylko go zobaczę-odparłem.
-Musimy uważać, żeby tego nie spieprzyć-powiedział do mnie i wyszedł z samochodu. Powoli podeszliśmy od drugiej strony budynku. Weszliśmy przez niewielką dziurę w ścianie i po cichu skierowaliśmy się w głąb, aby odnaleźć Katherine.
-Zayn. Nie jestem taki głupi jak ci się wydaje-usłyszałem głos za sobą.
-Szukasz swojej laseczki?-zapytał. Kiedy tylko go ujrzałem od razu podszedłem do niego i oplotłem jego szyję dłońmi.
-Gdzie ona jest?!-warknąłem popychając go na ścianę.
-Zayn ...!-usłyszałem cichy głos dziewczyny.
-Radziłbym ci mnie puścić, bo to źle skończy się dla twojej dziweczki-odparł spokojnie. Powoli go puściłem i obróciłem się w stronę, z której usłyszałem głos dziewczyny. Co on jej do jasnego chuja zrobił?! Jej twarz była cała brudna i w niektórych miejscach poobijana. Jeden z gości trzymał ją mocno za włosy, a drugi przyłożył do jej szyi nóż.
-Czego kurwa chcesz?! -krzyknąłem.
-Jak już mówiłem nie podaruje ci tego-odparł. Kątem oka widziałem jak Louis zmierza po cichu w stronę dwóch facetów. Jednak jeden z nich zauważył to i unieruchomił Louis'a kiedy ten próbował go zaatakować.
-Zabrać dziewczynę!-krzyknął Christian, a już po chwili widziałem jak Katherine oddala się ode mnie.
-Zayn! Zayn! -krzyczała rozpaczliwie. Przysięgam, że miałem ochotę się rozryczeć. To wszystko przeze mnie.
-Zostaw ją w do chuja spokoju! To o mnie ci chodzi! Jej w to nie mieszaj!- krzyknąłem do tego sukinsyna.
-Ale ja się świetnie bawię. Najlepszym wyjściem na dobicie ciebie, jest skrzywdzenie jej. Źle jest mieć słabość, prawda? Biedny Zayn. Po raz pierwszy znalazłeś kogoś kto się tobą interesuje, a już go stracisz.-powiedział z udawaną troską.
-Ale, gdy zabije tą sukę, już nie będziesz miał nikogo- uśmiechnął się szyderczo. Wyrwałem szybko w jego stronę i zaciśniętą pięścią walnąłem go mocno w brzuch. Gdy wygiął się z bólu, mój łokieć z impetem walnął w jego plecy, przez co ta kanalia padła na ziemię. Zacząłem go z całej siły kopać, podczas, gdy on zwijał się z bólu. Cała złość, gniew i nienawiść tkwiły w moich ruchach. Wszystkie moje emocje przelałem na te uderzenia. Nie interesowało mnie to, czy go zabije czy nie. Myślałem tylko o tym, że Katherine musi być bezpieczna i uświadomiłem sobie jak wielkim uczuciem ją darze. Kiedy tylko myślałem o tym, że mógłbym ją stracić, budziły się we mnie uczucia, których nie znałem do tej pory.
-Zayn! Zayn! Przestań! Zabijesz go!-Louis odciągnął mnie od mężczyzny, który ledwo oddychał.
-Gdzie jest Katherine?!-zapytałem patrząc na mojego przyjaciela.
-Zayn ...
-No gdzie ona jest?!-krzyknąłem.
-Zabrali ją ...-powiedział zrezygnowany Louis.
-Musimy ją znaleźć. Ona musi żyć. Jej nie może stać się krzywda-złapałem się za kark.
-Dasz radę namierzyć jej telefon?
-Musiałbym spróbować
-No to dalej-podałem przyjacielowi numer dziewczyny i podszedłem jeszcze raz do tego skurwiela.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem-splunąłem na niego i kopnąłem go w brzuch.
-Zayn! Mam coś!-Lou zawołał mnie do siebie.
-Widzisz tą czerwoną kropkę?-zapytał wskazując na ekran telefonu.
-To ona. Chodź, pojedziemy tam szybko i zabierzemy ją stamtąd-powiedział kierując się w stronę wyjścia.
-Gdzie to w ogóle jest?- zapytałem szybko.
-Gdzieś w lesie, ale nie wiem, czy nie ma tam jakiegoś budynku-powiedział. Wsiedliśmy do auta, odpaliłem silnik i ruszyłem z piskiem opon.

-TO TAM- ZATRZYMAŁEM SIĘ TROCHĘ dalej od miejsca gdzie była Katherine. Telefon wskazywał, że dziewczyna była w jakichś opuszczonych garażach. Podbiegliśmy z Louis'em cicho i rozglądneliśmy się. Usłyszałem jakieś dźwięki dochodzące z pomieszczenia kilkanaście metrów dalej. Podeszliśmy tam i z ukrycia zauważyłem przywiązaną do krzesła moją dziewczynę i jakichś dwóch obślizgłych, śmiejących się facetów. Loueh pokazał mi, że zajmie się jednym z nich, a ja mam tego drugiego. Dzięki bogu stali tyłem, więc mieliśmy banalne zadanie. Po cichu skierowałem się do wnętrza budynku i bacznie obserwowałem dwójkę mężczyzn. Louis postanowił pójść drugą stroną. Spostrzegłem, że dziewczyna miała zakrytą buzię. Nagle jedna dłoń tego gościa wylądowała na kolanie Katherine, rozsuwając jej nogi na boki. Myślałem, że nie wytrzymam, ale musiałem być cicho jeżeli chciałem zabrać stąd dziewczynę.
-Zayn chyba nie będzie zły, jeżeli pożyczę sobie na chwilę tą jego dziunię-zaśmiali się perfidnie. Druga dłoń mężczyzny zahaczyła o spodnie dziewczyny lekko pociągając je w dół i ściągnął z jej ust czarny materiał.
-Teraz się zabawimy maleńka-przybliżył twarz do jej, a ona plunęła w jego stronę. Mężczyzna zamachnął się i uderzył ją w policzek. W tym momencie nie wytrzymałem i podbiegłem do niego zaczynając okładać go pięściami. Louis szybko zareagował i zrobił to samo co ja. Facet, który nawet nie wiem kiedy wylądował na ziemi, jęczał z bólu, jednak moje pięści cały czas uderzały o jego szczękę. Nos mu krwawił, a pod oczami zaczynały wyskakiwać fioletowe siniaki.
-Zayn, już- Louis powiedział, ale kompletnie to zignorowałem.
-Zayn, on już jest nieprzytomny... słyszysz?!- złapał mnie za ramię i pociągnął do góry. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem rozpłakaną Katherine. Szybko podbiegłem do niej i zacząłem rozwiązywać wszystkie sznury.
-Zayn- wtuliła się w mój tors. Automatycznie zakryłem ją ramionami, chowając dziewczynę w czułym uścisku. Łkała w moje ramię, a ja uspokajająco głaskałem ją po głowie.
-Tak bardzo się bałam...- szlochała.
-Shhh, już dobrze. Już ich nie ma. Jestem przy tobie kochanie- pocałowałem czubek jej głowy. Schyliłem się, abym mógł opleść jej nogi i talie, a następnie wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy w trójkę do samochodu.
-Poprowadzę- Louis powiedział, kiedy znaleźliśmy się przy pojeździe.
-Dzięki- odpowiedziałem. Postanowiłem, że usiądę z dziewczyną z tyłu. Nie mogłem jej puścić. Nie chciałem. Usadowiłem ją między swoimi kolanami tak, aby mogła się do mnie przytulić.
-Ja- ja nie chciałam. Nie-nie otwierałam drzwi. O-oni wbiegli i zaczęli wszystko wywracać. U-uderzyli mnie-e-cały czas szlochała.
-Już dobrze Skarbie. Już nigdy cię nie zostawię. Obiecuję-oplotłem ją ramionami jeszcze ciaśniej, a dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Je-jeden z nich ... On- on prawie ... On mnie chciał ...-nie mogła nic powiedzieć, za to ja dobrze wiedziałem o co jej chodziło.
-Shhh, już nigdy więcej cię nie dotknie-gładziłem jej włosy co chwila cmokając w głowę. Spojrzałem w lusterko widząc jak Louis patrzy na mnie. Widziałem w jego oczach poczucie winy.
-Prze-przepraszam-nadal płakała.
-Shhh już dobrze. Wszystko jest dobrze Skarbie-przytuliłem ją jeszcze mocniej. W jednej chwili mogłem stracić osobę, która szczerze pokochała mnie takim jakim jestem.

CAŁĄ DROGĘ POWROTNĄ DO DOMU spędziłem na uspokajaniu Katherine i zapewnianiu, że wszystko jest już dobrze. Była naprawdę wystraszona. Cała drżała i nadal łkała.
-Dzięki Loueh- powiedziałem do mojego przyjaciela, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe przed moim domem.
-Wiesz, że nie ma sprawy- uśmiechnął się lekko.
-Chodź mała- szepnąłem do Katherine. Dziewczyna owinęła moją szyję ramionami. Otworzyłem drzwi od auta i powoli wysiadłem, nadal trzymając tą kruchą istotę. Kopnąłem drzwi za sobą i skierowałem się do domu. Gdy znaleźliśmy się w środku, od razu ruszyłem w kierunku schodów, a następnie prosto do mojej sypialni, aby móc położyć Katherine. Ułożyłem dziewczynę na łóżku, okryłem ją kołdrą i usiadłem tuż obok.
-Jak się czujesz mała?- przejechałem wierzchem dłoni po jej policzku.Czułem jak wzdrygnęła się na mój dotyk. Była tak bardzo wystraszona. Widziałem jak dziewczyna wpatrywała się tępo w jakiś punkt.
-Skarbie, nic ci nie zrobię. Nie bój się mnie-powiedziałem szeptem powoli kładąc swoją dłoń na jej tali.
-On - on mnie ... on -nie mogła nic powiedzieć. Poczułem jak cała zadrżała pod wpływem przykrego wspomnienia z dzisiejszego wieczora.
-Shh, już dobrze. Chodź tu do mnie mała-powiedziałem przyciągając ją do siebie.
-Obiecuję, że już nigdy cię nie dotknie. Obiecuję-mówiłem szeptem kołysząc naszymi ciałami.
-Tak bardzo się o ciebie bałem. Myślałem, że już więcej cię nie zobaczę-wyszeptałem. Dziewczyna mocniej przytuliła się do mnie, a ja ucałowałem jej czoło. Uniosłem jej podbródek do góry i spojrzałem w jej oczy. Chciałem ją pocałować, ale nie wiedziałem czy mogłem to zrobić. Zamiast tego, to ona nachylila się w moją stronę i jej pełne wargi wylądowały na moich, zamykając je w upragnionym oraz pełnym tęsknoty pocałunku. Położyła dłoń na moim karku i przyciągnęła mnie do siebie.
-Przepraszam- powiedziałem, po tym jak oderwaliśmy się od siebie.
-To nie twoja wina- szepnęła.
-Ale gdybym został z tobą...
-Nie obwiniaj się... jestem pewna, że prędzej czy później by się to stało...- ucałowałem jej czoło. Zdałem sobie sprawę z tego, że mogłem stracić dziewczynę, którą darzę wielkimi uczuciami.
-Kocham cię Katherine- spojrzałem jej w oczy. Widziałem szok, zdumienie, radość. Pełno emocji na raz.
-C-co? - zapytała zszokowana. Objąłem jej twarz dłońmi.
-Kocham cię- powtórzyłem cicho i złożyłem pocałunek na jej ustach. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko otarłem kciukiem.
-Ja ciebie też- odpowiedziała.

KATHERINE'S POV

Zayn wyznał mi miłośś. Powiedział, że mnie kocha. Zayn mnie kocha.
-Tak bardzo bałem się, że oni coś ci zrobią. Naprawdę cię kocham Katherine-powtórzył te dwa magiczne słowa, które tak bardzo chciałam od niego usłyszeć.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak mocno-delikatnie musnęłam jego wargi.
-Katherine ... Musisz mi powiedzieć, który z nich próbował się do ciebie dobrać-zaczął Zayn. Nieprzyjemne wspomnienia z dzisiejszego wieczoru zaczęły na nowo odtwarzać się w mojej głowie. To jak wbiegli do domu, te uderzenia i wyzwiska. I ten ohydny typ, próbujący mnie zgwałcić. Bałam się, naprawdę się bałam. To wszystko działo się tak szybko, tak niespodziewanie.
-Ten odrażający blondyn... chyba miał na imię Christian, ale nie jestem pewna - powiedziałam głosem przepełnionym bólem. Nigdy nie zapomnę słów, jakie wydobywały się z ust tego gościa, gdy... spojrzałam na Zayn'a . Widziałam przepełniająca go ciemność i mrok, z którego tak bardzo próbował się wydostać. Jednak to co siedzi głęboko w nim, nie może być ciągle w ukryciu. W końcu się ujawni. I byłam pewna, że to wkrótce nastąpi.
-Zabije go. Przysięgam...- syknął przez zaciśnięte zęby. Pięści miał tak zaciśnięte, że jego knykcie pobielały, a szczęka była mocno uwydatniona, ponieważ chłopak tak bardzo zaciskał zęby. To, że był zły to byłoby niedopowiedzenie roku. Był wkurwiony do granic jego możliwości.
-Zayn uspokój się-powiedziałam szeptem przybliżając się do niego jeszcze bardziej. Widziałam jak próbował walczyć sam ze sobą, aby choć trochę się uspokoić.
-Zayn, proszę ... -powiedziałam do niego wplątując dłoń w jego czarne włosy.
-Obiecuję, że już nigdy nie zobaczysz go na oczy. Już nigdy cię nie dotknie-powiedział stanowczo przytulając mnie do siebie.
-Tak bardzo przepraszam. To wszystko jest moją winą-powiedział cicho chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.
-To nie jest twoja wina , Zayn. Nie wiedziałeś, że stanie się coś takiego. Kocham Cię-cały czas do siebie szeptaliśmy.
-Ja ciebie też-znów poczułam te znajome motyle, które pojawiły się w momencie, kiedy wyznał mi miłość.
-Ale ... Zayn? Ty ich wszystkich znasz?-zapytałam cicho.
-Ja... t-tak... znam ich- był zakłopotany. Podrapał się po karku w geście zdenerwowania.
-Skąd?- zapytałam zmieszana.
-To długa historia- wzrokiem błądził po punkcie za mną. Nie chciał spojrzeć mi w oczy.
-Zayn, popatrz na mnie. Skąd ich znasz?- zapytałam stanowcza i dużo bardziej pewna siebie, niż przed chwilą.
-To... Louis miał z nimi jakieś sprawy... z towarem... i mu pomogłem....
-Kontynuuj proszę- powiedziałam.
-I teraz ten chuj się mści... bo sam odebrałem od niego pieniądze. Nie płacił w terminie... ale teraz rozjebie mu łeb- popatrzył na mnie. W jego oczach była znana mi determinacja.
-Nie zostawiaj mnie proszę-spojrzał na mnie smutny.
-Zayn nie zostawię cię. Kocham cię i nie mogłabym odejść, ale musisz mi coś obiecać-odparłam przybliżając się do niego.
-Słucham
-Zostawisz tą sprawę w spokoju i zaczniemy nowy rozdział-powiedziałam do niego.
-Nie mała. Mogę zrobić wszystko, ale na pewno nie odpuszczę tej sprawy temu fiutowi -odparł obejmując mnie ramionami.
-Zayn ...
-Nie Katherine. On cię skrzywdził. Uderzył cię i dobierał się do ciebie. Nie ujdzie mu to na sucho-mówił zdeterminowany.
-Proszę ...
-Nie. Przepraszam mała, ale koniec tematu-pocałował mnie w czoło. Spojrzałam na niego pokazując mu, że tak łatwo nie odpuszczę, a on pokiwał głową z rozbawienia.
-Chodź. Wykapiemy się-powiedział kierując nas do łazienki.

GDY WYSZLIŚMY Z ŁAZIENKI, poczułam jak wielka fala zmęczenia oblewa całe moje ciało. Dla mnie to było zbyt dużo, jak na jeden dzień. Weszliśmy do sypialni, a ja prawie natychmiast rzuciłam się na łóżko. Zayn zaśmiał się i podał mi swój T-shirt, który po chwili ubrałam. Chłopak mówił coś do mnie, ale odbierałam najwyżej połowę tego co opowiadał. Ułożyłam głowę na miękkiej poduszce i poczułam, jak moje powieki z każdą sekundą, stają się coraz cięższe.
-Katherine?- usłyszałam głos Zayn'a, który mnie obudził.
-Hmm?- mruknęłam ospale.
-Chyba naprawdę jesteś zmęczona, prawda?- uśmiechnął się, widocznie rozbawiony całą sytuacją
-Mhm- przytaknęłam głową w odpowiedzi. Chłopak podszedł do mnie, pochylił się nad moim ciałem i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-To śpij mała. Kocham cię- mruknął i ruszył w kierunku drzwi. Chciałam odpowiedzieć, lecz dosłownie nie miałam siły na to, aby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

***
 
Ciepłe promyki słoneczne zaczęły otulać moją twarz, a ja nie musiałam się niczym przejmować. W końcu była sobota. Przeczesałam dłonią włosy i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie w naszym pokoju. Wskazówki wskazywały godzinę 11:39. Nieźle pospałam. Odrzuciłam kołdrę na bok i dopiero teraz zauważyłam, że Zayn'a nie ma w łóżku. Kiedy wyszłam spod kołdry zrobiło mi się naprawdę zimno więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czerwony sweter mojego chłopaka, który tak bardzo uwielbiałam. Nie to, że nie mam swetrów, ale tak bardzo lubię chodzić w ubraniach Zayn'a. Otworzyłam drzwi i powoli schodząc po schodach zeszłam do salonu. Malik siedział wygodnie na kanapie i oglądał coś w telewizji.
-Dzień dobry śpiochu-jego kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze.
-Dobry-usiadłam obok niego i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Chyba będziemy musieli jechać po jakieś ciuchy dla ciebie, skoro zaczynasz chodzić w moich ubraniach-zażartował, a w jego głosie słychać było tak wielkie rozbawienie.
-Wystarczą mi twoje- wyszeptałam z ustami nadal przy jego rozgrzanej szyi. Pachniał cudownie. Tak jak zawsze.
-Ale nie wiem czy starczą dla nas obojga- zaśmiał się. Kochałam ten dźwięk.
-Mogę oddać ci swoje- popatrzyłam na niego z błyskiem w oku.
-Nie sądzę, abym zmieścił się w twoje. Poza tym nie gustuję w różowych sweterkach- miał bardzo dobry humor. Był w nastroju do żartów i to mi się podobało.
-Wyglądałbyś bardzo uroczo- cmoknęłam go w miejsce pod uchem.
-Mała, ja jestem facetem. Nie mogę wyglądać uroczo- objął mnie ramieniem.
-Och, twoja duma ci na to nie pozwala.- uśmiechnęłam się szeroko.
-To też- odpowiedział mi tym samym, a następnie jego wargi wylądowały na moich.
-Kocham cię-znów usłyszałam te dwa piękne słowa.
-Ja ciebie też. Pamiętaj o tym-oderwałam się od jego ust kiedy zabrakło mi tlenu.
-Zayn? Może moglibyśmy pójść dzisiaj na spacer. Podobno koło poczty otworzyli nową kawiarnię. Wzięlibyśmy kawę na wynos i poszlibyśmy się przejść?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Jeżeli chcesz wyjść to możemy to zrobić-uśmiechnął się szeroko.
-A wieczorem zamówimy pizze!-krzyknęłam podekscytowana. Chłopak zaśmiał się i cmoknął mnie w czoło. Wtuliłam się w jego tors, a on przyciągnął mnie jeszcze bliżej i objął ramieniem.
-Jak się czujesz?-zapytał, a w jego głosie słychać było bardzo dużo troski.
-Um ... nawet w porządku -uśmiechnęłam się słabo. Uniósł brew, jakby czekał na potwierdzenie, że to co mówię jest prawdą.
-Naprawdę. Jest dobrze. A teraz pozwól, że zjem śniadanie- pocałowałam go jeszcze raz, następnie wstałam z kanapy i udałam się do kuchni. Postawiłam na zwykłe kanapki z serem i pomidorem. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne produkty i zabrałam się za przygotowanie posiłku.
 
GDY SKOŃCZYŁAM JEŚĆ ŚNIADANIE, umyłam talerz, dopiłam swoją herbatę i z powrotem ruszyłam do salonu.
-Katherine. Ubieraj się-uśmiechnął się do mnie Zayn i skierował się schodami na górę, po czym ja zrobiłam to samo. Wyciągnęłam z szafy białą bokserkę i zarzuciłam na siebie jeszcze jasno zielony sweterek. Do tego dołączyły moje czarne convers'y. Zayn ubrał czarną bluzkę i skórzaną, tego samego koloru kurtkę. Wziął telefon i portfel z szafki, po czym skierowaliśmy się do wyjścia z mieszkania. Kiedy tylko wyszłam na zewnątrz zimny, jesienny wiatr opatulił moją szyję. Oh tak. Kocham jesień. Po chwili dłoń Zayn'a złączyła się z moją dłonią i ruszyliśmy w stronę nowej kawiarni. Między nami panowała spokojna cisza. Oparłam głowę o ramię mojego chłopaka i mocniej ścisnęłam jego dłoń. Po jakichś 10 minutach doszłyśmy do naszego celu.
-Masz czerwony nosek-powiedziałam do niego, a on zaśmiał się.
-Ty też-podeszliśmy do lady chcąc złożyć zamówienie. Wybrałam cappucino, a Zayn wziął czystą czarną kawę. Kiedy nasze napoje były gotowe, odebraliśmy je i na chwilę usiedliśmy przy stoliku. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że wszystkie pary ciekawskich oczu, skierowane były na nasza dwójkę. "Albo tylko na Zayn'a" powiedziała moja wredna podświadomość. Jednak było w tym ziarno prawdy. Zayn jest przepięknym mężczyzną, a ja... no cóż. Ja jestem zwykłą dziewczyną. -Zayn, zauważyłeś, że wszyscy się na nas gapią?- szepnęłam do chłopaka.
-To dlatego, że jesteś piękna. Sam mógłbym nie odrywać od ciebie wzroku- uśmiechnął się, a ja przez jego komplement zrobiłam się cała czerwona.
-Musisz się nauczyć przyjmować komplementy- zachichotał chłopak.
-Chodź buraczku-zaśmiał się podając mi dłoń, którą od razu chwyciłam. Wiedział, że źle się czułam, kiedy wszyscy na nas patrzyli. Skierowaliśmy się wolnym krokiem do pobliskiego parku. Weszliśmy przez wielką bramę i skręciliśmy w lewą uliczkę. Chodząc tak i widząc te wszystkie dzieci biegające po zielonej trawie i fruwające liście dookoła, samej zachciało mi się dziecka. Wiadomo, że jeszcze za wcześnie, ale kiedyś, za kilka lat. Miałam jednak wrażenie, że cały czas ktoś za nami idzie i obserwuje nas.
-Co jest mała?-zapytał Zayn.
-Mam wrażenie, że ktoś nas śledzi i obserwuj-powiedziałam szeptem.
-Katherine, spokojnie. Tu są tylko dzieci-jego kciuk zaczął kreślić różne kształty na zewnętrznej stronie dłoni uspokajając mnie przy tym trochę.
-No wiem. Zaczynam świrować- uśmiechnęłam się do niego, na co odpowiedział mi tym samym. -Chcesz gdzieś usiąść?- zapytał.
-Jasne- pociągnął mnie w kierunku ławki, która stała niedaleko. Usiedliśmy obok siebie i pozwoliłam sobie na wtulenie się w Zayn'a. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa i czułam, że jestem dla kogoś ważna.
-Zayn?
-Tak, mała?- popatrzył na mnie.
-Właściwie, to co ty we mnie widzisz? Czemu ze mną jesteś. Przecież ja jestem... normalna. W sensie, że nie różnie się niczym od innych...- wpatrywałam się w moje dłonie.
-Skąd takie głupie pytanie?
-Nie wiem...
-Katherine, nie rozumiem skąd się u ciebie wzięło to niedowartościowanie samej siebie. Jesteś inteligentna, zabawna, przepiękna, troskliwa, dobra. Nie masz powodu do tego, aby czuć się ze sobą źle. Kocham ciebie i tylko ciebie. Nie ma drugiej takiej osoby jak ty-myślałam, że moje serce eksploduje, a z brzucha wyleci stado motyli. To co powiedział. Potrafił rozweselić mnie jedną, najmniejszą drobnostką.
-Ja ciebie też kocham-zbliżyłam się do jego warg, aby móc zatopić się w ich nieziemskim smaku. Wplątałam swoją dłoń w jego włosy, a on oplótł dłonią mój policzek.
-Jeżeli nadal będziesz tak robić to posiądę cię na tej ławce-zaśmiał się grożąc mi.
-Tylko na to czekam-tym razem ja zaśmiałam się. Oderwaliśmy się od siebie, a ja mocno wtuliłam się w chłopaka. Po chwili zrobiło mi się zimno więc Zayn zdecydował, że będziemy już powoli wracać do mieszkania.
 
 
Więc rozdział 34 gotowy :) Katherine ocalona i do tego wyznanie Zayn'a <3 Bomba! <3 A jak Wam się podoba? Cieszycie się, że Zayn w końcu przyznał się do uczuć jakimi darzy Kate? Mamy wielką nadzieję, że spodoba się Wam ta notka i zostawicie swoją opinię :) Jeżeli macie jakieś uwagi, podzielcie się z nami nimi :) Kochamy Was mocno <3 xx

3 komentarze:

  1. Aww nareszcie Zayn! Świetny rozdział. Zawsze pomocny Lou xd Czekam na następny :)
    Zuza xx

    OdpowiedzUsuń
  2. asdfghjklqwertyuiopzxcvbnm o k u r w a. to było straszne, jprdl, ale jest na razie happy end :) k, c, b M xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Chbdyhdunxtjxr *o* boooskie, kocham was normalnie ;**** czekam na 35 ;)

    OdpowiedzUsuń