poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 34


"Trzeba było lepiej pilnować swojej dziewczyny. Teraz już będziesz wiedział, że nie zostawia się jej samej." 

Nie, to niemożliwe!

***
 
To ten chuj Christian. To na pewno on. Nie daruje mu. Złapałem się za kark i przejechałem dłońmi po włosach. Walnąłem mocno pięścią w ścianę.
-Kurwa!- krzyknąłem do siebie. Błagałem Boga w myślach, żeby nic się jej nie stało. Szybko wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wybrałem numer do Louis'a.
-No hej stary!- usłyszałem jego głos po drugiej stronie.
-Louis jest sprawa- nerwowo warknąłem.
-O co chodzi?- spoważniał.

-ŻE CO?!- KRZYKNĄŁ, GDY wyjaśniłem mu całą sytuację.
-Musisz mi jakoś pomóc- nakazałem.
-Będę u ciebie za kilka minut. Poszukaj czegokolwiek
-Okay- odpowiedziałem i rozłączyłem się. Kilka razy próbowałem dodzwonić się do Katherine, ale bezskutecznie. Byłem tak bardzo wkurwiony i zdenerwowany jednocześnie, że miałem wrażenie jakbym miał zaraz wybuchnąć. Zachciało mi sie kurwa biegania. Przysięgam, że zajebie chuja, jeżeli tylko jeden włos spadnie jej z głowy.

-Zayn!-krzyknął Louis kiedy wszedł do mieszkania.
-Porwał ją kurwa, rozumiesz?! Zabije go, przysięgam, że go kurwa zabije-powiedziałem od razu do chłopaka. Spojrzał na mnie. Był naprawdę zszokowany. Po chwili jednak mój telefon zaczął wibrować, a ja natychniast go odebrałem i włączyłem na głośno mówiący, aby Lou też mógł usłyszeć.
-Oh Zayn, Zayn, Zayn. Już wcześniej mówiłem ci, żebyś pilnował swojej nowej dziweczki-usłyszałem ten parszywy głos.
-Niech tylko spodnie jej włos z głowy to zabija cię własnymi rękami skurwielu-warknąłem.
-Ktoś chciałby się z tobą przywitać-powiedział i dobrze wiedziałem, że głupio sie uśmiecha.
-Zayn! Zayn prosze! Pomóż mi!-dziewczyna głośno krzyczała dławiąc się płaczem.
-Katherine gdzie jesteś?! Przyjdę, tylko powiedz mi gdzie jesteś!-krzyknąłem do telefonu.
-W o ...-nie zdążyła dokończyć. Usłyszałem plaśnięcie i kolejny krzyk i płacz dziewczyny. On. Ją. Uderzył.
-Jeszcze raz ją kurwa tkniesz!-w słuchawce cały czas było słychać szloch dziewczyny.
-Zrobię to z wielką przyjemnością- zaśmiał się, a mną nosiło. Jeszcze nigdy, dosłownie nigdy nie czułem takiej złości, jak wtedy. Nie wiedziałem co mam że sobą zrobić. Spojrzałem na Louis'a. Gestem ręki pokazał mi, żebym ciągnął tą rozmowe.
-Czego chcesz?- syknąłem do telefonu.
-Och, wiesz czego. Mówiłem, że ci tego nie podaruje- jego obrzydliwy głos doprowadzał mnie do kurwicy.
-Mam już tutaj robotę, więc żegnaj. Nie zobaczysz swojej dziwki ponownie. Jesteśmy kwita- rozłączył się.
-Daj telefon- nakazał Louis.
-Co? - zapytałem nadal wkurwiony.
-Daj- sięgnął po urządzenie, więc podałem mu je.
-O co...
-Namierzymy jego telefon- przerwał mi. Chłopak chwycił telefon i zaczął coś tam majsterkować.
-I jak? Masz już coś?-zapytałem nerwowo.
-Zayn to nie jest takie proste-odparł nadal wpatrując się w telefon. Zacząłem chodzić w koło.
-Mam!-krzyknął.
-Są w opuszczonej kamienicy, obok tego młynu-dodał szybko.
-Chodź-krzyknęłam do niego będąc już przy drzwiach. Zamknąłem je jak najszybciej mogłem i wsiedliśmy do samochodu odjeżdżając spod mojego domu. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscy. -Zayn to trzeba zrobić powoli. Trzeba mieć jakiś plan.
-Nie ma żadnego planu. Zajebie go jak tylko go zobaczę-odparłem.
-Musimy uważać, żeby tego nie spieprzyć-powiedział do mnie i wyszedł z samochodu. Powoli podeszliśmy od drugiej strony budynku. Weszliśmy przez niewielką dziurę w ścianie i po cichu skierowaliśmy się w głąb, aby odnaleźć Katherine.
-Zayn. Nie jestem taki głupi jak ci się wydaje-usłyszałem głos za sobą.
-Szukasz swojej laseczki?-zapytał. Kiedy tylko go ujrzałem od razu podszedłem do niego i oplotłem jego szyję dłońmi.
-Gdzie ona jest?!-warknąłem popychając go na ścianę.
-Zayn ...!-usłyszałem cichy głos dziewczyny.
-Radziłbym ci mnie puścić, bo to źle skończy się dla twojej dziweczki-odparł spokojnie. Powoli go puściłem i obróciłem się w stronę, z której usłyszałem głos dziewczyny. Co on jej do jasnego chuja zrobił?! Jej twarz była cała brudna i w niektórych miejscach poobijana. Jeden z gości trzymał ją mocno za włosy, a drugi przyłożył do jej szyi nóż.
-Czego kurwa chcesz?! -krzyknąłem.
-Jak już mówiłem nie podaruje ci tego-odparł. Kątem oka widziałem jak Louis zmierza po cichu w stronę dwóch facetów. Jednak jeden z nich zauważył to i unieruchomił Louis'a kiedy ten próbował go zaatakować.
-Zabrać dziewczynę!-krzyknął Christian, a już po chwili widziałem jak Katherine oddala się ode mnie.
-Zayn! Zayn! -krzyczała rozpaczliwie. Przysięgam, że miałem ochotę się rozryczeć. To wszystko przeze mnie.
-Zostaw ją w do chuja spokoju! To o mnie ci chodzi! Jej w to nie mieszaj!- krzyknąłem do tego sukinsyna.
-Ale ja się świetnie bawię. Najlepszym wyjściem na dobicie ciebie, jest skrzywdzenie jej. Źle jest mieć słabość, prawda? Biedny Zayn. Po raz pierwszy znalazłeś kogoś kto się tobą interesuje, a już go stracisz.-powiedział z udawaną troską.
-Ale, gdy zabije tą sukę, już nie będziesz miał nikogo- uśmiechnął się szyderczo. Wyrwałem szybko w jego stronę i zaciśniętą pięścią walnąłem go mocno w brzuch. Gdy wygiął się z bólu, mój łokieć z impetem walnął w jego plecy, przez co ta kanalia padła na ziemię. Zacząłem go z całej siły kopać, podczas, gdy on zwijał się z bólu. Cała złość, gniew i nienawiść tkwiły w moich ruchach. Wszystkie moje emocje przelałem na te uderzenia. Nie interesowało mnie to, czy go zabije czy nie. Myślałem tylko o tym, że Katherine musi być bezpieczna i uświadomiłem sobie jak wielkim uczuciem ją darze. Kiedy tylko myślałem o tym, że mógłbym ją stracić, budziły się we mnie uczucia, których nie znałem do tej pory.
-Zayn! Zayn! Przestań! Zabijesz go!-Louis odciągnął mnie od mężczyzny, który ledwo oddychał.
-Gdzie jest Katherine?!-zapytałem patrząc na mojego przyjaciela.
-Zayn ...
-No gdzie ona jest?!-krzyknąłem.
-Zabrali ją ...-powiedział zrezygnowany Louis.
-Musimy ją znaleźć. Ona musi żyć. Jej nie może stać się krzywda-złapałem się za kark.
-Dasz radę namierzyć jej telefon?
-Musiałbym spróbować
-No to dalej-podałem przyjacielowi numer dziewczyny i podszedłem jeszcze raz do tego skurwiela.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem-splunąłem na niego i kopnąłem go w brzuch.
-Zayn! Mam coś!-Lou zawołał mnie do siebie.
-Widzisz tą czerwoną kropkę?-zapytał wskazując na ekran telefonu.
-To ona. Chodź, pojedziemy tam szybko i zabierzemy ją stamtąd-powiedział kierując się w stronę wyjścia.
-Gdzie to w ogóle jest?- zapytałem szybko.
-Gdzieś w lesie, ale nie wiem, czy nie ma tam jakiegoś budynku-powiedział. Wsiedliśmy do auta, odpaliłem silnik i ruszyłem z piskiem opon.

-TO TAM- ZATRZYMAŁEM SIĘ TROCHĘ dalej od miejsca gdzie była Katherine. Telefon wskazywał, że dziewczyna była w jakichś opuszczonych garażach. Podbiegliśmy z Louis'em cicho i rozglądneliśmy się. Usłyszałem jakieś dźwięki dochodzące z pomieszczenia kilkanaście metrów dalej. Podeszliśmy tam i z ukrycia zauważyłem przywiązaną do krzesła moją dziewczynę i jakichś dwóch obślizgłych, śmiejących się facetów. Loueh pokazał mi, że zajmie się jednym z nich, a ja mam tego drugiego. Dzięki bogu stali tyłem, więc mieliśmy banalne zadanie. Po cichu skierowałem się do wnętrza budynku i bacznie obserwowałem dwójkę mężczyzn. Louis postanowił pójść drugą stroną. Spostrzegłem, że dziewczyna miała zakrytą buzię. Nagle jedna dłoń tego gościa wylądowała na kolanie Katherine, rozsuwając jej nogi na boki. Myślałem, że nie wytrzymam, ale musiałem być cicho jeżeli chciałem zabrać stąd dziewczynę.
-Zayn chyba nie będzie zły, jeżeli pożyczę sobie na chwilę tą jego dziunię-zaśmiali się perfidnie. Druga dłoń mężczyzny zahaczyła o spodnie dziewczyny lekko pociągając je w dół i ściągnął z jej ust czarny materiał.
-Teraz się zabawimy maleńka-przybliżył twarz do jej, a ona plunęła w jego stronę. Mężczyzna zamachnął się i uderzył ją w policzek. W tym momencie nie wytrzymałem i podbiegłem do niego zaczynając okładać go pięściami. Louis szybko zareagował i zrobił to samo co ja. Facet, który nawet nie wiem kiedy wylądował na ziemi, jęczał z bólu, jednak moje pięści cały czas uderzały o jego szczękę. Nos mu krwawił, a pod oczami zaczynały wyskakiwać fioletowe siniaki.
-Zayn, już- Louis powiedział, ale kompletnie to zignorowałem.
-Zayn, on już jest nieprzytomny... słyszysz?!- złapał mnie za ramię i pociągnął do góry. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem rozpłakaną Katherine. Szybko podbiegłem do niej i zacząłem rozwiązywać wszystkie sznury.
-Zayn- wtuliła się w mój tors. Automatycznie zakryłem ją ramionami, chowając dziewczynę w czułym uścisku. Łkała w moje ramię, a ja uspokajająco głaskałem ją po głowie.
-Tak bardzo się bałam...- szlochała.
-Shhh, już dobrze. Już ich nie ma. Jestem przy tobie kochanie- pocałowałem czubek jej głowy. Schyliłem się, abym mógł opleść jej nogi i talie, a następnie wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy w trójkę do samochodu.
-Poprowadzę- Louis powiedział, kiedy znaleźliśmy się przy pojeździe.
-Dzięki- odpowiedziałem. Postanowiłem, że usiądę z dziewczyną z tyłu. Nie mogłem jej puścić. Nie chciałem. Usadowiłem ją między swoimi kolanami tak, aby mogła się do mnie przytulić.
-Ja- ja nie chciałam. Nie-nie otwierałam drzwi. O-oni wbiegli i zaczęli wszystko wywracać. U-uderzyli mnie-e-cały czas szlochała.
-Już dobrze Skarbie. Już nigdy cię nie zostawię. Obiecuję-oplotłem ją ramionami jeszcze ciaśniej, a dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Je-jeden z nich ... On- on prawie ... On mnie chciał ...-nie mogła nic powiedzieć, za to ja dobrze wiedziałem o co jej chodziło.
-Shhh, już nigdy więcej cię nie dotknie-gładziłem jej włosy co chwila cmokając w głowę. Spojrzałem w lusterko widząc jak Louis patrzy na mnie. Widziałem w jego oczach poczucie winy.
-Prze-przepraszam-nadal płakała.
-Shhh już dobrze. Wszystko jest dobrze Skarbie-przytuliłem ją jeszcze mocniej. W jednej chwili mogłem stracić osobę, która szczerze pokochała mnie takim jakim jestem.

CAŁĄ DROGĘ POWROTNĄ DO DOMU spędziłem na uspokajaniu Katherine i zapewnianiu, że wszystko jest już dobrze. Była naprawdę wystraszona. Cała drżała i nadal łkała.
-Dzięki Loueh- powiedziałem do mojego przyjaciela, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe przed moim domem.
-Wiesz, że nie ma sprawy- uśmiechnął się lekko.
-Chodź mała- szepnąłem do Katherine. Dziewczyna owinęła moją szyję ramionami. Otworzyłem drzwi od auta i powoli wysiadłem, nadal trzymając tą kruchą istotę. Kopnąłem drzwi za sobą i skierowałem się do domu. Gdy znaleźliśmy się w środku, od razu ruszyłem w kierunku schodów, a następnie prosto do mojej sypialni, aby móc położyć Katherine. Ułożyłem dziewczynę na łóżku, okryłem ją kołdrą i usiadłem tuż obok.
-Jak się czujesz mała?- przejechałem wierzchem dłoni po jej policzku.Czułem jak wzdrygnęła się na mój dotyk. Była tak bardzo wystraszona. Widziałem jak dziewczyna wpatrywała się tępo w jakiś punkt.
-Skarbie, nic ci nie zrobię. Nie bój się mnie-powiedziałem szeptem powoli kładąc swoją dłoń na jej tali.
-On - on mnie ... on -nie mogła nic powiedzieć. Poczułem jak cała zadrżała pod wpływem przykrego wspomnienia z dzisiejszego wieczora.
-Shh, już dobrze. Chodź tu do mnie mała-powiedziałem przyciągając ją do siebie.
-Obiecuję, że już nigdy cię nie dotknie. Obiecuję-mówiłem szeptem kołysząc naszymi ciałami.
-Tak bardzo się o ciebie bałem. Myślałem, że już więcej cię nie zobaczę-wyszeptałem. Dziewczyna mocniej przytuliła się do mnie, a ja ucałowałem jej czoło. Uniosłem jej podbródek do góry i spojrzałem w jej oczy. Chciałem ją pocałować, ale nie wiedziałem czy mogłem to zrobić. Zamiast tego, to ona nachylila się w moją stronę i jej pełne wargi wylądowały na moich, zamykając je w upragnionym oraz pełnym tęsknoty pocałunku. Położyła dłoń na moim karku i przyciągnęła mnie do siebie.
-Przepraszam- powiedziałem, po tym jak oderwaliśmy się od siebie.
-To nie twoja wina- szepnęła.
-Ale gdybym został z tobą...
-Nie obwiniaj się... jestem pewna, że prędzej czy później by się to stało...- ucałowałem jej czoło. Zdałem sobie sprawę z tego, że mogłem stracić dziewczynę, którą darzę wielkimi uczuciami.
-Kocham cię Katherine- spojrzałem jej w oczy. Widziałem szok, zdumienie, radość. Pełno emocji na raz.
-C-co? - zapytała zszokowana. Objąłem jej twarz dłońmi.
-Kocham cię- powtórzyłem cicho i złożyłem pocałunek na jej ustach. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko otarłem kciukiem.
-Ja ciebie też- odpowiedziała.

KATHERINE'S POV

Zayn wyznał mi miłośś. Powiedział, że mnie kocha. Zayn mnie kocha.
-Tak bardzo bałem się, że oni coś ci zrobią. Naprawdę cię kocham Katherine-powtórzył te dwa magiczne słowa, które tak bardzo chciałam od niego usłyszeć.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak mocno-delikatnie musnęłam jego wargi.
-Katherine ... Musisz mi powiedzieć, który z nich próbował się do ciebie dobrać-zaczął Zayn. Nieprzyjemne wspomnienia z dzisiejszego wieczoru zaczęły na nowo odtwarzać się w mojej głowie. To jak wbiegli do domu, te uderzenia i wyzwiska. I ten ohydny typ, próbujący mnie zgwałcić. Bałam się, naprawdę się bałam. To wszystko działo się tak szybko, tak niespodziewanie.
-Ten odrażający blondyn... chyba miał na imię Christian, ale nie jestem pewna - powiedziałam głosem przepełnionym bólem. Nigdy nie zapomnę słów, jakie wydobywały się z ust tego gościa, gdy... spojrzałam na Zayn'a . Widziałam przepełniająca go ciemność i mrok, z którego tak bardzo próbował się wydostać. Jednak to co siedzi głęboko w nim, nie może być ciągle w ukryciu. W końcu się ujawni. I byłam pewna, że to wkrótce nastąpi.
-Zabije go. Przysięgam...- syknął przez zaciśnięte zęby. Pięści miał tak zaciśnięte, że jego knykcie pobielały, a szczęka była mocno uwydatniona, ponieważ chłopak tak bardzo zaciskał zęby. To, że był zły to byłoby niedopowiedzenie roku. Był wkurwiony do granic jego możliwości.
-Zayn uspokój się-powiedziałam szeptem przybliżając się do niego jeszcze bardziej. Widziałam jak próbował walczyć sam ze sobą, aby choć trochę się uspokoić.
-Zayn, proszę ... -powiedziałam do niego wplątując dłoń w jego czarne włosy.
-Obiecuję, że już nigdy nie zobaczysz go na oczy. Już nigdy cię nie dotknie-powiedział stanowczo przytulając mnie do siebie.
-Tak bardzo przepraszam. To wszystko jest moją winą-powiedział cicho chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.
-To nie jest twoja wina , Zayn. Nie wiedziałeś, że stanie się coś takiego. Kocham Cię-cały czas do siebie szeptaliśmy.
-Ja ciebie też-znów poczułam te znajome motyle, które pojawiły się w momencie, kiedy wyznał mi miłość.
-Ale ... Zayn? Ty ich wszystkich znasz?-zapytałam cicho.
-Ja... t-tak... znam ich- był zakłopotany. Podrapał się po karku w geście zdenerwowania.
-Skąd?- zapytałam zmieszana.
-To długa historia- wzrokiem błądził po punkcie za mną. Nie chciał spojrzeć mi w oczy.
-Zayn, popatrz na mnie. Skąd ich znasz?- zapytałam stanowcza i dużo bardziej pewna siebie, niż przed chwilą.
-To... Louis miał z nimi jakieś sprawy... z towarem... i mu pomogłem....
-Kontynuuj proszę- powiedziałam.
-I teraz ten chuj się mści... bo sam odebrałem od niego pieniądze. Nie płacił w terminie... ale teraz rozjebie mu łeb- popatrzył na mnie. W jego oczach była znana mi determinacja.
-Nie zostawiaj mnie proszę-spojrzał na mnie smutny.
-Zayn nie zostawię cię. Kocham cię i nie mogłabym odejść, ale musisz mi coś obiecać-odparłam przybliżając się do niego.
-Słucham
-Zostawisz tą sprawę w spokoju i zaczniemy nowy rozdział-powiedziałam do niego.
-Nie mała. Mogę zrobić wszystko, ale na pewno nie odpuszczę tej sprawy temu fiutowi -odparł obejmując mnie ramionami.
-Zayn ...
-Nie Katherine. On cię skrzywdził. Uderzył cię i dobierał się do ciebie. Nie ujdzie mu to na sucho-mówił zdeterminowany.
-Proszę ...
-Nie. Przepraszam mała, ale koniec tematu-pocałował mnie w czoło. Spojrzałam na niego pokazując mu, że tak łatwo nie odpuszczę, a on pokiwał głową z rozbawienia.
-Chodź. Wykapiemy się-powiedział kierując nas do łazienki.

GDY WYSZLIŚMY Z ŁAZIENKI, poczułam jak wielka fala zmęczenia oblewa całe moje ciało. Dla mnie to było zbyt dużo, jak na jeden dzień. Weszliśmy do sypialni, a ja prawie natychmiast rzuciłam się na łóżko. Zayn zaśmiał się i podał mi swój T-shirt, który po chwili ubrałam. Chłopak mówił coś do mnie, ale odbierałam najwyżej połowę tego co opowiadał. Ułożyłam głowę na miękkiej poduszce i poczułam, jak moje powieki z każdą sekundą, stają się coraz cięższe.
-Katherine?- usłyszałam głos Zayn'a, który mnie obudził.
-Hmm?- mruknęłam ospale.
-Chyba naprawdę jesteś zmęczona, prawda?- uśmiechnął się, widocznie rozbawiony całą sytuacją
-Mhm- przytaknęłam głową w odpowiedzi. Chłopak podszedł do mnie, pochylił się nad moim ciałem i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-To śpij mała. Kocham cię- mruknął i ruszył w kierunku drzwi. Chciałam odpowiedzieć, lecz dosłownie nie miałam siły na to, aby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

***
 
Ciepłe promyki słoneczne zaczęły otulać moją twarz, a ja nie musiałam się niczym przejmować. W końcu była sobota. Przeczesałam dłonią włosy i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie w naszym pokoju. Wskazówki wskazywały godzinę 11:39. Nieźle pospałam. Odrzuciłam kołdrę na bok i dopiero teraz zauważyłam, że Zayn'a nie ma w łóżku. Kiedy wyszłam spod kołdry zrobiło mi się naprawdę zimno więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czerwony sweter mojego chłopaka, który tak bardzo uwielbiałam. Nie to, że nie mam swetrów, ale tak bardzo lubię chodzić w ubraniach Zayn'a. Otworzyłam drzwi i powoli schodząc po schodach zeszłam do salonu. Malik siedział wygodnie na kanapie i oglądał coś w telewizji.
-Dzień dobry śpiochu-jego kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze.
-Dobry-usiadłam obok niego i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Chyba będziemy musieli jechać po jakieś ciuchy dla ciebie, skoro zaczynasz chodzić w moich ubraniach-zażartował, a w jego głosie słychać było tak wielkie rozbawienie.
-Wystarczą mi twoje- wyszeptałam z ustami nadal przy jego rozgrzanej szyi. Pachniał cudownie. Tak jak zawsze.
-Ale nie wiem czy starczą dla nas obojga- zaśmiał się. Kochałam ten dźwięk.
-Mogę oddać ci swoje- popatrzyłam na niego z błyskiem w oku.
-Nie sądzę, abym zmieścił się w twoje. Poza tym nie gustuję w różowych sweterkach- miał bardzo dobry humor. Był w nastroju do żartów i to mi się podobało.
-Wyglądałbyś bardzo uroczo- cmoknęłam go w miejsce pod uchem.
-Mała, ja jestem facetem. Nie mogę wyglądać uroczo- objął mnie ramieniem.
-Och, twoja duma ci na to nie pozwala.- uśmiechnęłam się szeroko.
-To też- odpowiedział mi tym samym, a następnie jego wargi wylądowały na moich.
-Kocham cię-znów usłyszałam te dwa piękne słowa.
-Ja ciebie też. Pamiętaj o tym-oderwałam się od jego ust kiedy zabrakło mi tlenu.
-Zayn? Może moglibyśmy pójść dzisiaj na spacer. Podobno koło poczty otworzyli nową kawiarnię. Wzięlibyśmy kawę na wynos i poszlibyśmy się przejść?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Jeżeli chcesz wyjść to możemy to zrobić-uśmiechnął się szeroko.
-A wieczorem zamówimy pizze!-krzyknęłam podekscytowana. Chłopak zaśmiał się i cmoknął mnie w czoło. Wtuliłam się w jego tors, a on przyciągnął mnie jeszcze bliżej i objął ramieniem.
-Jak się czujesz?-zapytał, a w jego głosie słychać było bardzo dużo troski.
-Um ... nawet w porządku -uśmiechnęłam się słabo. Uniósł brew, jakby czekał na potwierdzenie, że to co mówię jest prawdą.
-Naprawdę. Jest dobrze. A teraz pozwól, że zjem śniadanie- pocałowałam go jeszcze raz, następnie wstałam z kanapy i udałam się do kuchni. Postawiłam na zwykłe kanapki z serem i pomidorem. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne produkty i zabrałam się za przygotowanie posiłku.
 
GDY SKOŃCZYŁAM JEŚĆ ŚNIADANIE, umyłam talerz, dopiłam swoją herbatę i z powrotem ruszyłam do salonu.
-Katherine. Ubieraj się-uśmiechnął się do mnie Zayn i skierował się schodami na górę, po czym ja zrobiłam to samo. Wyciągnęłam z szafy białą bokserkę i zarzuciłam na siebie jeszcze jasno zielony sweterek. Do tego dołączyły moje czarne convers'y. Zayn ubrał czarną bluzkę i skórzaną, tego samego koloru kurtkę. Wziął telefon i portfel z szafki, po czym skierowaliśmy się do wyjścia z mieszkania. Kiedy tylko wyszłam na zewnątrz zimny, jesienny wiatr opatulił moją szyję. Oh tak. Kocham jesień. Po chwili dłoń Zayn'a złączyła się z moją dłonią i ruszyliśmy w stronę nowej kawiarni. Między nami panowała spokojna cisza. Oparłam głowę o ramię mojego chłopaka i mocniej ścisnęłam jego dłoń. Po jakichś 10 minutach doszłyśmy do naszego celu.
-Masz czerwony nosek-powiedziałam do niego, a on zaśmiał się.
-Ty też-podeszliśmy do lady chcąc złożyć zamówienie. Wybrałam cappucino, a Zayn wziął czystą czarną kawę. Kiedy nasze napoje były gotowe, odebraliśmy je i na chwilę usiedliśmy przy stoliku. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że wszystkie pary ciekawskich oczu, skierowane były na nasza dwójkę. "Albo tylko na Zayn'a" powiedziała moja wredna podświadomość. Jednak było w tym ziarno prawdy. Zayn jest przepięknym mężczyzną, a ja... no cóż. Ja jestem zwykłą dziewczyną. -Zayn, zauważyłeś, że wszyscy się na nas gapią?- szepnęłam do chłopaka.
-To dlatego, że jesteś piękna. Sam mógłbym nie odrywać od ciebie wzroku- uśmiechnął się, a ja przez jego komplement zrobiłam się cała czerwona.
-Musisz się nauczyć przyjmować komplementy- zachichotał chłopak.
-Chodź buraczku-zaśmiał się podając mi dłoń, którą od razu chwyciłam. Wiedział, że źle się czułam, kiedy wszyscy na nas patrzyli. Skierowaliśmy się wolnym krokiem do pobliskiego parku. Weszliśmy przez wielką bramę i skręciliśmy w lewą uliczkę. Chodząc tak i widząc te wszystkie dzieci biegające po zielonej trawie i fruwające liście dookoła, samej zachciało mi się dziecka. Wiadomo, że jeszcze za wcześnie, ale kiedyś, za kilka lat. Miałam jednak wrażenie, że cały czas ktoś za nami idzie i obserwuje nas.
-Co jest mała?-zapytał Zayn.
-Mam wrażenie, że ktoś nas śledzi i obserwuj-powiedziałam szeptem.
-Katherine, spokojnie. Tu są tylko dzieci-jego kciuk zaczął kreślić różne kształty na zewnętrznej stronie dłoni uspokajając mnie przy tym trochę.
-No wiem. Zaczynam świrować- uśmiechnęłam się do niego, na co odpowiedział mi tym samym. -Chcesz gdzieś usiąść?- zapytał.
-Jasne- pociągnął mnie w kierunku ławki, która stała niedaleko. Usiedliśmy obok siebie i pozwoliłam sobie na wtulenie się w Zayn'a. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa i czułam, że jestem dla kogoś ważna.
-Zayn?
-Tak, mała?- popatrzył na mnie.
-Właściwie, to co ty we mnie widzisz? Czemu ze mną jesteś. Przecież ja jestem... normalna. W sensie, że nie różnie się niczym od innych...- wpatrywałam się w moje dłonie.
-Skąd takie głupie pytanie?
-Nie wiem...
-Katherine, nie rozumiem skąd się u ciebie wzięło to niedowartościowanie samej siebie. Jesteś inteligentna, zabawna, przepiękna, troskliwa, dobra. Nie masz powodu do tego, aby czuć się ze sobą źle. Kocham ciebie i tylko ciebie. Nie ma drugiej takiej osoby jak ty-myślałam, że moje serce eksploduje, a z brzucha wyleci stado motyli. To co powiedział. Potrafił rozweselić mnie jedną, najmniejszą drobnostką.
-Ja ciebie też kocham-zbliżyłam się do jego warg, aby móc zatopić się w ich nieziemskim smaku. Wplątałam swoją dłoń w jego włosy, a on oplótł dłonią mój policzek.
-Jeżeli nadal będziesz tak robić to posiądę cię na tej ławce-zaśmiał się grożąc mi.
-Tylko na to czekam-tym razem ja zaśmiałam się. Oderwaliśmy się od siebie, a ja mocno wtuliłam się w chłopaka. Po chwili zrobiło mi się zimno więc Zayn zdecydował, że będziemy już powoli wracać do mieszkania.
 
 
Więc rozdział 34 gotowy :) Katherine ocalona i do tego wyznanie Zayn'a <3 Bomba! <3 A jak Wam się podoba? Cieszycie się, że Zayn w końcu przyznał się do uczuć jakimi darzy Kate? Mamy wielką nadzieję, że spodoba się Wam ta notka i zostawicie swoją opinię :) Jeżeli macie jakieś uwagi, podzielcie się z nami nimi :) Kochamy Was mocno <3 xx

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 33



Moje ciało i dusza były oszołomione tym, co jeszcze dokładnie kilka sekund temu miało miejsce. Tak, to nie był pierwszy raz, gdy Zayn robił mi coś... takiego. Ale mimo to nadal nie mogłam przyzwyczaić się do tego rozkosznego uczucia. Moja klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, oddech był nieunormowany i ciężki. Dreszcze przechodziły co chwila przez moje ciało. Gdy usłyszałam kroki dochodzące z korytarza, poczułam jak moje serce podchodziło mi do gardła. Popatrzyłam na drzwi, w których stał jakże seksowny Pan Malik. Opierał się o framugę drzwi, w lewej ręce trzymając kajdanki, z którymi już zdążyłam się zapoznać. Lustrował moje ciało. Jego oczy były ciemne. Podał mi swoją rękę, którą po chwili wahania chwyciłam. Mocno przyciągnął mnie do siebie i zanim się obejrzałam, moje nadgarstki zostały przypięte kajdankami do metalowej rury, tak jak mi obiecał. Podniósł moją koszulę nocną lekko do góry i spojrzał na mnie.
-Teraz się zabawimy- szepnął i poczułam w sobie jego palec.

***
 
Niesforne kosmyki włosów zaczęły łaskotać moją twarz tym samym budząc mnie ze słodkiego snu. Przetarłam oczy dłonią i próbowałam podnieść sie do góry, ale utrudniło mi to spokojnie spoczywające na mnie ciało mojego chłopaka. Mruknął pod nosem i wtulając się we mnie mocniej dalej plywał mo niebieskich chumrach. Kątem oka rozjerzałam sie po pokoju. Bajzel jaki się w nim znajdował był okropny. Kajdanki nadal wisiały na metalowej rurze, a rzeczy, które wczoraj zwalił z biurka Zayn, tylko po to, aby móc porządnie mnie przepieprzyć, walały się dosłownie po całym pokoju. To było coś. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy w mojej głowie zaczęły odtwarzać się wydarzenia z wczorajszego wieczoru i przekręcając delikatnie ciało wtuliłam się w szyję Zayn'a, bawiąc się jego kruczoczarnymi włosami i muskając jego szyję. Miałam wrażenie, że byłam oazą spokoju. Zawsze tak było po udanej 'zabawie' z Zayn'em. Ale wiedziałam, że mój spokój niedługo sie skończy. Zawsze tak było. Moja chwila radosci i szczęścia zostawała przykryta przez czarną falę chmur. Zayn mruknął pod nosem, co od razu wybudziło mnie z moich przemyśleń na temat tego jak bardzo "tragiczny" jest mój żywot. Spojrzałam na chłopaka, jednak on dalej był pogrążony w swoim słodki śnie. Wyglądał tak chłopięco, beztrosko. Jak niewinny chłopczyk, który chowa się pod kołdrą, w strachu przed potworem spod łóżka. Na tą myśl moje serce zmiękło i złożyłam niewinny pocałunek na ustach mulata. Po dłuższym czasie leżenia i wpatrywania się w tego śpiącego boga, zaczęłam się wiercić. Jego ciało było naprawdę gorące. Leżąc wtulona w jego ciało i opleciona ramionami, naprawdę traciłam potrzebny mi do życia tlen. Jego objęcia były tak silne, jakby bał się choć odrobinę poluzować uścisk, ponieważ mogłabym uciec. Jego nogi były ciasno wplecione w moje. Można powiedzieć, że praktycznie na mnie leżał, ale to było niesamowite uczucie. O szlag! Zajęcia. Kolejny dzień opuszczony. A to wszystko przez te jego potrzeby seksualne.
-Mała, nie wierć się tak-usłyszałam jego zachrypnięty głos. Przeniósł swoją głowę na moje ramie i próbował otworzyć powieki, ale po chwili starania z powrotem je zamknął.
-Przepraszam, nie chciałam cię obudzić, ale po prostu jest mi strasznie gorąco-powiedziałam szeptem wplątując dłoń w jego włosy. Oh, tak bardzo kocham to robić.
-Nic się nie stało. Która godzina?-zapytał całując moje nagie ramie.
-9:57-odpowiedziałam spoglądając na zegarek.
-A co z twoim budzikiem, co?-otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie głupio się szczerząc. O nie. -To ty go wyłączyłeś-warknęłam.
-Wybacz-chwyciłam za małą poduszkę uderzając go w głowę. Zmarszczył oczy i po chwili wskoczył pod kołdrę łaskotając mnie i składając na moim brzuchu delikatne pocałunki.
-Zayn! Zayn przestań! To łaskocze!-dosłownie dławiłam się śmiechem, który roznosił się po całym mieszkaniu. Po chwili Zayn wychylił głowę spod kołdry, a jego twarz znalazła się milimetry od mojej.
-Nie waż się więcej rzucać we mnie poduszką, zrozumiano?- jego mina była poważna, lecz wyczułam nutę rozbawienia w jego głosie.
-Oj, Panie Malik, oboje dobrze wiemy, że jestem skłonna zrobić to ponownie- uśmiechnęłam się do niego szeroko na co odpowiedział mi tym samym, a ja dosłownie rozpłynęłam się na ten widok. -Jesteś piękny- te słowa wydostały się z moich ust, nim zdążyłam je przeanalizować. Zaśmiał się cicho, a następnie pocałował mnie delikatnie.
-Ty też jesteś niczego sobie- uśmiechnął się szyderczo, przez co na moich policzkach zagościło znane gorąco.
-A więc, co masz zamiar dzisiaj robić? Bo na zajęcia już nie pójdziesz- zapytał i wiedziałam, że stara się mnie sprowokować.
-Szyderczy drań- fuknęłam rozbawiona.
-A jeżeli chodzi o moje plany na dzisiaj to mam wizytę u lekarza-powiedziałam nadal bawiąc się jego włosami. Jego ciało nadal spoczywało na moim okryte kołdrą, a głowę ułożył na mojej kletce piersiowej. Jednak podniósł ja do góry słysząc moją odpowiedź.
-Lekarza?-zapytał zdziwiony.
-Tak lekarza-odpowiedziałam przeczesując dłonią włosy.
-Jakiego?-dopytywał.
-Zayn-mruknęłam niezadowolona jego pytaniem. To naprawdę osobista sprawa.
-No pytam do jakiego lekarza idziesz?
-Do ginekologa-odparłam cicho. To naprawdę była dla mnie żenująca sytuacja.
-Po co masz do niego iść?- jego ton głosu zrobił się bardziej oschły.
-No taka coroczna kontrola-odparłam patrząc na niego kątem oka. Czy on myślał, że ja ...?
-To będzie kobieta?
-Zayn!-skarciłam go. Tego chyba już mógłby sobie darować.
-Pytam.- warknął.
-A ja nie zamierzam ci odpowiadać- fuknęłam.
-Powiesz mi, czy sam mam tam z tobą pójść i się dowiedzieć?- uniósł brwi. Moje serce zaczęło szybciej bić.
-Co?
-To co słyszałaś. To kto to będzie?- zapytał.
-Ugh, facet- warknęłam pod nosem. Jego ciało się spięło, kiedy te słowa wyleciały z moich ust.
-Nie ma mowy- syknął.
-Zayn...
-Żaden facet nie ma prawa cię dotykać, z wyjątkiem mnie- powiedział ostro i spojrzał na mnie oskarżycielskim wzrokiem.
-Ale to jest lekarz!- przewróciłam oczami.
-A jakie to ma do kurwy nędzy znaczenie?! Facet to facet! - wydęłam usta.
-Nie będzie cię badał jakiś fiut i koniec kropka- swoim tonem dla mi do zrozumienia, że tak dyskusja już się skończyła.
-Ale ja muszę tam iść...
-To pójdziesz do kobiety
-Nie, Zayn. Nie ma takiej opcji. Idę do tego lekarza, do którego mam zapisaną wizytę i koniec kropka
-Ty chyba naprawdę nie rozumiesz co ja do ciebie mówię. Powiedziałem, że nie pójdziesz do żadnego faceta na badanie-spojrzał na mnie dając mi do zrozumienia, że łatwo nie odpuści.
-Zayn, ty jesteś jakiś niepoważny!-podniosłam głos.
-Albo pójdziesz do kobiety, ale pójdę z tobą do tego lekarza i koniec kropka
-Nigdzie nie będziesz ze mną szedł!-pisnęłam. Chłopak zdążył już zejść z mojego ciała.
-Żaden inny facet oprócz mnie cię nie dotknie i koniec
-Jesteś dziecko nie facet. Jesteś zazdrosny, a przypominam Ci, że to tylko lekarz-dałam nacisk na ostatnie słowo.
-Samiec to samiec. Przestań się kłócić. Umowie cię z ginekolog- wstał nagi z łóżka i skierował się do szuflady. Mój umysł na chwilę stracił przytomność, pod wpływem tego widoku, jednak szybko się otrząsnęłam, gdy przypomniałam sobie co zamierza zrobić. Wyciągnął z szuflady dresy i szybko naciągnął je na swoje nogi.
-Proszę cię. Daj sobie spokój- błagałam.
-Postaw się w mojej sytuacji - spojrzał na mnie ostro.
-To co innego...
-To, to samo. Jakbyś się czuła, gdyby inna kobieta mnie dotykała?- uniósł brew. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.
-Ja...
-No właśnie. Nie pozwolę ci iść do doktora. Idę zadzwonić. Zaraz wracam- powiedział i zniknął za drzwiami.
-Zayn do jasnej cholery!-krzyknęłam lecz dobrze wiedziałam, że pójdzie to na nic. Wstałam z łóżka i ubrałam na siebie moje czarne leginsy i obciętą przeze mnie bluzkę. Szybko wyszłam z pokoju schodząc na dół i szukając wzrokiem Zayn'a. Słyszałam jego głos w kuchni.
-Tak ... najlepiej na dzisiaj ... myhym ... druga ... dobrze dziękuję bardzo. Do widzenia-zakończył rozmowę telefoniczną. Założyłam ręce na wysokości piersi i spojrzałam na niego spod przymrużonych oczu.
-Masz wizytę u pani Moor o 2-powiedział spokojnie.
-Jesteś okropny-powiedziałam nastawiając wodę na kawę. On jest naprawdę niepoważny. Rozumiem wszystko, ale to już jest szczyt wszystkiego
-Będziemy musieli wyjechać z domu gdzieś 10 po 1, bo to pół godziny jazdy, a po drodze mogą być korki-odparł wyciągając drugi kubek i wsypując do niego 2 łyżeczki kawy.
-Świetnie- warknęłam.
-Hej- poczułam na swoich biodrach jego duże dłonie.
-Zrobiłem to dla ciebie- pocałował mnie w szyję.
-Robisz tylko zamieszanie. Jakbyś nie mógł odpuścić choć ten jeden pieprzony raz- jęknęłam poirytowana.
-Ja nigdy nie odpuszczam. Pamiętaj o tym- powiedział.
-Doprawdy?- rzuciłam ironicznie.
-Czy ty się ze mnie nabijasz?- czułam jak się uśmiecha.
-Tak- naprawdę chciałam się gniewać, ale przez niego się nie da. Ta beztroska strona tego mężczyzny jest naprawdę zabójcza. Odwrócił mnie w swoją stronę, aby spojrzeć mi w oczy.
-Nadal się gniewasz?- zrobił słodkie oczka.
-Tak- odparłam zdecydowanie.
-Oj, nie bądź zła. Wiesz, że wynagrodzę ci to w naturze- po tym jak usłyszałam te słowa, wybuchłam głośnym śmiechem.
-Tak jak zawsze- powiedziałam, nie zaprzestając mojemu atakowi śmiechu.
-Oczywiście- jego kąciki ust uniosły się wysoko w górę. Gdy moje emocje odrobinę opadły, zalałam nasze kawy gorącą wodą. Postawiłam dwa kubki na stole i otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do przekąski.
-Zayn, trzeba jechać do sklepu. Lodówka jest pusta-powiedziałam wyciągając jabłko z dolnej szufladki.
-To po wizycie-odparł popijając kawę. Panowała między nami cisza, którą przerwałam ja.
-Wiesz myślałam ostatnio nad tym, żeby znaleźć jakiś staż. Musze dokładać się do mieszkania, w końcu tu mieszkam-na jego czole pojawiła się zmarszczka. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie ma potrzeby, abyś dokładała się do mieszkania. Mam pieniądze i to wystarczy.
-Zayn, ale ja tak nie mogę. Moglibyśmy się jakoś podzielić-powiedziałam z entuzjazmem. -Mogłabym opłacać prąd na sam początek, a później gdybym dostawała już jakieś lepsze pieniądze mogłabym opłacić telewizje-uśmiechnęłam się do niego, a on zachichotał.
-Kochanie, nie ma takiej potrzeby-cmoknął mnie w policzek i wsadził kubek do zlewu.
-No, ale czemu?-zaczynałam marudzić.
-Mała, zaraz trzeba się ubierać- zbył mnie.
-Dokończymy ten temat jak wrócimy do domu-oświadczyłam wychodząc z pokoju. Weszłam po schodach na górę i skierowałam się do garderoby. Wyciągnęłam z niej moje ulubione czarne obcisłe spodnie, a do tego śliczny beżowy sweterek. Wyjrzałam przez okno sprawdzając czy na podwórku przypadkiem nie pada. Pogoda jak na listopad była całkiem niezła, ale i tak postawiłam na moje czarne converse'y. Zayn po chwili dołączył do mnie ściągając z wieszaka swój czerwony sweter. Założył jeszcze glany i popatrzył na mnie.
-Gotowa?-zapytał. Przytaknęłam głową, a chłopak splótł nasz ręce i skierował nas schodami do wyjścia z mieszkania.
 
TAK JAK MÓWIŁ ZAYN, korki na drogach były niesamowicie długie i niezwykle irytujące, jednak po nie całej godzinie, dojechaliśmy pod przychodnię.
-Boże, nienawidzę korków. Niektórzy ludzie nie powinni mieć prawa jazdy- marudziłam, gdy wysiadłam z samochodu.
-Ta, muszę się z tym zgodzić- mruknął chłopak. Podszedł do mnie, złapał moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku wejścia do budynku. Nie wiem czemu, ale strasznie się denerwowałam. Moje ręce się trzęsły, a serce szalało. Zayn chyba musiał to zauważyć.
-Co jest? -zapytał zatroskany.
-Nie, nic. Po prostu się stresuje- uśmiechnęłam się blado.
-Mała, nie masz czym się stresować. Będzie dobrze- posłał mi ciepłe spojrzenie, które dodało mi odrobinę otuchy. Skierowaliśmy się do recepcji i spytaliśmy gdzie przyjmuje doktor Moor. Pielęgniarka posłała nas pod salę z numerem 15, a my usiedliśmy na krzesełkach. Nie było tak dużo ludzi, ale przede mną była jedna starsza kobieta.
-Wiesz, gdybym znał się na tych wszystkich pierdołach medycznych i anatomii człowieka to sam bym się tobą zajął-powiedział szeptem Zayn kładąc rękę na moim udzie. Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami, a on uśmiechnął się.
-Jesteś niewyżyty-szepnęłam do niego, a on zaśmiał się cicho. Kilka kobieta spojrzała na mojego chłopaka i nie mogły oderwać od niego wzroku. Ej! On jest mój!
-Panna Lockwood-usłyszałam swoje nazwisko i spojrzałam w stronę, z której wydobywał się dźwięk. W drzwiach stała czarno włosa kobieta koło 40. Uśmiechała się do mnie i wyglądała na przemiłą kobietę.
-Mm ... to ja-wstałam niepewnie, a ona zachęciła mnie zapraszając do swojego gabinetu gestem ręki. Zobaczyłam, że Zayn wstał z krzesełka i zaczął za mną iść.
-Co ty robisz?-zapytałam lekko zszokowana.
-No idę z tobą-odparł spokojnie.
-Nigdzie ze mną nie idziesz. Będziesz tu siedział i nawet nie próbuj się ze mną kłócić-powiedziałam stanowczo i weszłam do gabinetu zamykając za sobą drzwi.

 
***
-Dziękuję doktor Moor- uśmiechnęłam się miło do kobiety, na co odpowiedziała mi tym samym. -Ależ proszę Panno Lookwod- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Do widzenia- powiedziałam, gdy już miałam wychodzić.
-Do widzenia. - zamknęłam za sobą drzwi, kiedy znalazłam się na korytarzu. Rozejrzałam się i ujrzałam Zayn'a, siedzącego na kanapie, pod baczną obserwacją kilku kobiet. Chłopak jednak albo nie zdawał sobie z tego sprawy, albo go to nie obchodziło. Poczułam palące uczucie zazdrości, lecz szybko ono minęło, gdy mulat spojrzał w moja stronę. Był... zły? Dlaczego? Przecież byłam u kobiety. Wstał bez słowa, złapał moją dłoń i szybkim krokiem skierowaliśmy się do wyjścia.
-Zayn, jesteś zły?- zapytałam, jak tylko znaleźliśmy się za drzwiami przychodni. Nie odpowiedział mi.
-O co ci chodzi? Przecież sam mnie umówiłeś z doktor Moor. Nie rozumiem- powiedziałam z wyrzutem.
-Zayn?-próbowałam z niego coś wyciągnąć, ale na nic się to nie zdało. Otworzył drzwi i wszedł do samochodu.
-O co ci do jasnej anielki chodzi?-zapytałam patrząc na niego. Przeczesałam dłonią włosy i próbowałam się uspokoić.
-Zayn? Odpowiesz mi w końcu. Chyba mam prawo wiedzieć za co się na mnie złościsz-odparłam. On mnie totalnie ignorował. Wyjechał z parkingu i ruszył przed siebie.
-Zayn, powiedz coś w końcu. Naprawdę zaczyna mnie to irytować, a jednocześnie martwić. Nic nie zrobiłam-powiedziałam cicho.
-Dobrze ci tam było?-zapytał oschle. Czekaj, co?
-Że co proszę?!-podniosłam głos. Chłopak jedną ręką podpierał się na drzwiach, a drugą trzymał na kierownicy.
-Spodobał ci się?-jego oschły ton głosu naprawdę mi się nie podobał.
-O kim ty do cholery mówisz?!-krzyknęłam do niego. Zjechał na jakąś boczną dróżkę i zatrzymał się na środku, tak jak wtedy kiedy kochaliśmy się w samochodzie. Moje kąciki uparcie chciały podnieść się do góry, ale nie pozwoliłam im na to.
-Ten lekarz był zajebisty, prawda?-a więc o to chodzi. Nie spojrzał na mnie. Nie zrobił tego odkąd wyszłam z gabinetu. Patrzył tępo w jakiś punkt przed sobą, a ja po prostu nie dowierzałam. Był zazdrosny o lekarza, który wszedł na chwilę do gabinetu doktor Moor, aby zostawić jakieś papiery i omówić jakąś sprawę.
-Zayn to chore! Zastanów się o czym ty w ogóle mówisz!-skarciłam go. Jego zazdrość przekracza ludzkie granice.
-Dlatego tak bardzo chciałaś iść do tego faceta? Seksowny jest, co?- zapytał ironicznie, z namacalnym obrzydzeniem w głosie. Gotowało się we mnie.
-Nie! Byłam po prostu umówiona i nie chciałam robić kłopotu! A zresztą, po co ja ci się tłumacze?! Nie muszę tego robić! To ty sobie coś ubzdurałeś!- warknęłam głośniej niż miałam zamiar, ale należało mu się.
-Och, błagam cię. Nie udawaj. Co ci się w nim tak bardzo spodobało? Blond włosy, czy jebany tyłek?! - krzyknął do mnie.
-Jesteś niewiarygodny! Nic mi się w nim nie spodobało! Nawet nie wiem jak się ten doktor nazywał! On do cholery przyniósł jakieś papiery do gabinetu i od razu wyszedł!- ponownie przeczesałam dłonią włosy. Prychnął, co wytrąciło mnie z równowagi.
-Aż tak bacznie go obserwowałaś?- warknął. Do niego nic nie docierało.
-Zayn! To niezdrowe! Posłuchaj się. Zastanów się co ty w ogóle mówisz-powiedziałam odwracając się twarzą w jego stronę.
-No dalej, powiedz mi to Katherine. Na pewno by cię zaspokoił, co?! Jest na poziomie twoich wymagań?!-spojrzał.
-A żebyś wiedział-warknęłam pod nosem. On jest niemożliwe. To nienormalne.
-No proszę! Walnął ci minete?!-krzyknął. Przemawiała przez niego zazdrość.
-Skoro już tak sobie rozmawiamy to może pogadamy o tym jak czuje się ja kiedy 250 tysięcy par damskich oczu jest zwróconych na ciebie?! Jesteś niepoważny człowieku!-otworzyłam drzwi i trzaskając nimi ruszyłam pod górkę, aby móc wrócić na drogę. Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło. -Katherine stój!-krzyknął do mnie ostro kiedy ja nadal wchodziłam pod górę.
-Zostaw mnie w spokoju!-odkrzyknęłam. Nie mam ochoty na rozmowę z tym człowiekiem. Ten lekarz wszedł i zostawił papiery, to wszystko. Szkoda tylko, że pan kurwa wielka zazdrość tego nie rozumie. Odwróciłam się w jego stronę, aby zobaczyć co zamierza zrobić. Wyszedł z samochodu i pobiegł za mną.
-Zostaw mnie! -krzyknęłam. Szlam tyłem, patrząc się cały czas na niego. Gdy już znalazł się obok mnie stanęłam w miejscu.
-Wracaj do samochodu- warknął władczo.
-Ani mi się śni- odpowiedziałam mu podobnym tonem.
-Wracaj. Do. Tego. Jebanego. Samochodu.- wysyczał każde słowo. Tym razem nie zamierzałam mu tak szybko ulec Nie będzie zawsze dostawał tego czego chce.
-Spieprzaj- syknęłam. Widziałam jak ze złości zaciska ręce w pięści.
-Ah, i dla twojej wiadomości nie jestem jakąś dziwką. Byłam umówiona z doktor Moor. Nie daję się dotykać każdemu facetowi. Nie jestem twoją Lilly!- krzyknęłam.
-Serio, chcesz teraz wracać do Lilly?!- wbijał swój ostry jak noże wzrok we mnie.
-Skoro już się kłócimy, to czemu nie?! Ty uwielbiasz się na mnie drzeć!
-Bo jesteś tylko moja! I żaden pojebany facet nie będzie cię kurwa mać dotykał!- wrzasnął.
-Ale on mnie nie dotknął! Nawet na mnie nie spojrzał! Poza tym nie mógłby, bo była tam zasłona ty idioto!-popatrzył na mnie trochę trzeźwiejszym wzrokiem i zaczął się powoli uspokajać. Na dworze zaczęło naprawdę mocno wiać, a ja miałam na sobie jedynie sweterek, który niekoniecznie dawał mi dużo ciepła.
-Katherine ...
-Już skończyłeś się wydzierać?! Chcesz dodać coś jeszcze?! No dalej, pokrzycz sobie jeszcze! Proszę bardzo!-krzyczałam do niego.
-Przestań ...
-Ja mam przestać?! Żartujesz sobie! Najpierw odwalasz jakieś sceny, bo byłam umówiona do mężczyzny na jakieś jedno, pierdolone badanie! Później kiedy już skończyłeś swoją szopkę ze zmienianiem lekarza w ostatniej chwili zaczynasz czepiać się lekarza, który przyniósł tylko jebane papiery do tego zasranego gabinetu. Jesteś popieprzony!-krzyknęłam do niego naładowana tymi wszystkimi emocjami. W jednej chwili znalazł się dosłownie kilka centymetrów ode mnie.
-To chore, rozumiesz?! Jesteś niepoważny! Może w ogóle zamkniesz mnie w klatce i ...-nie dał mi skończy, bo mocno wpił się w moje usta. Jego wargi były takie zimne, ale przez złość, którą do niego czułam odepchnęłam go od siebie.
-Nie. Nie tym razem - rzuciłam mu pełne jadu spojrzenie. Miałam gdzieś to jak mógł się poczuć. -Nawet nie zapytałeś czy wszystko okay... czy badania wyszły dobrze...- powiedziałam już smutno. -Ja... wszystko okay?- podrapał się po karku.
-Och, teraz cię to interesuje? Tak, wszystko jest dobrze- nie wierzyłam w niego. Z racji tego, że zmarzłam, ominęłam chłopaka i skierowałam się do samochodu.
-Katherine, proszę...
-Nie odzywaj się do mnie. Na chwilę obecną nawet nie chce mi się na ciebie patrzeć- nadal szłam przed siebie, ani razu nie odwracając się w jego stronę.
-Otwórz drzwi- powiedziałam, gdy doszłam do auta. Zrobił to co chciałam i po chwili siedziałam już w środku samochodu.
-Katherine, ja naprawdę przepraszam. Po prostu jak zobaczyłem, że ten lekarz wchodzi ...
-Daruj sobie i nie kompromituj się. Jedź do sklepu-powiedziałam oschle wpatrując się w szybę. Westchnął zrezygnowany i odpalił silnik samochodu. Ruszył z powrotem na normalną drogę i skierował się do pobliskiego supermarketu. W aucie panowała niesamowicie okropna cisza i wiedziałam, że czuje się winny. I dobrze. Po tym jaki cyrk dzisiaj odstawił powinien czuć się winny. Mam w dupie czy jeszcze będzie się wydzierał. Po jakiś 25 minutach uciążliwej drogi dojechaliśmy pod sklep. Zayn zgasił silnik i przeczesując dłonią włosy podrapał się po karku.
-Chcesz żebym poszedł z tobą?-zapytał bojąc się mojej odpowiedzi.
-Dam sobie rade. No chyba, że znów zaczniesz awanturować się o to, że minęłam jakiegoś mężczyznę czy też może podałam kasjerowi pieniądze-warknęłam i otwierając drzwi ruszyłam prosto do środka, bo z ciemnych chmur zaczął ulatniać się już deszcz. Wzięłam wózek i ruszyłam na zakupy do lodówki. Kupiłam kilka owoców i napoi. Musiałam zahaczyć jeszcze o dział chemiczny, z którego wykopałam proszek do prania i tabletki do zmywarki. Z zamrażalnika wzięłam jeszcze lody i poszłam do kasy. Wyłożyłam wszystkie zakupy na taśmę, a kiedy kobieta skasowała je zapłaciłam, pochowałam do reklamówek i wyszłam ze sklepu. Wsadziłam reklamówki na tylnie siedzenia i wsiadłam do przodu.
-Nie masz się o co martwić. Obsłużyła mnie kobieta około 50 z trwała na głowie-powiedziałam oschle do chłopaka.
-Przestań
-Nie Zayn. Skoro jesteś aż tak bardzo zazdrosny, to będę ci teraz mówiła takie rzeczy. Bo nie mam ochoty na kolejną kłótnie. Wielki pan Malik będzie teraz kontrolował to co robię. Nie o to ci chodziło?- warknęłam.
-Nie- odpowiedział smutno i westchnął zrezygnowany.
-A wydawało mi się inaczej

RESZTA DROGI POWROTNEJ przebiegła w śmiertelnej ciszy, która przerywana była lekkimi kroplami deszczu. Gdy tylko znalazłam się w domu, od razu skierowałam się schodami na górę. Nawet nie ściągnęłam butów. Weszłam do sypialni, rozebrałam się do bielizny i opadłam ciężko na łóżko. Byłam wykończona. Ten mężczyzna wysysał ze mnie całą energię. Weszłam do garderoby i przebrałam się w swoje dresy i luźną koszulkę z dekoltem. Kiedy wyszłam w pokoju siedział Zayn. Jego głowa była delikatnie spuszczona w dół, a ręce założone na karku. Kiedy usłyszał moje kroki odwrócił głowę w moją stronę i popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Chyba naprawdę było mu przykro.
-Skarbie przepraszam-zbliżył się do mnie i chciał złapać mnie za dłoń, ale zabrałam ją.
-Tak będzie za każdym razem? Kiedy jakiś mężczyzna pojawi się w moim otoczeniu?-zapytałam spokojnie. Spojrzał na mnie i był naprawdę speszony.
-To ty jesteś moim chłopakiem i to ciebie kocham. To ty jesteś dla mnie jedyny. Szkoda tylko, że tego nie widzisz-powiedziałam smutno.
-Mała naprawdę przepraszam. Ja po prostu nie wyrobiłem kiedy on wszedł do tego pieprzonego gabinetu. Proszę, nie złość się już na mnie-złapała mnie w tali i przytulił do siebie, chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Zaczął ją delikatnie muskać, a ja poddałam się. To było silniejsze ode mnie. Instynktownie wplątałam dłonie w jego włosy, a on mruknął z zadowolenia.
-Dziękuję- wymruczał z ustami tuż przy mojej skórze.
-Ale wiedz, że nadal jestem zła- chciałam brzmieć stanowczo, ale nie poszło to po mojej myśli. -Jasne- zbył mnie i po chwili jego usta wylądowały na moich. Wszystkie emocje były zamknięte w tym jednym pocałunku. Fantastyczne uczucie. Włożyliśmy w to całe swoje serce. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy zabrakło nam tchu. Staliśmy tak wplątani w siebie, opierając o siebie swoje czoła -Kocham cię- szepnęłam. Jeszcze raz cmoknął mnie w usta przygryzając moją wargę.
-Chodź, zrobimy coś do jedzenia- uśmiechnął się i pociągnął mnie za sobą, w stronę wyjścia.
-Na co masz ochotę?- zapytał entuzjastycznie.
-Jestem otwarta na wszystkie propozycje- uśmiechnęłam się. Weszliśmy do kuchni, a chłopak zaglądnął do reklamówek z zakupami, które wyciągnął z auta.
-No to może zrobimy makaron z tuńczykiem, cukinią i pomidorami?-zapytał.
-Kocham tuńczyka!-krzyknęłam uradowana. Zaśmiał się marszcząc słodko nos i zabrał się za wyciąganie potrzebnych mu do przygotowania obiadu produktów. Ja natomiast opróżniłam reklamówki, odkładając zakupy na odpowiednie miejsca. Postanowiłam nie przeszkadzać chłopakowi więc usiadłam wygodnie na stołku i obserwowałam każdy jego ruch. To niewiarygodne, że tak wybuchowy mężczyzna porusza się tak subtelnie po tej kuchni.
-Smacznego- powiedział kładąc talerz przed moim nosem. Podał mi widelec i postawił szklankę z wodą mineralną i dwoma plasterkami cytryny w środku. Nałożyłam pierwszą porcję na widelec, a kiedy wylądowała w moich ustach dosłownie się rozpłynęłam.
-To jest genialne- powiedziałam połykając jedzenie. Uśmiechnął się delikatnie i upił łyk wody.
-Do której masz jutro zajęcia?-zapytałam nabierając kolejne porcje tego dania bogów.
-Chyba do 15- zmarszczył czoło. Nie lubił tej uczelni.
-A ty?- spojrzał na mnie.
-14:20. Mam na ciebie czekać?- uśmiechnęłam się.
-Nie. Zerwę się
-O nie Zayn. Nie możesz. Musisz chodzić na zajęcia. Poczekam. To żaden kłopot-odparłam.
-Jesteś pewna?
-Tak Zayn. Dam sobie radę- cmoknęłam go w policzek i zabrałam się za dokończenie mojej porcji. Zayn wziął mój talerz i włożył go do zmywarki.
-Dziękuję- powiedziałam słodko.
-Nie ma sprawy. Katherine, ja teraz pójdę pobiegać....- oznajmił.
-Chcesz iść ze mną?- dopowiedział.
-O nie. Ja i moje dwie lewe nogi nie lubimy żadnego rodzaju aktywności fizycznych. Poczekam na ciebie- zaśmiałam się na moją odpowiedź.
-W takim razie dobrze. Idę się przebrać- dał mi przelotnego buziaka i ruszył w kierunku schodów.
 
ZAYN'S POV
Skierowałem się schodami na górę i przebrałem się w swoje czarne dresy i luźną, czarna koszulkę na ramiączkach. Schowałem jeszcze swojego iPhona do kieszeni spodni i zbiegłem na dół. Zabrałem słuchawki z komody i chwyciłem jeszcze za wodę w kuchni. Katherine siedziała w salonie oglądając jakiś program telewizyjny.
-Wrócę za godzinę Skarbie-podszedłem do niej składając na jej ustach namiętnego całusa.
-Nie wychodź z domy i nie otwieraj nikomu drzwi-spoważniałem. Pokiwała głową na tak i uśmiechnęła się szeroko. Wyszedłem z domu i skierowałem się biegiem do parku. Włożyłem słuchawki, a w moich uszach zaczęły rozbrzmiewać pierwsze dźwięki piosenki Nirvany. Dzisiejszy dzień był naprawdę ciężki. Nie mogłem nic poradzić na mój napad zazdrości, ale kiedy zobaczyłem, że ten doktorek wchodzi do gabinetu, w którym była Katherine, w mojej głowie zaczęły wytwarzać się nieciekawe obrazy. Naprawdę nie chciałem być taki oschły, ale czułem jak zazdrość dosłownie mnie rozwalała od środka. Jutro piątek i kolejny weekend. Biegłem prostu przed siebie.

KIEDY ZNALAZłEM SIĘ JUŻ pod domem musiałem unormować oddech. Uwielbiam to. Biegam odkąd skończyłem 11 lat. Od jakiegoś czasu zaniedbałem to, ale ostatnimi czasy działo się sporo rzeczy. Uwielbiałem kiedy puls skakał, a ja zatapiałem się w swoim świecie. Wszedłem po trzech schodkach i otworzyłem drzwi.
-Mała, już jestem!-krzyknąłem ściągając buty w przedpokoju. Niestety nie dostałem odpowiedzi. Myślałem, że dziewczyna może zasnęła, ale kiedy zobaczyłem salon zacząłem naprawdę mocno się denerwować. Kilka krzeseł było porozwalanych, telewizor był włączony, a poduszki z sofy walały się po całym pokoju.
-Katherine?! Katherine?! Jeżeli to jest jakiś żart to wcale mnie to nie bawi!-krzyknąłem. Wbiegłem szybko na górę sprawdzając czy nie ma jej gdzieś w pokoju. Nigdzie jej nie było. Zacząłem naprawdę się bać. Wykręciłem jej numer, ale włączała się poczta głosowa. Dzwoniłem tak kilka dobrych razy, ale nadal nic. Wszedłem do kuchni i zauważyłem na blacie mała karteczkę.

"Trzeba było lepiej pilnować swojej dziewczyny. Teraz już będziesz wiedział, że nie zostawia się jej samej." 

Nie, to niemożliwe!
 
 
Także rozdział 33 jest już gotowy :) Mam nadzieję, że spodoba się wam i zostawicie opinię na temat tej notki. Są wakacje Kochani, a już niedługo do szkoły. Jak myślicie? Co stało się z Katherine? Czy Zayn w końcu wyzna jej miłość i ich szczęście zagości u nich na trochę dłużej? 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 32

Uwaga! Ten rozdział zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czytając to, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie chcesz tego czytać, możesz ominąć notkę!


ZAYN'S POV

Byłem taki szczęśliwy po tym jak wróciła do domu ze mną i jeszcze ten seks w kuchni. Spełnienie marzeń. Jest moją dziewczyną. To brzmi tak nierealnie.
-Zayn?-usłyszałem cichy głos dziewczyny.
-Tak?-zapytałem bawiąc się jej włosami. Były takie miękkie.
-Louis pali tego dużo?-zapytała śpiącym głosem.
-Myy ... ma z tym mały problem, ale robi to tylko dla własnej zabawy i przyjemności-odparłem spokojnie. Dziewczyna już nic nie odpowiedziała zważając na to, że zasnęła. Kiedy spojrzałem na zegar wiszący na ścianie było już po 12. Podniosłem się lekko i unosząc Katherine na rękach skierowałem się schodami na górę do naszej sypialni. Położyłem ją na łóżku przykrywając jej bezbronne ciało kołdrą i położyłem się koło niej.

KATHERINE'S POV 

Ze słodkiego snu, obudziły mnie przedzierające się przez żaluzje promienie słoneczne. Mozolnie przetarłam oczy i odwróciłam się chcąc przytulić do Zayn'a, lecz jego miejsce było puste. Gwałtownie wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Usłyszałam jakieś ciche odgłosy dochodzące z dołu. Wyszłam spod kołdry i skierowałam się w stronę drzwi, wyszłam z pokoju i zeszłam powoli po schodach. Odgłosy, które były coraz bardziej głośne, dochodziły z kuchni. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam przepiękny obraz. Zayn gotujący coś w samych czarnych bokserkach od Calvina Clein'a. Nie zauważył mnie, więc postanowiłam przytulić go od tyłu. Cichutko zbliżyłam się do chłopaka i, gdy chciałam go objąć, ten się odwrócił twarzą do mnie.
-Hej mała- uśmiechnął się szeroko i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
-Hej- odpowiedziałam równie szerokim uśmiechem.
-Mmm ładnie pachnie-skomplementowałam.
-Zobaczymy czy będzie dobrze smakować-powiedziałam do niego. Usiadłam na stołku koło blatu i kiedy na niego spojrzałam moje poliki oblały się ogromnym, czerwonym rumieńcem.
-I pomyśleć, że wczoraj pieprzyliśmy się na tym blacie-zaśmiał się Zayn podając mi talerz z naleśnikami.
-Masz jeszcze jakieś inne talenty bądź rysowania i gotowania?-zapytałam spoglądając na niego i przeżuwając kawałek pysznego naleśnika.
-Wiesz dobrze całuje i takie inne rzeczy-zaśmiał się głośno, a ja dołączyłam do niego.
-Zayn musimy się ogarnąć i przestać opuszczać zajęcia-oświadczyłam śmiertelnie poważnie.
-Od kiedy jesteś taką pilną uczennicą?-spojrzał na mnie, a na jego czole pojawiła się zmarszczka.
-Od wtedy, gdy mój ulubiony nauczyciel, nauczył mnie różnych tajników seksu- szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy, a chłopak uniósł w rozbawieniu brwi.
-Uwierz, że to jest nic w porównaniu z tym co czeka na nas w przyszłości- mruknął wyzywająco i wszystkie komórki w moim ciele odżyły na nowo. 
-Tak łatwo jest sprowokować twoje ciało- triumfalny uśmiech nie schodził z jego przystojnej twarzy.
-Skąd niby to wiesz?
-Zaciskasz uda, rumienisz się, przygryzasz wargę i oczy ci się rozszerzają- cholera. Wydymałam usta. Ekspert się znalazł.
Gdy skończyliśmy jeść nasze śniadanie, chciałam umyć naczynia, lecz Zayn mi kategorycznie tego zabronił, grożąc, że jeśli to zrobię, to tak mnie przepieprzy, że nie usiądę przez tydzień na moim jak on to nazwał  "seksownym" tyłku.
-No to pozwól mi chociaż posprzątać-poprosiłam błagalnie.
-Mała, daj sobie spokój-powiedział odkładając naczynia na suszarkę.
-Idziemy się wykąpać-powiedział łapiąc mnie za dłoń.
-Nie idę z tobą-powiedziałam obrażona zakładając ręce na wysokości piersi.
-Przestań i chodź-skarcił mnie mulat.
-Za karę będziesz kąpał się sam-wystawiłam język w jego stronę i wyszłam z kuchni prowokując go tym iż zaczęłam seksownie kręcić pupą. 
-Okay. Dobrze. Niech ci będzie-powiedział wchodząc po schodach na górę. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i zaśmiałam się pod nosem. Tak bardzo lubię się z nim przedrzeźniać. Weszłam po schodach i zatrzymałam się na środku korytarza. Zauważyłam drzwi, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. Podeszłam do nich bliżej i cicho naciskając klamkę uchyliłam je delikatnie, ale zatrzymałam się na chwilę. Musiałam obmyślić wszystko zanim tam weszłam. Jeżeli rozwścieczę go tym? Oh trudno, raz się żyje. Pchnęłam powoli drzwi i po prostu zamarłam. Na ścianach narysowane były różne rysunki. Chodziłam od jednego do drugiego jak zahipnotyzowana.
-Więc w końcu je znalazłaś-usłyszałam dźwięk męskiego głosu za sobą. Kiedy odwróciłam się przodem ujrzałam Zayn'a z białym, puchowym ręcznikiem zawieszonym na jego biodrach. Uwydatniało to jego włoski na brzuchu i linię 'V'. Stał opierając się o framugę drzwi i głupio się uśmiechał. Miałam ochotę zerwać z niego ten ręcznik, ale to by było raczej nie na miejscu. Wiem, że Zayn nigdy nie protestuje, jeśli chodzi o seks, ale jakaś moja wewnętrzna bariera, powstrzymywała mnie od zrobienia kolejnego kroku.
-Zawsze tak się gapisz na ludzi?- zapytał ewidentnie rozbawiony tym, że wpatruje się w jego ciało. Ale serio. Był żywym dziełem sztuki. To aż nierealne, aby ktoś był tak piękny jak on.
-Nie- bo nikt kogo dotąd widziałam nie był taki piękny.
-Zayn, te rysunki są piękne- odparłam zafascynowana talentem artystycznym mojego chłopaka.
-Dzięki-uśmiechnął się.
-Ale komplementami i tak mnie nie udobruchasz. Nie wykąpałaś się ze mną i musiałem zrobić to sam. Bardzo nie ładnie z twojej strony, żeby zostawić swojego chłopaka samego w wannie- pokręcił żartobliwie głową.
-Sądzę, że mój chłopak w wannie sam sobie świetnie poradził. Może gdyby nie był takim władczym dupkiem, to wtedy bym z nim poszła- założyłam ręce na piersi.
-Władczy dupek powiadasz?-zaczął powoli się do mnie zbliżać. 
-Władczym i irytującym dupkiem, którego kocham-mruknęłam. Uśmiechnął się do mnie figlarnie i zbijając mnie z pantałyku wyszedł z wnętrza pokoju głośno się śmiejąc. Wyszłam za nim po cichu i doganiając go wskoczyłam mu na barana.
-Wio!-krzyknęłam. Chłopak zaśmiał się i zaczął biec w stronę sypialni. 
-Gdzie mam zawieść moją księżniczkę?-zapytał słodko. Księżniczkę? Nazwał mnie swoją księżniczką? Jeszcze nigdy nie nazwał mnie w taki słodki sposób.
-Pójdę za tobą- szepnęłam mu do ucha. Miałam nadzieję, że zrozumiał to co chciałam mu przekazać. Tak, poszłabym za nim w ogień. Wszędzie byle by tam gdzie on miał iść. Zatrzymał się, postawił mnie na nogi i odwrócił się twarzą do mnie. Jego wyraz twarzy był śmiertelnie poważny i aż zaczęłam się niepokoić.
-Zayn, coś się stało?- zapytałam cicho, mając nadzieję otrzymać szczerą odpowiedź. Położył dłonie po obu stronach mojej twarzy. Jego wargi spotkały się z moimi w czułym i namiętnym pocałunku.
-Kocham cię- wyszeptałam między pocałunkami. Miałam nadzieję, że niedługo usłyszę od niego, w odpowiedzi to samo.
-Powiedz mi to jeszcze raz-poprosił.
-Kocham Cię Zayn. Kocham cię najmocniej-wyszeptałam cmokając jego usta. Oplotłam go ramionami wokół szyi i zacisnęłam oczy, aby łzy, które zaczęły gromadzić się w moich oczach nie ujrzały światła dziennego. Ogarnij się Katherine.
-Zayn?
-Tak Skarbie? 
-Pojedziemy na zakupy do galerii?-zapytałam błagalnie.
-Nie ma takiej mowy-powiedział śmiertelnie poważnie.
-Zayn proszę! Muszę kupić sobie buty, a później pojedziemy coś zjeść-nadal nalegałam.
-Zakupy? W galerii? Z tobą? O nie- widziałam przerażenie w jego oczach. Rozbawiło mnie to do granic możliwości i zaczęłam się głośno śmiać.
-Dlaczego perspektywa spędzenia ze mną czasu w galerii, aż tak bardzo cię przeraża?- spojrzałam na niego nadal cicho chichocząc.
-Ponieważ w kwestii zakupów wszystkie jesteście demonami- ponownie wybuchłam śmiechem. Myślałam o tym, aby się poddać, ale w ostatniej chwili wpadła na pomysł.
-Kochanie proszę... odwdzięczę się...- ścisnęłam jego krocze, dając mu do zrozumienia jaki dowód wdzięczności dla niego szykuje.
-Ughg ... ubieraj się-mruknął niezrozumiale.
-Tak! Dziękuję, dziękuję!-cmokałam go po twarzy. 
-Dobra, dobra. Idź już-zaśmiał się. Podeszłam do szafy wybierając z niej jasne dżinsy i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam, że trochę padało więc postanowiłam ubrać na siebie bluzę.
-Zayn! Ubieraj się! -krzyknęłam z garderoby. Założyłam na nogi swoje czarno białe nike'y i wyszłam z garderoby. Zaszłam jeszcze do łazienki rozczesując włosy i muskając moje rzęsy maskarą. Gdy byłam już gotowa zbiegłam na dół i zobaczyłam jak mulat siedział na sofie z nogami na stole. 
-Gotowa!-krzyknęłam podekscytowana.
-Zayn! Wstawaj!- podeszłam do niego, gdy nie zobaczyłam żadnej reakcji z jego strony.
-Zmuś mnie- szyderczy uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Zayn, bo nie będzie nagrody- powiedziałam jak do dziecka, które w nagrodę za bycie grzecznym, dostanie cukierka. 
-Ugh...- warknął.
-Jesteś nieznośną kobietą- jęknął i podniósł się z kanapy. 
-I vice versa Malik- cmoknęłam do niego w powietrzu, przez co zaśmiał się lekko.
-Też jestem nieznośną kobietą?- uniósł w rozbawieniu brwi.
-Z tego co zdążyłam już zauważyć, wydaje mi się, że jesteś facetem- zachichotałam.
-Co nie zmienia faktu, że jesteś nieznośny i irytujący - wystawiłam do niego język i po chwili oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem.
-Możemy iść?- zrobiłam słodkie oczka w jego stronę, a w odpowiedzi na mój ruch on przewrócił oczami.
-Chodź- powiedział pod nosem poirytowany. Zabawne było to jak bardzo nie chciał ze mną jechać. -Ej! Będzie fajnie-powiedziałam do niego szturchając go w ramię kiedy zamykał drzwi.
-Ostrzegam tylko, że nie jestem idealnym partnerem do zakupów, ale do czego innego tak-pociągnął mnie do siebie łapiąc za tyłek i  lekko go ściskając. 
-Bo zamkną mi sklepy-wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do samochodu. 
-No otwórz!-zaśmiałam się. Nacisnął na pilota i mogłam dzięki temu wejść do samochodu. Po chwili chłopak odpalał już silnik i ruszyliśmy z podjazdu do największej galerii w naszym mieście. 
-Jesteśmy-powiedział zrezygnowany. Naprawdę byłam szczęśliwa z powodu tych zakupów. Trochę jak dziecko, które przyjechało z rodzicami do małpiego gaju. 
-Najpierw idziemy zobaczyć na buty-powiedziałam podekscytowana. Po trzech godzinach skończyłam swoje obchody i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Zayn, który trzymał moje torby pobiegł w kierunku drzwi wejściowych. Zaśmiałam się z tego, ponieważ prze ten cały czas, gdy robiłam zakupy, Zayn przypominał mi co 5 minut o swojej obecności, mówiąc "jestem zmęczony", "nudzi mi się", "kiedy idziemy?". Gorzej niż z małym dzieckiem. Facet. Kiedy znalazłam się na zewnątrz, rozejrzałam się i zobaczyłam chłopaka opierającego się o ścianę i głośno wdychającego powietrze. 
-Zayn, wszystko okay?- rozbawienie wręcz emanowało z mojego tonu głosu.
-Nie. Nigdy więcej.- powiedział nadal wystraszony.  Zaśmiałam się głośno.
-Daj spokój, nie było aż tak źle- podeszłam i pogładziłam go po rozgrzanych plecach
-Chyba wolałbym żeby mnie zamknęli w jakiejś klatce z tygrysem w środku, albo nawet z Styles'em, niż przeżywać ponownie to piekło- nie mogłam wytrzymać i zaczęłam się tak głośno śmiać, że ludzie, którzy przechodzili obok myśleli, że dostałam ataku.
-Jest chociaż jeden plus?-zapytałam robiąc minkę zbitego psa.
-No nie wiem, nie wiem-pokręcił głową wkładając torby do samochodu.
-A to, że spędziliśmy te kilka godzin razem?-zapytałam.
-I tak mam cię na wyłączność-podszedł do mnie delikatnie muskając moje usta i otworzył mi drzwi. Niezgrabnie wsiadłam do samochodu, a chłopak wsiadł zaraz po mnie.
-Królowa gracji-odparł odpalając silnik. Prychnęłam śmiechem , a zaraz potem zalała nas fala śmiechu. Uwielbiam to. Kocham jak ma taki dobry humor. Jest wtedy takim beztroskim, małym chłopcem.
-No to teraz jedziemy coś zjeść-odparłam szczęśliwa.
-A potem moja nagroda- chłopięcy uśmieszek pojawił się na jego twarzy. To było takie urocze. Moje serce się roztopiło przez ten widok.
-Tak, należy ci się- odpowiedziałam mu z entuzjazmem i popatrzyliśmy na siebie w tym samym momencie. Skorzystałam z tego, że jego uwaga była całkowicie poświęcona mojej osobie i prowokacyjnie oblizałam usta, a następnie przygryzłam dolną wargę. Jego oczy rozszerzyły się
-Jeśli nie chcesz spowodować wypadku samochodowego, to lepiej tego nie rób. Albo przelecę cię w tym samochodzie
-Kusząca propozycja- mruknęłam seksownie.
-W takim razie...- gwałtownie skręcił w prawo, wbijając mnie w fotel i pojechaliśmy jakąś boczną drogą.
-Zayn, co ty robisz?- zapytałam spanikowana. 
-Przelecę cię w tym samochodzie - warknął pociągająco.
-Och- odpowiedziałam zszokowana. Zatrzymał się na środku jakiejś drogi i spojrzał na mnie. Jego oczy znów były czarne. 
-To będzie coś-szepnął do siebie. 
-Do tyłu-rozkazał, otworzył drzwi wychodząc i przenosząc się do tyłu. Ja nie wychodząc z pojazdu przeszłam przez fotel na tylne siedzenia i usiadłam opierając się o drzwi. Zayn zamknął drzwi za sobą i dosłownie rzucił się na mnie całując zachłannie.
-Ściągnij spodnie maleńka-szepnął do moich ust.
-Ale to ja mia-miałam ci się odwdzięczyć-ledwo łapałam oddech.
-Twój podwójny orgazm będzie moją nagrodą-uśmiechnął się figlarnie, a ja zachłysnęłam się powietrzem. Dwa razy?! To naprawdę będzie coś. 
Niezdarnie ściągnęłam z siebie moje dżinsy i rzuciłam ja na przednie siedzenia. Chłopak rozszerzył moje nogi i  zsunął ze mnie moje czerwone majtki. 
Pocałował mnie przelotnie, oblizał swoje wargi i zniżył twarz do mojej kobiecości zatapiając swój język we mnie.
-O Boże ... -jęknęłam łapiąc go za jego czarne włosy i wypychając biodra do jego języka.
-Smakujesz tak dobrze-warknął wywołując wibracje na mojej kobiecości. Po chwili przyłożył do mojej pochwy dłoń wkładając we mnie dwa palce, a kciukiem zataczał kółka na mojej łechtaczce.
-Za-Zayn ... Boże ....-wysapałam. Przestrzeń w tym samochodzie była tak mała, że moje doznania były dwukrotnie silniejsze. Jego dłoń powędrowała w górę, pod moja koszulkę i pod stanik. Ściskał moją pierś, a ja pojękiwałam co chwilę.
-Katherine, dojdź -warknął tuż przy mnie, przez co krzyknęłam głośno jego imię.
-Dojdź- powiedział ponownie. Jego palce dotarły do mojego najsłabszego punku. Moje nogi zaczęły drżeć i wygięłam plecy w łuk .
-Och, Zayn!- krzyknęłam, gdy osiągnęłam szczytu. Wyciągnął ze mnie palce i zbliżył twarz do mojej. Spojrzałam na niego. Przyłożył palce do moich ust, abym posmakowałam własnego orgazmu. Wzięłam jego palce między wargi, zlizując cały płyn. Jego wzrok był palący
-Kurwa, jesteś przepiękna- syknął. Mimo, że przed chwilą doszłam, czułam niedosyt. Chciałam zobaczyć jego orgazm.
-Kochaj się ze mną. Teraz- jęknęłam. Od razu mnie posłuchał. Wyciągnął z kieszeni paczuszkę, rozpiął guzik i pociągnął zamek w dół. Ściągnął spodnie razem z bokserkami. Podał mi paczkę, więc przyłożyłam ją do ust i rozerwałam zębami. Wyciągnęłam prezerwatywę i naciągnęłam ją na twardą długość chłopaka. Nie czekając na nic wbił się we mnie poruszając w bardzo silnym tempie. Wypychałam biodra, a nasze ciała współgrały ze sobą.
-Zayn ... jeszcze trochę -wyjęczałam. Zaczął poruszać się powoli, ale jego pchnięcia były agresywne i pewne siebie. 
-No dalej Katherine. Zrób to dla mnie-powiedział, a ja złapałam go za kruczoczarne włosy.
-No dalej mała-widział, że trochę brakuje mi do drugiego orgazmu więc przyłożył dwa palce do mojej łechtaczki, aby zwiększyć doznanie. Schował głowę w mojej szyi i zaczął ją całować. Z moich ust zaczął wydobywać się głośny jęk.
-Tak Skarbie. Jęcz dla mnie-wysapał nadal mocno poruszając się we mnie. W pewne chwili wygięłam swoje ciało w łuk i otworzyłam usta, ale nic z nich nie uleciało.
-Idealne zakończenie tych cholernie pieprzonych zakupów-pocałował mnie usta. Zaczął muskać je, aż w końcu jego język zaczął pieścić mój.
-Kocham Cię Zayn. Bardzo mocno cię kocham-powiedziałam normując oddech i wplotłam dłoń w jego włosy, aby móc je trochę pomasować.
-Och Katherine- jęknął, gdy pociągnęłam za jego ciemne włosy.
-Dziękuję- ucałowałam jego ramię. Jego głowa leżała lekko na mojej klatce piersiowej.
-Cała przyjemność po mojej stronie- podniósł głowę i popatrzył na mnie szczęśliwym wzrokiem.
-Ta przyjemność była obustronna, Malik- zachichotałam.
-Mmm...- zamruczał. 
-Piękny dźwięk- odparł po chwili. Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie szyby były zaparowane. Zarumieniłam się, przypominając sobie to co zdarzyło się tu przed chwilą. Zayn podniósł się i nasunął  z powrotem swoje bokserki, oraz spodnie. Ja również chwyciłam moją bieliznę, a następnie dżinsy i włożyłam je. 
-Twoje włosy po seksie są takie piękne- mruknął i pochylił się nade mną, składając pocałunek na moich ustach.
-Och, czyli normalnie są brzydkie?- wydymałam żartobliwie wargi.
-Nie, ale po seksie są wyjątkowo pociągające- warknął seksownie.
-Dosyć przyjemności na dzisiaj Malik-powiedziałam nadal śmiejąc się. 
-Dobra jedziemy
-Mieliśmy coś zjeść-marudziłam. Zaśmiał się.
-Ugotuje ci coś w domu-odparł ruszając z powrotem na normalną drogę.
-Oczekuje czegoś niesamowitego-oznajmiłam jak typowy krytyk.
-Wszystko co robię jest niesamowite-odparł dumny.

PO JAKICHŚ 20 MINUTACH byliśmy już pod mieszkaniem. Otworzył mi drzwi i zamykając samochód, skierowaliśmy się do domu. Kiedy weszliśmy chłopak rzucił zakupy na ziemię, a ja ściągnęłam z siebie moje nike'y.
-Co dobrego przygotujesz?- uśmiechnęłam się promiennie.
-Lasagne z kurczakiem i szpinakiem- odparł wesoło. Na samą myśl o tym daniu, zaczęło mi burczeć w brzuchu. Uwielbiałam kurczaka. 
-Kocham kurczaka- powiedziałam pozytywnie.
-Ja też- odpowiedział chłopak tym samym tonem co ja. Położył torby na blacie w kuchni, TYM BLACIE i zaczął rozpakowywać reklamówki.
-Mogę ci w czymś pomoc? - zapytałam.
-Nie. Nie lubię, gdy ktoś ze mną gotuje. To mnie irytuje.
-Mhm- odpowiedziałam.
-To ja pójdę obejrzeć jakiś film- podszedł do mnie i objął w talii.
-Zawołam cię, gdy skończę- złożył delikatny pocałunek na moich ustach i wrócił do poprzednich czynności. W przedpokoju ściągnęłam  kurtkę oraz spodnie. Skierowałam się do salonu i  kiedy znalazłam się w pomieszczeniu, ułożyłam się wygodnie na kanapie.
                
-KATHERINE!- ZAYN ZAWOŁAŁ mnie po 40 minutach, informując tym samym i mnie i  mój brzuch o gotowym posiłku. Dzięki bogu, bo miałam wrażenie, jakbym nie jadła od tygodnia. Szybko pobiegłam do kuchni, gdzie usiadłam na stołku barowym, a przed sobą ujrzałam pięknie podaną lasagne.
-Zapraszam- uroczy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Był dumny z tego co przygotował. Wyglądał tak beztrosko. Oboje zajęliśmy miejsca i zaczęliśmy konsumować nasz posiłek.
-Mmm- mruknęłam pod nosem.
-Sos beszamelowy- uśmiechnęłam się do siebie.
-To jest pyszne-powiedziałam z zapchaną buzią, a on zachichotał widząc jak delektuje się jedzeniem.
-Cieszę się, że ci smakuje-uśmiechnął się pod nosem i nabrał kolejną porcję na widelec.
-Ja zmywam!-krzyknęłam.
-Zaklepane!-dodałam, a chłopak zaśmiał się cicho. 
-Jak dziecko-zabrałam jego talerz i wsadziłam je do zlewu. Kiedy płukałam naczynia poczułam jak Zayn objął mnie w tali. Odgarnął moje włosy i zaczął muskać mój kark. 
-Mam na ciebie taką ochotę, a ten blat tylko mnie prowokuje przypominając mi o tym jak ostatnio się na nim pieprzyliśmy-mruknął całując moją szyję.
-Zayn, czy ty potrafisz się tylko pieprzyc?- zachichotałam.
-Jestem stworzony do robienia wielu rzeczy, Panno Lockwood - jego ręce zjechały w dół mojego brzucha.
-O nie, nie, nie- zatrzymałam jego ruchy.
-No weź- jęknął poirytowany.
-Nie- odpowiedziałam zdecydowanie.
-To co będziemy robić?- zapytał zrezygnowany.
-Życie to nie tylko seks. Są inne rzeczy- byłam rozbawiona tym jak zareagował na moją odmowę.
-Ale najważniejszy jest seks- gdy usłyszałam jego słowa, lekko uderzyłam go łokciem w ramię
-No co? Taka prawda- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Zayn?
-Tak?-spojrzał na mnie, a jego brwi uniosły się ku górze.
-Nie, dobra. Już nic-spławiłam go chcąc wyjść z kuchni. Niestety jego dłoń złapała mój nadgarstek przez co zatrzymałam się.
-Co jest mała?-zapytał z troską w głosie.
-No chciałam, żebyś nauczył mnie rysować-wyszeptałam.
-Możesz powtórzyć?-zapytał coraz bardziej się denerwując.
-Nauczyłbyś mnie rysować?-powiedziałam nieco głośniej.
-Naprawdę tego chcesz?-zapytał, a ja pokiwałam głową na tak.
-Chociaż mógłbyś mi pokazać co i jak. Wiem, wiem, że to głupie. Przepraszam. Zapomnij o tym. Nie było tematu-położyłam dłoń na czole z zawstydzenia. Jednak chłopak złapał ją i położył w dół mojego ciała.
-Jeśli tego chcesz, to z chęcią cię nauczę- jego szczere, ciemne oczy wpatrywały się w moje. 
-Ale... najpierw pokaż mi jak ty rysujesz- szepnęłam.
-Dobrze- złapał moją dłoń i oboje wyszliśmy z kuchni, kierując się w stronę schodów. Z każdym minionym stopniem, denerwowałam się coraz bardziej. Lubiłam rysować, ale sama dla siebie. W swojej samotni, nikomu nie pokazując moich rysunków. Po prostu nie uważałam, aby były godne czyjejś opinii. Były to zwykle bazgroły, które czasem pomagały mi, gdy byłam zła lub przygnębiona. Chłopak pociągnął mnie w stronę jednych z drzwi i otworzył je. Gdy zapalił światło, wciągnął mnie do środka i zamknął za nami drzwi. To był ten sam pokój, w którym byłam wcześniej. 
-Najlepiej będzie, kiedy będziesz miała przed sobą duży obraz- wskazał na ścianę i zrozumiałam, że to ona będzie naszą kartką. Usiadłam po turecku przed jeszcze nie do końca zapełnioną ścianą i spojrzałam na chłopaka. Podszedł do jednej z szaf i wyciągnął z niej kilka puszek z kolorowym sprayem. Podał mi jedną i uśmiechnął się szeroko. 
-Ty pierwszy-powiedziałam do niego. Uśmiechnął się pod nosem i zaczął spryskiwać ściany sprayem. Robił to z taką precyzją i spokojem. Mogłabym patrzeć na niego dniem i nocą. To niemożliwe, że ten mężczyzna należy tylko i wyłącznie do mnie.

PO JAKIEJŚ PÓŁGODZINNEJ pracy pełnej porad, oraz omawiania tego jakie style, wzory i techniki istnieją, odsunął się i pokazał mi swój obraz. Było to moje imię napisane graffiti.
-Zayn to jest przepiękne-powiedziałam nie mogąc oderwać wzroku od obrazu.
-Dzięki- wyczułam tą dumę i radość w jego głosie. 
-To co? Teraz ty - usiadł na łóżku. Niepewnie wstałam i podeszłam do ściany.
-Co jest?- zapytał.
-Po prostu nie wiem co namalować- spojrzałam na puszkę sprey'u, którą trzymałam w dłoniach.
-Równie dobrze możesz coś napisać- spojrzałam na niego i uśmiechnął się. Po chwili wpadłam na pewien pomysł. 
-Mam pomysł- powiedziałam.
-To do dzieła.
-Ale nie patrz póki nie skończę- bardziej poprosiłam.
-Naprawdę?- uniósł brwi.
-Tak
-No...okay- zamknął oczy . Po 20 minutach moje malowidło było gotowe. 
-Już- powiedziałam do Zayn'a, a ten otworzył oczy. Na ścianie namalowany był wielki napis "Kocham Cię. K." Uśmiechnął się do mnie, podszedł do mnie i przytulił mnie. Wiem, że w końcu usłyszę od niego te dwa piękne słowa.
-Chodź oglądniemy jakiś film-zaproponował. Splótł nasze dłonie i wychodząc z pokoju zeszliśmy na dół.
-Mamy paluszki?-zapytałam. 
-Sprawdź w szafce nad zlewem mała-powiedział odpalając telewizor. Weszłam do kuchni i jedyne co tam znalazłam to paczka chrupek kukurydzianych. Oh, uwielbiam je!
-Mam kukurydzianki!-krzyknęłam szczęśliwa i usiadłam obok niego. 
-Co oglądamy?-zapytałam.
-Louis ostatnio opowiadał mi o świetnym horrorze więc może zobaczymy czy naprawdę jest taki dobry?-oświadczył spoglądając na mnie.
-No nie wiem, trochę boje się tych wszystkich horror'ów-odparłam nieśmiało. Oplótł mnie w pasie i mocno do siebie przyciągnął.
-Przy mnie jesteś bezpieczna-cmoknął moją głowę.

PO 105 MINUTACH OGLĄDANIA, wreszcie ten dosłowny koszmar się skończył. Prawie cały film przesiedziałam z głową wtuloną w tors Zayn'a. Pomimo tego, że było mi gorąco, to nie mogłam się oderwać od chłopaka.
-Ten film był straszny- jęknęłam przerażona.
-No weź, nie był taki zły- mrugnął do mnie.
-Owszem był. Najstraszniejszy film, jaki do tej pory widziałam. Teraz boję się iść siku!- pisnęłam, a Zayn wybuchł śmiechem.
-Jeśli chcesz, abym dotrzymał ci towarzystwa, to z wielką chęcią- mruknął uwodząco.
-Nie trzeba- wydymałam wargi
-USTAWIAM BUDZIK NA 6:30-powiedziałam kiedy skierowaliśmy się do łazienki.
-Czemu?-zapytał zdziwiony. Weszliśmy do łazienki i wykonaliśmy wszystkie czynności.
-Zayn, jutro jest czwartek, a więc jutro mamy wykłady-weszłam do sypialni, podeszłam do szafy i zaczęłam ściągać z siebie ubrania. Sięgnęłam po moją nową koszulę nocną, którą nabyłam dzisiaj na naszych dużych zakupach. Zayn znalazł się za mną w ułamku sekundy, przytulając do siebie od tyłu.
-Prowokujesz mnie-szepnął tuż nad moich uchem i przygryzł płatek przytulając się do mnie. Wsadził swoją rękę pod czarną, satynową koszulę nocną i mocno ścisnął mój pośladek, przez co z moich ust wydobył się cichy jęk.
-Masz szczęście, że ta koszula nie jest czerwona, bo już dawno byłabyś przypięta kajdankami do biurka-warknął. Jego wyznanie wywołało natychmiastowy skurcz mięśni w całym moim ciele. Czemu on mi to robił? 
-Szkoda, że nie jest czerwona- mruknęłam pod nosem. Poczułam jak uśmiecha się tuż przy mojej szyi.
-Czarna też jest seksowna- jego dłoń powędrowała w miejsce poniżej mojego pępka. Znane, przyjemne uczucie pojawiło się w moim podbrzuszu.
-Dzisiaj już dostałeś nagrodę...- mruknęłam i pozwoliłam mojej głowie swobodnie opaść na jego ramię, podczas, gdy on zataczał kółka wokół mojego pępka. 
-A nagroda za dobre sprawowanie- powiedział mi do ucha i zachichotałam cicho.
-Musiałabym o tym pomyśleć....- z moich ust wydostał się jęk, kiedy jego dłoń zjechała trochę niżej. Westchnęłam głośno, podniecona. Przez cieniutki materiał koszuli, poczułam jego twardą erekcję. O rany. To znaczy, że nie tylko ja byłam podniecona. Chwycił moją dłoń i całując zewnętrzną stronę położył ją na swoim torsie. Wykorzystując sytuację i zdając sobie sprawę, że on też tego chce przeniosłam dwoją rękę na jego krocze. Jego twarda erekcja uwięziona była w materiale czarnych, obcisłych spodni.
-I on i ja nie możemy doczekać się kiedy będziemy mogli się w tobie zatopić-szepnął gryząc płatek ucha. Czułam jak jego dłoń delikatnie zjechała z pępka do mojego najintymniejszego miejsca, które on już dobrze znał i wiedział co z nim zrobić, żebym czuła się jak w niebie.
-Widzisz ten prążek nad drzwiami?-zapytał cicho wodząc palcem po cienkim materiale moich czarnych, koronkowym majtek, które osłaniały moją kobiecość. Odwróciłam głowę w jego lewą stronę i zauważyłam czarną, metalową rurkę nad drzwiami. To dziwne, że jeszcze wcześniej jej tu nie zauważyłam.
-Myhym-mruknęłam oznajmiając mu, że widzę o co mu chodzi.
-Przypnę cię do tej pieprzonej rurki i przepieprzę od tyłu-delikatnie wsadził swój palec w moją dziurkę, a moje ciało jak na zawołanie wygięło się w łuk. 
-Zayn, ju-jutro są zajęcia-powiedziałam cicho łapiąc go delikatnie za szyję, żeby zachować równowagę.  
-Wiem, ale to nie znaczy, że nie możemy się trochę pobawić, nie sądzi pani?-zapytał szeptem całując moją szyję. 
-Aah ...-z moich ust wydobył się cichy jęk, a kiedy chłopak dołożył kolejnego palca moje oczy zacisnęły się, a usta uformowały się w literę 'o' chcąc wykrzyczeć jak jest nam dobrze. Niestety nic z nich nie wyleciało.
-A to wszystko przez tą koszulę-mruknął bardziej do siebie niż do mnie. Odgarnął moje włosy z szyi i wpił się w nią mocno tym samym podkurczając palce. Jego kciuk zdążył już wylądować na mojej łechtaczce zataczając na niej mocne kółka. Nagle odepchnął się ode mnie, pozostawiając mnie samotną w tym stanie
-C-co...
-Zaczekaj tu- mruknął zmysłowo i zniknął za drzwiami łazienki.


No hej kochani :* a więc dziękujemy za ponad 8,000 tys. wejść! Dla nas to naprawdę wielkie osiągnięcie :D Nie będę się rozpisywać. Kochamy was i miłego czytania <3 xx