piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 29



ZAYN'S POV
Kiedy tylko wsiadłem do samochodu od razu pożałowałem tego, że zgodziłem się na całą tą chorą akcję. Naprawdę długo tego nie robiłem, a teraz kiedy w moim życiu pojawiła się Katherine, wiedziałem, że dziewczyna nie może dowiedzieć się o tym co robiliśmy i co do tej pory razem robimy z Louis' em. Jest moim najlepszym przyjacielem i znamy się od dziecka. Zawsze straszyliśmy wszystkie dzieciaki na podwórku, bo chodziliśmy z takim kozackimi pistoletami z plastiku. Pomagał mi kiedy ojciec bił mnie w domu. Pomógł mi w wielu sprawach i wiem, że zawsze zrozumiałby mnie. Ale nienawidzę go za to, że wpakował się w to gówno z dragami. Dobrze przynajmniej, że przystał tylko na trawce. Nie wiem co zrobiłbym mu gdyby dowiedział się, że bierze w żyłę. Ughg, ale obiecałem sobie, że pomogę mu z tego wyjść. Musiałem po niego podjechać, bo samochód mu się spieprzył. Zaparkowałem tuż obok jego skromnego mieszkanka i wyszedłem z samochodu.
-Lou!-krzyknąłem wołając go na dół kiedy tylko wszedłem do domu mojego przyjaciela.
-Zayn! Już jesteś-uśmiechnął się zbiegając ze schodów i przywitał się ze mną tym męskim uściskiem. -Gotowy?-zapytał, a ja pokiwałem głową na tak.
-Pamiętaj, że nie możesz dać mu się sprowokować. Dobrze wie w jaki sposób może wyprowadzić cię z równowagi więc zachowaj spokój i zaatakuj w niespodziewanym momencie-przyjąłem wszystko do świadomości i pokiwałem po raz drugi na tak.
-Katherine nie może się o tym dowiedzieć-powiedziałem do niego. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się do mnie w ten chory sposób.
-Jest dla ciebie ważna, co? Widzę jak na nią patrzysz-zamknął dom i kierując się do mojego samochodu wsiedliśmy do niego, a ja odpaliłem silnik.
-Patrzę normalnie
-Oh, proszę cię Zayn! Znamy się od dziecka. Praktycznie sraliśmy do tych samych pieluch-powiedział śmiejąc się.
-Ubzdurałeś coś sobie Loueh
-Mów coś chcesz, ale przed miłością nie uciekniesz- powiedział przesłodzonym, dziewczęcym głosikiem i zaśmiał się głośno, a po chwili ja dołączyłem do niego.
-Znowu jarałeś?- zapytałem, nadal się śmiejąc.
-Troszeczkę- mrugnął do mnie i ponownie wybuchł głośnym śmiechem. Oh, bracie. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem samochód, a następnie ruszyliśmy w miejsce, w którym mieliśmy się spotkać z tym chujem.
-Louis, czemu ty się w to wszystko wpakowałeś? Wpieprzyłeś się w to gówno, a wiedziałeś, że już z niego nie wyjdziesz ...- powiedziałem gniewnym głosem.
-Bo to jest frajda. Bawi mnie taki rodzaj zabawy. Szczerze mam to w dupie czy z tego wyjdę czy nie. I tak w końcu umrę, prędzej czy później, więc po co mam się ograniczać? Bawię się życiem- wydaje mi się że mimowolnie zaczął się chichrać jak głupek i wiedziałem, że ta rozmowa się skończyła. Louis jest naprawdę świetnym przyjacielem, ale gdy w grę wchodzi trawka, traci kontrolę nad tym co robi. Nie da się wtedy z nim normalnie porozmawiać. Żyje w swoim świecie.
-Musisz się ogarnąć trochę, bo ktoś będzie musiał ogarnąć mnie jak się wkurwię-powiedziałem do niego.
-Luz, zaraz będzie normalnie-odpowiedział śmiejąc się. Jasne ... Sprawdziłem swój telefon i zobaczyłem, że dostałem wiadomość od Katherine. Mimowolnie uśmiechnąłem się do siebie i odblokowałem telefon.
-Zayn się rumieniu, oooo-zawołał Lou.
-Zaraz wywalę cię z tego samochodu-zagroziłem, ale nie mogłem nic poradzić na to, że uśmiech cały czas gościł na mojej twarzy. W końcu kiedy po wielu durnych gadkach Louis'a mogłem przeczytać wiadomość od dziewczyny.

"Mówiłeś, że wrócisz za godzinę góra dwie, więc będę na ciebie czekać K xx"

Muszę to jak najszybciej załatwić i wrócić do dziewczyny. W końcu dojechaliśmy pod stary młyn, a koło niego widziałem trzech gości.
-Lou, jest ich trzech-powiedziałem do niego.
-O jednego mniej-zaśmiał się. Już był bardziej ogarnięty, ale zioło nadal panowało lekko w jego żyłach. Otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy z samochodu.
-Czyż to pan Zayn Malik we własnej osobie?-odezwał się dobrze znajomy głos. To Nick. Nowy wafel Christian'a. Kiedyś kolegowaliśmy się, ale zawalił sprawę.
-Jak się masz stary przyjacielu?-zaśmiał się.
-Nie twój pieprzony interes-warknąłem do niego.
-Oh, jak zawsze chamski i uszczypliwy Zayn Malik-prychnąłem w odpowiedzi na jego głupie spostrzeżenie.
-Zayn, stary druhu. Widziałem cię ostatnio z jakąś panienką. Czyżbyś znalazł sobie nowa przyjaciółeczkę do ruchania-moje pięści zacisnęły się, a knykcie pobielały. Skąd on wie o Katherine?!
-Słuchaj, może dałbyś mi jej numer, albo sam umówiłbyś mnie z nią. Już dawno nikt mi nie obciągał, a mój kutas zaczyna trochę marudzić-zaśmiał się perfidnie Nick, a ja znalazłem się obok niego w ciągu jednej sekundy. Moje dłonie mocno zacisnęły się na jego szyi przyciskając go do zimnej ściany znajdującej się za nami.
-Spróbuj tylko dotknąć tą dziewczynę, a przysięgam skurwielu, że zakopie cię żywcem-warknąłem do niego.
-Zayn, uspokój się. On dobrze wie, że cię prowokuje-powiedział cicho Lou tak, żebym tylko ja mógł usłyszeć.
-Moi ludzie pojechali zobaczyć jak się ma. Zostawiłeś ją samą w niedzielny wieczór. Trochę przykro. Pomyślałem, że moi kuple dotrzymają jej towarzystwa-ten pierdolony uśmiech nie schodził z jego twarzy. Przybiłem go jeszcze mocniej do ściany i kopnąłem w brzuch.
-Zayn. Uspokój się, on kłamie-powiedział szeptem Louis. Chyba już wrócił do siebie.
-Weź kasę i idziemy-odezwał się znowu Tommo. Rzuciłem tego skurwysyna na podłogę i zwróciłem się do Christian'a.
-Gdzie jest forsa?- zapytałem sucho. Uśmiechnął się pod nosem i zrobił krok do przodu.
-Nie ma i nie będzie odpicowany chłoptasiu- skomentował na co tych dwóch palantów się zaśmiało. -A chciałem kurwa po dobroci- uśmiechnąłem się złowieszczo do Louis'a dając mu znak i rzuciłem się na Christian'a, który od razu znalazł się na ziemi. Waliłem w jego twarz pięściami raz za razem. Chciałem kolejny jednak jego chłoptaś strącił mnie z niego i wymierzył mi cios w szczękę, który szczerze nie za bardzo mnie bolał, ale wkurwiłem się jeszcze bardziej. Moja pięść walnęła w jego brzuch, przez co skulił się co od razu wykorzystałem i kopnąłem go kolanem, ponownie w to samo miejsce. W czasie, gdy Nick mnie odciągał, Christian miał możliwość wstać. Złapał mnie za kark i rzucił na ziemie, następnie uderzając w moja twarz pięścią. Szybko przerzuciłem go nad sobą i ponownie zacząłem go okładać. Zapomniałem o wszystkim i cała złość, która we mnie tkwiła, przenosiła się na ciosy, który zadawałem temu chujowi.
-Zayn...- usłyszałem za sobą głos, ale nie reagowałem na niego.
-Zayn! Zayn, uspokój się!-krzyknął Louis odciągając mnie od tej męskiej cipy. Żadnemu z nich nie spieszyło podnieść się. Podszedłem do Christian'a i wyciągnąłem z jego kieszeni od kurtki portfel. Zajrzałem do środka i wyjąłem 300 dolców z niego.
-Lou, jedziemy szybko do mojego domu. Muszę zobaczyć czy Katherine jeszcze tam jest-powiedziałem do niego jak najszybciej wchodząc do samochodu. Tym razem prowadził Louis. Odpalił silnik i szybko odjechaliśmy z tego miejsca. Tak bardzo bałem się tego, że nie znajdę w domu Katherine bądź, że któryś z tych gości coś jej zrobił.
-Lou jedź szybciej!-krzyknąłem podenerwowany. W końcu po 20 minutach dojechaliśmy do mojego mieszkania, a ja jak poparzony wyszedłem z auta. Po mnie wyszedł mój przyjaciel. Podszedłem do drzwi, które jak się okazało były otwarte. Pchnąłem je i razem z moim przyjacielem weszliśmy do środka.
-Katherine?! Katherine?!- mój głos brzmiał na bardzo zdesperowany.
-Zayn?-usłyszałem cichy głos, który zaprowadził mnie do salonu. Na czarnej, skórzanej sofie leżała ta kruch istota. Louis cały czas był ze mną w domu.
-Katherine czemu nie śpisz na górze? -zapytałem z wielką ulga podchodząc do łóżka. Jej głowa ułożona była na delikatnych dłoniach, a nogi podkulone do samej klatki piersiowej dawały jej trochę ciepła i bezpieczeństwa.
-Zayn, czekałam na ciebie-powierciła głową i ułożyła ją z powrotem na dłoniach. Objąłem ją pod nogami i wokół tali, aby móc podnieść ją i zanieść do pokoju.
-Było mi smutno bez ciebie-powiedziała kiedy doszedłem do miejsca gdzie stał Loueh.
-Mi bez ciebie też-powiedziałem szeptem i cmoknąłem jej policzek. Spojrzałem na chłopaka, on uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Poczekaj tutaj chwilę-powiedziałem bezdźwięcznie, a dziewczyna mocniej wtuliła się w moją pierś.
-Zayn, jak wyszedłeś z domu to przyszło tutaj jakichś dwóch kolesi. Powiedzieli, że cię szukają i pytali o mnie-dziewczyna ziewnęła. Spiąłem się. Weszliśmy po schodach na górę i położyłem ją na łóżku na chwilę się koło niej kładąc.
-Porozmawiamy o tym jutro. Teraz śpij mała-ucałowałem jej czoło i pogładziłem włosy. Dziewczyna po bardzo krótkiej chwili zasnęła, dzięki czemu wyszedłem z pokoju i skierowałem się schodami na dół.
-Louis?- zawołałem tak, aby nie obudzić Katherine.
-Tutaj- odpowiedział mi głos dobiegający z salonu. Gdy wszedłem do pomieszczenia, Loueh siedział na kanapie, z jedną ręką założoną na oparcie sofy.
-Czujesz coś do niej - stwierdził.
-Jaką teorię sobie znowu ułożyłeś w tej głowie?- zapytałem mocno poirytowany.
-To nie jest żadna teoria. To fakt. Widzę to po twoim zachowaniu. Nawet głupi by się domyślił. Wiem, że nie znasz tych uczuć, dlatego to wszystko odpychasz, ale to jest prawda. Czujesz coś do niej, a nawet możliwe, że ją kochasz-powiedział poważnie. Przewróciłem oczami.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytałem ignorując jego ckliwe stwierdzenie. Uśmiechnął się pod nosem -Bourbon'a- odpowiedział. Udałem się do kuchni. Wyciągnąłem z szafki kuchennej dwie niskie szklanki i sięgnąłem do barku po bursztynowy alkohol. Z zamrażalnika wyjąłem jeszcze kostki lodu i wsypałem do szklanek. Nalałem Bourbon'a do naczyń i wróciłem do salonu. Postawiłem przed nim szklanki i usiadłem koło niego kładąc nogi na stole.
-Katherine mówiła, że ktoś tutaj był. Jakichś dwóch wysokich facetów. Szukali mnie i chcieli się czegoś o niej dowiedzieć. Przysięgam, że zajebie go - powiedziałam do niego upijając łyk ze szklanki.
-Jak myślisz? Jak ona zareagowałaby gdyby dowiedziała się o wszystkim?-zapytał Lou.
Wole nie myśleć o tym.
-Na wrzeszczałby na mnie i wyniosłaby się - odpowiedziałem.
-Zayn, nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo wypierasz się uczuć do tej dziewczyny. Naprawdę nie wiem - Louis spojrzał na mnie i oczekiwał ode mnie wyjaśnień.
-Zmień temat
-Znamy się od dziecka, Zayn. Zawsze tematem jeden były laski - odpowiedział próbując wywołać u mnie choć trochę szczerości.
-Pogadamy o tym kiedy indziej - powiedziałem lekko poirytowany.
-Lubię ją - oświadczył wzruszając ramionami. Uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem na ciecz, która pływała w mojej szklance.
-Tak, ja też- powiedziałem łagodnie. Zbyt łagodnie.
-To jest jasne. Chyba więcej niż lubisz, co?- po jakiego chuja on dalej naciskał?
-Loueh, czy ty nie możesz choć raz w życiu odpuścić? Tak lubię ją, może trochę bardziej niż to jest dozwolone. Powiedziałem, zadowolony?- westchnąłem zrezygnowany.
-Wiedziałem!- krzyknął i żartobliwie kiwnął mnie palcem w nos.
-Kochasz ją!- powiedział przesłodzonym głosikiem.
-Louis, nie wiem co ty bierzesz, ale to ewidentnie szkodzi twojemu mózgowi. Chyba nie jest dotleniony, tak jak tego wymaga- zaśmiałem się, a on do mnie dołączył. Siedzieliśmy tak jeszcze trochę, a czas niesamowicie szybko płyną. Zamówiliśmy dwie pizze i oglądaliśmy telewizję. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi, a na schodach zobaczyliśmy Katherine. Szła po schodach, a kiedy zeszła na podłogę sunęła bosymi stopami po podłodze. Miała na sobie jedynie białą bokserki i czarne majtki. Jej tyłek wyglądał tak seksownie. Skierowała się prosto do kuchni nie zauważając nas, a ja zaśmiałam się pod nosem. Wyglądała tak uroczo kiedy wchodziła do tej kuchni przeczesując dłonią włosy.
-Zaraz wracam - powiedziałem do Louis'em jej talię od tyłu.
-Ktoś tu nie śpi - szepnąłem jej do ucha i wszedłem do kuchni. Stała do mnie tyłem opierając się dłońmi o blat. Podszedłem po cichu do niej i objąłha, na co słodko zachichotała.
-Miałam zły sen i zachciało mi się pić- powiedziała cicho.
-Twój tyłek wygląda nieziemsko- mruknąłem i wiedziałem, że się zarumieniła.
-Dzięki- odpowiedziała nieśmiało.
-Pozwolisz, że naleje sobie wody?- zapytała i odwróciła się twarzą do mnie. Za chwilę jej pełne usta wylądowały na moich, a moje dłonie znalazły się na jej pośladkach. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że je tam położyłem.
-Louis... jest w... salonie- powiedziałem między pocałunkami i gdy skończyłem ostatnie słowo, Katherine przerwała pocałunek.
-Idź do niego. Muszę się położyć. Jestem śpiąca- uśmiechnęła się do mnie i odpowiedziałem jej tym samym.
-Dobrze, ale jutro to wszystko nadrobimy- mruknąłem.
-Dobranoc.
-Dobranoc- złożyłem na jej ustach szybki pocałunek i skierowałem się do salonu, gdzie siedział Lou. Po chwili dziewczyna wyszła za mną trzymając w dłoni szklankę z wodą. Pomachała Louis'owi, a on odpowiedział jej gorącym uśmiechem.
-Kate, może chcesz kawałek pizzy, albo coś?- zapytał dziewczyny i uśmiechnął się szeroko.
-Nie, dzięki Lou - powiedziała słodko się uśmiechając. Była taka nieśmiała.
-Śpij dobrze-powiedziała do niej i popatrzył na mnie. Dziewczyny nie śmiało podeszła do mnie i stanęła na palcach, aby móc złożyć pocałunek na moim policzku.
-Przyjdziesz do mnie?-zapytała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
-Postaram się zrobić to jak najszybciej - odpowiedziałem gładząc jej dłoń. Przysięgam, że gdyby Louis nie siedział w tym pieprzonym salonie to wziąłbym ją na tej zasranej sofie.
-Jednak muszę dostać jeszcze jednego buziaka, żebym był spokojny o ciebie kiedy będziesz sama w pokoju - uśmiechnąłem się figlarnie, a oczy dziewczyny podwoiły swoje rozmiary.
-Ale... Louis tam siedzi- na jej policzkach pojawiły się szkarłatne rumieńce.
-On nie patrzy- nachyliłem się w jej stronę, a ona nieśmiało złączyła nasze usta. Nie trwało to długo, gdyż przeszkadzała jej obecność Louis'a.
-Jeszcze raz dobranoc- uśmiechnęła się.
-Branoc- weszła na schody i chwilę później zniknęła z zasięgu mojego wzroku. Wszedłem do salonu. -Tak miło się na was patrzy. Jesteście tacy uroczy- powiedział żartobliwie chłopak.
-Zamknij się- w moim głosie słychać było rozbawienie, którego nie potrafiłem się pozbyć. Jakieś pół godziny później, Louis powiedział, że musi się zbierać, bo jutro ma kilka spraw do załatwienia. -Stary, jeszcze raz dzięki, za pomoc z tym fiutem- powiedział chłopak, gdy już stał przy drzwiach. -Nie ma sprawy, ale Lou... nie pakuj się znowu w takiego gówno
-Nie moja wina, że gościu nie chciał oddać mi kasy - powiedział i uniósł ręce w geście obronnym. -Pamiętaj, że nikt nie może się o tym dowiedzieć - przypomniałem mu. Kiwnął głową na tak i uścisnął mnie wychodząc z domu. Zakluczyłem drzwi i zacząłem sprzątać salon. Wyniosłem opakowania po pizzy do śmietnika, a talerze wsadziłem do zmywarki. Wszedłem na górę i delikatnie naciskając na klamkę wszedłem do pokoju. Katherine spała na łóżku, a jej ciało wyglądało tak bezbronne kiedy leżała okryta do połowy kołdrą. Rozebrałem się i wskoczyłem pod kołdrę. Naciągnąłem puszysty materiał na nasze ciała i przyciągnąłem dziewczynę do siebie. Ucałowałem miejsce między jej uchem, a ona mruknęła cicho. Zatraciłem się w zapachu jej ślicznych włosów i zasnąłem.
 ***
-Zayn. Zayn, wstawaj. Obudź się no-usłyszałem nad uchem śmiech dziewczyny. Otworzyłem oczy i ujrzałem jej dużo tęczówki, które tryskały radością.
-Hej- powiedziałem zaspanym głosem i złożyłem na jej ustach szybkiego całusa.
-Hej- uśmiechnęła się promiennie.
-Która godzina?
-10:36- rozciągnąłem się i złapałem Katherine za nadgarstek, tym samym zmuszając ją, aby opadła swoim ciałem na mój tors. Złapałem ją za brodę, pociągnąłem lekko w górę i wpiłem się w jej pełne wargi. Dziewczyna rozchyliła usta, dzięki czemu mój język mógł stoczyć walkę z jej językiem. -Idziemy pod prysznic. Teraz.- rozkazałem, gdy oderwaliśmy się od siebie, ponieważ zabrakło nam tlenu.
-Zgoda- uśmiechnęła się i nie czekając na nic, wstałem z łóżka, a następnie pociągnąłem ją za sobą w stronę łazienki.

KATHERINE'S POV
Po dość intensywnym prysznicu, ubraliśmy się z Zayn'em i zeszliśmy na dół, aby zjeść śniadanie. Dzisiaj poniedziałek, a my opuściliśmy kolejne zajęcia. Zayn cały czas śmiał się z niewiadomych powodów, ale dopiero teraz zauważyłam na linii jego szczęki lekko fioletowego siniaka, który wyglądał na świeżego. Nie wiedziałam czy mam zapytać o to czy coś się stało. Walczyłam ze sobą od środka. Wstałam i odniosłam talerz do zlewu, po czym podeszłam do chłopaka i nieśmiało spojrzałam w jego oczy. Naprawdę bałam się jego reakcji na moje pytanie.
-Ej, mała. Co się dzieje?-zapytał podnosząc mój podbródek do góry.
-Co masz na policzku?-zapytałam go. Jego oczy przybrały chłodniejszego odcieniu, a ja już żałowałam, że zapytałam go o to.
-Nic-wyminął mnie obojętnie odkładając talerz do zlewu i wyszedł z kuchni.
-Zayn! Powiedz mi, proszę-powiedziałam do niego wychodząc za nim.
-Nic mi nie mówisz-odparłam cicho.
-Nie mam o czym ci mówić- warknął.
-Wiesz, że to wszystko opiera się na zaufaniu?- zapytałam cicho. Było mię naprawdę przykro i równocześnie byłam poirytowana tym, że tak mnie zbywał. Zastanawiałam się jak to możliwe, że jego nastroje tak szybko się zmieniają. Nie nadążałam za nim.
-Zayn, powiedz mi co to jest -nakazałam mu, gdy trochę nabrałam pewności siebie. Miałam w dupie czy się wydrze, czy nie. Nie patrzyłam na to i nie chciałam zamartwiać się jego reakcją. Postanowiłam że tamtym razem mu nie odpuszczę.
-Po co ciągniesz temat? -zapytał oschle.
-Bo chce wiedzieć. Nie zamierzam odpuścić, więc daruj sobie zbywanie mnie- założyłam ręce na piersi, gdy chłopak odwrócił się twarzą do mnie.
-Jesteś zabawna kiedy się złościsz-i nagle w jednej chwili z oschłego fiuta zmienił się w wesołego człowieka.
-To nie jest zabawne. Ja w porównaniu do Ciebie, mówię ci o wszystkim, a ty nigdy mi o niczym nie mówisz-powiedziałam zirytowana.
-Koniec tematu-powiedział oschle. Co jest z nim nie tak?! Usiadł na skórzanej sofie i włączył telewizor.
-Zayn no powiedz mi do cholery!-krzyknęłam wkurzona.
-Czemu cię to tak bardzo kurwa interesuje?!-podniósł głos.
-Bo się martwię okay?!-znów krzyknęłam, a chłopak nieco zdziwił się na moją odpowiedź.
-Nie masz się czym martwić, okay?- dupek.
-Nie mam się czym martwić? Żartujesz, do jasnego chuja, prawda? Wracasz z jakiegoś swojego "spotkania" z fioletowym siniakiem, nic mi nie mówisz i jak ja mam się do kurwy nędzy nie martwić?!- krzyknęłam, zirytowana jego aroganckim nastawieniem.
-Nie, nie masz. - jego odpowiedź zabolała, jakby ktoś mnie kopnął butem prosto w twarz.
-Jeśli nie mam, to w takim razie....nic tu po mnie. Jesteś popapranym fiutem- syknęłam cicho i szybkim krokiem wyszłam z salonu, kierując się do sypialni. Wcale, ale to wcale nie żałuje, że zapytałam go o to. Nie mogę znów zacząć się pakować, bo to będzie strasznie popaprane. Nie chce mi się z nim rozmawiać. Jakby po prostu nie mógł mi powiedzieć o co chodzi i czy coś się stało. To wszystko. Nie wydaje mi się, że wymagam od niego nie wiadomo jakich rzeczy.
-Katherine, daj spokój!-usłyszałam jego głos z dołu.
-Przestań zachowywać się jak dziecko-chyba stał już przy drzwiach, bo jego głos był głośniejszy. -Wpuść mnie-usłyszałam za drzwiami i szybko chwyciłam laptopa i słuchawki, aby odczepił się ode mnie.
-Katherine wchodzę do pokoju-powiedział oschle i po chwili tak jak powiedział znajdował się w pomieszczeniu. Nie spojrzałam na niego, nieźle mnie wkurzył.
-Katherine-powiedział błagalnym tonem kładąc się obok mnie na łóżku.
-Skarbie...- pocałował moje ramię i mimo, że to było przyjemne, nie pokazałam mu tego. Leżałam na brzuchu i pusto wpatrywałam się w ekran laptopa.
-Proszę cię. Po prostu odpuść- błagał i nadal cmokał moje ramię. Modliłam się, aby przestał.
-Nie rób tego- warknęłam.
-Nie rób czego?- zapytał głupio. Dobrze wiedział czego ma nie robić.
-Nie. Nie tym razem. Nie udobruchasz mnie seksem, czy tym swoim urokiem osobistym- mój ton pozostawał bez zmian. Poczułam jak uśmiecha się przy mojej skórze.
-Mam urok osobisty?- zapytał cukierkowym głosem, na co przewróciłam oczami.
-Mała, nie gniewaj się. Daj sobie spokój- gwałtownie odwróciłam się twarzą do niego. Popatrzyłam na niego wzrokiem pełnym oskarżeń i wyrzutów.
-To mi powiedz co się stało. Czy to jest takie trudne? Nie oczekuje od ciebie odrzutowca i złotego kucyka. Po prostu chcę wiedzieć co się stało -powiedziałam już trochę spokojniej. Jego dłoń gładziła moje plecy czasem wędrując po kości biodrowej.
-Mógłbym ci to dać- uśmiechnął się głupio
-Zayn!
-Poszarpałem się lekko z takim gościem jak poszliśmy na to piwo- odpowiedział w końcu zrezygnowany i sfrustrowany.
-Poszarpałeś? Dlaczego?-dopytywałam.
-Był nieźle wstawiony i zaczął się przywalać do Louis'a-odpowiedział. Popatrzył na mnie tak jakby smutnym wzrokiem, a moja dłoń oplotła jego.
-Dalej się gniewasz?-zapytał, a ja poczułam jak jego dłoń delikatnie ścisnęła mój pośladek. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale nie pokazałam mu tego.
-Tak, nadal jestem zła-odpowiedziałam, a on znów ścisnął mój tyłek. Po chwili jednak jego twarz znalazła się milimetry nad moją.
-Powiedz i pokaż mi jak bardzo jesteś na mnie wkurwiona-warknął nisko i podniecająco tuż nad moim uchem.
-Oj, nawet nie chcesz wiedzieć jak bardzo- mruknęłam, starając się, aby ton mojego głosu brzmiał choć trochę seksownie i pociągająco.
-Pokaż. Jak. Bardzo.- nakazał. Szybko usiadłam na nim okrakiem i przywarłam swoimi ustami do jego. Mocno ugryzłam jego dolną wargę, a z jego ust wydobył się gardłowy jęk, który tylko mnie zachęcił do dalszych działań. Moja dłoń powędrowała pod jego koszulkę i gładziła jego rozgrzany tors, podczas, gdy jego warga nadal znajdowała się między moimi zębami. Gdy ją puściłam, zaczęłam całować jego szyję. Wgryzłam się i mocno ssałam jego ciepłą skórę. Zayn złapał mnie za pośladek i lekko go ścisnął, dzięki czemu wiedziałam, że jest naprawdę podniecony. Moje biodra przywarły mocniej do jego krocza, a chłopak syknął. Uwielbiam ten dźwięk.
-Jesteś popieprzonym dupkiem- poruszyłam mocno biodrami do przodu. Poruszając biodrami włożyłam dłoń za gumkę jego bokserek i przejechałam otwarta dłonią po jego długości. Jęknął gardłowo i przycisnął swoje ciało jeszcze mocniej do mojego. Moje biodra nie przestawały poruszać się do przodu i tyłu, a dłoń nadal masowała i czasem ściskała kolegę Zayn'a.
-Lubisz bawić się moim kutasem-syknął wprost do moich ust Zayn.
-Masz siedzieć cicho-warknęłam podniecająco. -Nie zasługujesz na przyjemność-powiedziałam powoli wyciągając dłoń z jego bokserek.
-C-co?- zapytał, a na jego twarzy malowały się wszystkie odczucia. Konsternacja, seksualna irytacja, podniecenie. Niezły koktajl, który w połączeniu z Zayn'em jest strasznie trudno przełknąć.
-Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, a za bycie niegrzecznym nie ma nagrody.- powiedziałam udawanym, słodkim głosem i pokręciłam mu palcem przed twarzą. W jednej chwili, zanim się zorientowałam, leżałam pod ciałem chłopaka. Swoją nabrzmiałą męskością, naciskał na mój brzuch przez co wstrzymywałam powietrze. Zdecydowanie lepiej czułam się na górze.
-Czujesz to. To jest przez ciebie i tylko dla ciebie. Zaczęłaś, to teraz musisz skończyć. Jeśli będziesz się nadal z nami tak bawić....- pochylił się nad moim uchem. Jego lekki zarost łaskotał mnie w szyję
-Kochanie, wtedy nie chciałbym być w twojej skórze...- ugryzł płatek mojego ucha, na co w odpowiedzi jęknęłam pobudzona jego słowami. Był mój i tylko mój.
-Mamy niestety problem-powiedziałam cicho kiedy całował moją szyję.
-Jaki problem?-poczułam jak mocno wpija się w moją skórę, a ręką zjeżdża w dół mojego brzucha.
-Zayn nie wydaje mi się ...
-Mów co to za problem-odpowiedział ostro.
-Mam okres- szepnęłam cicho. Widziałam, że na jego pięknej twarzy maluje się głupi uśmiech.
-Musisz powtórzyć, bo nie usłyszałem-w końcu spojrzał na mnie i przygryzł swoja wargę.
-Zayn, nie każ mi tego robić- powiedziałam błagalnie, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Mówiłaś za.cicho dlatego nie usłyszałem. Więc jak?- ponaglił mnie.
-Mam miesiączkę do jasnej cholery-powiedziałam, a on wybuchł głośnym śmiechem. -Nie rozumiem z czego się śmiejesz.- fuknęłam poirytowana
-Innymi słowy krwawisz?- zapytał się, gdy jego atak śmiechu trochę ustał
-Nie, sikam na fioletowo- przewróciłam oczami. Dłoń chłopaka szybko wylądowała w moich majtkach, przez co moje oczy podwoiły swoje rozmiary
-Zayn....- powiedziałam ostrzegawczo
-Jestem pewien, że to nam w niczym nie przeszkodzi- powiedział powoli i seksownie a moje ciało się dosłownie rozpłynęło. Nie wybaczę mu tego, co ze mną robi.
-Przeszkadza.- gdy mam okres jestem straszną zrzędą
-Mi nie- odpowiedział
-To nienormalne-zakryłam twarz dłońmi czując, że moje policzki oblewają się mocno czerwonym kolorem.
-Jesteś przesłodka-czułam jego palce za granicą mojej gumki od majtek.
-Zayn, dajmy sobie dzisiaj spokój-powiedziałam chwytając jego nadgarstek. Popatrzył na mnie i nadal głupio się do mnie szczerzył.
-Prawdziwy rycerz nie boi się krwi na swoim mieczu-powiedział z duma w głosie, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary. Zaczęłam śmiać i chichrać się jak głupia.
-Nie wierzę dowaliłeś tak płytkim tekstem-oznajmiłam mu nabijając się z niego. Po chwili on też zaczął się śmiać razem ze mną. -Skoro ja dzisiaj nie mogę....- przerwałam
-Tak?
-Nic...
-Katherine, co?
-To może chociaż ty będziesz mieć jakąś przyjemność....- czułam jak moje policzki dostają purpurowego koloru
-Chcesz mi zrobić loda?- zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy. Mocno walnęłam go w ramię. Walnął prosto z mostu
-Jesteś tak strasznie.... ughh- jęknęłam poirytowana, a Zayn się zaśmiał
-Ale tak, chce...- powiedziałam cicho i schowałam twarz w dłoniach.
-Jesteś pewna? -zapytał i zabrał moje dłonie z mojej twarzy i przyciągnął moje ciało do swojego
-Mhm.- pokiwałam nieśmiało głową, na co chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi
-To do dzieła- powiedział podekscytowany, jak małe dziecko nową zabawką. Położył się i rozłożył ręce.
-Jestem cały do twojej dyspozycji.- uśmiechnęłam się pod nosem i powoli podeszłam do niego. Chwyciłam zamek od spodni i pociągnęłam w dół, a następnie rozpięłam guzik. Bardzo niezdarnie ściągnęłam spodnie Zayn'a, do czego on mi jeszcze pomagał. Następnie sięgnęłam po jego T-shirt, który po chwili wylądował na podłodze. Cmokałam jego idealnie wyrzeźbiony tors, aż zjechałam do podbrzusza. Chwyciłam zębami za gumkę bokserek Zayn'a i spojrzałam na niego.
-Kurwa ... Katherine jeśli zaraz nie zaczniesz dojdę od samego patrzenia na ciebie kiedy klęczysz nade mną.-wysyczał. Uśmiechnęłam się zadowolona z jego reakcji i delikatnie zsunęłam bokserki na wysokość jego kostek. Jego oczy już były zaciśnięte. Trzeba go trochę pomęczyć. Uwielbiam patrzeć na niego kiedy jest taki bezbronny, kiedy nie jest w stanie nic zrobić. Przejechałam palcem wskazującym po boku jego męskości. Usłyszałam cichy jęk. Moje usta przybliżyły się do jego męskości, aby cmoknąć główkę. Zaczęłam  delikatnie muskać wargami jego kolegę, aby po chwili móc go ścisnąć dłonią.
-Lilly ...-syknął Zayn. Co ?! Czy on właśnie powiedział to co ja usłyszałam. Moja dłoń puściła go, a ja spojrzałam na niego.
(W trakcie czytania możesz sobie włączyć to , jeśli chcesz otrzymać bardziej "dramatyczny" klimat XD)

-Lilly?-wysyczałam przez zęby.
-Katherine ... ja ...-sam nie wiedział co powiedzieć. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość, po czym wstałam z łóżka i zaczęłam zbierać swoje ubrania, które wcześniej ściągnął ze mnie Zayn.
-Jak ja mogłam być taka głupia? Boże ... Jestem skończoną idiotką.-mówiłam sama do siebie ubierając się w bokserkę i krótkie szorty. Chciałam wejść do łazienki, ale jego dłoń złapała mój nadgarstek przez co zmusiła mnie do zatrzymania się.
-Nie dotykaj mnie.-wypowiedziałam każde słowo powoli, nawet na niego nie patrząc. Wyrwałam się z jego uścisku i weszłam do łazienki zamykając się na klucz. Nie wierze. Nie mogę uwierzyć w to co się teraz stało.

ZAYN'S POV
Spieprzyłem. Wiem o tym, ale ... Sam nie wiem dlaczego wypowiedziałem imię dziewczyny, która nic dla mnie nie znaczy.
-Katherine otwórz te drzwi. Pogadajmy normalnie.-poprosiłem stojąc przy drzwiach. Oparłem czoło o powierzchnię drzwi. Najgorsza jest ta cisza. Ta pierdolona cisza za tymi pieprzonymi drzwiami.
-Katherine ? Słyszysz mnie ? -nie odpuszczę. Nie odejdę od tych drzwi dopóki ona ze mną nie porozmawia.
-Katherine ... Kochanie, proszę. Daj mi to wytłumaczyć.- stałem tak jeszcze parę minut, aż drzwi w końcu delikatnie się poruszyły. Usłyszałem dźwięk przekręcanego kluczyka w drzwiach, a zza białych, drewnianych drzwi wyszła ona. Jej oczy były zaczerwienione, ale nie płakała. Cały czas stała w łazience. Nie chciała podejść do mnie bliżej.
-W czym? W czym ona jest lepsza ode mnie? Lepiej ci z nią było, prawda? Przyznaj, że nawet w małym stopniu jej nie dorównuje. No dalej, powiedz mi to. Każda inna laska, z którą byłeś też pewnie była lepsza ode mnie. Ja głupia ci uwierzyłam, wierzyłam w każde słowo. Jest śliczna, ma piękne ciało nie? No więc? Kiedy umówiłeś się z nią na kolejną noc? Na pewno zajebiście obciąga, prawda?
-Kurwa, Katherine przestań!-powiedziałem głośniej, przerywając jej. Przez cały swój monolog wpatrywała się w moje oczy. Jej przepełnione były złością i  łzami. W każdym słowie można było wyczuć ból, a kiedy mówiła jej dolna warga drżała.
-Ile razy? Ile razy było ci z nią dobrze? Może te całe wyjścia z kumplami to tylko pretekst żeby się z nią spotkać, co?-o czym ona mówi?
-No przyznaj mi racje. Powiedz, że tak jest. Po co masz żyć w kłamstwie kochanie.-mówiła, a jej głos coraz to bardziej drżał i zaczynał się łamać.
-Katherine do kurwy nędzy! Ona w niczym nie była lepsza, rozumiesz?! Kurwa ona ci do pięt nie dorasta! Nic dla mnie nie znaczy!- złapałem jej nadgarstki i patrzyłem w piękne tęczówki.
-Wyjdź- powiedziała. Co kurwa?!
-Co?- nie spodziewałem się tego
-Nie dosłyszałeś?- ja pierdole, ona jest taka obojętna. Obróciłem się na piecie i wyszedłem. Nie chciałem pogarszać  sytuacji. Dziewczyna po moim wyjściu mocno trzasnęła drzwiami. Usiadłem na podłodze, w korytarzu, obok łazienki. Co ja mam do jasnego chuja teraz zrobić? Dzięki panującej w mieszkaniu ciszy, słyszałem cichy szloch dziewczyny. Kurwa, gdybym choć raz w życiu się zamknął, wtedy nie byłoby tej całej sytuacji.
-Katherine, proszę....- zapukałem delikatnie w drewniane drzwi. Nie usłyszałem odpowiedzi.
-Mała, porozmawiaj ze mną. W ten sposób do niczego nie dojdziemy. - nadal cisza. Zastanawiałem się już czy może nie wyważyć drzwi, ale postanowiłem poczekać jeszcze chwilę.
-Katherine wytłumaczę ci wszystko, tylko otwórz te drzwi-powiedziałem spokojnie. Tak bardzo chciałem ją przytulić i powiedzieć,że będzie dobrze. Niestety ona siedziała w tej pieprzonej łazience i płakała przeze mnie. Jak zawsze z resztą.
-Przestań przede mną uciekać Katherine-poprosiłem. Kiedy dziewczyna nadal nie odpowiadała, zrezygnowany schowałem twarz w dłonie i mocno pociągnąłem włosy co chwile je przeczesując. Siedziałem tak już dobre 20 minut, a szloch dziewczyny powoli ustępował. W końcu usłyszałem dźwięk odkręcanego zamka w drzwiach, a następnie drewniana powierzchnia uchyliła się ukazując mi ciało tej kruchej i zaginionej istoty.
-Mała ...
-Nie odzywaj się do mnie. Brzydzę się tobą-powiedziała z gulą w gardle ocierając mokre łzy z policzków. Jej oczy były całe zakrwawione i opuchnięte od płaczu. Usta spuchnięte, a policzki zaróżowione.
-Skarbie, proszę...- wyciągnąłem dłoń w jej stronę, aby moc otrzeć łzę, która swobodnie spływała po wyznaczonym szlaku na jej policzku. Dziewczyna jednak szybko się odchyliła, uniemożliwiając mi jakikolwiek kontakt z jej skórą.
-Czemu ona?- popatrzyła się na mnie błagalnym, zranionym wzrokiem. Widziałem jak w jej oczach znów zaczynają zbierać się łzy.
-Proszę nie... nie płacz. Skarbie, zrozum, że ona jest niczym. Rozumiesz? Łączy nas tylko przeszłość. Teraz jesteśmy my. Tworzymy naszą historię, która z resztą jest strasznie popierdolona- powiedziałem patrząc jej szczerze w oczy
-Nie podoba mi się ta historia- szepnęła. Nie wiem czy chciała, abym słyszał, ale tak. Słyszałem. I nawet nie chce opisywać tego jak w tamtej chwili się poczułem.
-Wiem mała. Jestem popieprzonym palantem. Nie myślę nad tym co robię. Jestem wrakiem człowieka, wypranym z wszystkiego co dobre. Ale uwierz, nie skrzywdzę cię więcej. Wiem, że nie zasługuje na ciebie, ale.... dzięki tobie mam nadzieję. Wiem, że coś czujesz, bo kto przy zdrowych zmysłach, by ze mną został? Ale jesteś. Nie uciekłaś. A miałaś wiele szans - położyłem dłoń na jej policzku i tym razem nie protestowała. -Mam już dość płaczu-wyszlochała. Przyciągnąłem ją do siebie i bardzo mocno przytuliłem.
-Wiem kochanie, wiem. Uwierz mi, że ja też nie lubię kiedy płaczesz-powiedziałem. Jej ciało lekko spięło się kiedy przyciągnąłem ją do siebie, ale nie odepchnęła mnie. Z jej ust wydobywał się cichy szloch.
-Skarbie nie płacz już, proszę cię-poprosiłem gładząc jej włosy.
-Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem. Zmieniam się z dnia na dzień na lepsze, a to tylko dzięki tobie. Nadal nie rozumiem dlaczego dajesz mi tyle szans-odparłem cicho.
-Najwyraźniej nie zauważyłeś tego, że jestem tu nadal, bo cie kocham-wyszeptała cicho i chyba mi się przesłyszało, bo nie mogłem uwierzyć w to co powiedziała.
-Co?- zapytałem cicho, serio zdziwiony.

KATHERINE'S POV
-Kocham cię. Naprawdę tego nie zauważyłeś? Myślisz, że byłabym tu, gdybym nic do ciebie nie czuła? Myślisz, że słuchałabym tych wszystkich krzyków, znosiłabym twoje ciągle zmiany nastrojów? Nadal nie rozumiesz?- podsumowałam mu wszystko. Jak to możliwe, że był taki zdziwiony moimi słowami? Kochałam tego zmieniającego nastroje, wybuchowego, irytującego, pięknego mężczyznę. Musiałam się w końcu przyznać i sobie i jemu. Czekałam na jego odpowiedź, a oczekiwanie na nią dłużyło się śmiertelnie. Stał przede mną z wzrokiem wbitym w moje oczy.
-Zayn?- i w mgnieniu oka poczułam jego pełne wargi na swoich.
Jeszcze nigdy nie całował mnie w taki sposób. Ostre i pełne pożądania pocałunki zamieniły się w niesamowicie subtelne i delikatne całusy. Czułam łzy na polikach kiedy jego wargi łączyły się z moimi.
-Powiedz mi to jeszcze raz-poprosił nie przestając całować moich ust.
-Kocham Cię Zayn-wyznałam. Jego dłonie oplotły moja talię i okręcił nas wokół osi po czym podniósł mnie do góry i oplótł sobie moje nogi na swojej tali. Oparł swoje czoło o moje i delikatnie muskał nosem mój nos.
-Powiedz coś-nakazałam cicho.


Cóż.... jedyne co mogę napisać to przepraszamy was bardzo (znowu to samo). Zawaliłyśmy.... wiemy o tym. Bardzo was przepraszamy. Kochamy was xx 

5 komentarzy:

  1. Boooskie *o* nic nie zawalilyscie *o* kocham tooo <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Huhuhu! Jaka drama była:D myślałam że tym razem już nie wytrzyma i wyprowadzi sie od Zayna, ale yay ^^ powiedziała, że go kocha ^^ oby on odp jej tym samym... <3 kocham!
    Lexi

    OdpowiedzUsuń
  3. oooooooooooooooooooooooooo świetne <3 jest niesamowity dotarłam tu dopiero teraz i przepraszam za moje zwlekanie ale jest edsbvfj ♥ wspaniale piszecie i macie obie duży duży talent. Kolejny plus to długie rozdziały więc można sie zaczytać ! Powodzenia w dalszym pisaniu ☺
    ps zapraszam także do mnie na http://the-policeman.blogspot.com oraz http://selection-fanfiction.blogspot.com/ xx

    OdpowiedzUsuń
  4. iocufgsihfoihdaoheohfeuhloueh piękne! :) Czekam na neyasfaygsausacsyacsaxta M xx

    OdpowiedzUsuń
  5. jblfshgsdgsdg niech on jej odpowie tym samym! Jak mogłyście w takim momencie ;( umieram z ciekawości. Przepraszam że tak późno ale dopiero dorwałam się do komputera a na telefonie mi nie wygodnie. Uwielbiam was za to FF jestem tylko w szoku że tak mało ludzi czyta przydałaby się większa reklama bo serio ten blog jest świetny! <3
    Do następnego buziaki Zuza <3

    OdpowiedzUsuń