poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 31

Uwaga! Ten rozdział zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czytając to, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie chcesz tego czytać, możesz ominąć notkę!

Szedł z Louis' em. I ... zauważył nas. Z daleka mogłam dostrzec, że jego dłonie zacisnęły się w pięści. Zaczął iść w naszą stronę. Boże trzymaj mnie w swej opiece. Słyszałam jak Louis krzyczał do niego, żeby się zatrzymał, ale ten nie słuchał go.
-Chyba ci już kiedyś wyraźnie powiedziałem, że masz trzymać się od niej z daleka.-warknął do Harry'ego kiedy był już przy nas.
-Wyluzuj trochę.-powiedział Styles. Louis stał już przy nas i spojrzał na mnie lekko się uśmiechając.
-Zayn, pogorszysz sytuacje. Chodź.-Louis przemówił do Zayn'a. Po chwili ten odwrócił się do mnie, a ja rozpłynęłam się. Nie widzieliśmy się dwa dni, a ja tak bardzo za nim tęskniłam. Tęskniłam za jego sprośnymi uwagami, pocałunkami, włosami. Za wszystkim.
-Katherine, prosze porozmawiaj ze mną.-powiedział ściszonym głosem.
-Zayn, ja nie mogę.- zwalczylam ochotę rzucenia się mu w ramiona. Z jego twarzy mogłam wyczytać ból.
-Chodź.- Louis powiedział do niego.
-Wiedz tylko, że nie odpuszcze. Katherine, będę walczył.
-Zayn.- upomniał go jego przyjaciel. W moich oczach zaczęły wzbierać się łzy. Nie potrafię. Zranił mnie. Ale go kocham. To jest silniejsze ode mnie. Ostatni raz spojrzał mi w oczy. Te jego piękne brązowe oczy, które zostały przycmione bólem. Rzucił mordercze spojrzenie Harry'emu, odwrócił się na piecie i odszedł, a za nim Lou, przed tym uśmiechając się do mnie lekko.
-Wow.- powiedział chłopak
-Ten dupek w takim stanie. Nigdy go takiego nie widziałem.- spojrzał na mnie dwuznacznie
-Nie jest taki jak ci się wydaje-powiedziałam oschle.
-Nie znasz go-powiedział cicho. Nie chciało mi sie odpowiadać na jego uwagę więc zignorowałam je i ruszyłam z powrotem na uczelnie żegnając się z Harry'm.

***

Zajęcia w końcu dobiegły konca, a ja jak najszybciej wyszłam z tego budynku. Miałam dużo zadań domowych i to jedyna rzez, która odciągnie mnie od całej tej sytuacji. Wyciągnęłam słuchawki z torby i podłączając je do telefonu wsadziłam je do uszu i szłam przed siebie. Po jakichś 10 minutach doszłam na miejsce i wchodząc do pokoju rzuciłam się na łózko. Odetchnęłam głęboko i wyciągnęłam zeszyty z torby. Chwyciłam swój długopis i zaczęłam robić zadania.
Po jakiejś godzinie wszystko co miałam zadane, było zrobione. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Mozolnie podniosłam się z łóżka i podeszłam do drzwi, a następnie przekręciłam zamek. Otworzyłam drewnianą powłokę. Zayn.
-Hej- powiedział chrapliwie. Wszystkie komórki w moim ciele obudziły się do życia. Był ubrany w jeansy, czarny T-shirt, czarne converse'y i czarną, skórzaną kurtkę, a jego włosy wyglądały jak po seksie. Ten pociągający, artystyczny nieład. Grecki bóg.
-Hej- szepnęłam.
-Mogę wejść?
-Tak... wejdź.- odsunęłam się, aby go wpuścić. W chwili, gdy przeszedł obok mnie poczułam jego boski zapach. Zamknęłam drzwi i zakluczyłam je, aby nikt nam nie wparował do pokoju.
-O co chodzi? -spytałam
-Wiesz o co chodzi. O nas.- odwrócił się twarzą do mnie. Nas. Pięknie to brzmi.
-Sądziłam, że już o tym rozmawialiśmy.- powiedziałam cicho, nie patrząc na niego.
 -Katherine, ja wiem, że coś czuje, ale musisz dać mi czas-odparł wpatrując się we mnie.
-Zayn dałam ci czas, wyprowadziłam się, a to ty do mnie przychodzisz-powiedziałam cicho.
-Ale ja nie chciałem żebyś od razu wyprowadzała się. Ja muszę mieć cię przy sobie-podszedł do mnie, a ja instynktownie cofnęłam się. Wiem jak to się skończy.
-Zayn ...
-Proszę cię. Było nam razem dobrze. Nie mogę wysiedzieć w tym domu bez ciebie-stanął jeszcze bliżej mnie.
-Utrudniasz mi to wszystko-powiedziałam cicho.
-Ale ja muszę cię dotknąć, pocałować. Proszę ...-powiedział błagalnie opierając swoje czoło o moje. Zamknęłam na chwilę oczy i rozkoszowałam się jego odurzającym zapachem. Czemu nie potrafię mu odmówić? Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej, aby móc go odepchnąć, lecz to nic nie dało. Jego dłoń znalazła się na moim policzku, a druga na mojej talii.
-Skarbie proszę...- praktycznie błagał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i poczułam prąd przechodzący między nami. Po chwili jego usta wylądowały na moich. Przycisnął swoje ciało do mojego i złapał mnie za udo. Jego pełne wargi były tak bardzo zachłanne. Co chwilę nasze zęby ocierały się o siebie, a języki toczyły walkę.
-Tak bardzo mi tego brakowało- wysapał Zayn między pocałunkami. Podniósł mnie do góry i usadził na swoich kolanach nadal całując.
-Proszę ... wró-wróć ze mną do domu-wyszeptał wprost do moich ust. Oderwałam się od niego delikatnie i spojrzałam na niego. W moich oczach znów zaczęły zbierać się łzy.
-Zayn ... ja-ja muszę znać odpowiedź-powiedziałam cicho.
-Ej mała. Proszę nie płacz. Chodź tu do mnie-mocno oplotłam ramionami jego szyję, a on cmoknął mnie w czoło.
-Kocham cię-powiedziałam cicho zaciągając się jego zapachem. Wiem, że usłyszał to. Głośno zaciągnął się powietrzem. Aż tak ciężko jest mu to przyjąć do wiadomości?
-Zayn- upomniałam go i wierzchem dłoni otarłam łzy z policzków. Nic nie powiedział.
-Widzisz? Właśnie o to mi chodzi.- powiedziałam i odsunęłam się odrobinę od niego.
-Muszę to po prostu przetrawić- unikał mojego spojrzenia.
-Mówisz to takim tonem, jakbyś się tym co najmniej dławił.- odparłam oburzona.
-Mała, proszę...
-Nie Zayn, to ja cię proszę. Zdecyduj się. Czego ty chcesz? - warknęłam.
-Chce ciebie- położył dłoń na moich plecach.
-Po prostu potrzebuje trochę czasu.- szepnął
-Wyprowadziłam się. Będziesz miał go dużo-powiedziałam zdecydowanie. Spojrzał na mnie i otworzył buzie, ale nic nie powiedział.
-Chyba musisz już iść-odparłam stojąc przy drzwiach. Spojrzał na mnie lekko zdziwiony i wstał z łóżka. Podszedł do drzwi i stanął naprzeciwko mnie. Chciał złapać moją dłoń, ale powstrzymał się.
-Mogę chociaż zaprosić cię na lunch jutro?-zapytał smutno.
-Zayn ...
-Ja wiem, że sam mówiłem, że potrzebuje czasu, ale chcę cię zobaczyć-powiedział patrząc na mnie.
-W porządku. Możemy gdzieś wyskoczyć-uśmiechnęłam się słabo. Schylił się delikatnie i przytulił mnie do siebie. Musiałam stanąć na palcach, żeby móc opleść delikatnie ramionami jego szyję. Zaciągnęłam się mocno jego zapachem, a po chwili puściłam go. Otworzyłam drzwi, a chłopak wyszedł za próg.
-To do jutra-uśmiechnął się.
-Do jutra-odpowiedziałam i zamknęłam za nim drzwi. Ugh, dlaczego on musi wszystko utrudniać?! Po tym jak wzięłam prysznic i wskoczyłam w swoją piżamę, położyłam się do łóżka. Amber nie było, a więc wiedziałam, że poszła do Liam'a. Pomimo dwugodzinnej próby zaśnięcia, nie mogłam spać. Cały czas myślałam o lunchu z Zayn'em. Mężczyzną, którego kocham.
Wstałam rano o dziwo pełna energii. Zaskoczyło mnie to, ale zdałam sobie sprawę, że moim źródłem szczęścia jest Zayn. Szybko ubrałam się w jeansy, jasny różowy sweterek i moje białe Conversy. Włosy natomiast związałam w wysokiego kucyka, a ponieważ była jesień ubrałam moją skórzaną kurtkę. Pośpiesznie spakowałam zeszyty i książki, a następnie z wielkim uśmiechem na twarzy wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Już nie mogłam doczekać się tego lunch'u. Denerwowałam się. Weszłam do uczelni, a moim pierwszym wykładem była nauka o nieruchomościach. Skierowałam się jak zwykle pod sale i usiadłam w ławce. Kiedy nauczyciel przyszedł rozpoczął lekcje i tak zleciały mi wszystkie wykłady do lunch'u. Kiedy usłyszałam dzwonek wyszłam jak najszybciej ze szkoły i skierowałam się na plac. Szukałam wzrokiem Zayn'a, aż w końcu go znalazłam. Skierowałam się do stolika przy, którym siedział z Louis' em i kiedy dotarłam do niego ich oczy zwróciły się w moją stronę.
-Hej-powiedziałam nie śmiale.
-Hej-odpowiedział mi Zayn wpatrując się we mnie tymi swoimi brązowymi tęczówkami.
-Zostawię was samych. Spotkamy się później Zayn-Louis wstał od stołu i pomachał nam.
-Kupiłem nam jakieś kanapki z tuńczykiem. Mam nadzieję, że lubisz to-zaśmiał się i o Boże jak bardzo tęskniłam za tym dźwiękiem.
-Lubię- powiedziałam, pochłonięta jego pięknym uśmiechem. Dwuznacznie się na mnie popatrzył, przez co poczułam gorąco na policzkach.
-Ja również to lubię.- usiadłam nieśmiało przy stoliku, na przeciwko niego. Czułam jak jego wzrok przeszywał moją twarz.
-Pięknie wyglądasz- stwierdził i ponownie się zarumieniłam. Nienawidziłam i równocześnie kochałam to jak na mnie działał.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się lekko.
-Ale chętnie bym ściągnął z ciebie to ubranie- podał mi kanapkę. Jego słowa mnie onieśmielały
-Przestań-szepnęłam, a on ponownie zaśmiał się. Zachowywaliśmy się wobec siebie jak para dobrych znajomych.
-Masz jakieś plany na dzisiaj?-zapytał gryząc kanapkę i jednocześnie spoglądając na mnie.
-Pewnie będę siedzieć w pokoju-odpowiedziałam odpakowując kanapkę.
-A ty?-dodałam.
-Nie wiem. Wydaje mi się, że spędzę czas z Louis' em. Jest jedyną osobą oprócz ciebie, która trzyma mnie przy zdrowym rozsądku.- Spojrzałam na niego i widziałam, że jego uśmiech blaknie.
-Może chcesz coś do picia?-zapytał zmieniając temat.
-Z chęcią-oświadczyłam uśmiechając się przyjaźnie.
-Okay, więc za chwilkę wracam. Nie uciekaj mi-zaśmiał się cicho i wstał idąc w stronę budki z jedzeniem.

ZAYN'S POV

To, że Katherine zgodziła się zjeść ze mną lunch, jest już krokiem do przodu. Nie spodziewałem się tego, że w ogóle będzie się do mnie odzywać. Wczoraj, gdy zaczęliśmy się całować u niej w pokoju, poczułem szczęście, którego mi zabrakło od chwili, kiedy wyszła z mojego domu. Tak bardzo chciałem, żeby wróciła z powrotem. Wziąłem nam dwie zimne wody i ruszyłem do stolika. Postanowiłem, że zrobię wszystko dla tej kobiety.
-Proszę bardzo- wręczyłem jej butelkę, za co podziękowała mi uśmiechem.
-Dzięki- szepnęła.
-Skarbie, rozluźnij się.
-Jak mam to zrobić, gdy ty mnie tak onieśmielasz?- spojrzała na mnie.
-Ja cię onieśmielam? -zapytałem i uśmiechnąłem się głupio.
-Tak. Onieśmielasz mnie i dobrze o tym wiesz-opuściła głowę w dół, a jej włosy poleciały na jej twarz.
-Jak tak zabójczo przystojny i seksowny mężczyzna jak ja mógłby cię nie onieśmielać-zaśmiałem się głośno. Dziewczyna spojrzała na mnie śmiejąc się, a po chwili chwyciła butelkę, z której trysnęła woda i wycelowała ją prosto we mnie.
-Ty masz czelność psikać na mnie wodą?-zapytałem próbując zachować śmiertelną powagę.
-Tak, mam -odpowiedziała z dumnym uśmiechem na twarzy. Tak bardzo lubiłem kiedy ona się uśmiechała, a kiedy to uśmiechała się przez moją osobę czułem się jeszcze lepiej.
-Uciekaj-oznajmiłem cicho uśmiechając się szyderczo do niej. Wystawiłem butelkę wody w jej stronę, a z niej ulotniła się woda, która zmoczyła jej włosy i jej różowy sweterek.
-Nie zrobiłeś tego-powiedziała mrużąc oczy. Wydęła usta i spojrzała na mnie tak jakby zaraz miała mnie zabić.
-Owszem. Zrobiłem-odpowiedziałem szeroko się uśmiechając.
-Chciałeś wojnę to będziesz ją miał-powiedziała cicho co dobrze usłyszałem i znów ochlapała mnie wodą. Miałem w dupie czy była tam praktycznie cała szkoła. Podniosłem się z miejsca i podbiegłem do niej zanim ta wstała. Wziąłem butelkę i ochlapałem po raz kolejny jej włosy. Kiedy woda się skończyła oplotłem ją w talii i podniosłem do góry.
-Puść mnie!-krzyknęła głośno się śmiejąc. Przerzuciłem ją przez ramię. Zaczęła śmiać się jeszcze głośniej kiedy zeszliśmy na tereny zielone znajdujące się obok placu. Wszystkie, dosłownie wszystkie pary oczu były skierowane na nas, ale wcale mnie to nie obchodziło. Najważniejsze było to, że Katherine śmiała się, i że to ja do tego doprowadziłem. Po chwili znaleźliśmy się między dwoma budynkami i postawiłem ją na ziemię.

KATHERINE'S POV

Gdy moje stopy znalazły się na ziemi z wielkim uśmiechem popatrzyłam się na Zayn'a. Jednak mój uśmiech szybko zniknął, kiedy dostrzegłam powagę na jego twarzy. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo tam nie było. Moje oczy ponownie spotkały się ze wzrokiem chłopaka. Jego były zadymione, wręcz czarne. Przygwoździł moje ciało do ściany i naparł na mnie swoim torsem.
-Co chcesz zrobić?- szepnęłam, chodź znałam odpowiedź. Specjalnie mnie tu zaprowadził.
-Wiesz to. - warknął podniecająco i wpił się swoimi wargami w moje. Odwzajemniłam ten jakże intensywny pocałunek. Zayn całował moją szczękę, szyję i miejsce za uchem. Z moich ust wydobywały się ciche jęki, a na swoim brzuchu czułam erekcję chłopaka.
-Widzisz Katherine, dopełniamy się-wysapał w moje usta. Jego dłoń gładziła mój policzek, a drugą zjechał do uda. Ciałem naparł na mnie jeszcze mocniej, a dłoń zmieniła stronę znajdując się po wewnętrznej stronie uda. Powoli sunął ku górze do mojej kobiecości. Całował moją szyję, a ja odpłynęłam pod tym nieziemsko intensywny doznaniem. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu większy dostęp do szyi, kiedy on objął dłonią moją kobiecość.
-Wróć ze mną do domu-wyszeptał wpijając się w moją szyję. Dłon złapała za guzik moich spodni i odpięła go rozsuwając zamek. Smukłe i długie palce Zayn'a zachaczyły o gumkę od mojej bielizny.
-Sam mó-mówiłeś, że po-potrzebujesz czasu-wyjęczałam kiedy zatopił palec w otchłań moich majtek.
-A ja chcę znać od-odpowiedź ... oh ...-wsunął swojego palce do mojej kobiecości delikatnie go podkurczając. Jezu to było takie żenujące.
-Zaraz k-ktoś tu p-przyjdzie- wyjęczałam.
-Chuj z nimi. Jesteś moja. Tylko moja.- warknął mi do ucha, przez co krzyknęłam cicho. Włożył jeszcze jednego palca i co chwila je podkurczał.
-Z-zayn...- gwałtownie przeczesałam włosy dłonią i przygryzłam wargę.
-Zostaw, ja chce ją ugryźć.- podtrzymał swoim torsem moje ciało i położył dłoń na moim podbródku, następnie pociągając za niego i tak jak powiedział ugryzł moją wargę. Wydałam z siebie zduszony głośny jęk.
-Jak zobaczyłem cię z tym pozerem myślałem, że zabije go na miejscu, rozumiesz?-zapytał muskając raz górną, a raz dolną wargę.
-Rozumiesz?-zapytał ostrzej dokładając jeszcze jednego palca. Jego ruchy były strasznie powolne co doprowadzało mnie do białej gorączki.
-Mówiłem ci już tyle razy, że masz się z nim nie spotykać. Dobrze wiesz jak na niego reaguje. A tymczasem kiedy poszedłem się przejść po tym jak wyprowadziłaś się ode mnie, to widzę, że się przytulacie-powiedział ostro, a jego palce zwiększyły szybkość. Nagle wyciągnął ze mnie palce i wsadził je sobie do ust, żeby móc je oblizać. Zamknęłam oczy i głęboko oddychałam. Moja chwila spokoju niestety została przerwana gdy z powrotem jego palce znalazły się we mnie.
-Nie masz pojęcia jak niesamowicie mnie wtedy wkurwiłaś. Nadal jestem wkurwiony-powiedział tuż przy moim uchu. Poczułam jak jego kciuk zaczął zataczać kółka na mojej łechtaczce.
-O Boże ...-złapałam się za włosy mocno za nie pociągając. Z każdą chwilą przyspieszał swoje ruchy.
-Nie należy cię się to...- prawie przerwał, a moja podświadomość rozpaczliwie krzyczała " Nie! Wracaj!"
-Ale chce żebyś wróciła i uwielbiam widzieć cię w chwili orgazmu- wymruczał mi do ucha i mocno wbił swoje palce we mnie. Gdy jego palec zatoczył ostatnie szybkie kółko, osiągnęłam szczyt i krzyknęłam cicho. Zayn wyciągnął ze mnie palce i wsadził je sobie do buzi, jednak jednego zostawił. Położył go na moich ustach i wiedziałam o co mu chodzi. Wzięłam go do buzi i zaczęłam go to lizać, to ssać.
-Grzeczna dziewczynka- wyciągnął palca, a ja specjalnie oblizałam usta. Jego oczy rozszerzyły się i mocno mnie pocałował.
-Tęskniłem za tym widokiem-wyszeptał wprost do moich ust. Podciągnął moje spodnie zapinając guzik i rozporek cały czas wpatrując się w moje oczy.
-Proszę, wróć ze mną-wyszeptał cmokając moje usta.
-Odpowiedź
-Katherine potrzebuje czasu. Ja nigdy nikogo nie kochałem, ale wiem, że jesteś jedyną osobą, na której mi zależy. Czuje się przy tobie jak inny człowiek. Wiem, że mogę być sobą, ale nie wiem czy to właśnie jest miłość-odparł wpatrując się w moje oczy.
-Proszę ...-powiedział. Jego dłoń spoczywała na moim biodrze, a druga gładziła moją dłoń.
I co ja mu miałam odpowiedzieć? Kochałam go. Tak, chciałam odpowiedzi, ale potrzebowałam być blisko niego.
-Ja....
-Kochanie jesteś dla mnie najważniejszą osobą. Proszę- popatrzył na mnie blagalnie. Jego dłoń gładząca moją, bardzo mnie rozpraszała.
-Dobrze.- powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy. Widziałam, że niedowierzał.
-Naprawdę?- odparł podekscytowany.
-Tak Zayn, ale jeśli jeszcze raz zrobisz mi coś takiego...
-Wiem, nic takiego nie będzie miało miejsca. Dziękuję- podniósł mnie i mocno przytulił. Rozpłynęłam się. Był taki szczęśliwy. Może rzeczywiście mu na mnie zależało.
-Pamiętaj, że to jest tylko tymczasowe- powiedziałam wesoło.
-Dobrze, skarbie. - spojrzał na mnie i pocałował mnie czule.
-Tak bardzo się cieszę. Chodź musimy pójść po twoje rzeczy-był taki szczęśliwy. Jego oczy błyszczały radością, a w tęczówkach tańczyły iskierki szczęścia.
-Przysięgam, że nie dam ci już więcej odejść-odpowiedział całując znów moje usta.
-Już dobrze, dobrze-zaśmiałam się. Oplótł mnie ramieniem w pasie i ruszyliśmy na uczelnie. Pora lunch'u skończyła się jakieś 20 minut temu.
-Muszę iść po torbę, mam tam klucze od pokoju-powiedziałam cicho i skierowałam się do szafki. Wykręciłam kod, otworzyłam ją i wyjęłam torbę. Założyłam ją na ramię i wyszliśmy z budynku. Po jakichś 10 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się w stronę pokoju.
-Jeszcze nie rozpakowałam torby, więc zapakuję do niej parę rzeczy i będziemy mogli iść-widziałam jak szeroko się uśmiechał. Powyciągałam parę ubrań z szafy i pochowałam je do torby.
-Tylko, chyba muszę powiedzieć o tym Amber.- powiedziałam do chłopaka i widziałam jak jego uśmiech minimalnie blaknie.
-No dobrze. To mam pomysł. Weźmiemy twoja torbę, zaniesiemy do samochodu i poczekamy na Amber, aż skończy się wykład. Czyli gdzieś za 20 minut.- uśmiechnęłam się.
-Dziękuję- podeszłam do niego i cmoknęłam go w usta. Mruknął usatysfakcjonowany
-Spakowana?
-Tak-podszedł do mojego łóżka, na którym leżała torba, wziął ją i przewiesił sobie przez ramię.
-Chodźmy- wyszliśmy za drzwi i skierowaliśmy się do wyjścia. Chwycił moją dłoń i złączył nasze palce. Popatrzyłam się na niego zdziwiona, a jego kąciki ust były wysoko uniesione ku górze. Wyszliśmy z akademika i kiedy znaleźliśmy jego auto, chłopak otworzył je i wsadził ją na tylne siedzenia. Zamknął drzwi i przyparł mnie do drzwi samochodu.
-Tak bardzo się cieszę, że się zgodziłaś-mruknął opierając czoło o moje.
-Ja też się cieszę-powiedziałam uśmiechając się. Znów złączył nasze dłonie i z powrotem ruszyliśmy do akademika.
-Wiesz, mam nadzieję, że Amber przyjdzie do pokoju sama-spojrzałam na niego lekko zmartwiona.
-Nie bój się Skarbie. Damy rade-uśmiechnął się i pogładził moje plecy. Usiedliśmy na moim łóżku i czekaliśmy na powrót Amber. Te 20 minut mijało naprawdę długo, ale w końcu drzwi ruszyły się, a w progu zobaczyłam Amber. Niestety nie była sama ... Był z nią Liam. Stanęli jak wryci w progu drzwi, a ja i Zayn podnieśliśmy się na równe nogi. Zayn złapał moją dłoń i złączył nasze palce. Popatrzyłam na Liam'a, który przyglądał się tej całej sytuacji. Jego linia szczęki była uwydatniona, przez co wiedziałam, że jest nieźle zły.
-Amber.- powiedziałam przerywając ciszę.
-Kate.- opowiedziała.
-Chciałam ci tylko powiedzieć, że....
-Co ty tu kurwa robisz?- Liam warknął do Zayn'a.
-Jestem z Katherine. Jesteśmy razem, więc to jest normalne, prawda?- ten zaskakujący spokój w jego głosie był podejrzany i wiedziałam, że jego spokojna maska w końcu może zniknąć.
-No właśnie, Amber ja na razie zamieszkam u Zayn'a...- powiedziałam cicho. Widziałam szok w jej oczach.
-Po tym co ten fiut ci zrobił ty po dwóch dniach już do niego wracasz?! Jesteś chora- stwierdziła.
-A ty-zwróciła się do Zayn'a.
-Zostaw ją w końcu w spokoju. Już tyle krzywdy jej wyrządziłeś-powiedziała z odrazą w głosie.
-Amber przestań-powiedziałam cicho.
-Co przestań?! Kto cie wczoraj pocieszał kiedy płakalaś jak głupia?! No kto?! A płakałaś przez tego chuja-powiedziała patrząc na mnie.
-Dziewczyno otrząśnij się i zobacz co on z tobą robi-odparła.
-Nie zrozumiesz tego.- powiedziałam cicho i mocniej splotłam moje oraz Zayn'a palce.
-Oświeć mnie - zaplotła ręce na piersi. Przez chwilę się zawahałam, a po chwili spojrzałam na mojego chłopaka.
-Kocham go- mój wzrok ponownie przeniósł się na tą awanturująca się parkę. Amber prychnęła pod nosem, ale Liam'a usta układały się w literę "O". Nie zdziwiła mnie jego reakcja. Jeszcze nigdy, przed poznaniem Zayn'a, nie powiedziałam, że kogoś kocham.
-Oczywiście, że tak...
-Amber daj sobie spokój- Liam powiedział do dziewczyny, co mnie mocno zdziwiło.
-Chyba żartujesz prawda?- popatrzyła na niego z wyrzutem.
-Niech idą. Mogą się sobą udławić.- powiedział i spojrzał na Zayn'a. Na twarzy mulata pojawił się ten znany mi, cwaniacki uśmieszek. Na pewno już coś sobie pomyślał. Poszedł w kierunku drzwi i pociągnął mnie za sobą.
-To mamy właśnie zamiar zrobić- powiedział na odchodne i wymieniliśmy zszokowaną parę.
-Co ty kurwa powiedziałeś?!- krzyknął mój brat.
-To co słyszałeś- warknął i podążyliśmy do wyjścia z akademika. Kiedy wybiegliśmy z budynku Zayn zaczął się śmiać, a ja dołączyłam do niego.
-Jego mina była bezcenna-powiedział regulując swój oddech. Dołączyłam do niego także się śmiejąc, a on złapał mnie za biodra i podniósł do góry obracając się wokół naszej osi.
-Naprawdę cieszę się, że znów będziemy razem-powiedział ocierając nosem o mój.
-Czyli oficjalnie jesteśmy razem?-zapytałam cicho. Popatrzył na mnie nieco zdziwiony.
-Masz na myśli to czy jesteśmy parą?-zapytał próbując ukryć zdziwienie.
-Myhym-pokiwałam nieśmiało głową.
-Jeżeli tylko zechce pani kogoś takiego jak ja za swojego partnera, Panno Lockwood, to tak. Jesteśmy razem.- uśmiechnął się seksownie.
-Jeśli to jest pytanie, to tak panie Malik. Będę pana partnerką.- przygryzłam warge. Jego usta przywarły do moich i włożyłam swoje dłonie w jego ciemne włosy. Pociągnęłam za nie lekko, na co warknął satysfakcjonująco.
-Gdy dojedziemy do mojego domu, to mam zamiar panią posiąść, Panno Lockwood- wpatrywał się we mnie intensywnie.
-Jakiż pan spragniony panie Malik. Jednak podoba mi się pana koncepcja- figlarny uśmiech zagościł na jego pięknej twarzy, a wszystkie mięśnie w moim ciele spięły się przez ten widok. Był oszałamiający.
-A więc nie ma czasu do stracenia.- szybko odstawił mnie na ziemię i pociągnął za sobą w stronę swojego czarnego samochodu.
-Aż tak bardzo mnie pan pragnie?- zachichotałam.
-Tak bardzo, że mógłbym cię przepieprzyć na masce tego samochodu, jednak byłoby to niezwykle ciekawe widowisko, dla mieszkańców tego akademika.
-Niewiarygodne jest to, jak bardzo pan jest subtelny- powiedziałam z ironią w głosie. Nagle odwrócił się w moja stronę i zatrzymał w miejscu tak, że wpadłam na jego twardy tors. Chwycił moją dłoń i położył ją na swoim kroczu, dzięki czemu wiedziałam jak bardzo mnie pragnie. Otworzyłam szeroko oczy i zachłysnęłam się powietrzem.
-Trudno jest być subtelnym, gdy mi stoi- warknął.
-Nie p-przebierasz w słowach- przygryzłam warge. Jego klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała.
-Do samochodu.
-Władczy dupek.- zachichotałam. Wsiedliśmy do samochodu, a chłopak w niesamowicie szybkim tempie odpalił silnik. Odjechał z piskiem opon z podjazdu, a mnie, aż wcisnęło w fotel. Jest, aż tak bardzo zdesperowany? Po jakichś 10 minutach byliśmy na miejscu. Zayn wyszedł z samochodu, podszedł z mojej strony i otworzył mi drzwi. Dosłownie wyciągnął mnie z tego samochodu.
-Zayn, torba ...
-Później-wciągnął mnie do domu i zamknął drzwi na klucz. Zaczął zasłaniać wszystkie okna, a po chwili odwrócił się w moją stronę, a jego oczy były dosłownie czarne.
-Teraz się zabawimy-mruknął seksownie się do mnie zbliżając.
-Zayn, ja nie mogę-powiedziałam skrępowana tym, że mam miesiączkę. On dobrze wiedział o co chodzi.
-To w niczym nie będzie przeszkadzać-powiedział z erotyzmem w głosie i przyparł mnie do ściany. Zaczął przecierać nosem po mojej szyi, aż w końcu zbliżył się ustami do moich.
-Wezmę cię na blacie w kuchni-szepnął głęboko oddychając. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. To jest to na co najbardziej czekał. Za każdym razem mówił, że będzie się ze mną pieprzył na blacie w kuchni i proszę. Dotrzymał słowa. Wziął mnie na race i automatycznie oplotłam nogi na jego biodrach. Idąc do kuchni, nie wywalił się ani razu, mimo, że szedł tyłem. Król gracji. Zsunął wszystkie rzeczy, które znajdowały się na blacie i wylądowały na zimnej, kafelkowej podłodze. Odwrócił się i położył mnie lekko na chłodnym blacie. Bez owijania w bawełnę ściągnął moje buty i skarpetki, jeansy i różowy sweterek. Zabrał się za ściąganie swoich jeansów, ale szybko się podniosłam i chwyciłam jego dłoń.
-Pozwól mi.- spojrzałam na niego nieśmiało. Uśmiechnął się seksownie i uniósł ręce w geście kapitulacji. Drżącymi dłońmi rozpięłam jego guzik i pociągnęłam zamek w dół. Jego spodnie po chwili znalazły się na podłodze i w trakcie ich ściągania, ujrzałam napiętą męskość Zayn'a widoczną na jego bokserkach. Następnie jego T-shirt również znalazł się na posadzce.
-Ściągnij stanik- nakazał. Szybko chwyciłam zapięcie i walczyłam z tym wymysłem diabła. Tak ja i moja koordynacja ruchowa.
-Powoli.- warknął podniecająco i momentalnie zwolniłam ruchy moich palców. Subtelnie chwyciłam za ramiączko od stanika i przygryzając wargę i spoglądając na niego zaczęłam powoli zsuwać je z ramiona. To samo zrobiłam z drugim uwalniając tym samym moje piersi od czarnego materiału.
-No to zaczynamy-warknął do mojego ucha i przyparł całym swoim ciałem do mojego całując gwałtowanie każdy cal mojego ciała. Pocałunkami od ust schodził coraz to niżej, na ramiona, a później wrócił na mój dekolt. Czułam jak zaznacza moją szyję małymi malinkami. Wcisnął swoją nogę między moje uda i poruszył nim.
-Już nigdy więcej cię nie wypuszczę. Cały czas będziesz moja, cały czas będziesz ze mną-chwycił swoją dłonią moją pierś i zaczął delikatnie ją masować. Natomiast druga została poddana torturom języka Zayn'a. Zaśmiał się cicho kiedy wypchnęłam klatkę piersiową do góry. Zsunęłam swoją małą dłonią po jego torsie w dół i zahaczyłam palcami o gumkę czarnych bokserek. Wsunęłam nieśmiało dłoń w bokserki Zayn'a i ścisnęłam jego przyjaciela ręką.
-Oh Katherine ...-warknął głęboko zasysając się powietrzem i chowając głowę w mojej szyi. Ocierałam się swoją dłonią o jego nabrzmiałego członka, podczas, gdy on tworzył olbrzymią malinkę na moim obojczyku. Złapałam za jego bokserki i pociągnęłam je w dół, uwalniając robiącą wrażenie erekcje chłopaka. Otarłam się "przypadkowo" o niego, przez co chłopak warknął. Jego dłoń powędrowała między złączeniem moich ud, a następnie w stronę mojej kobiecości. Włożył w nią palec i głośno zaciągnął się powietrzem
-Taka gotowa. - powiedział z wrażeniem w głosie. Wyciągnął ze mnie palec i odsunął się, aby móc podnieść z podłogi swoje spodnie i wyciągnąć z kieszeni srebrne opakowanie.
-Zawsze przygotowany-powiedziałam rozbawiona i podniecona do granic możliwości jednocześnie. Pociągnął mnie za uda troszkę w dół i oblizując swojego palca przejechał nim po całej długości mojej kobiecości, aby jak najszybciej znaleźć się we mnie. Zaczął poruszać się rytmicznie, a ja złapałam się za rogi blatu, by zatrzymać równowagę.
-Zayn!-krzyknęłam kiedy uderzał w moje najczulsze punkty. Zwolnił swoje ruchy i powoli wsuwał się we mnie za każdym razem zataczając kółka we mnie.
-No dalej Katherine. Dojdź dla mnie. Pokaż mi, że tylko dzięki mnie się tak czujesz-wysapał nie przestając się poruszać. Złapałam go jedną dłonią za włosy i pociągnęłam w stronę swoich ust, aby móc gwałtownie wpić się w jego ust. Dłonią zjechał z mojego dekoltu do pępka, gdzie zatoczył kilka leniwych kółek, a następnie zjechał nią na moją łechtaczkę. Zaczął zataczać na niej szybkie kółka, aby zwiększyć mój orgazm.
-Niech każdy usłyszy, że tylko ja mogę doprowadzić cię do takiego stanu-nie przestawał mnie całować.
-Zayn, zaraz dojdę-wyjęczałam w jego usta.
-Dawaj skarbie- warknął. W pewny momencie wbił się we mnie mocno.
-Kocham cię- jęknęłam i w tamtej chwili osiągnęłam szczytu.
-Och Katherine- wyjęczał moje imię i doznał spełnienia. Opadliśmy na podłogę, zmęczeni intensywnym seksem. Leżałam głową na jego torsie. Próbowaliśmy unormować swoje oddechy.
-To było coś- powiedziałam cicho, przez co chłopak zaśmiał się.
-Dziękuję- cmoknęłam jego tors i ponownie ułożyłam na nim głowę.
-To ja dziękuję- pocałował mnie w czubek głowy. Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę, podczas której ja bawiłam się włoskami na klatce piersiowej Zayn'a, a on gładził moje plecy.
-Nie możemy leżeć tutaj tak cały wieczór-zaśmiałam się na jego komentarz. Lekko podniosłam głowę i położyłam dłoń na jego policzku. Zamknął oczy i uśmiechnął się szeroko. Sięgnął po swoją bluzkę i moją bieliznę. Założył na mnie swój czarny dłuższy T-shirt. Przejechał palcem po mojej nagiej nodze i wcisnął na mnie moje czarne majtki. Po chwili podniósł mnie, sam wstał i ubrał swoje bokserki. Podeszłam do niego i chwyciłam jego dłoń, a on przyciągnął mnie do siebie opierając się czołem o moje. Panował między nami taki niesamowity spokój. Byliśmy zaspokojeni.
-Chodźmy do salonu-wyszeptał. Tym razem to ja pociągnęłam go za dłoń i wyszłam z nim z kuchni. Usiadł pierwszy na czarnej skórzanej kanapie i przyciągnął mnie do siebie tak, żebym mogła siedzieć między jego nogami. Oparłam plecy o jego tors, a jego dłonie mocno oplotły mnie w talii. Odgarnął moje włosy za ucho i muskał moją szyję.
-Jesteś przepiękna-oświadczył. Położyłam swoje dłonie na jego oplecionych wokół mnie i rozkoszowałam się jego dotykiem.
-Nareszcie jesteś ze mną. Ten dom bez ciebie, traci swoje barwy.- pocałował mój kark. Pozwoliłam sobie na rozluźnienie mojego ciała i ułożyłam głowę wygodnie na jego ramieniu. Cmokał mój kark i słyszałam jak zaciągał się moim zapachem.
-Pachniesz tak pięknie- gdy ten komplement wydostał się z jego ust, moje policzki nabrały purpurowego koloru.
-To również- czułam jak uśmiecha się przy mojej skórze.
-Jesteś moja i tylko moja.- spoważniał.
-Tak Zayn, jestem twoja i tylko twoja. Zrozum wreszcie.- powiedziałam lekko poirytowana tym, że cały czas to powtarza. Jestem jego. Kocham go.
-Nie dotrze. Nie wierzę, że kochasz kogoś takiego jak ja. Nie zasługuje na to.- jego głos był smutny, wręcz przygnębiony.
-Właśnie, że zasługujesz. Czemu ciężko jest ci przyjąć do wiadomości, że ktoś cię kocha? Kocham ciebie i tylko ciebie. Chce z tobą być. Nie miej co do tego wątpliwości.- dłonią pociągnął moja brodę i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-Wiesz, jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny-powiedział cicho.
-No to jest to dla mnie zaszczytem-zachichotałam. Oparłam głowę o jego ramie i schowałam głowę w jego szyi. Po chwili jednak ktoś zadzwonił do drzwi.
-Naprawde? Teraz? -zapytał zirytowany Zayn.
-Jesteś w samych bokserkach-zaśmiałam się. Uniósł brwi do góry i spojrzał na mnie.
-Ciekawe kto do tego doprowadził? -zapytał sarkastycznie i skierował się do kuchni. Po chwili wrócił ubrany w swoje czarne spodnie. Podszedł do drzwi i otworzył je. Po chwili w pokoju pojawił się Louis, a z jego twarzy można było wyczytać zdziwienie. Uśmiechnęłam się nieśmiało i pomachałam mu.
-Kate?! Co ty tu robisz?!-jego twarz rozbłysnęła radością kiedy podbiegł do mnie i mocno przytulił. Byłam naprawdę zdziwiona jego trochę intymnym gestem.
-Ej Loueh! To moja dziewczyna-zaśmiał się Zayn.
-Dziewczyna?!-krzyknął uradowany Louis.
-Tak. Jesteśmy oficjalnie razem.- oznajmił dumny, a równocześnie trochę zażenowany Zayn.
-Wow!- krzyknął.
-Nie wierzyłem, że dożyję tej chwili!- przytulił Zayn'a męskim uściskiem, a ja zachichotałam cicho, zaskoczona jego gwałtowną reakcją.
-Jaki szczęśliwy teraz jesteś- Louis uszczypnął chłopaka w policzek, przez co zaśmiałam się głośno.
-Loueh, co dzisiaj jarałeś?- zapytał jakby rozbawiony, lecz czułam nutę gniewu w jego głosie.
-A takie jedno.- Zayn pokręcił głową rozczarowany.
-Widzę, że przeszkodziłem- przeskanował ciało Zayn'a, a następnie moje. Zarumieniłam się zakłopotana.
-Więc się zmywam- uśmiechnął się szeroko.
-Nara Zayn. Pa Kate!- krzyknął i po chwili go nie było. Serio to co brał, musiało być silne.
-Boże, daj mi siły- powiedział pod nosem mulat.
-Chodź do mnie- wyciągnęłam rękę w jego stronę. Wrócił do mnie i usadził się tak jak wcześniej.

No cześć! :* ZATHERINE COME BACK! <3  Więc spięłyśmy troszkę nasz jakże seksowne dupcie i rozdział już jest! Mamy nadzieję, że cieszycie się z powrotu Zatherine! Mamy też nadzieję, że rozdział spodoba się wam i zostawicie opinię pod rozdziałem. Każde wasze słowo jest dla nas bardzo ważne i wywołuje wielką radość w naszych sercach. Kochamy was <3 xx
P.S przepraszamy za wszystkie błędy i niedopatrzenia 

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 30



Chłopak nie odpowiadał nic przez dłuższą chwilę. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość i spojrzałam na niego. W moich oczach znów zaczęły gromadzić się słone łzy, a gula w gardle nie ułatwiała mi wypowiedzenia czegokolwiek. Co jeżeli ze mną będzie to samo co z Amber? Może to wszystko także było zakładem. Obraz chłopaka stojącego przede mną zaczął niebezpiecznie mi się rozmywać przez łzy, które zawładnęły już moimi oczami.
-Zayn, no powiedz coś- wyszlochałam przez co zwróciłam na siebie uwagę mulata.
-Kather ...
-No powiedz coś-przerwałam mu. Znacie ten rodzaj bólu kiedy chcecie wykrzyczeć z siebie wszystko, wyżyć się na czymś? Tak właśnie w tamtej chwili się czułam.
-No powiedz coś w końcu!- krzyknęłam płacząc. To jest właśnie odmiana płaczu, kiedy ludzie już nie szlochają tylko krzyczą, dosłownie krzyczą, aby tylko móc wyrzucić z siebie ten cholerny ból.
-Nie możesz mnie kochać-wyszeptał co doskonale usłyszałam.
-Co?- zapytałam nie dowierzając i nie całkiem rozumiejąc te słowa.
-Nie możesz mnie kochać. Jestem zepsuty. Mnie się nie da kochać. Nigdy, nikogo nie kochałem w ten sposób. - powiedział cicho
-A jednak cię kocham. Rozumiesz co to znaczy? - mój ton głosu pozostawał bez zmian
-Możesz mi powiedzieć co czujesz? W związku z tą sytuacją? - podrapał się po karku i nie wydawało mi się to dobre. Zazwyczaj to jest oznaka zdenerwowania.
-Zayn?- w takiej sytuacji, chwila wydawała się być wiecznością. To czekanie mnie zabijało i miałam coraz gorsze przeczucie.
-Muszę się przejść-odparł cicho. Nie mogę uwierzyć?
-Żartujesz prawda?-zapytałam. Popatrzył na mnie, a w jego oczach definitywnie widać było ból.
-Wrócę później-odpowiedział i powoli wymijając mnie i zszedł po schodach, a ja zaraz po nim.
-Zayn odpowiedz na moje pytanie-powiedziałam, a w moim głosie czaiło się duże zdenerwowanie. Chłopak jednak nie reagował na to co do niego mówiłam. Założył kurtkę i tak po prostu wyszedł z mieszkania. Usiadłam na skórzanej sofie, chwyciłam poduszkę i głośno się w nią wydarłam uwalniając kolejną dawkę słonych łez.

ZAYN'S POV
Ona mnie kocha. Ona mnie kocha. To niemożliwe. Nie wierzę w to. Na pewno to jakieś głupie zauroczenie. To nie może być prawdą. Mnie nie da się kochać. Jestem tym kim jestem.  Co ja mam jej powiedzieć? Nie wiem co czuje i czy to co czuje to rzeczywiście jest miłość. Nie wiem co to znaczy. Nigdy nie kochałem. Wiem, że nie jestem tym kogo ona by chciała. Ze mną nie będzie miała gromadki dzieci, psa, idealnego życia i tych innych ckliwych gówien. Wiem, że to się nie uda. Serio powinna to wiedzieć. Ale nie chciałem jej tracić. Była najlepszym co mnie w życiu spotkało. Jestem popapranym skurwielem, a mimo to ona mnie kochała. Muszę powiedzieć jej całą prawdę. Ciężko mi to wyjdzie, ale wiem, że muszę jej powiedzieć, że tak naprawdę nie wiem co to znaczy kogoś kochać. Uwielbiam patrzeć kiedy się uśmiecha. Sprawia to, że uśmiecham się i ja. Uwielbiam także jej zadziorną stronę. Często mnie irytuje, ale mimo to i tak uwielbiam się z nią droczyć. Kiedy jest taka bezbronna i słodka. Lubie patrzeć jak się rumieni,  a zwłaszcza wtedy kiedy to ja do tego doprowadzam. Uwielbiam to wszystko w niej, ale nie wiem czy mogę powiedzieć, że ją kocham. Natomiast wiem, że ona kocha mnie. Muszę porozmawiać z nią na spokojnie. Bez płaczu i krzyku. Nim się obejrzałem znajdowałem się już pod moim domem. Światło paliło się w salonie dając mi znać, że dziewczyna nie wyszła z mieszkania. Wszedłem powoli po trzech schodkach prowadzących do domu, a następnie pchnąłem drzwi wchodząc do środka. Dziewczyny nie było w salonie, ani w kuchni. Myślałem, że wybiegła z mieszkania, ale kiedy usłyszałem jakieś dźwięki na górze wiedziałem, że dziewczyna cały czas jest w domu. Pokonałem schody prowadzące do górnej części mieszkania i delikatnie naciskając klamkę wszedłem do pokoju. Ujrzałem dziewczynę siedząc na ziemi tuż nad czarną torbą leżącą naprzeciwko jej kolan.
-Katherine co ty robisz?-zapytałem podchodząc do niej. Zignorowała mnie i omijając mnie obojętnie weszła do łazienki. Ruszyłem za nią. Dziewczyna pakowała kosmetyczkę cały czas ocierając policzki od mokrych łez i pociągając nosem.
-Katherine zadałem ci pytanie- powiedziałem próbując zachować spokój, ale zdenerwowanie i strach przed straceniem tej dziewczyny, rosły we mnie z każdą minutą. Chciała wyjść z łazienki, ale zatarasowałem jej drogę.
-Puść mnie-powiedziała cicho.
-Co ty robisz? Po co to wszystko?
-Tak będzie lepiej dla ciebie. Zapomnij o tym wszystkim co ci dzisiaj powiedziałam-odpowiedziała cicho pociągając nosem. Nie spojrzała na mnie odkąd wróciłem.
-Co? Czekaj... nie rozumiem. Chcesz odejść?- w moim głosie łatwo rozpoznawalny był strach.
-Tak Zayn, chce odejść. Przecież ty nie potrafisz kochać. Będziemy cierpieć oboje. Ja dlatego, że kocham kogoś, kto nie kocha mnie, a ty dlatego, że darze cię tym uczuciem. Rozumiem że to jest dla ciebie trudne. Dlatego to będzie lepsze. - powiedziała sucho, lecz nadal jej wzrok nie spotkał się z moim.
-Katherine, spójrz na mnie.- powiedziałem nerwowo. Nie reagowała. Zapakowała ostatnią rzecz i obróciła się w stronę drzwi, ale zagrodziłem jej drogę.
-Odejdź.- syknęła, nie patrząc w moją stronę. Nie zrobiłem tego co chciała
-Powiedziałam coś. Zejdź mi z drogi. - przepchnęła się i nie mogłem z nią walczyć. Ruszyła szybko w stronę sypialni, a ja podążyłem za nią
-Katherine, proszę...
-Zayn, odpuść.
-Nie. Nie odpuszczę. Nic nie rozumiesz-powiedziałem nerwowo.
-Co tu jest do rozumienia?-zapytała zapinając czarną torbę.
-To nie jest tak, że cię nie kocham. Nie wiem jak to jest kochać kogoś, rozumiesz? Uwielbiam patrzeć jak się śmiejesz i uśmiechasz, jak chcesz się ze mną kłócić i przedrzeźniać. Nienawidzę siebie za to, że sprawiam ci tyle bólu i płaczesz zawsze przeze mnie, rozumiesz? Katherine, ja po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Wiem tylko tyle, że nigdy nie czułem czegoś takiego do dziewczyny. Jesteś czymś najlepszym co mnie w życiu spotkało i nie myśl, że odpuszczę teraz tak szybko. Ja po prostu czuje, ja wiem, że muszę cię chronić, że tylko ze mną będziesz bezpieczna- przerwałem, aby zaczerpnąć trochę powietrza.
-Po tym wszystkim co razem przeszliśmy nie wyobrażam sobie, żebym mógł odpuścić. Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem, że się uśmiecham. Nie możesz mnie zostawić, bo bez ciebie będę słabszy niż jestem Wiem, że to ckliwy tekst, ale dajesz mi nadzieję na nowy dzień. Dajesz mi nadzieję na bycie lepszym człowiekiem. Proszę spójrz na mnie i powiedz coś-odparłem stojąc już blisko niej.
Gdy jej twarz wyłoniła się spod jej długich włosów, spojrzała na mnie. Łzy płynęły z jej policzków strumieniami.
-Zayn, to co powiedziałeś jest piękne...- poczułem, że coś jest nie tak
-Ale?
-Ale może, gdy zrobimy przerwę, będziesz potrafił się określić. Nie mogę tak funkcjonować. Nie możesz się tak mną bawić.- popatrzyła na mnie błagalnie, ale zdecydowanie
-Czyli odchodzisz?- nie potrafiłem w to uwierzyć
-Ja... przykro mi.- jej dolna warga zadrżała
-Mi też.
-Zayn, zrozum mnie.- sięgnęła po torbę i nawet nie wiedziałem kiedy, wybiegła z pokoju i skierowała się schodami na dół. Pobiegłem szybko za nią
-Katherine, stój!- krzyknąłem, gdy już była przy drzwiach. Zatrzymała się i mocno przeczesała dwoma dłońmi włosy. Podszedłem do niej, jednak nadal stała tyłem do mnie
-Proszę, zostań...- szepnąłem przygnębiony. Jeszcze nigdy się tak nie czułem. Odwróciła się szybko i cmoknęła mój policzek
-Kocham cię.- powiedziała cicho. Rzuciła w moją stronę ostatnie, zapłakane spojrzenie. I wyszła. Wyszła zostawiając mnie samego w tym pieprzonym pokoju. Oczy zaczęły mnie piec, ale nie płakałem. Ja nie płaczę. Moje dłonie złapały mocno za włosy i pociągnąłem za nie. Owróciłem się tyłem do drzwi i spojrzałem na salon. Zacząłem zrzucać wszystko z szafek, wyrzucać każdą rzecz z półek. Kopnąlem stół, a krzesła dosłownie latały po całym salonie. Kiedy jednak się uspokoiłem, zsunąłem się na ziemie i schowałem twarz w dłonie. Ja nie moge tak tego zostawić. To nie tak miało wyglądać.

KATHERINE'S POV

Odeszłam. Zostawiłam go samego, ale co miałam innego zrobić. Moje uczucia co do niego są pewne. Sam powiedział mi, że nie jest zdolny do miłości. Co za chory dzień. Nie mam wyboru i muszę wrócić do akademika. Stanęłam na przystanku i zamówiłam taksówkę. Na szczęście miałam przy sobie trochę forsy i starczyło na podwózkę do akademika. Jest już grubo po 6 więc Amber chyba będzie w pokoju. Mam nadzieję, że przyjmie mnie z powrotem. No właśnie. Amber. Wydaje się jakbym jej nie widziała przez wieki. I Harry. Liam. Ugh! Powrót do akademika związany jest także z powrotem na zajęcia, oraz z kontaktem z moim bratem, jego dziewczyną i moim byłym przyjacielem.

GDY TAKSÓWKA PODJECHAŁA pod akademik, moje serce zaczęło przyspieszać. Miałam wrażenie jakby mnie tam nie było przez kilka lat. Poprawiłam pasek od mojej torby i powoli ruszyłam w stronę drzwi.
-Kate?- usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Louis'a. Przeskanował moje ciało i jego wzrok zatrzymał się na moim bagażu.
-Co ty robisz?- zapytał z konsternacją
-Nie widać?- podniosłam brwi
-Ale....
-Lou, jestem naprawdę zmęczona i nie mam ochoty na rozmowę- powiedziałam drżącym głosem, ponieważ on mi tylko przypominał o tym wszystkim.
-Kate, ale o co tu chodzi? Co się stało?-widać było, że naprawdę przejął się tą sprawą.
-Nic się nie sta ...
-Co on znowu zrobił?-zapytał zamykając oczy, tak jakby prosząc o błogosławieństwo dla swojego najlepszego przyjaciela.
-Nic nie
-Kate, przestań wmawiać mi, że nic się nie stało- powiedział poirytowany. Rzuciłam torbę na ziemię i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Czemu tak bardzo cię to interesuje?
-Ponieważ Zayn jest moim przyjacielem, a Ciebie lubię i uważam za koleżankę. Po za tym jesteś jedyną dziewczyną, z którą miał taki kontakt- powiedział do mnie.
-Ale ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać-powiedziałam cicho. Spojrzał na mnie, a po chwili chwycił moją torbę i znów przeniósł swój wzrok na mnie.
-Nie puszczę cię dopóki mi nie powiesz-odparł stanowczo.
-Spieprzył całą sprawę wypowiadając imię swojej byłej dziwki, gdy robiłam mu....- urwałam i zarumieniłam się, jednak tak szybko jak moje rumieńce się pojawiły, tak szybko zniknęły i pojawiło się znowu to bolące uczucie. Popatrzyłam na Louis'a i na jego twarzy pojawiały się różne negatywne emocje
-Kurwa.....- przeklął pod nosem. Widać, że był wkurwiony na swojego przyjaciela.
-Kate, tak mi przykro...
-Nie, nie chcę żeby ci było przykro.- powiedziałam cicho
-Mogę ci zanieść torbę do pokoju?- zapytał i widziałam, że mówił szczerze. Było mu przykro... tak jak i mi
-Mmm, myślę, że tak- uśmiechnął się blado i ruszyliśmy w stronę mojego starego miejsca zamieszkania. Weszliśmy przez wielkie drzwi akademika, a moje serce dosłownie wyrywało się z piersi, przez kierujący moim organizmem strach. Szliśmy z Louis'em w ciszy, a ja myślałam nad tym czy powiedzieć mu o ty, że przyznałam się przed Zayn'em, że go kocham, ale stwierdziłam, że nie musi tego wiedzieć. Kiedy doszliśmy na drugie piętro podchodząc pod drzwi z numerkiem 52c myślałam, że zemdleję. Czułam się jakbym szla na pewną śmierć.
-Kate, chcę żebyś wiedziała, że naprawdę cię lubię i możesz na mnie liczyć- powiedział do mnie Louis przerywając ciszę, która panowała odkąd odebrał ode mnie torbę.
-Dziękuję, na pewno będę pamiętać- uśmiechnęłam się słabo do chłopaka. Byłam całkowicie zbita z tropu kiedy zamknął mnie w przyjacielskim uścisku.
-A teraz idę nakopać mu to tego pierdolonego dupska- mruknął do siebie, a ja zachichotałam.
-Trzymaj się Kate- pomachał mi i odszedł. Oh, no to jedziemy. Zapukałam do drzwi j czekałam, aż ktoś mi je otworzy. Po chwili drewniana powłoka ruszyła się, a w niej ujrzałam Amber. Tak dawno jej nie widziałam.
-Kate?- była naprawdę zszokowana. Popatrzyła na mnie, a jej idealne brwi uniosły się ku górze.
-Ty płaka ... Co on ci znowu zrobił?- zapytała, a moje oczy znów zaczęły piec. Nie myśląc o niczym łzy zaczęły spływać po moich policzkach i rzuciłam się w ramiona dziewczyny. Nie mogłam się uspokoić, a mój szloch robił się coraz bardziej głośny i intensywny. Amber gładziła moje plecy i nie odzywała się ani słowem, za co byłam jej dozgonnie wdzięczna. Nie miałam siły mówić o niczym. Byłam jednym wielkim nieszczęściem. Nagle straciłam grunt pod nogami i szczęście, które mnie trzymało,
-Ciiii- szepnęła dziewczyna
-Będzie dobrze- w odpowiedzi pokręciłam głową z rezygnacją. Po raz pierwszy kogoś pokochałam.... i go straciłam. Dziewczyna pociągnęła mnie lekko do środka i zamknęła za nami drzwi. Usiadłyśmy na moim starym łóżku. Amber cały czas trzymała mnie w ramionach, a ja już powoli uspakajałam się.
-Am-Amber tak bardzo cię przepraszam. Je-jesteś mo-moją jedyną przy-przyjaciółką, a ja potraktowałam cię w taki sposób-wyszlochałam.
-Już cicho, nic się nie stało. Spokojnie. Kocham cię przyjaciółko-zaśmiała się delikatnie próbując rozładować atmosferę.
-Opowiadaj mi co się stało-odparła spokojnie siadając na przeciwko mnie po turecku. Opowiedziałam o wszystkim ze szczegółami prosząc o to, aby nie mówiła o niczym Liam'owi i Harry'emu.
-Ty nie możesz go kochać-wyszeptała trzymając mnie w ciasnym uścisku.

LOUIS' S POV

Kiedy tylko wyszedłem z akademika, w którym znów będzie mieszkać Kate, od razu skierowałem się do domu mojego przyjaciela. Niedaleko stało moje auto więc wsiadłem do niego, odpalając silnik i ruszyłem w stronę jego mieszkania. Nie mogłem uwierzyć, że odwalił coś takiego. Po jakichś 10 minutach znalazłem się  pod jego mieszkaniem. Byłem na niego tak wkurwiony, że zmarnował szansę na ułożenie sobie życia z tak wspaniałą dziewczyną jak Kate.
-Zayn!-krzyknąłem wchodząc do mieszkania. Salon wyglądał tak jakby przeszedł przez niego huragan.
-Louis przyjacielu! -krzyknął Zayn i przytulił mnie.
-Co ty odpierdalasz?-zapytałem wkurwiony patrząc na niego. Chwila, on był kompletnie zalany. Śmierdział whiskey i fajkami. Wyglądał jak 7 nieszczęść
-Ja? Ja się tutaj świetnie bawię!- wybełkotał. Gdyby to były normalne okoliczności, to serio lał bym ze śmiechu, ale to była poważna sprawa
-Właśnie widzę. Coś ty do chuja narobił?- zapytałem zrezygnowany. Ta rozmowa nie pójdzie zbyt dobrze
-Z-że niby s-z czym?- zapytał głupio i zachwiał się
-Z Kate- odpowiedziałem prosto, a Zayn skierował się do kuchni, więc podążyłem za nim. Meble były porozwalane, szkło leżało dosłownie wszędzie, a ściany były mokre i w niektórych miejscach lekko zakrwawione. Ten typ serio nie radzi sobie ze złością.
-Chcesz?- wystawił w moja stronę butelkę z bursztynową cieczą. Zauważyłem, że już dwie wielkie butle były puste. Zaszalał
-Nie dzięki- powiedziałem, na co wzruszył ramionami.
-Zayn, pytałem cię o coś- przypomniałem mu.
-Na pewno nie chcesz?- zaśmiał się do mnie. On. Jest. Nienormalny. Zayn nie pije. Nigdy w tak dużych ilościach.
-Odłóż to gówno do cholery i posłuchaj mnie!- wrzasnąłem do niego wyrywając szklankę z alkoholem z jego dłoni.
-Loueh, przyjacielu. Po co te nerwy?- przytulił się do mnie.
-Zayn, o co chodzi z Kate?
-Z Katherine?-dopytywał głupkowato.
-Tak, z Katherine- powiedziałem poirytowany.
-O nic. Poszła sobie- powiedział chwytając za szklankę, którą wyrwałem mu z rąk dosłownie kilka sekund temu i chwiejnym krokiem wyszedł z kuchni kierując się do salonu.
-Ona się we mnie za-zakochała- wybełkotał. Co?!
-Co?- zapytałem banalnie
-A no to. Po-powiedziała, że mnie kocha i za-zażądała odpowiedzi.- usiadł na kanapie, oparł się głową i zamknął oczy. Ona go kocha. Naprawdę się w nim zakochała. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to nastąpi.
-I co jej odpowiedziałeś?- zapytałem takim tonem, który mówił, że domagam się natychmiastowej odpowiedzi
-Nic- podniósł szklankę, tak jakby wznosił toast i upił łyk
-Jesteś totalnym kretynem Zayn- potarłem czoło i usiadłem na sofie
-Aleluja!- krzyknął i dopił alkohol do końca.
-Zayn, masz zamiar coś z tym zrobić?-dopytywałem.
-Louis jak ty dzisiaj pierdolisz- powiedział machając w moją stronę pustą już szklanką. Wyszedł na chwilę z salonu, wracając do niego z butelką whiskey i z powrotem usiadł na kanapie.
-A skąd ty o tym wie-wiesz?-zapytał biorąc spory łyk z butelki.
-Zayn do kurwy wystarczy ci na dzisiaj- powiedziałem poirytowany i zabrałem butelkę z jego ręki.
-Spotkałem Kate przed jej starym akademikiem- odpowiedziałem na jego pytanie. Zayn zaczął się śmiać jak nienormalny, a ja spojrzałem na niego zdziwiony.
-Pewnie pan wielce pokrzywdzony Styles wy-wykorzysta sytuacje i dobierze się do niej- wybełkotał.
-Jest duża szansa na to, bo to TY spierdoliłeś- dałem nacisk na przedostatnie słowo.
-Nie-nie wiedziałem co mam jej powiedzieć- odparł powoli zamykając oczy.
-Powiedzieć jej kurwa czy ją kochasz czy nie! Doceń w końcu to, że ona cię kocha i akceptuje takiego jaki jesteś!- warknąłem, żeby się trochę otrząsnął
-Nie byłbym taki pewny czy mnie akceptuje takiego jaki jestem, skoro spierdoliła stąd przy możliwej okazji!- krzyknął do mnie. Kompletna zmiana nastroju. Był zraniony i zaślepiony alkoholem. Zły emocjonalny koktajl
-Zayn wypowiedziałeś imię Lilly, gdy Kate robiła ci loda! To jest ta możliwa okazja?!- zamarł. Widziałem to. Jakby to co powiedziałem kompletnie go otrzeźwiło
-Widzę, że wieści szybko się rozchodzą
-Jesteś popierdolonym sukinsynem i nie doceniasz tego, że spotkało cię takie szczęście w postaci tej dziewczyny!-krzyknąłem do niego. -Ty jeszcze masz czelność powiedzieć, że spierdoliła przy pierwszej lepszej okazji?! Jesteś mocno pieprznięty! Nie wierzę, że tak łatwo się poddałeś Zayn- wygarnąłem mu.
-Daruj sobie...-miałem wrażenie że zaczął w końcu kontaktować.
-Ja mam sobie darować?! Później będziesz miał miał pretensje do całego świata, że ona znów będzie wozić się z Styles'em! Zastanów się nad tym co robisz!- krzyknąłem do niego. Chłopak gwałtownie wstał i kopnął mały, drewniany stoliczek stojący przed nami.
-Niech tylko spróbuje ją dotknąć to przysięgam, że zrobię sobie z jego jajek świeczkę na stół świąteczny! -krzyknął patrząc na mnie. Zayn był w stanie nachlać się w trzy dupy, ale szybko potrafił wytrzeźwieć.
-Co?! Może ty też na nią lecisz, co?! Też chciałbyś już pchnąć!-podszedł do mnie i krzyknął. Nie, jednak nie wytrzeźwiał.
-Co? Zayn, to nie jest zdrowe. Zastanów się nad tym co ty pierdolisz, stary! Jesteś kompletnie zaslepiony! Widzę, że ją kochasz, ale jesteś zwykłym tchórzem, który nie potrafi się do tego przyznać! Właśnie dlatego ją stracisz! Ona nie będzie czekała wieczność, na kogoś kto nie potrafi docenić jej uczuć! -krzyknąłem mu w twarz i na szczęście odsunął się ode mnie
-Ogarnij się człowieku i walcz o ta kobietę, bo ona kocha cię bez względu na wszystko.
-Wiem Louis. Kurwa, spierdoliłem sprawę...- złapał się za kark, a następnie podszedł do ściany i walnął w nią pięścią. Po chwili zsunął się po niej na dół i schował twarz w dłonie.
-Louis, ale ja- ja nie będę dla niej tym kim ona chce żebym był rozumiesz? Nigdy nie byłem w żadnym związku, a co dopiero jakieś zakładanie rodziny, piesek, wspólne mieszkanie, dzieci- powiedział cicho. -Ona zasługuje na kogoś lepszego niż ja-dodał. Serio, jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie.
-Ona pokochała cię takiego jakim jesteś- usiadłem koło niego.
-Gdybyś widział jak ona płakała. Jestem najgorszym fiutem, a mimo to ona mnie kocha- odparł cicho i przeczesał dłonią włosy.
-Zayn, zdaje sobie sprawę jak płakała. Widziałem w jakim była stanie. Kompletnie przytłoczona, wyprana że szczęścia, opuchnięte oczy. Ta rozłąka nie działa na was zbyt dobrze. Musisz wziąć się w garść i serio zawalcz o nią, bo nigdy nie znajdziesz kogoś takiego jak ona.- oparłem się o ścianę
-Wiem Louis......Mówiła ci coś kiedy ją spotkałeś?- zapytał cicho. Westchnąłem głośno i popatrzyłem na mojego najlepszego przyjaciela. Znam go od dzieciństwa. Sraliśmy do tych samych pieluch i zawsze byliśmy nierozłączni. I przysięgam, że odkąd stąpam po tej ziemi, jeszcze nigdy nie widziałem go w takiej rozsypce. Wyglądał tak jakby miał się zaraz rozryczeć.
-Opowiedziała tylko o tej sytuacji z sypialni i to wszystko. Zaniosłem jej torbę pod pokoju i przyjechałem do ciebie, żeby ci nakopać-odparłem spokojnie. -Zayn? Wiesz, że to nie będzie takie proste, prawda?-zapytałem spoglądając na niego. Wyglądał już na prawie trzeźwego.
-Wiem Louis, kurwa wiem- powiedział przeczesując swoje czarne jak smoła włosy.
-Będziesz musiał serio się postarać.- oparłem głowę z rezygnacją o ścianę
-Zrobię wszystko. Nie chcę jej stracić.- złapał się obiema dłońmi za głowę
-Jak już mówiłem walcz. Chcesz żebym został, czy wolisz zostać sam?- zapytałem
-Zostań. Wydaje mi się, że to będzie lepsze dla mojego zdrowia i tego domu.

KATHERINE'S POV

-Kate, naprawdę tego nie rozumiem. Jak ty możesz kochać kogoś takiego?- Amber zadała pytanie, które mnie drażniło, bo sama nie znałam odpowiedzi.
-Nie wiem. To skomplikowane- szepnęłam
-Zawsze takie jest.- powiedziała poważnym tonem
-Amber, pozwolisz, że już się położę? Jestem naprawdę zmęczona...
-Jasne, rozumiem- uśmiechnęła się słabo i odpowiedziałam równie mizernym uśmiechem.
-Dziękuję- przytuliłam ją i, gdy wydostałam się z jej objęć położyłam się na swoje łóżko. Wlazłam pod kołdrę i okryłam się nią najciaśniej jak tylko się dało
-Dobranoc Amber- szepnęłam
-Dobranoc- odpowiedziała łagodnie

OTWORZYŁAM OCZY I CHWYTAJĄC TELEFON spojrzałam na wyświetlacz. Jest dopiero 1:20. No to jest chyba jakiś żart. Nie mogę zasnąć. Cały czas w głowie mam obraz tego wszystkiego co działo się w mieszkaniu. To naprawdę boli. Czułam się tak jakby ktoś wyrwał mi połowę serca. Dlaczego on tak łatwo odpuścił? Oh, muszę jak najszybciej zasnąć. Wstałam po cichu i wyciągając z torby tabletki na senne, które zdobyłam kilka dni temu połknęłam dwie i z powrotem wróciłam do łóżka.

-KATE. KATE, OBUDŹ SIĘ. Musimy iść na zajęcia-usłyszałam głos Amber, a gdy otworzyłam oczy ujrzałam ją nad sobą. Przetarłam oczy dłońmi i odkrywając kołdrę wyszłam z łózka. Podeszłam do mojej jeszcze nie rozpakowanej torby i wyciągnęłam z niej czarne spodnie. Wzięłam jeszcze ciut za dużą na mnie bluzę CWU i założyłam czarne converse'y. Rozczesałam swoje długie włosy i chwytając za torbę zapakowałam do niej podręczniki i zeszyty na dzisiejsze wykłady.
-Gotowa?- zapytała jak zwykle uśmiechnięta Amber. Pokiwałam głową na tak uśmiechając się do niej blado. Wyszłyśmy zamykając pokój i skierowałyśmy się schodami w stronę wyjścia. Naprawdę nie mam ochoty nigdzie iść, ale muszę trochę się ogarnąć i wrócić na zajęcia. Będzie mnie kosztować to wiele trudu, bo nie obejdzie się bez spotkania z Harrym i moim bratem. I Zayn'em. O ile oczywiście przyjdzie na zajęcia. Dawno mnie tu nie było. Jest to trochę dziwne. Opuszczalismi z Zayn'em zajęcia przez kilka dni i teraz to jest taki nagły powrót. Powrót bez niego. Jestem tylko połową serca bez niego.
-Kate, co jest?- usłyszałam głos Amber
-Nic, a co ma być?- zapytałam
-Płaczesz.- naprawdę? Szybko otarłam rzeczywiście mokre policzki.
-Jest okay. Dam radę.- nie, raczej nie. Mogłam zostać w tym cholernym pokoju.
-Wiem, że nie jest okay, ale nie będę cię męczyć- powiedziała smutno
-Dziękuję- mój ton był łagodny i naprawdę byłam jej wdzięczna za to, że znowu nie musiałam wszystkiego tłumaczyć i płakać od początku. Rozeszłyśmy się na swoje wykłady kiedy zadzwonił dzwonek. Usiadłam przy jednej z ławek na wykładach języka angielskiego. Sala zaczęła się zapełniać, a ja nie miałam ochoty tam siedzieć. W końcu nauczyciel wszedł do sali przepraszając za kilkominutowe spóźnienie.

KIEDY CZWARTA LEKCJA DOBIEGŁA końca nadszedł czas na lunch. Nie widziałam Zayn'a przez cały poranek więc dzisiaj chyba nie miał zamiaru tu przyjść. Miło. Wyszłam z  uniwersytetu i wyszłam na wielki plac, na którym znajdowały się wielkie ławki. Zajęłam miejsce przy jednej z nich, a z każdą chwilą uczniów przybywało. Siedziałam, aż ktoś się do mnie dosiadł.
-Kate, przyniosłam ci coś do jedzenia-powiedziała radośnie Amber.
-Nie jestem głodna, dzięki- odparłam odsuwając od siebie miskę z jedzeniem. Wow, nie wiedziałam, że doprowadzę się do stanu, w którym będę głodzić się przez chłopaka.
-Kate, przestań. Zaraz przyjdzie tu Liam i Harry-odparła przesuwając miskę z powrotem w moją stronę.
O nie.
-Amber, to jest zły pomysł. Jestem smutna i wkurzona, a rozmowy z moim bratem źle się kończą. Poza tym będzie miał dziką satysfakcję z tego, że miał rację.- odpowiedziałam smutno
-Kate, to jest twój brat. Na pewno zrozumie i nie będzie cię oceniał- pogłaskała mnie dłonią po plecach
-Tak. Ostatnio ile dobrze pamiętam dał mi wielki pokaz wyrozumiałości.- prychnęłam.
-Kate!- usłyszałam, że ktoś woła moje imię z daleka i podniosłam wzrok. Harry
-Hej Harry! - starałam się silić na entuzjazm, ale niestety nie udało się. Przypomniał mi się Zayn i to jak bardzo się nienawidzą. A obok niego szedł Liam. Nie mogłam odczytać z jego twarzy żadnych emocji. To co zrobił. To, że zadzwonił po ojca. Nagle uczucie złości nasiliło się trzykrotnie.
-Amber, ja spadam z powrotem do środka-powiedziałam wstając z ławki.
-Kogoż to moje piękne  oczy widzą?- zapytał Liam z jakimś głupim uśmiechem na twarzy.
-Zobaczymy się później Amber- wstałam od stołu nawet na nie patrząc na mojego brata i skierowałam się z powrotem do uniwerka.
-Kate! Zaczekaj!-usłyszałam za sobą krzyk. To był Harry.
Zatrzymałam się na chwilę i próbowałam jakoś się uśmiechnąć.
-Hej, dawno nie się nie widzieliśmy. Jak się czujesz?-stanął przede mną i wpatrywał się we mnie. Gdyby Zayn zobaczył, że z nim stoję i rozmawiam to chyba zamordowałby najpierw jego, a później mnie.
-Wszystko w porządku, a u Ciebie? -zapytałam unikając jego spojrzenia.
-Nie mogę powiedzieć, że jest świetnie- odpowiedział smutno. Wiedziałam do czego się odnosił
-Harry, ja muszę iść...
-Nie idź. Zostań. Stęskniłem się. Wiem, że twojemu Zayn'owi się to nie spodoba, ale chuj z nim. -powiedział z obrzydzeniem
-Chodź ze mną na kawę. - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie
-Harry...
-Proszę- przerwał mi
-No okay. Ale tylko na chwilę.- na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i uświadomiłam sobie, że stęskniłam się za nim. Mimo wszystko był dla mnie ważny. Jak brat. Ruszyliśmy w kierunku kafejki, która była tuż za rogiem.
-Więc, co się stało, że wróciłaś? -zapytał chłopak, aby przerwać niezręczną ciszę
-Pewne czynniki zmusiły mnie do powrotu tutaj....- mój głos był smutny, przygnębiający
-Och, rozumiem- zrozumiał to co chciałam mu przekazać. Dzięki bogu
-Będzie dobrze-powiedział.
-Harry, nie okłamujmy się- powiedziałam wymuszając uśmiech. W końcu doszliśmy na miejsce i weszliśmy do środka.
-No to ja stawiam- uśmiechnął się ukazując swoje urocze dołeczki.
-Zgoda-odwzajemniłam uśmiech. Zamówiłam sobie latte, a Harry wziął małą czarną i usiedliśmy czekając na nasze zamówienie.
-Kate, jeżeli chcesz o tym pogadać to ...
-Nie chcę już o tym mówić. Muszę po prostu przestać o tym myśleć-przerwałam mu.
-Oh, okay. Jeżeli chodzi o Liam'a to ...
-Nie ma o czym rozmawiać. Nie chcę go znać- odpowiedziałam kończąc temat. Po chwili nasze zamówienia były gotowe, a ja zatopiłam się w pysznym smaku tego napoju Bogów.
-Kate, rozumiem, że nie chcesz o tym rozmawiać, ale czasem rozmowa pomaga.- położył dłoń na mojej, ale odsunęłam ją. To zbyt intymny gest między mną, a Harry'm. Spojrzałam na niego i widziałam zażenowanie
-Przepraszam, ja...
-W porządku.- moje kąciki ust minimalnie się uniosły
-A co do tej rozmowy, to nie jestem jeszcze gotowa...
-Dobrze, rozumiem to- uśmiechnął się i upił łyk napoju
         
-DZIĘKUJĘ, ŻE POSZŁAŚ ZE MNĄ na kawę. Tęskniłem za tobą.- powiedział chłopak, gdy powoli wracaliśmy na zajęcia
-Nie masz za co. Ja też tęskniłam.
-Mogę cię przytulić? Jak przyjaciel przyjaciółkę? - zapytał nieśmiało. Myślałam nad tym chwilę
-Wydaje mi się, że nie będzie problemu- powiedziałam, a Harry objął mnie w tali. Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam, przez ramię chłopaka, dostrzegłam z daleka Zayn'a. Boże, zlituj się nade mną.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 29



ZAYN'S POV
Kiedy tylko wsiadłem do samochodu od razu pożałowałem tego, że zgodziłem się na całą tą chorą akcję. Naprawdę długo tego nie robiłem, a teraz kiedy w moim życiu pojawiła się Katherine, wiedziałem, że dziewczyna nie może dowiedzieć się o tym co robiliśmy i co do tej pory razem robimy z Louis' em. Jest moim najlepszym przyjacielem i znamy się od dziecka. Zawsze straszyliśmy wszystkie dzieciaki na podwórku, bo chodziliśmy z takim kozackimi pistoletami z plastiku. Pomagał mi kiedy ojciec bił mnie w domu. Pomógł mi w wielu sprawach i wiem, że zawsze zrozumiałby mnie. Ale nienawidzę go za to, że wpakował się w to gówno z dragami. Dobrze przynajmniej, że przystał tylko na trawce. Nie wiem co zrobiłbym mu gdyby dowiedział się, że bierze w żyłę. Ughg, ale obiecałem sobie, że pomogę mu z tego wyjść. Musiałem po niego podjechać, bo samochód mu się spieprzył. Zaparkowałem tuż obok jego skromnego mieszkanka i wyszedłem z samochodu.
-Lou!-krzyknąłem wołając go na dół kiedy tylko wszedłem do domu mojego przyjaciela.
-Zayn! Już jesteś-uśmiechnął się zbiegając ze schodów i przywitał się ze mną tym męskim uściskiem. -Gotowy?-zapytał, a ja pokiwałem głową na tak.
-Pamiętaj, że nie możesz dać mu się sprowokować. Dobrze wie w jaki sposób może wyprowadzić cię z równowagi więc zachowaj spokój i zaatakuj w niespodziewanym momencie-przyjąłem wszystko do świadomości i pokiwałem po raz drugi na tak.
-Katherine nie może się o tym dowiedzieć-powiedziałem do niego. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się do mnie w ten chory sposób.
-Jest dla ciebie ważna, co? Widzę jak na nią patrzysz-zamknął dom i kierując się do mojego samochodu wsiedliśmy do niego, a ja odpaliłem silnik.
-Patrzę normalnie
-Oh, proszę cię Zayn! Znamy się od dziecka. Praktycznie sraliśmy do tych samych pieluch-powiedział śmiejąc się.
-Ubzdurałeś coś sobie Loueh
-Mów coś chcesz, ale przed miłością nie uciekniesz- powiedział przesłodzonym, dziewczęcym głosikiem i zaśmiał się głośno, a po chwili ja dołączyłem do niego.
-Znowu jarałeś?- zapytałem, nadal się śmiejąc.
-Troszeczkę- mrugnął do mnie i ponownie wybuchł głośnym śmiechem. Oh, bracie. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem samochód, a następnie ruszyliśmy w miejsce, w którym mieliśmy się spotkać z tym chujem.
-Louis, czemu ty się w to wszystko wpakowałeś? Wpieprzyłeś się w to gówno, a wiedziałeś, że już z niego nie wyjdziesz ...- powiedziałem gniewnym głosem.
-Bo to jest frajda. Bawi mnie taki rodzaj zabawy. Szczerze mam to w dupie czy z tego wyjdę czy nie. I tak w końcu umrę, prędzej czy później, więc po co mam się ograniczać? Bawię się życiem- wydaje mi się że mimowolnie zaczął się chichrać jak głupek i wiedziałem, że ta rozmowa się skończyła. Louis jest naprawdę świetnym przyjacielem, ale gdy w grę wchodzi trawka, traci kontrolę nad tym co robi. Nie da się wtedy z nim normalnie porozmawiać. Żyje w swoim świecie.
-Musisz się ogarnąć trochę, bo ktoś będzie musiał ogarnąć mnie jak się wkurwię-powiedziałem do niego.
-Luz, zaraz będzie normalnie-odpowiedział śmiejąc się. Jasne ... Sprawdziłem swój telefon i zobaczyłem, że dostałem wiadomość od Katherine. Mimowolnie uśmiechnąłem się do siebie i odblokowałem telefon.
-Zayn się rumieniu, oooo-zawołał Lou.
-Zaraz wywalę cię z tego samochodu-zagroziłem, ale nie mogłem nic poradzić na to, że uśmiech cały czas gościł na mojej twarzy. W końcu kiedy po wielu durnych gadkach Louis'a mogłem przeczytać wiadomość od dziewczyny.

"Mówiłeś, że wrócisz za godzinę góra dwie, więc będę na ciebie czekać K xx"

Muszę to jak najszybciej załatwić i wrócić do dziewczyny. W końcu dojechaliśmy pod stary młyn, a koło niego widziałem trzech gości.
-Lou, jest ich trzech-powiedziałem do niego.
-O jednego mniej-zaśmiał się. Już był bardziej ogarnięty, ale zioło nadal panowało lekko w jego żyłach. Otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy z samochodu.
-Czyż to pan Zayn Malik we własnej osobie?-odezwał się dobrze znajomy głos. To Nick. Nowy wafel Christian'a. Kiedyś kolegowaliśmy się, ale zawalił sprawę.
-Jak się masz stary przyjacielu?-zaśmiał się.
-Nie twój pieprzony interes-warknąłem do niego.
-Oh, jak zawsze chamski i uszczypliwy Zayn Malik-prychnąłem w odpowiedzi na jego głupie spostrzeżenie.
-Zayn, stary druhu. Widziałem cię ostatnio z jakąś panienką. Czyżbyś znalazł sobie nowa przyjaciółeczkę do ruchania-moje pięści zacisnęły się, a knykcie pobielały. Skąd on wie o Katherine?!
-Słuchaj, może dałbyś mi jej numer, albo sam umówiłbyś mnie z nią. Już dawno nikt mi nie obciągał, a mój kutas zaczyna trochę marudzić-zaśmiał się perfidnie Nick, a ja znalazłem się obok niego w ciągu jednej sekundy. Moje dłonie mocno zacisnęły się na jego szyi przyciskając go do zimnej ściany znajdującej się za nami.
-Spróbuj tylko dotknąć tą dziewczynę, a przysięgam skurwielu, że zakopie cię żywcem-warknąłem do niego.
-Zayn, uspokój się. On dobrze wie, że cię prowokuje-powiedział cicho Lou tak, żebym tylko ja mógł usłyszeć.
-Moi ludzie pojechali zobaczyć jak się ma. Zostawiłeś ją samą w niedzielny wieczór. Trochę przykro. Pomyślałem, że moi kuple dotrzymają jej towarzystwa-ten pierdolony uśmiech nie schodził z jego twarzy. Przybiłem go jeszcze mocniej do ściany i kopnąłem w brzuch.
-Zayn. Uspokój się, on kłamie-powiedział szeptem Louis. Chyba już wrócił do siebie.
-Weź kasę i idziemy-odezwał się znowu Tommo. Rzuciłem tego skurwysyna na podłogę i zwróciłem się do Christian'a.
-Gdzie jest forsa?- zapytałem sucho. Uśmiechnął się pod nosem i zrobił krok do przodu.
-Nie ma i nie będzie odpicowany chłoptasiu- skomentował na co tych dwóch palantów się zaśmiało. -A chciałem kurwa po dobroci- uśmiechnąłem się złowieszczo do Louis'a dając mu znak i rzuciłem się na Christian'a, który od razu znalazł się na ziemi. Waliłem w jego twarz pięściami raz za razem. Chciałem kolejny jednak jego chłoptaś strącił mnie z niego i wymierzył mi cios w szczękę, który szczerze nie za bardzo mnie bolał, ale wkurwiłem się jeszcze bardziej. Moja pięść walnęła w jego brzuch, przez co skulił się co od razu wykorzystałem i kopnąłem go kolanem, ponownie w to samo miejsce. W czasie, gdy Nick mnie odciągał, Christian miał możliwość wstać. Złapał mnie za kark i rzucił na ziemie, następnie uderzając w moja twarz pięścią. Szybko przerzuciłem go nad sobą i ponownie zacząłem go okładać. Zapomniałem o wszystkim i cała złość, która we mnie tkwiła, przenosiła się na ciosy, który zadawałem temu chujowi.
-Zayn...- usłyszałem za sobą głos, ale nie reagowałem na niego.
-Zayn! Zayn, uspokój się!-krzyknął Louis odciągając mnie od tej męskiej cipy. Żadnemu z nich nie spieszyło podnieść się. Podszedłem do Christian'a i wyciągnąłem z jego kieszeni od kurtki portfel. Zajrzałem do środka i wyjąłem 300 dolców z niego.
-Lou, jedziemy szybko do mojego domu. Muszę zobaczyć czy Katherine jeszcze tam jest-powiedziałem do niego jak najszybciej wchodząc do samochodu. Tym razem prowadził Louis. Odpalił silnik i szybko odjechaliśmy z tego miejsca. Tak bardzo bałem się tego, że nie znajdę w domu Katherine bądź, że któryś z tych gości coś jej zrobił.
-Lou jedź szybciej!-krzyknąłem podenerwowany. W końcu po 20 minutach dojechaliśmy do mojego mieszkania, a ja jak poparzony wyszedłem z auta. Po mnie wyszedł mój przyjaciel. Podszedłem do drzwi, które jak się okazało były otwarte. Pchnąłem je i razem z moim przyjacielem weszliśmy do środka.
-Katherine?! Katherine?!- mój głos brzmiał na bardzo zdesperowany.
-Zayn?-usłyszałem cichy głos, który zaprowadził mnie do salonu. Na czarnej, skórzanej sofie leżała ta kruch istota. Louis cały czas był ze mną w domu.
-Katherine czemu nie śpisz na górze? -zapytałem z wielką ulga podchodząc do łóżka. Jej głowa ułożona była na delikatnych dłoniach, a nogi podkulone do samej klatki piersiowej dawały jej trochę ciepła i bezpieczeństwa.
-Zayn, czekałam na ciebie-powierciła głową i ułożyła ją z powrotem na dłoniach. Objąłem ją pod nogami i wokół tali, aby móc podnieść ją i zanieść do pokoju.
-Było mi smutno bez ciebie-powiedziała kiedy doszedłem do miejsca gdzie stał Loueh.
-Mi bez ciebie też-powiedziałem szeptem i cmoknąłem jej policzek. Spojrzałem na chłopaka, on uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Poczekaj tutaj chwilę-powiedziałem bezdźwięcznie, a dziewczyna mocniej wtuliła się w moją pierś.
-Zayn, jak wyszedłeś z domu to przyszło tutaj jakichś dwóch kolesi. Powiedzieli, że cię szukają i pytali o mnie-dziewczyna ziewnęła. Spiąłem się. Weszliśmy po schodach na górę i położyłem ją na łóżku na chwilę się koło niej kładąc.
-Porozmawiamy o tym jutro. Teraz śpij mała-ucałowałem jej czoło i pogładziłem włosy. Dziewczyna po bardzo krótkiej chwili zasnęła, dzięki czemu wyszedłem z pokoju i skierowałem się schodami na dół.
-Louis?- zawołałem tak, aby nie obudzić Katherine.
-Tutaj- odpowiedział mi głos dobiegający z salonu. Gdy wszedłem do pomieszczenia, Loueh siedział na kanapie, z jedną ręką założoną na oparcie sofy.
-Czujesz coś do niej - stwierdził.
-Jaką teorię sobie znowu ułożyłeś w tej głowie?- zapytałem mocno poirytowany.
-To nie jest żadna teoria. To fakt. Widzę to po twoim zachowaniu. Nawet głupi by się domyślił. Wiem, że nie znasz tych uczuć, dlatego to wszystko odpychasz, ale to jest prawda. Czujesz coś do niej, a nawet możliwe, że ją kochasz-powiedział poważnie. Przewróciłem oczami.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytałem ignorując jego ckliwe stwierdzenie. Uśmiechnął się pod nosem -Bourbon'a- odpowiedział. Udałem się do kuchni. Wyciągnąłem z szafki kuchennej dwie niskie szklanki i sięgnąłem do barku po bursztynowy alkohol. Z zamrażalnika wyjąłem jeszcze kostki lodu i wsypałem do szklanek. Nalałem Bourbon'a do naczyń i wróciłem do salonu. Postawiłem przed nim szklanki i usiadłem koło niego kładąc nogi na stole.
-Katherine mówiła, że ktoś tutaj był. Jakichś dwóch wysokich facetów. Szukali mnie i chcieli się czegoś o niej dowiedzieć. Przysięgam, że zajebie go - powiedziałam do niego upijając łyk ze szklanki.
-Jak myślisz? Jak ona zareagowałaby gdyby dowiedziała się o wszystkim?-zapytał Lou.
Wole nie myśleć o tym.
-Na wrzeszczałby na mnie i wyniosłaby się - odpowiedziałem.
-Zayn, nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo wypierasz się uczuć do tej dziewczyny. Naprawdę nie wiem - Louis spojrzał na mnie i oczekiwał ode mnie wyjaśnień.
-Zmień temat
-Znamy się od dziecka, Zayn. Zawsze tematem jeden były laski - odpowiedział próbując wywołać u mnie choć trochę szczerości.
-Pogadamy o tym kiedy indziej - powiedziałem lekko poirytowany.
-Lubię ją - oświadczył wzruszając ramionami. Uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem na ciecz, która pływała w mojej szklance.
-Tak, ja też- powiedziałem łagodnie. Zbyt łagodnie.
-To jest jasne. Chyba więcej niż lubisz, co?- po jakiego chuja on dalej naciskał?
-Loueh, czy ty nie możesz choć raz w życiu odpuścić? Tak lubię ją, może trochę bardziej niż to jest dozwolone. Powiedziałem, zadowolony?- westchnąłem zrezygnowany.
-Wiedziałem!- krzyknął i żartobliwie kiwnął mnie palcem w nos.
-Kochasz ją!- powiedział przesłodzonym głosikiem.
-Louis, nie wiem co ty bierzesz, ale to ewidentnie szkodzi twojemu mózgowi. Chyba nie jest dotleniony, tak jak tego wymaga- zaśmiałem się, a on do mnie dołączył. Siedzieliśmy tak jeszcze trochę, a czas niesamowicie szybko płyną. Zamówiliśmy dwie pizze i oglądaliśmy telewizję. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi, a na schodach zobaczyliśmy Katherine. Szła po schodach, a kiedy zeszła na podłogę sunęła bosymi stopami po podłodze. Miała na sobie jedynie białą bokserki i czarne majtki. Jej tyłek wyglądał tak seksownie. Skierowała się prosto do kuchni nie zauważając nas, a ja zaśmiałam się pod nosem. Wyglądała tak uroczo kiedy wchodziła do tej kuchni przeczesując dłonią włosy.
-Zaraz wracam - powiedziałem do Louis'em jej talię od tyłu.
-Ktoś tu nie śpi - szepnąłem jej do ucha i wszedłem do kuchni. Stała do mnie tyłem opierając się dłońmi o blat. Podszedłem po cichu do niej i objąłha, na co słodko zachichotała.
-Miałam zły sen i zachciało mi się pić- powiedziała cicho.
-Twój tyłek wygląda nieziemsko- mruknąłem i wiedziałem, że się zarumieniła.
-Dzięki- odpowiedziała nieśmiało.
-Pozwolisz, że naleje sobie wody?- zapytała i odwróciła się twarzą do mnie. Za chwilę jej pełne usta wylądowały na moich, a moje dłonie znalazły się na jej pośladkach. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że je tam położyłem.
-Louis... jest w... salonie- powiedziałem między pocałunkami i gdy skończyłem ostatnie słowo, Katherine przerwała pocałunek.
-Idź do niego. Muszę się położyć. Jestem śpiąca- uśmiechnęła się do mnie i odpowiedziałem jej tym samym.
-Dobrze, ale jutro to wszystko nadrobimy- mruknąłem.
-Dobranoc.
-Dobranoc- złożyłem na jej ustach szybki pocałunek i skierowałem się do salonu, gdzie siedział Lou. Po chwili dziewczyna wyszła za mną trzymając w dłoni szklankę z wodą. Pomachała Louis'owi, a on odpowiedział jej gorącym uśmiechem.
-Kate, może chcesz kawałek pizzy, albo coś?- zapytał dziewczyny i uśmiechnął się szeroko.
-Nie, dzięki Lou - powiedziała słodko się uśmiechając. Była taka nieśmiała.
-Śpij dobrze-powiedziała do niej i popatrzył na mnie. Dziewczyny nie śmiało podeszła do mnie i stanęła na palcach, aby móc złożyć pocałunek na moim policzku.
-Przyjdziesz do mnie?-zapytała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
-Postaram się zrobić to jak najszybciej - odpowiedziałem gładząc jej dłoń. Przysięgam, że gdyby Louis nie siedział w tym pieprzonym salonie to wziąłbym ją na tej zasranej sofie.
-Jednak muszę dostać jeszcze jednego buziaka, żebym był spokojny o ciebie kiedy będziesz sama w pokoju - uśmiechnąłem się figlarnie, a oczy dziewczyny podwoiły swoje rozmiary.
-Ale... Louis tam siedzi- na jej policzkach pojawiły się szkarłatne rumieńce.
-On nie patrzy- nachyliłem się w jej stronę, a ona nieśmiało złączyła nasze usta. Nie trwało to długo, gdyż przeszkadzała jej obecność Louis'a.
-Jeszcze raz dobranoc- uśmiechnęła się.
-Branoc- weszła na schody i chwilę później zniknęła z zasięgu mojego wzroku. Wszedłem do salonu. -Tak miło się na was patrzy. Jesteście tacy uroczy- powiedział żartobliwie chłopak.
-Zamknij się- w moim głosie słychać było rozbawienie, którego nie potrafiłem się pozbyć. Jakieś pół godziny później, Louis powiedział, że musi się zbierać, bo jutro ma kilka spraw do załatwienia. -Stary, jeszcze raz dzięki, za pomoc z tym fiutem- powiedział chłopak, gdy już stał przy drzwiach. -Nie ma sprawy, ale Lou... nie pakuj się znowu w takiego gówno
-Nie moja wina, że gościu nie chciał oddać mi kasy - powiedział i uniósł ręce w geście obronnym. -Pamiętaj, że nikt nie może się o tym dowiedzieć - przypomniałem mu. Kiwnął głową na tak i uścisnął mnie wychodząc z domu. Zakluczyłem drzwi i zacząłem sprzątać salon. Wyniosłem opakowania po pizzy do śmietnika, a talerze wsadziłem do zmywarki. Wszedłem na górę i delikatnie naciskając na klamkę wszedłem do pokoju. Katherine spała na łóżku, a jej ciało wyglądało tak bezbronne kiedy leżała okryta do połowy kołdrą. Rozebrałem się i wskoczyłem pod kołdrę. Naciągnąłem puszysty materiał na nasze ciała i przyciągnąłem dziewczynę do siebie. Ucałowałem miejsce między jej uchem, a ona mruknęła cicho. Zatraciłem się w zapachu jej ślicznych włosów i zasnąłem.
 ***
-Zayn. Zayn, wstawaj. Obudź się no-usłyszałem nad uchem śmiech dziewczyny. Otworzyłem oczy i ujrzałem jej dużo tęczówki, które tryskały radością.
-Hej- powiedziałem zaspanym głosem i złożyłem na jej ustach szybkiego całusa.
-Hej- uśmiechnęła się promiennie.
-Która godzina?
-10:36- rozciągnąłem się i złapałem Katherine za nadgarstek, tym samym zmuszając ją, aby opadła swoim ciałem na mój tors. Złapałem ją za brodę, pociągnąłem lekko w górę i wpiłem się w jej pełne wargi. Dziewczyna rozchyliła usta, dzięki czemu mój język mógł stoczyć walkę z jej językiem. -Idziemy pod prysznic. Teraz.- rozkazałem, gdy oderwaliśmy się od siebie, ponieważ zabrakło nam tlenu.
-Zgoda- uśmiechnęła się i nie czekając na nic, wstałem z łóżka, a następnie pociągnąłem ją za sobą w stronę łazienki.

KATHERINE'S POV
Po dość intensywnym prysznicu, ubraliśmy się z Zayn'em i zeszliśmy na dół, aby zjeść śniadanie. Dzisiaj poniedziałek, a my opuściliśmy kolejne zajęcia. Zayn cały czas śmiał się z niewiadomych powodów, ale dopiero teraz zauważyłam na linii jego szczęki lekko fioletowego siniaka, który wyglądał na świeżego. Nie wiedziałam czy mam zapytać o to czy coś się stało. Walczyłam ze sobą od środka. Wstałam i odniosłam talerz do zlewu, po czym podeszłam do chłopaka i nieśmiało spojrzałam w jego oczy. Naprawdę bałam się jego reakcji na moje pytanie.
-Ej, mała. Co się dzieje?-zapytał podnosząc mój podbródek do góry.
-Co masz na policzku?-zapytałam go. Jego oczy przybrały chłodniejszego odcieniu, a ja już żałowałam, że zapytałam go o to.
-Nic-wyminął mnie obojętnie odkładając talerz do zlewu i wyszedł z kuchni.
-Zayn! Powiedz mi, proszę-powiedziałam do niego wychodząc za nim.
-Nic mi nie mówisz-odparłam cicho.
-Nie mam o czym ci mówić- warknął.
-Wiesz, że to wszystko opiera się na zaufaniu?- zapytałam cicho. Było mię naprawdę przykro i równocześnie byłam poirytowana tym, że tak mnie zbywał. Zastanawiałam się jak to możliwe, że jego nastroje tak szybko się zmieniają. Nie nadążałam za nim.
-Zayn, powiedz mi co to jest -nakazałam mu, gdy trochę nabrałam pewności siebie. Miałam w dupie czy się wydrze, czy nie. Nie patrzyłam na to i nie chciałam zamartwiać się jego reakcją. Postanowiłam że tamtym razem mu nie odpuszczę.
-Po co ciągniesz temat? -zapytał oschle.
-Bo chce wiedzieć. Nie zamierzam odpuścić, więc daruj sobie zbywanie mnie- założyłam ręce na piersi, gdy chłopak odwrócił się twarzą do mnie.
-Jesteś zabawna kiedy się złościsz-i nagle w jednej chwili z oschłego fiuta zmienił się w wesołego człowieka.
-To nie jest zabawne. Ja w porównaniu do Ciebie, mówię ci o wszystkim, a ty nigdy mi o niczym nie mówisz-powiedziałam zirytowana.
-Koniec tematu-powiedział oschle. Co jest z nim nie tak?! Usiadł na skórzanej sofie i włączył telewizor.
-Zayn no powiedz mi do cholery!-krzyknęłam wkurzona.
-Czemu cię to tak bardzo kurwa interesuje?!-podniósł głos.
-Bo się martwię okay?!-znów krzyknęłam, a chłopak nieco zdziwił się na moją odpowiedź.
-Nie masz się czym martwić, okay?- dupek.
-Nie mam się czym martwić? Żartujesz, do jasnego chuja, prawda? Wracasz z jakiegoś swojego "spotkania" z fioletowym siniakiem, nic mi nie mówisz i jak ja mam się do kurwy nędzy nie martwić?!- krzyknęłam, zirytowana jego aroganckim nastawieniem.
-Nie, nie masz. - jego odpowiedź zabolała, jakby ktoś mnie kopnął butem prosto w twarz.
-Jeśli nie mam, to w takim razie....nic tu po mnie. Jesteś popapranym fiutem- syknęłam cicho i szybkim krokiem wyszłam z salonu, kierując się do sypialni. Wcale, ale to wcale nie żałuje, że zapytałam go o to. Nie mogę znów zacząć się pakować, bo to będzie strasznie popaprane. Nie chce mi się z nim rozmawiać. Jakby po prostu nie mógł mi powiedzieć o co chodzi i czy coś się stało. To wszystko. Nie wydaje mi się, że wymagam od niego nie wiadomo jakich rzeczy.
-Katherine, daj spokój!-usłyszałam jego głos z dołu.
-Przestań zachowywać się jak dziecko-chyba stał już przy drzwiach, bo jego głos był głośniejszy. -Wpuść mnie-usłyszałam za drzwiami i szybko chwyciłam laptopa i słuchawki, aby odczepił się ode mnie.
-Katherine wchodzę do pokoju-powiedział oschle i po chwili tak jak powiedział znajdował się w pomieszczeniu. Nie spojrzałam na niego, nieźle mnie wkurzył.
-Katherine-powiedział błagalnym tonem kładąc się obok mnie na łóżku.
-Skarbie...- pocałował moje ramię i mimo, że to było przyjemne, nie pokazałam mu tego. Leżałam na brzuchu i pusto wpatrywałam się w ekran laptopa.
-Proszę cię. Po prostu odpuść- błagał i nadal cmokał moje ramię. Modliłam się, aby przestał.
-Nie rób tego- warknęłam.
-Nie rób czego?- zapytał głupio. Dobrze wiedział czego ma nie robić.
-Nie. Nie tym razem. Nie udobruchasz mnie seksem, czy tym swoim urokiem osobistym- mój ton pozostawał bez zmian. Poczułam jak uśmiecha się przy mojej skórze.
-Mam urok osobisty?- zapytał cukierkowym głosem, na co przewróciłam oczami.
-Mała, nie gniewaj się. Daj sobie spokój- gwałtownie odwróciłam się twarzą do niego. Popatrzyłam na niego wzrokiem pełnym oskarżeń i wyrzutów.
-To mi powiedz co się stało. Czy to jest takie trudne? Nie oczekuje od ciebie odrzutowca i złotego kucyka. Po prostu chcę wiedzieć co się stało -powiedziałam już trochę spokojniej. Jego dłoń gładziła moje plecy czasem wędrując po kości biodrowej.
-Mógłbym ci to dać- uśmiechnął się głupio
-Zayn!
-Poszarpałem się lekko z takim gościem jak poszliśmy na to piwo- odpowiedział w końcu zrezygnowany i sfrustrowany.
-Poszarpałeś? Dlaczego?-dopytywałam.
-Był nieźle wstawiony i zaczął się przywalać do Louis'a-odpowiedział. Popatrzył na mnie tak jakby smutnym wzrokiem, a moja dłoń oplotła jego.
-Dalej się gniewasz?-zapytał, a ja poczułam jak jego dłoń delikatnie ścisnęła mój pośladek. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale nie pokazałam mu tego.
-Tak, nadal jestem zła-odpowiedziałam, a on znów ścisnął mój tyłek. Po chwili jednak jego twarz znalazła się milimetry nad moją.
-Powiedz i pokaż mi jak bardzo jesteś na mnie wkurwiona-warknął nisko i podniecająco tuż nad moim uchem.
-Oj, nawet nie chcesz wiedzieć jak bardzo- mruknęłam, starając się, aby ton mojego głosu brzmiał choć trochę seksownie i pociągająco.
-Pokaż. Jak. Bardzo.- nakazał. Szybko usiadłam na nim okrakiem i przywarłam swoimi ustami do jego. Mocno ugryzłam jego dolną wargę, a z jego ust wydobył się gardłowy jęk, który tylko mnie zachęcił do dalszych działań. Moja dłoń powędrowała pod jego koszulkę i gładziła jego rozgrzany tors, podczas, gdy jego warga nadal znajdowała się między moimi zębami. Gdy ją puściłam, zaczęłam całować jego szyję. Wgryzłam się i mocno ssałam jego ciepłą skórę. Zayn złapał mnie za pośladek i lekko go ścisnął, dzięki czemu wiedziałam, że jest naprawdę podniecony. Moje biodra przywarły mocniej do jego krocza, a chłopak syknął. Uwielbiam ten dźwięk.
-Jesteś popieprzonym dupkiem- poruszyłam mocno biodrami do przodu. Poruszając biodrami włożyłam dłoń za gumkę jego bokserek i przejechałam otwarta dłonią po jego długości. Jęknął gardłowo i przycisnął swoje ciało jeszcze mocniej do mojego. Moje biodra nie przestawały poruszać się do przodu i tyłu, a dłoń nadal masowała i czasem ściskała kolegę Zayn'a.
-Lubisz bawić się moim kutasem-syknął wprost do moich ust Zayn.
-Masz siedzieć cicho-warknęłam podniecająco. -Nie zasługujesz na przyjemność-powiedziałam powoli wyciągając dłoń z jego bokserek.
-C-co?- zapytał, a na jego twarzy malowały się wszystkie odczucia. Konsternacja, seksualna irytacja, podniecenie. Niezły koktajl, który w połączeniu z Zayn'em jest strasznie trudno przełknąć.
-Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, a za bycie niegrzecznym nie ma nagrody.- powiedziałam udawanym, słodkim głosem i pokręciłam mu palcem przed twarzą. W jednej chwili, zanim się zorientowałam, leżałam pod ciałem chłopaka. Swoją nabrzmiałą męskością, naciskał na mój brzuch przez co wstrzymywałam powietrze. Zdecydowanie lepiej czułam się na górze.
-Czujesz to. To jest przez ciebie i tylko dla ciebie. Zaczęłaś, to teraz musisz skończyć. Jeśli będziesz się nadal z nami tak bawić....- pochylił się nad moim uchem. Jego lekki zarost łaskotał mnie w szyję
-Kochanie, wtedy nie chciałbym być w twojej skórze...- ugryzł płatek mojego ucha, na co w odpowiedzi jęknęłam pobudzona jego słowami. Był mój i tylko mój.
-Mamy niestety problem-powiedziałam cicho kiedy całował moją szyję.
-Jaki problem?-poczułam jak mocno wpija się w moją skórę, a ręką zjeżdża w dół mojego brzucha.
-Zayn nie wydaje mi się ...
-Mów co to za problem-odpowiedział ostro.
-Mam okres- szepnęłam cicho. Widziałam, że na jego pięknej twarzy maluje się głupi uśmiech.
-Musisz powtórzyć, bo nie usłyszałem-w końcu spojrzał na mnie i przygryzł swoja wargę.
-Zayn, nie każ mi tego robić- powiedziałam błagalnie, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Mówiłaś za.cicho dlatego nie usłyszałem. Więc jak?- ponaglił mnie.
-Mam miesiączkę do jasnej cholery-powiedziałam, a on wybuchł głośnym śmiechem. -Nie rozumiem z czego się śmiejesz.- fuknęłam poirytowana
-Innymi słowy krwawisz?- zapytał się, gdy jego atak śmiechu trochę ustał
-Nie, sikam na fioletowo- przewróciłam oczami. Dłoń chłopaka szybko wylądowała w moich majtkach, przez co moje oczy podwoiły swoje rozmiary
-Zayn....- powiedziałam ostrzegawczo
-Jestem pewien, że to nam w niczym nie przeszkodzi- powiedział powoli i seksownie a moje ciało się dosłownie rozpłynęło. Nie wybaczę mu tego, co ze mną robi.
-Przeszkadza.- gdy mam okres jestem straszną zrzędą
-Mi nie- odpowiedział
-To nienormalne-zakryłam twarz dłońmi czując, że moje policzki oblewają się mocno czerwonym kolorem.
-Jesteś przesłodka-czułam jego palce za granicą mojej gumki od majtek.
-Zayn, dajmy sobie dzisiaj spokój-powiedziałam chwytając jego nadgarstek. Popatrzył na mnie i nadal głupio się do mnie szczerzył.
-Prawdziwy rycerz nie boi się krwi na swoim mieczu-powiedział z duma w głosie, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary. Zaczęłam śmiać i chichrać się jak głupia.
-Nie wierzę dowaliłeś tak płytkim tekstem-oznajmiłam mu nabijając się z niego. Po chwili on też zaczął się śmiać razem ze mną. -Skoro ja dzisiaj nie mogę....- przerwałam
-Tak?
-Nic...
-Katherine, co?
-To może chociaż ty będziesz mieć jakąś przyjemność....- czułam jak moje policzki dostają purpurowego koloru
-Chcesz mi zrobić loda?- zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy. Mocno walnęłam go w ramię. Walnął prosto z mostu
-Jesteś tak strasznie.... ughh- jęknęłam poirytowana, a Zayn się zaśmiał
-Ale tak, chce...- powiedziałam cicho i schowałam twarz w dłoniach.
-Jesteś pewna? -zapytał i zabrał moje dłonie z mojej twarzy i przyciągnął moje ciało do swojego
-Mhm.- pokiwałam nieśmiało głową, na co chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi
-To do dzieła- powiedział podekscytowany, jak małe dziecko nową zabawką. Położył się i rozłożył ręce.
-Jestem cały do twojej dyspozycji.- uśmiechnęłam się pod nosem i powoli podeszłam do niego. Chwyciłam zamek od spodni i pociągnęłam w dół, a następnie rozpięłam guzik. Bardzo niezdarnie ściągnęłam spodnie Zayn'a, do czego on mi jeszcze pomagał. Następnie sięgnęłam po jego T-shirt, który po chwili wylądował na podłodze. Cmokałam jego idealnie wyrzeźbiony tors, aż zjechałam do podbrzusza. Chwyciłam zębami za gumkę bokserek Zayn'a i spojrzałam na niego.
-Kurwa ... Katherine jeśli zaraz nie zaczniesz dojdę od samego patrzenia na ciebie kiedy klęczysz nade mną.-wysyczał. Uśmiechnęłam się zadowolona z jego reakcji i delikatnie zsunęłam bokserki na wysokość jego kostek. Jego oczy już były zaciśnięte. Trzeba go trochę pomęczyć. Uwielbiam patrzeć na niego kiedy jest taki bezbronny, kiedy nie jest w stanie nic zrobić. Przejechałam palcem wskazującym po boku jego męskości. Usłyszałam cichy jęk. Moje usta przybliżyły się do jego męskości, aby cmoknąć główkę. Zaczęłam  delikatnie muskać wargami jego kolegę, aby po chwili móc go ścisnąć dłonią.
-Lilly ...-syknął Zayn. Co ?! Czy on właśnie powiedział to co ja usłyszałam. Moja dłoń puściła go, a ja spojrzałam na niego.
(W trakcie czytania możesz sobie włączyć to , jeśli chcesz otrzymać bardziej "dramatyczny" klimat XD)

-Lilly?-wysyczałam przez zęby.
-Katherine ... ja ...-sam nie wiedział co powiedzieć. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość, po czym wstałam z łóżka i zaczęłam zbierać swoje ubrania, które wcześniej ściągnął ze mnie Zayn.
-Jak ja mogłam być taka głupia? Boże ... Jestem skończoną idiotką.-mówiłam sama do siebie ubierając się w bokserkę i krótkie szorty. Chciałam wejść do łazienki, ale jego dłoń złapała mój nadgarstek przez co zmusiła mnie do zatrzymania się.
-Nie dotykaj mnie.-wypowiedziałam każde słowo powoli, nawet na niego nie patrząc. Wyrwałam się z jego uścisku i weszłam do łazienki zamykając się na klucz. Nie wierze. Nie mogę uwierzyć w to co się teraz stało.

ZAYN'S POV
Spieprzyłem. Wiem o tym, ale ... Sam nie wiem dlaczego wypowiedziałem imię dziewczyny, która nic dla mnie nie znaczy.
-Katherine otwórz te drzwi. Pogadajmy normalnie.-poprosiłem stojąc przy drzwiach. Oparłem czoło o powierzchnię drzwi. Najgorsza jest ta cisza. Ta pierdolona cisza za tymi pieprzonymi drzwiami.
-Katherine ? Słyszysz mnie ? -nie odpuszczę. Nie odejdę od tych drzwi dopóki ona ze mną nie porozmawia.
-Katherine ... Kochanie, proszę. Daj mi to wytłumaczyć.- stałem tak jeszcze parę minut, aż drzwi w końcu delikatnie się poruszyły. Usłyszałem dźwięk przekręcanego kluczyka w drzwiach, a zza białych, drewnianych drzwi wyszła ona. Jej oczy były zaczerwienione, ale nie płakała. Cały czas stała w łazience. Nie chciała podejść do mnie bliżej.
-W czym? W czym ona jest lepsza ode mnie? Lepiej ci z nią było, prawda? Przyznaj, że nawet w małym stopniu jej nie dorównuje. No dalej, powiedz mi to. Każda inna laska, z którą byłeś też pewnie była lepsza ode mnie. Ja głupia ci uwierzyłam, wierzyłam w każde słowo. Jest śliczna, ma piękne ciało nie? No więc? Kiedy umówiłeś się z nią na kolejną noc? Na pewno zajebiście obciąga, prawda?
-Kurwa, Katherine przestań!-powiedziałem głośniej, przerywając jej. Przez cały swój monolog wpatrywała się w moje oczy. Jej przepełnione były złością i  łzami. W każdym słowie można było wyczuć ból, a kiedy mówiła jej dolna warga drżała.
-Ile razy? Ile razy było ci z nią dobrze? Może te całe wyjścia z kumplami to tylko pretekst żeby się z nią spotkać, co?-o czym ona mówi?
-No przyznaj mi racje. Powiedz, że tak jest. Po co masz żyć w kłamstwie kochanie.-mówiła, a jej głos coraz to bardziej drżał i zaczynał się łamać.
-Katherine do kurwy nędzy! Ona w niczym nie była lepsza, rozumiesz?! Kurwa ona ci do pięt nie dorasta! Nic dla mnie nie znaczy!- złapałem jej nadgarstki i patrzyłem w piękne tęczówki.
-Wyjdź- powiedziała. Co kurwa?!
-Co?- nie spodziewałem się tego
-Nie dosłyszałeś?- ja pierdole, ona jest taka obojętna. Obróciłem się na piecie i wyszedłem. Nie chciałem pogarszać  sytuacji. Dziewczyna po moim wyjściu mocno trzasnęła drzwiami. Usiadłem na podłodze, w korytarzu, obok łazienki. Co ja mam do jasnego chuja teraz zrobić? Dzięki panującej w mieszkaniu ciszy, słyszałem cichy szloch dziewczyny. Kurwa, gdybym choć raz w życiu się zamknął, wtedy nie byłoby tej całej sytuacji.
-Katherine, proszę....- zapukałem delikatnie w drewniane drzwi. Nie usłyszałem odpowiedzi.
-Mała, porozmawiaj ze mną. W ten sposób do niczego nie dojdziemy. - nadal cisza. Zastanawiałem się już czy może nie wyważyć drzwi, ale postanowiłem poczekać jeszcze chwilę.
-Katherine wytłumaczę ci wszystko, tylko otwórz te drzwi-powiedziałem spokojnie. Tak bardzo chciałem ją przytulić i powiedzieć,że będzie dobrze. Niestety ona siedziała w tej pieprzonej łazience i płakała przeze mnie. Jak zawsze z resztą.
-Przestań przede mną uciekać Katherine-poprosiłem. Kiedy dziewczyna nadal nie odpowiadała, zrezygnowany schowałem twarz w dłonie i mocno pociągnąłem włosy co chwile je przeczesując. Siedziałem tak już dobre 20 minut, a szloch dziewczyny powoli ustępował. W końcu usłyszałem dźwięk odkręcanego zamka w drzwiach, a następnie drewniana powierzchnia uchyliła się ukazując mi ciało tej kruchej i zaginionej istoty.
-Mała ...
-Nie odzywaj się do mnie. Brzydzę się tobą-powiedziała z gulą w gardle ocierając mokre łzy z policzków. Jej oczy były całe zakrwawione i opuchnięte od płaczu. Usta spuchnięte, a policzki zaróżowione.
-Skarbie, proszę...- wyciągnąłem dłoń w jej stronę, aby moc otrzeć łzę, która swobodnie spływała po wyznaczonym szlaku na jej policzku. Dziewczyna jednak szybko się odchyliła, uniemożliwiając mi jakikolwiek kontakt z jej skórą.
-Czemu ona?- popatrzyła się na mnie błagalnym, zranionym wzrokiem. Widziałem jak w jej oczach znów zaczynają zbierać się łzy.
-Proszę nie... nie płacz. Skarbie, zrozum, że ona jest niczym. Rozumiesz? Łączy nas tylko przeszłość. Teraz jesteśmy my. Tworzymy naszą historię, która z resztą jest strasznie popierdolona- powiedziałem patrząc jej szczerze w oczy
-Nie podoba mi się ta historia- szepnęła. Nie wiem czy chciała, abym słyszał, ale tak. Słyszałem. I nawet nie chce opisywać tego jak w tamtej chwili się poczułem.
-Wiem mała. Jestem popieprzonym palantem. Nie myślę nad tym co robię. Jestem wrakiem człowieka, wypranym z wszystkiego co dobre. Ale uwierz, nie skrzywdzę cię więcej. Wiem, że nie zasługuje na ciebie, ale.... dzięki tobie mam nadzieję. Wiem, że coś czujesz, bo kto przy zdrowych zmysłach, by ze mną został? Ale jesteś. Nie uciekłaś. A miałaś wiele szans - położyłem dłoń na jej policzku i tym razem nie protestowała. -Mam już dość płaczu-wyszlochała. Przyciągnąłem ją do siebie i bardzo mocno przytuliłem.
-Wiem kochanie, wiem. Uwierz mi, że ja też nie lubię kiedy płaczesz-powiedziałem. Jej ciało lekko spięło się kiedy przyciągnąłem ją do siebie, ale nie odepchnęła mnie. Z jej ust wydobywał się cichy szloch.
-Skarbie nie płacz już, proszę cię-poprosiłem gładząc jej włosy.
-Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem. Zmieniam się z dnia na dzień na lepsze, a to tylko dzięki tobie. Nadal nie rozumiem dlaczego dajesz mi tyle szans-odparłem cicho.
-Najwyraźniej nie zauważyłeś tego, że jestem tu nadal, bo cie kocham-wyszeptała cicho i chyba mi się przesłyszało, bo nie mogłem uwierzyć w to co powiedziała.
-Co?- zapytałem cicho, serio zdziwiony.

KATHERINE'S POV
-Kocham cię. Naprawdę tego nie zauważyłeś? Myślisz, że byłabym tu, gdybym nic do ciebie nie czuła? Myślisz, że słuchałabym tych wszystkich krzyków, znosiłabym twoje ciągle zmiany nastrojów? Nadal nie rozumiesz?- podsumowałam mu wszystko. Jak to możliwe, że był taki zdziwiony moimi słowami? Kochałam tego zmieniającego nastroje, wybuchowego, irytującego, pięknego mężczyznę. Musiałam się w końcu przyznać i sobie i jemu. Czekałam na jego odpowiedź, a oczekiwanie na nią dłużyło się śmiertelnie. Stał przede mną z wzrokiem wbitym w moje oczy.
-Zayn?- i w mgnieniu oka poczułam jego pełne wargi na swoich.
Jeszcze nigdy nie całował mnie w taki sposób. Ostre i pełne pożądania pocałunki zamieniły się w niesamowicie subtelne i delikatne całusy. Czułam łzy na polikach kiedy jego wargi łączyły się z moimi.
-Powiedz mi to jeszcze raz-poprosił nie przestając całować moich ust.
-Kocham Cię Zayn-wyznałam. Jego dłonie oplotły moja talię i okręcił nas wokół osi po czym podniósł mnie do góry i oplótł sobie moje nogi na swojej tali. Oparł swoje czoło o moje i delikatnie muskał nosem mój nos.
-Powiedz coś-nakazałam cicho.


Cóż.... jedyne co mogę napisać to przepraszamy was bardzo (znowu to samo). Zawaliłyśmy.... wiemy o tym. Bardzo was przepraszamy. Kochamy was xx 

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 28



KATHERINE'S POV
Cała ta sytuacja mnie przytłaczała. Naprawdę już nie dawałam sobie rady z tym wszystkim. Ciężko mi było uwierzyć w słowa Zayn'a, a gdy usłyszałam to co mówił Niall, poczułam się jakby ktoś mi wbił wielki nóż prosto w serce. Dla mnie to było za dużo. Nie chciałam się do tego przyznać, ale zaczynałam coś czuć i to na poważnie. Nie rozumiałam jak to działa. Mimo, że ciągle mnie ranił, to i tak pragnęłam go całego.
-I tak jestem na ciebie zła- powiedziałam w czasie krótkiej przerwy między pocałunkami.
-Dobrze kochanie- zaśmiał się cicho i ponownie wpił się w moje usta. Wypchnęłam biodra do przodu, przez co Zayn warknął i ścisnął moje pośladki.
-Właśnie widać tą całą twoją złość-zaśmiał się wkładając dłonie pod moją bluzkę. Wzdłuż mojego ciała przeszedł dreszcz pobudzając cały organizm do życia. Pocałunkami z ust przeniósł się na moją szyję. Wodził nosem po odsłoniętym karku i zaciągnął się moim zapachem, aby po chwili móc dojść do ucha.
-Cała twoja złość przemienia się w pożądanie-wyszeptał. To prawda. Jak zwykle ma racje.
-Jesteś dupkiem-przywarł do mnie ustami i przygryzł moją dolną wargę. Wiem, że podoba mu się kiedy mówię do niego w taki sposób.
-Twoim dupkiem-znów się zaśmiał.
-Moim-wyszeptałam i zaczęłam jeździć dłonią po jego rozgrzanym torsie, podczas, gdy on całował moją szyję i biust. Z moich ust co jakiś czas wydobywały się ciche jęki. Było to przyjemne, ale w jakiś sposób męczyło mnie i pragnęłam więcej. Chciałam, żeby dał mi całego siebie. Chłopak wrócił twarzą na wysokość mojej, aby moc znów muskać moje wargi. Położyłam rękę na jego kroczu i lekko podkurczyłam palce. Zayn jęknął do moich ust, co było tak bardzo pociągające, że w moim brzuchu pojawiło się to znane mi, tylko przy tym chłopaku przyjemne uczucie.
-Znów chcesz się ze mną droczyć?-wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Skądże znowu, panie Malik-zachichotałam. Ułożył się obok mnie i nadal pragnąc mojego dotyku przygarnął mnie do siebie w ciasnym uścisku. Muskał moje ramie, a smukłe palce jego prawej dłoni wodziły na moim brzuchu, na wysokości bioder. Jego dotyk jest tak zaspokajający. Zachichotałam kiedy poczułam małe łaskotanie. Po raz kolejny przeniósł usta na moją szyję, a ja obróciłam na chwilę głowę, by móc spojrzeć za okno. Jest już tak ciemno. Niespodziewanie ziewnęłam, a chłopak zaśmiał się. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się dotykiem jego pełnych ust.
-Skarbie, choć weźmiemy kąpiel-usłyszałam jego zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. Przeniósł swoje palce za gumkę moich szarych spodni i jeździł nimi tuż na podbrzuszu.
-Nie chcę-mruknęłam nieskładnie i przysunęłam się bliżej chłopaka. I nagle w jednej chwili, cała złość, która siedziała i gotowała się we mnie przez całe popołudnie, aż do wieczora ustąpiła z chwili na chwilę.
-Weźmiemy kąpiel rano-zaśmiał się. Poczułam jak podnosi się z łóżka i zaczyna ściągać ze mnie ubrania.
-Zimno mi bez ciebie-mruknęłam wtulając się w poduszkę. Po chwili jednak czułam już tuż przy sobie ciepło bijące od idealnie wyrzeźbionego torsu chłopak.
-Śpij mała-ucałował mnie w czoło i przykrył kołdrą.
Obudziłam się w szary niedzielny poranek. Brakowało mi tego ciepła, które czułam za każdym razem, gdy budziłam się w tym domu. Odwróciłam się, aby móc wtulić się w tors Zayn'a, lecz zamiast przytulić się do niego, moje ciało opadło na puste miejsce na materacu. Szybko otworzyłam oczy, żeby rozejrzeć się po pokoju w poszukiwaniu chłopaka, jednak nie zastałam go tam. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do komody, aby moc wyjąć z szuflady jakiś T-shirt Zayn'a. Ubrałam się i zeszłam na dół. Szukałam chłopaka po całym domu, ale nie było go. Zrezygnowana, skierowałam się do kuchni. Pchnęłam drewniane drzwi i stawiając pierwszy krok w kuchni moje serce przyspieszyło rytm swojego bicia, kiedy ujrzałam Zayn'a stojącego w samych czarnych bokserkach. Stał przy lodówce i wyciągał talerze znajdujące się w szafce obok lodówki. Podeszłam po cichu do niego i przytuliłam go od tyłu.
-Śpioszek wstał?-Jezu. Jeszcze nigdy wcześniej nie nazwał mnie w tak słodki sposób. Moje policzki oblały się różowym kolorem, a kąciki ust uniosły się wysoko ku górze.
-Dzień Dobry-powiedziałam do niego cmokając go w plecy. Oderwałam się od jego ciepłych pleców i podskoczyłam, aby móc usiąść na blacie obok niego.
-Zrobiłem nam śniadanie-oświadczył układając grzanki na talerzu obok jajecznicy, która pachniała nieziemsko.
-Nieźle pospałaś-widziałam, że dobrowolnie się uśmiecha.
-Pospałabym dłużej gdybyś był koło mnie-odpowiedziałam nieśmiało i przetarłam zaspane powieki zaciśniętymi w pięści dłońmi.
-Przepraszam kochanie. - pocałował mnie w czubek nosa, przez co zachichotałam. Położył talerze z jedzeniem na stole i popatrzył na mnie z dużym uśmiechem na jego idealnej twarzy.
-Chodź- podał mi rękę. Chwyciłam ją i chłopak przyciągnął mnie, abym mogła usiąść na przeciwko niego. Wzięłam pierwszy kęs jajecznicy i moje kubki smakowe dosłownie eksplodowały. Nałożyłam kolejną porcje do moich ust i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Jesteś naprawdę świetnym kucharzem- wymruczałam pochłonięta konsumowaniem pysznego posiłku. Chłopak zaśmiał się cicho.
-Dzięki- uśmiechnął się szeroko. Szklanka wypełniona sokiem pomarańczowym stała koło naszych talerzy, a my pochłonięci jedzeniem co chwilę wymienialiśmy tylko nieśmiałe spojrzenia. Oh, jest tak niebiańsko przystojny. Jego dzisiejszy humor jest zaskakująco dobry i mam nadzieję, że zostanie taki do końca dnia i jeszcze dłużej.
-Dziękuję-podziękowałam za posiłek i zostałam obdarzona tym pięknym uśmiechem. Zabrał mój talerz i całując mnie przelotnie w policzek odstawił naczynia do zmywarki uprzednio opłukując je w zlewie. Na moim policzki pojawiły się szkarłatne rumieńce, które nieustępliwie schodziły z mojej twarzy.
-Zawstydzam panią, panno Lockwood?-jego kąciki ust zadrżały, próbując zatrzymać uśmiech wkradający się na jego idealną twarz.
-Nawet nie ma pan pojęcia jak bardzo, panie Malik-odpowiedziałam mu zarzucając ręce na jego szyję i wystawiłam delikatnie język w jego stronę.
-Te wyszczekane usteczka-jego spojrzenie skierowane było na moje wargi. Zwilżył językiem swoje usta, a po chwili zaczął zbliżać usta w moją stronę.
-Czy pan ze mną flirtuje?-zapytałam unikając jego pocałunku tylko po to, aby podroczyć się z nim.
-Droczy się pani ze mną, panno Lockwood?-zapytał udając zszokowanego.
-Tak. Wydaje mi się, że tak- uśmiechnęłam się do niego z wyższością, a po chwili chłopak chwycił mnie w biodrach i przerzucił przez plecy tak, że trzymał moje nogi, które znajdowały się na wysokości jego klatki piersiowej.
-Zayn! Puść mnie!-krzyczałam nie mogąc powstrzymać śmiechu kiedy chłopak zaczął zmierzać w kierunku wyjścia z kuchni. Kiedy wyszliśmy skierował się do salonu, a z niego schodami prosto do jego sypialni.
-Zayn!-pisnęłam roześmiana. Uderzałam piąstkami w jego plecy, ale to nie dawało żadnego efektu. W końcu weszliśmy do sypialni i po chwili zostałam opuszczona delikatnie na łóżko. Zawisł nade mną, a ja podkuliłam nogi i zasłoniłam twarz dłońmi zanosząc się śmiechem.
-Jesteś niemożliwy-powiedziałam nadal się śmiejąc. Pochylił się jeszcze bardziej, a jego twarz znajdowała się milimetry od mojej. Jego ciepły oddech otulał moją twarz, a jego bliskość miotała każdą komórka w moim organizmie. Nagle jego dłoń wylądowała między moimi udami, a z moich ust wydobył się jęk.
-Uwielbiam ten dźwięk-ręką powędrował wzdłuż mojej lewej nogi.
-Więc teraz dostanę buziaka?-mruknął nad moim uchem nadal wędrując otwartą dłonią po mojej nagiej nodze. Czułam się jak sparaliżowana pod jego dotykiem. Moja skóra była gorąca, a miejsca, które spotkały się z dotykiem Zayn zostały zawładnięte przez przyjemne dreszcze.
-Może nawet dwa-odpowiedziałam rozkoszując się jego dotykiem.
-Dwa?-zapytał unosząc prawą brew do góry.
-A może i trzy bądź trzydzieści-spojrzałam w jego brązowe tęczówki, w których radośnie skakały i tańczyły iskierki podniecenia.
-Ah tak-westchnął i wpił się w  moje usta zalewając mnie falą namiętności i pożądania. Jego język szybko uzyskał pozwolenie na wstąpienie do mojej buzi. Boże, jaka ze mnie poetka. Nic jednak nie mogę poradzić na to, że ten chłopak działa na mnie w pozytywny sposób. Uwielbiam budzić się koło niego i czuć ten piękny zapach. Bądź znajdować go gotującego coś w kuchni tak jak dane było mi na to patrzeć dzisiejszego ranka.
-Nawet nie masz pojęcia co ty ze mną robisz-powiedział wprost do moich ust głęboko oddychając. Chwycił moja małą dłoń i powoli prowadząc ją po swojej klatce piersiowej przeniósł ja na swoje krocze.
-Sama zobacz co ze mną robisz-jego męskość już prawie stała na baczność. Zarumieniłam się na samą myśl, że to ja do tego doprowadziłam. Nie przestawał mnie całować pomimo tego iż brakowało nam już powoli tchu.
-Mam ochotę przelecieć cię na tym pieprzonym blacie w kuchni-wysapał. 'Zrób to, no zrób!' krzyczała moja podświadomość.
-Więc zrób to- pisnęłam podniecona i spragniona jego ust na moim ciele. Uniósł brwi i odniosłam wrażenie, że był lekko zdziwiony moją odpowiedzią, lecz szybko powrócił jego pociągający, flirtujący wyraz twarzy, któremu za nic nie mogłam się oprzeć. Spojrzałam w jego oczy, które były koloru zamglonego, ciemnego brązu. Oblizał znacząco dolną wargę, aby następnie móc ją przygryźć. Na mój organizm zadziałało to natychmiastowo, powodując przyjemne skurcze w najczarniejszej części mnie, którą poznałam tylko i wyłącznie dzięki temu pięknemu mężczyźnie. Gwałtownie przyparł swoim kroczem do mojego i przysięgam, że czułam twardą erekcje na mojej skórze. Pochylił się nad moim uchem i przygryzł jego płatek, przez co z moich ust wydobył się cichy jęk pragnący kolejnego ruchu z jego strony. Jego lekki zarost lekko łaskotał skórę na mojej szyi. Na moim ciele pojawiły się przyjemne ciarki, wywołane przez jego dotyk, a to uczucie w moim podbrzuszu ciągle wzrastało. O kuźwa.
-Skarbie, najpierw skończymy tutaj, a potem przelecę cię w każdym możliwym kącie tego domu, a sama wiesz jak duży jest. Trzeba będzie cię trochę uodpornić i poduczyć.- mruknął mi do ucha, a na jego przystojnej twarzy pojawił się diabelski uśmieszek
-Zapewniam cię, że zabiorę cię w miejsca o których istnieniu nie miałaś zielonego pojęcia.- jego dłoń powędrowała pod materiał mojej koszulki i zjeżdżała powoli, drażniąco coraz niżej. Zatoczył kilka leniwych kółek dookoła mojego pępka. Jego dłoń powędrowała pod cienki materiał moich majtek i chwilę potem jego palce kreśliły nieokreślone wzory w okół mojej łechtaczki. Jęknęłam cicho i poczułam jak Zayn uśmiecha się zadowolony z mojej reakcji na ten dotyk.
-Uwielbiam, gdy jesteś w takim stanie- mruknął ponownie i podkurczył swój palec wskazujący, a z moich ust wydobyło się błagalne piśnięcie. Pragnęłam go. Całego.
-Zawsze tak szybko na mnie  przygotowana-powiedział delikatnie wsuwając jeden palec do mojego wejścia. Pociągnęłam go za włosy wprawiając moje biodra w ruch, a z moich ust wydobywały się coraz to głośniejsze jęki.
-Właśnie tak mała. Tylko dla mnie. Tylko moja-wyszeptał delikatnie poruszając palcami wewnątrz mnie. Tylko on potrafi zrobić ze mną to co robi.
-Więc gdzie dziś chce zostać pani porządnie przepieprzona?-zapytał całując moje usta. Moje biodra powoli obadały z sił, ale tak bardzo chciałam już zaznać tego niesamowitego uczucia. Po chwili Zayn dołożył do naszej zabawy kolejnego palca, na co z moich ust wydostał się głośny krzyk.
-Spokojnie-musnął moją szyję, a jego palce nadal poruszały się we mnie.
-Więc gdzie dzisiaj?-zapytał szepcząc mi do ucha. Podkurczył palce, a moje powieki zacisnęły się z powodu nadchodzącej rozkoszy. Mój oddech był nierówny, klatka unosiła się ku górze, a dłonie mokre były od ciągłego zaciskania ich na prześcieradle. Poczułam, że wyciąga ze mnie dwa palce, aby następnie móc ściągnąć ze mnie majtki. Odszedł ode mnie na chwilę, a ja obserwowałam każdy jego ruch. Podszedł eo biurka i zwalił całą jego zawartość na ziemię. Odwrócił się do mnie i z zadowolonym wyrazem twarzy wrócił do łóżka. Podniósł mnie i podszedł do biurka uprzednio sadzając mnie na nim. Wyciągnął z dolnej szafki niebieskie opakowanie.
-Rozerwij je zębami-powiedział łagodnie, ale jego oddech powoli stawał się nierównomierny. Zrobiłam tak jak kazał. Rozpięłam rozporek jego spodni i zsunęłam je na dół wraz z czarnym bokserkami od Calvin'a Klein'a. Jego oczy skanowały każdy mój niepewny ruch. Sięgnęłam po prezerwatywę i nałożyłam ją na gotową już erekcję chłopaka.
-Poczekaj chwilę-powiedział do mnie odchodzą na chwilę. Otworzył wielką białą szafę stojącą w lewym rogu pokoju i wyciągnął z niej czarne, skórzane kajdanki.
-Tak będziemy się dziś bawić-powiedział stojąc już koło mnie i przykuł moje nadgarstki do dwóch słupków przymocowanych do biurka. Moje serce zapomniało jaki jest jego normalny rytm i przyspieszyło do granic możliwości, a gula w gardle rosła pod wpływem tego erotycznego napięcia. Nasze oddechy były płytkie i nierównomierne. Zayn z zaciekłością wpił się w moje usta. Jego jedna dłoń błądziła po mojej pupie, a druga trzymała mój kark. Swoim kroczem napierał na moje i dzięki temu wiedziałam, jak bardzo podnieca go obecna sytuacja. Jego usta powędrowały po linii mojej szczęki, szyi, wzdłuż mostka, zostawiając mokre od pocałunków ślady. Wzdychałam co chwila i wypowiadałam jego imię, przez co mruczał w odpowiedzi. Biodrami mocno naparł na mnie, a ja odruchowo mocniej zacisnęłam swoje nogi w okół jego pasa. W końcu jednak wsadził swojego kolegę do mojego wejścia i zaczął subtelnie i powoli się we mnie poruszać.
-Zayn o - odepnij mnie-wyjąkałam wprost do jego ust.
-Nie-jego ruchy stawały się coraz szybsze i ostrzejsze.
-Odepnij-nakazałam. Nie przestawał poruszać się we mnie wypełniając mnie całą. Nie miałam jakiegokolwiek ruchu przez zapięte na moich nadgarstkach kajdanki.
-Oh, Katherine-zatopił swoją twarz w moich włosach i nadal poruszał biodrami do przodu i do tyłu zataczając czasami biodrami. Drewniane biurko obijało się o ciemną ścianę pokoju, a nasze jęki roznosiły się po całym domu. Przyspieszył w pewnym momencie, a moje biodra zaczęły naśladować jego ruchy. Poruszaliśmy się tym samym rytmie, co tylko podwajało moje nieziemskie odczucia. Moje nogi zaczęły się robić jak z waty i wiedziałam, że zbliżam się do mojej krawędzi, z której zaraz spadnę.
-Dawaj Katherine. Dojdź dla mnie- wysyczał Zayn i na jego słowa pociągnęłam ręce do przodu, lecz jakikolwiek ruch uniemożliwiły mi kajdanki, co tylko wspomagało siłę mojego euforycznego stanu i nie wytrzymałam . Rozpłynęłam się pod wpływem cudownego orgazmu. Chłopak poruszył się we mnie jeszcze dwa razy i znieruchomiał. Po jego czole spływały krople potu. Oddychał ciężko i widziałam, że starał się to unormować. Chciałam go dotknąć, lecz nie mogłam przez te diabelsko cudowne kajdany.
-O-odepnij mnie w końcu-wysapałam z głową ułożoną na ramieniu. Jego dłonie zaciśnięte były na rogach biurkach. Po chwili sięgnął do moich nadgarstków i delikatnie odpiął je. Przyciągnął je do ust i muskał obolałe kostki.
-Uwielbiam to-powiedział do mnie próbując uformować oddech. Objęłam moje pokaleczone dłonie i przetarłam je. Pomógł mi zejść z biurka i od razu wziął mnie w swoje ramiona. -Wiesz co, pomimo bólu mogłabym polubić te kajdanki- powiedziałam żartobliwie, na co Zayn zaśmiał się głośno. To najcudowniejszy dźwięk na całym bożym świecie
-Też je uwielbiam- spojrzał na mnie i uśmiechnął się zawadiacko. Położył swoją prawą dłoń na moim policzku i kciukiem zaczął jeździć po mojej dolnej wardze. Zamknęłam oczy, w pełni rozkoszując się jego dotykiem . Był tak delikatny.
-Jesteś piękna, Katherine- powiedział czuł. Uśmiechnęłam się lekko i stanęłam na palcach, aby móc musnąć jego słodkie wargi. -Dziękuję-oparłam się ciałem o jego tors. Mruknął z zadowolenia i oplótł mnie ramionami.
-Weźmiemy kąpiel-wyszeptał i łapiąc mnie w tali podniósł mnie i zaniósł do łazienki. Zaśmiałam się głośno i popatrzyłam na niego. Jego twarz dosłownie promieniała.
-Panie przodem -powiedział wskazując na wielką, białą wannę, wypełnioną po brzegi wodą. Kiedy on to wszystko zrobił?! Usiadł na przeciwko mnie i przyciągnął moje plecy do swojego torsu. Po chwili jednak chwycił płyn do kąpieli i zaczął namydlać moje ciało. -Niesamowity poranek-powiedział szeptem.
-Zgadzam się z panem w stu procentach-zachichotałam. Jego dłonie oplotły moje piersi lekko je ściskając, a z moich ust uleciało westchnięcie.
-Gotowe-oznajmił cmokając mnie przelotnie w usta.
-Co masz zamiar dzisiaj robić?-zapytałam chłopaka obserwując jak starannie myje swoje ciało. Serio, to było podniecające.
- Nie wiem, ale pomyślałem, że wieczorem moglibyśmy się wybrać w końcu na tą kolację- uśmiechnął się do mnie
-W końcu planujemy ją od pewnego czasu- powiedział żartobliwie, na co się zaśmiałam, bo rzeczywiście. Zawsze przeszkadzały nam albo płacze, albo kłótnie, albo seks. Zarumieniłam się przez moje myśli, a Zayn popatrzył się na mnie pytająco
-O czym myślisz?- zapytał
-Um... o tym co nam zwykle przeszkadzało w wyjściu na tą kolację- powiedziałam cicho
-Ta, zawsze było ciekawie- zaśmiał się i nie mogłam nie zrobić tego samego. Gdy jest szczęśliwy, jest taki urzekający.
-Masz dziś dobry humor- uśmiechnęłam się.
-Dziwisz mi się? Z resztą nie wydaje mi się aby z twoim humorem było coś nie tak. - mrugnął do mnie, a moje policzki zalała fala czerwieni
-Jesteś słodka- powiedział -Lubisz to robić prawda?-powiedziałam układając usta w dzióbek.
-Robić co?-zapytał wyszczerzył do mnie zęby.
-Lubisz mnie zawstydzać-chlapnęłam wodą w jego stronę.
-Nie zrobiłaś tego-udawał groźnego.
-Owszem zrobiłam-powtórzyłam swoją czynność, chlapiąc wodą w jego ciało.
-Pożałujesz tego-powiedział nisko i szeroko się uśmiechnął. Zaczął chlapać we mnie woda, nie dając mi odegrać się na nim.
-Zayn! Zayn, przestań!-krzyczałam rozbawiona. Łazienka dosłownie pływała, bo wszędzie pływała woda. Nagle przestał, ale ciałem przyparł do mnie i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn!-pisnęłam głośno kiedy torturował moje ciało słodkimi łaskotkami. Brzuch bolał mnie już ze śmiechu, a w oczach gromadziły się wesołe łzy. W końcu przestał i przyparł do mnie ustami. Prosił mnie o pozwolenie, ale ja cały czas chichotałam i nie dawałam mu dostępu do moich ust. Jedyne co mu zostało to delikatne muskanie.
-Poddajesz się?-zapytał subtelnie całując moje wargi i ocierając nosem o mój.
-Poddaję-odpowiedziałam cicho i uchyliłam usta, aby jego język mógł po chwili pieścić mój. -Chcesz zrobić to jeszcze raz? -zapytał wprost do moich ust i czułam, że się uśmiecha
-N-nie- pisnęłam rozbawiona. Wtedy zorientowałam się, że leżymy nadzy w wannie. Leżał na mnie i czułam go na swojej skórze
-Ta sytuacja jest cholernie podniecająca- wymruczał między pocałunkami. Czułam jak moje policzki stają się gorące, bo rzeczywiście było tak jak mówił.
-Mhmm- mruknęłam i wplątałam rękę w jego włosy, a następnie pociągnęłam za nie. Wiedziałam, że uwielbia, gdy to robię, a to, że sprawiało mi to przyjemność, ponieważ kochałam jego włosy, było dużym plusem. Kiedy Zayn czule muskał moją szyję, a ja gładziłam jego wilgotne włosy, w całym mieszkaniu rozległ się głośny dźwięk dzwonka do drzwi.
-Zayn ...
-Nie ma mnie w domu-odpowiedział przerywając mi. Jego duża dłoń błądziła po całym moim ciele, a pocałunki przenosiły się z szyi na usta i na odwrót.
-Może to coś ważnego-powiedziałam kiedy dźwięk po raz drugi rozniósł się po domu. Westchnął lekko poirytowany i cmoknął mnie ostatni raz w usta.
-Zaraz wracam, a Ty Kochanie nawet nie próbuj mi się stąd ruszać. Mam wobec Ciebie, leżącej nago w tej wannie, niezwykle ciekawe plany.
-Wariat!-krzyknęłam kiedy chłopak wyszedł z łazienki. Zostałam sama w wannie pełnej piany i gorącej wody. Zanurzyłam się jeszcze bardziej w cieczy i rozkoszowałam się ciszą i wspomnieniami z dzisiejszego, niezwykłego poranka.

ZAYN'S POV
Kiedy wyszedłem z łazienki, przebrałem się w szare dresy i czarną koszulę po czym zbiegając po schodach na dół chwyciłem za szklankę z wodą, aby zgasić swoje pragnienie i i otworzyłem drzwi.
-Kogo to moje piękne oczy widzą?-w drzwiach ujrzałem Louis'a. Jest moim najlepszym kumplem, ale odkąd wpakował się w to całe gówno z dragami i ćpunami, trochę się zmienił. Próbowałem mu pomóc i nadal to robię nie poddając się, nie do końca wychodzi. -Hej Louis- przywitałem się z nim i wpuściłem go do środka, mimo, że nie miałem na to ochoty. Przypominając sobie o tym, że Katherine leży na górze naga, w wannie, od razu mi stawał
-Co jest?- zapytałem
-Chodzi o tą całą sprawę z Christianem- podrapał się po karku. Kurwa, wiedziałem.
-Co znowu zrobiłeś?- zapytałem zdenerwowany
-Musisz mi po prostu pomóc- popatrzył na mnie
-Louis, ja się kurwa nie będę znowu pakować w twoje gówno. Po ostatnim mamy szczęście, że nas nie złapali.- warknąłem
-To do chuja uwierz, że teraz jest jeszcze gorzej. Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Ja cię nigdy nie zostawiłem- wypomniał mi
-Ostatnia akcja. Potem dam ci spokój
-Do chuja z tobą.... dobra, pomogę ci
-Dzięki stary- odetchnął z ulgą
-Kiedy?- zapytałem
-Dzisiaj.
-Ilu?
-Czterech.
-Myślisz, że damy radę? -prychnąłem
- Z tobą na pewno. Zayn...- chciał coś powiedzieć, lecz ucichnął, gdy spojrzał za mnie. Na schodach stała Katherine. Kurwa
-Louis?- powiedziała cicho
-No hej mała- odpowiedział jej i spojrzał na mnie pytająco. Ej, tylko mogę mówić do niej w ten sposób.
-Przepraszam, że przeszkadzam wam w waszej męskiej pogadance, ale zeszłam tylko, żeby wziąć coś do picia-odpowiedziała schodząc powoli po trzech schodkach w dół. Posłała nam słaby uśmiech uśmiech i weszła do kuchni.
-Co ona robi u ciebie w domu? -zapytał szeptem.
-Jak na razie to mieszka-odpowiedziałem podążając śladami Katherine. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem dziewczynę szperającą coś w lodówce.
-Loueh, chcesz coś do picia?-krzyknąłem do niego z kuchni.
-Jestem za Tobą idioto, nie musisz krzyczeć-zaśmiał się. Teraz wszyscy byliśmy w kuchni. Dobrze wiedziałem, że Katherine nie czuje się dobrze w towarzystwie moich kolegów, ale Louis jest naprawdę w porządku. To mój najlepszy przyjaciel i znamy się już kilka dobrych lat.
-Jak się czujesz mała? Ostatnio widzieliśmy się na tej imprezie, gdzie uwaliłaś i najarałaś się z Amber- zaśmiał się chłopak. On był z nią tam? -Byłeś tam?- zapytałem szybko
-Tak. Kate serio nieźle się bawiła.- zaśmiał się i mrugnął do Katherine, na co zarumieniła się
-Myślisz, że jak trafiła do akademika? Sama nie była nawet w stanie ustać na nogach. A i widziała słonie- zaśmiał się jeszcze głośniej i dziewczyna po chwili dołączyła do niego
-Wiem w jakim stanie była, bo trafiła do mnie- powiedziałem
-I owszem była zabawna- sam się cicho zaśmiałem.
-Dzięki stary- powiedziałem do Louis'a
-Nie ma sprawy
-Okay. To ja was zostawiam i idę na górę- Katherine odezwała się po chwili i wyszła z kuchni
-Teraz serio. Pieprzycie się?- zapytał Louis, gdy dziewczyny już nie było w zasięgu naszego wzroku
-Tak, kurwa. Pieprzymy się- powiedziałem poirytowany. Co ich to do kurwy nędzy obchodzi?! -On wie o wszystkim?-zapytał, ale zgromiłem go wzrokiem i to było jednoznaczne z moją odpowiedzią.
-Jadłeś coś? No nie wiem, może chcesz jakąś grzankę?-zapytałem wyciągając sobie jabłko.
-Nie, dzięki stary. Ja już będę się zwijał. Spotkamy się o 19, koło tego starego młynu.
-Ughg, no dobra-wyszliśmy z kuchni i skierowaliśmy się do wyjścia. Pożegnałem się z nim tym męskim gestem, a on po chwili zwrócił się do drzwi.
-Katherine, idę po Ciebie!-krzyknąłem zmieniając ton swojego głosu i szybko wbiegłem o schodach.
Otworzyłem drzwi do sypialni i zobaczyłem coś, w co sam nie mogłem uwierzyć. Katherine leżała na moim łóżku ubrana jedynie w czerwony koronkowy stanik i dopasowane do tego czerwone koronkowe stringi. Włosy miała rozpuszczone i gładkie fale opadały na jej piersi. Kurwa. Stałem tam z otwartą gębą, a ona uśmiechała się seksownie, zadowolona z mojej reakcji
-K-Katherine...- wstała z łóżka i zaczęła powoli do mnie podchodzić, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była tak cholernie seksowna. Gdy znalazła się kilka centymetrów ode mnie, założyła swoje obie ręce na moim karku i biodrami mocno naparła na moje krocze. Nie mogłem wykonać żadnego ruchu. Jedną rękę położyła na moim torsie i przejechała po nim palcem wskazującym w dół, aż do krocza, które ścisnęła, przez co jęknąłem głośno
-Więc przyszedł pan po mnie? -zapytał przesuwając dłonią po moim torsie, natomiast drugą ściskała co chwilę mojego kolegę. Przysięgam, że już mi stoi.
-Kathe...
-Ciiii-przerwała mi kładąc swój palec wskazujący na moje usta. Uśmiechnęła się zawadiacko, a po chwili mocno wpiła się w moje usta. Moje dłonie oplotły jej talię ciasno przyciągając ją do mojego ciała.
-Długo musiałam na pana czekać, co nie bardzo mi się spodobało-powiedziała gryząc moją dolną wargę.
-To niegrzeczne z pana strony-pociągnęła mnie w stronę łóżka nadal całując. Popchnęła mnie tak, żebym się położył, a sama usiadła okrakiem na wysokości moich bioder. Podniosła na chwilę pupę do góry, aby móc ściągnąć ze mnie moje dresy wraz z bokserkami. Położyła dłoń na moim kroczu tak, że jej koleżanka także ocierała się o jej dłoń.
-Nie pozwolę teraz panu, aby przerwał moje zamiary tak jak ostatnio kiedy przejęłam nad panem całkowitą kontrolę- powiedziała podkurczając palce. -Jest tyle możliwości....- przejechała palcem po mojej twardej już męskości i warknąłem przez to co zrobiła
-Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa w robieniu czegoś, czego pragnę, panie Malik- wyszeptała mi do ucha i lekko poruszyła biodrami lekko do przodu, aby przejechać swoim kroczem po mojej erekcji.
-Czy to pana podnieca?- ponownie wykonała te samą czynność, co chwilę temu
-Mhmm...
-Proszę odpowiedzieć, albo przestanę
-Tak, Panno Lockwood- wysyczałem przez zaciśnięte zęby, poirytowany i podniecony tym, że tak się ze mną bawi
-A to? -chwyciła moje dłonie i położyła je na swoje piersi, poruszając nimi -To także, panno Lockwood-odpowiedziałem mocno ściskając jej piersi na co to ona jęknęła.
-A to?-jej dłoń znów powędrowała między nasze krocza i poruszyła dłonią dodatkowo poruszając biodrami.
-Kurwa ... -wysyczałem.
-Powiedz mi. Powiedz mi Zayn, jak ci dobrze-wyszeptała mi w prost do ucha przyspieszając ruchom bioder.
-Zajebiście dobrze-wysyczałem. Oh, jest tak kurewko seksowna i podniecająca.
-Przeleć mnie maleńka, no dalej. Przeleć mnie-warknąłem wypychając biodra do góry.
-Jak siebie pan życzy-ucałowała moje usta i nie przestając podniosła swoja pupę j podjęła się próby ściągnięcia moich bokserek. Pomogłem jej trochę, a po chwili moja twarda już długość ujrzała światło dziennego. Dziewczyna sięgnęła ręką do komody, z której wzięła prezerwatywę i rozerwała ją zębami. Założyła przeźroczystą gumkę na mojego kutasa i unosząc się na ugiętych kolanach powoli mogłem się w niej zatopić.
-O Boże ...-zachłysnęła się powietrzem. Jej ciało zaczęło poruszać się do góry i w dół, a jej dłonie oparły się na moim torsie. Nie ukrywam, że było to całkiem nowe doświadczenie, ale w żaden sposób nie było złe. Było zakurwiście dobre. Katherine poruszała się ciągle tym samym rytmem, a z jej ust co chwila wydobywały się ciche jęki i węstchnięcia. Chwyciła moje dłonie i ponownie umiejscowiła je na swoich piersiach
-Rób... to- jęknęła i na jej prośbę zacząłem zaciskać ręce na jej piersiach, co tylko wzmacniało głośność jej jęków i tępo poruszania się jej bioder
-Oh, Zayn... - wypowiedziała moje imię i na jej słowa wypchnąłem błagalnie biodra do góry, a dziewczyna pisnęła w reakcji na mój ruch. -Zayn .. jeszcze-jeszcze raz-wyszeptała ciągnąc się za włosy.
-Dalej mała, jeszcze trochę- powiedziałem wypychając biodra do przodu tak, jak chciał tego ten niezwykle piękny i kurewsko seksowny anioł.
-Zayn ja- ja nie mam już siły-wysapała poruszając się trochę wolniej niż wcześniej.
 -Chwila  mała, jeszcze minuta-po raz kolejny wypchnąłem biodra. Jedną dłonią zjechałem z jej piersi w dół jej konieczności. Moje palce zaczęły zataczać kręgi na jej łechtaczce tylko po to, aby przyśpieszyć jej orgazmu. Dziewczynie było tak dobrze, że zaczęła sunąć biodrami do przodu.
-Oh Zayn!-krzyknęła głośno kiedy zaczęła szczytować wykonałem jeszcze kilka poruszeń biodrami i odpłynąłem w niesamowitym orgazmie, którego osiągam tylko z tą cudowną dziewczyną.
-Dwa orgazmy z samego rana, niezły wynik-zaśmiałem się głęboko oddychając. Czułem jak usta Katherine muskają mój tors, a w moim brzuchu powstaje nieznajome mi gorąco. Odepchnąłem to uczucie na bok i założyłem za ucho dziewczyny pasmo jej czarno-czerwonych włosów. -Zgadzam się- uśmiechnąłem się sam do siebie
-Ale jestem strasznie zmęczona- zaśmiałem się cicho
-Nie dziwię ci się- pocałowałem ją w czubek głowy
-Chcesz się przespać?- zapytałem, a dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową. Wstałem z łóżka i przykryłem ją kołdrą. Złożyłem na jej ustach szybki pocałunek, chwyciłem jeszcze swoje spodnie dresowe, ubrałem się i wyszedłem z pokoju, zostawiając Katherine, aby mogła odpocząć. Postanowiłem zadzwonić do Louis'a, aby moc dowiedzieć się więcej o tym co zrobił i szczegółach całej dzisiejszej akcji. Zszedłem na dół i sięgnąłem po mój telefon z blatu w kuchni. Wybrałem numer i po dwóch sygnałach, Louis odebrał.
-No i jak stary? Gotowy na dzisiaj? -powiedział jak zwykle radośnie. Pewnie wypalił już z 4 jointy.
-Chciałem dowiedzieć się o tym czegoś więcej-powiedziałem do niego, a on w odpowiedzi zaśmiał się. Opowiedział mi o całej tej akcji z tym całym Christianem, z którym spiny ciągną się od dłuższego czasu. Po prostu skurwiel nie chce oddać pieniędzy za trawkę, ja muszę mu wpierdolić, lekko mówiąc, żeby zwrócił kasę. Właśnie w taki sposób pomagam Louis' owi.
-Dobra, o 21 koło starego młynu- zakończyłem rozmowę i oparłem się o blat kuchenny. Będę musiał wyjaśnić Katherine, dlaczego wychodzę. Powiem jej, że idę z Louis' em na piwo czy coś w tym stylu. Nie chcę jej okłamywać, ale nie może dowiedzieć się o tym wszystkim. Nie może dowiedzieć się o tym co robię. Nie mógłbym znieść tego, że wyniosłaby się z domu w ciągu 5 sekund. Dobra, coś się wymyśli, a teraz trzeba zobaczyć co jest w lodówce, aby móc zrobić coś do jedzenia. No więc w lodówce są pomidory koktajlowe i tuńczyk, a w szafce koło zlewu jest makaron. Mam też sos pomidorowy więc chyba będzie w porządku. Wsypałem makaron do wrzącej wody, a sos pomidorowy wymieszałem z pomidorami i tuńczykiem. Mam zawsze uczyła mnie gotować, dlatego teraz nawet dobrze mi to wychodzi. Po 30 minutach sos i makaron był już gotowy. Muszę iść obudzić Katherine. Wyszedlem z kuchni wycierając dłonie w ścierkę kuchenną, którę rzuciłem na kanapę w salonie i wszedłem na gire po schodach kierując się do swojwgo pokoju. Delikatnie nacisnąłem klamkę, otwierając drzwi i wszedłem po cichu do pokoju. Jednak na łóżku nie było dziewczyny, ani białej kołdry.
-Mała?-krzyknąłem, ale kiedy wszedłem w głąb pokoju zauważyłem, że stoi owinięta białą, puchową kołdrą. Podszedłem po cichu i znienacka przytuliłem ją od tyłu w pasie, i cmoknąłem w szyję.
-Zrobiłem na obiad-oznajmiłem muskając jej kark.
-Myhymmm- mruknęła z zadowolenia. -Chodź-wyszeptałem jej do ucha i pociągnąłem za rękę w stronę schodów. Gdy zeszliśmy na dół skierowaliśmy się do kuchni. Katherine usiadła na stołku barowym, a ja zająłem miejsce naprzeciwko jej i zabraliśmy się za konsumowanie naszego posiłku.
-Było pyszne- mruknęła zadowolona dziewczyna, gdy skończyliśmy jeść
-Dziękuję- uśmiechnąłem się szeroko i włożyłem nasze brudne talerze i sztućce do zmywarki.
-Mała, jest taka sprawa.... bo Louis chciał wieczorem iść do baru i...- zacząłem swoje kłamstwo, ale dziewczyna nie dała mi skończyć
-Idź- uśmiechnęła się i dała mi przelotnego buziaka w policzek. Zaskoczyła mnie tym, ale po chwili przyciągnąłem ją do siebie i mocno pocałowałem.
-Będziesz tęsknić?-zapytałem muskając jej usta.
-Nie, raczej nie-zachichotała odpowiadając na moje pocałunki.
-Jesteś tego pewna?-włożyłem dłoń pod kołdrę, którą cały czas Katherine była opatulona i ścisnąłem jej pośladek. Jej piśnięcie wymieszało się ze śmiechem, a ja nie mogłem nic poradzić na to, że zacząłem się uśmiechać.
-Więc jak?- dopytywałem ciągnąć za jej dolną wargę.
-Będę bardzo, ale to bardzo tęsknić-pisnęłam kiedy moje dwie dłonie oplotły jej pośladki.
-Ja też będę-powiedziałem nisko i przejechałem po jej szyi moim nosem. Dziewczyna cały czas chichotała.
-O której wychodzisz?-zapytała odpychając mnie delikatnie od siebie tylko po to, aby móc na mnie spojrzeć.
-Za jakieś 3 godziny-odpowiedziałem.
-Aha, no dobrze-powiedziała cmokając mnie przelotnie i wyszła z kuchni, a ja podążyłem za nią.
-Zayn, chciałam się przebrać-oznajmiła mi z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Z miła chęcią Pani potowarzyszę-zaśmiałem się. Weszliśmy do pokoju, a dziewczyna próbowała zmierzyć mnie groźnym wzrokiem, ale niestety nie udało jej się, ponieważ w jej tęczówkach skakały iskierki radości.

PO TYM JAK "POMOGŁEM" Katherine się ubrać, postanowiliśmy pooglądać film. Chciałem włączyć jakiś horror, ale dziewczyna siadając na mnie wygrała i w końcu włączyła jakiś ckliwy film, przy którym w trakcie zasnąłem.
-Zayn!- krzyknęła mi do ucha, aby mnie obudzić i od razu wstałem na nogi
-No wreszcie. Masz bardzo twardy sen- powiedziała, a ja uśmiechnąłem się sam do siebie
-Uwierz, że nie tylko to mam twarde- powiedziałem żartobliwie i dziewczyna się zarumieniła
-Która godzina?- spytałem
-18:54
-Muszę się zbierać.- wstałem z kanapy i skierowałem się do przedpokoju, aby ubrać czarne glany i skórzaną kurtkę. Katheine po chwili znalazła się przy moim boku
-Wyglądasz niesamowicie seksownie- wymruczała
-Cały ja-poruszyłem brwiami, na co dziewczyna zakryła twarz dłońmi i zaczęła się głośno śmiać. Po chwili dołaczylsm do niej.
-Muszę iść-powiedziałem oplatając jej policzki dłońmi.
-Jesteś przepiękna-powiedziałem do niej na co na jej twarzy pojawiły się dwa purpurowe rumieńce.
-Baw się dobrze-powiedziała cmokając moje usta. Pragnąłem przedłużyć ten pocałunek, ale dziewczyna oderwała się ode mnie przygryzając moja dolną wargę.
-Spóźnisz się-wyszeptała bawiąc się moimi włosami.
-Jak wrócę to zrobię z Tobą tyle rzeczy, że nie będziesz w stanie wysiedzieć przez kilka najbliższych dni-powiedziałem do dziewczyny. Zarzuciłem kurtkę na ramiona, ostatni raz cmoknąłem usta dziewczyny i skierowałem się do drzwi.
-Będę za godzinę, góra dwie!- krzyknąłem wychodząc. Otworzyłem samochód i odpaliłem silnik ruszajac w stronę starego młynu. Napisałem do Katherine, żeby nie wychodziła sama z domu i czekała na mnie. W odpowiedzi nazwala mnie zbyt nadopiekuńczym dziubaskiem i życzyła mi dobrej zabawy. Gdyby tylko wiedziała jak będę bawił się dzisiejszego wieczoru.




Witajcie kochanie :* na początku chciałyśmy was z całego serca przeprosić za to, że rozdział został dodany tak późno (jak zwykle zresztą -.-), ale byłyśmy na wakacjach i nie miałyśmy jak dodawać rozdziałów, ponieważ, albo było słabe Wi-Fi (jeśli w ogóle było), albo któraś z nas nie mogła. Ale dzisiaj pojawia się długi rozdział (tak mi się wydaję) i mam nadzieję, że nie będziecie się na nas długo gniewać. Jak zawsze prosimy o komentarze :* Kochamy was i jeszcze raz przepraszamy <3 xx