piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 27

Co on ma zamiar zrobić? Jeśli mój ojciec naprawdę tam jest? Co Zayn mu wtedy powie? "Pieprzę twoją córkę, bo ona jest głupia i zaczyna coś czuć, a ja chcę się po prostu się zabawić i poznęcać"? Te myśli ciągle chodziły mi po głowie. Usiadłam na podłodze, za blatem i po prostu czekałam. Po chwili usłyszałam głośny trzask drzwi. Ktoś wszedł, ale nie wiedziałam kto, bo ciężko mi było rozpoznać głos. W końcu ten dom był wielki i ciężko było coś usłyszeć. Jak mi się wydawało Liam krzyknął, a od razu po nim Zayn i... mój ojciec. Wstrzymałam oddech na dłuższą chwilę. Co on tu do kurwy nędzy robi? Moje serce przyśpieszyło, a klatka piersiowa ciężko unosiła się i opadała.
-Gdzie jest Kate?!- krzyknął Liam.
-Kate?! Katherine?!-wołał. Co ja mam zrobić? Mam wyjść z kuchni?!
-Kate, tato chciał się z Tobą przywitać?- w jego głosie było słychać pierdoloną dumę. Teraz już nie wytrzymałam. Pchnęłam ciężkie, drewniane drzwi i stanęłam wryta w ziemię w salonie. Nie obchodziło mnie nic oprócz mojego brata, którego po prostu miałam ochotę zabić.
-Nienawidzę cię, rozumiesz?-powiedziałam cicho i czułam słone łzy pod powiekami. Chciałam wygarnąć mu wszystko, co do każdego cala.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mam cię dość. Ty jesteś moim bratem? Nie zasługujesz nawet na to, żebym cię tak nazwała-zaczęłam swój dialog.
-Dałam ci jasno do zrozumienia, że nienawidzę tego człowieka, a ty mnie nie posłuchałeś. Teraz mam powody żeby ciebie nienawidzić i właśnie tak się stało. Myślałam, że mogę na tobie polegać, że chociaż tobie na mnie zależy, ale bardzo się pomyliłam. Przyzwyczaiłam się już do samotności i do tego, że dla wszystkich jestem nikim!-łzy zaczęły spływać po moich policzkach i w mgnieniu oka Zayn pojawił się przy moim boku. Liam zaczął się bezczelnie śmiać i wtedy upewniłam się w tym, że ma mnie w dupie i nigdy nie byłam dla niego ważna.
-Dziewczyno, czy ty nie rozumiesz, że chce żebyś była szczęśliwa? Teraz chodź- powiedział ostro, a ja prychnęłam poirytowana.
-Chcesz żebym była szczęśliwa, odbierając mi źródło mojej radości i szczęścia?! Nie rozumiesz, że jestem tu szczęśliwa? Nie potrafisz zaakceptować tego, że zaczynam się szczerze i prawdziwie uśmiechać?!- łkałam.
-Może ci się wydawać, że jesteś szczęśliwa, ale tak nie jest- powiedział Liam, co mnie jeszcze bardziej wkurwiło.
-Co ty możesz o tym wiedzieć?! Nie patrzysz się na mnie, ale tylko na to, że zadaje się z Zayn'em, a to właśnie tylko dzięki niemu się uśmiecham!
-Jesteś niepoważna dziewczyno, jesteś niepoważna- powiedział do mnie. Podeszłam do niego i zaczęłam okładać jego klatkę piersiową pięściami.
-Nienawidzę cię, nienawidzę!-krzyknęłam do niego.
-Katherine daj sobie spokój, uspokój się-Zayn chwycił mnie w tali i odciągał od chłopaka.
-Jesteś najgorszym człowiekiem na świecie, nienawidzę cię bardziej niż człowieka, który miał mnie w dupie przez 15 lat!-nadal uderzałam w jego klatkę piersiową. Zayn szybko odciągnął mnie od Liam'a i przycisnął mnie plecami do swojego torsu tak, aby utrudnić mi dostęp do mojego brata. Chciałam się wyszarpać z jego objęć, ale po dłuższej chwili się uspokoiłam. Zayn pocałował mnie w głowę i wyszeptał, że będzie dobrze. Popatrzyłam się na Liam'a i widziałam obrzydzenie w jego oczach. Usłyszałam czyjeś kroki na korytarzu. Przeniosłam wzrok na przejście i wtedy zobaczyłam człowieka, którego tak bardzo nienawidziłam. Mój ojciec. Wtedy cała złość która się we mnie budowała każdego roku, chciała ze mnie wypłynąć w jednej chwili.
-Co ty tu do jebanego chuja robisz?!- krzyknęłam do niego.
-Katherine...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Zadałam ci pytanie!- wrzasnęłam.
-Chciałem cię zobaczyć...
-Nagle się u ciebie instynkty ojcowskie obudziły?! A gdzie byłeś przez ponad 15 lat?!
-Ja ..
-W dupie kurwa! Miałeś mnie w dupie!-wycedziłam każde słowo po kolei.
-Córeczko uspokój się ...
-Nie masz jebanego prawa tak do mnie mówić!-krzyknęłam.
-Katherine, uspokój się -usłyszałam szept Zayn'a.
-Puść mnie-zażądałam.
-Zayn, puść mnie-powtórzyłam. Nie chciał zrobić tego o co go prosiłam, więc wyrwałam się z jego objęć.
-Jesteś nikim, rozumiesz? Żal ci dupe ściskał, że matka zostawiła cię dla młodszego. Jesteś fiutem -Kate, uważaj sobie-warknął do mnie Liam tym samym przerywając mi.
-Zamknij się!-krzyknęłam do niego.
-Jesteś zwykłym fiutem. To, że on wybaczył ci to nie znaczy, że ja też to zrobię-powiedziałam.
-Kate uważaj sobie do kogo się odzywasz!-Liam podniósł głos.
-Nie odzywaj się do mnie. Co jest z tobą nie tak?! Sprawia ci przyjemność widok mnie kiedy płacze? No pytam się czy sprawia ci to przyjemność?!-nie miałam już sił. Byłam wykończona psychicznie.

-Nienawidzę cię, nienawidzę-nie wiem jak, ale zaczęłam jeszcze bardziej płakać i upadłam na kolana na ziemię. Schowałam twarz w dłoniach i płakałam.
-Katherine ... -Zayn chciał podnieść mnie z podłogi, ale głos mojego ojca przeszkodził mu.
-Nie dotykaj mojej córki, młodzieńcze-odezwał się do Zayn'a.
-Myślę, że nie bardzo ma pan mi prawo mówić, czy mogę dotykać Katherine czy nie, a zwracając uwagę na zaistniałą sytuację, wydaje mi się, że pańska córka właśnie tego by chciała.- Zayn odszczeknął się mojemu popierdolonemu ojcu, co mnie zaskoczyło, ale też uszczęśliwiło, bo wiedziałam, że nie jestem w tym gównie sama.
-Zamknij się! Ty tu nie masz nic do gadania!- krzyknął Liam do Zayn'a. Wiedziałam, że cierpliwość mulata jest na skraju wytrzymałości.
-Wręcz przeciwnie- wypowiedział Zayn, przez zaciśnięte zęby. Zerknęłam na mojego brata i zobaczyłam jak zbliża się do Zayn'a. Od razu zareagowałam. Wstałam i szybko podbiegłam do chłopaków, aby stanąć między jednym, a drugim. Złapałam Zayn'a za rękę i spojrzałam wymownie na Liam'a.
-Katherine, puść go- powiedział mój ojciec.
-Odpierdol się!- krzyknęłam w jego kierunku.
-Kate, ostrzegam cię!- zareagował Liam.
-Nie macie prawa mówić mi co mam robić!-krzyknęłam do obydwóch.
-A ty?- syknęłam do Liam'a.
-Nie pamiętasz już co on mi zrobił? Co zrobił nam? Nie pamiętasz?-mój ton głosu był cichy.
-Nie mów o tym ...
-O czym?-przerwałam mu.
-O tym, że uderzył mnie wtedy kiedy był pijany? O tym, że sprał ciebie i mnie jak był najebany w trzy dupy? On mnie uderzył. Mój własny ojciec podniósł na mnie rękę-wysyczałam do Liam'a. Widziałam jak w jego oczach wyświetlają się smutne wspomnienia z dzieciństwa, ale próbował ukryć to za wszelką cenę. Czułam też, że ciało Zayn'a spięło się.
-Dobrze wiesz co jeszcze robił ...-powiedziałam cicho.
-Kate, przestań!- jego głos załamał się na końcu tego krótkiego zdania. Skierowałam wzrok na mojego ojca.
-A ty? Tak jak wtedy zapomniałeś, że masz dzieci, tak teraz już ich naprawdę nie masz. Kochany tatuś sobie przypomniał po 15 latach o tym, że ma syna i córkę? Czekałam każdego dnia. Każdego pieprzonego dnia na to, aż tatuś przyjdzie i przeczyta bajkę na dobranoc, pocałuje w czoło, powie, że wszystko będzie dobrze, że damy radę bez mamy, ale zamiast tego przychodził nachlany w trzy dupy potwór z pasem w jednej ręce i butelką whiskey w drugiej. W momencie, gdy straciłam matkę, zabrano mi też ojca- łzy dosłownie lały się z moich oczu. Dostrzegłam ból w tęczówkach mojego ojca, ale gówno mnie to obchodziło
-Nienawidzę cię. Jesteś żałosny- powiedziałam z obrzydzeniem.
-A teraz się wynoś i nigdy nie wracaj, bo w moim życiu nie ma już dla ciebie miejsca. Za długo czekałam- wyszlochałam.
-Córciu...
-Nie mów tak do mnie! Straciłeś to prawo, gdy wyłączyłeś swoje człowieczeństwo! Wyjdź. -Katherine...
-Powiedziałam wyjdź!- wrzasnęłam. Ostatni raz spojrzał w moje zapłakane oczy i ujrzałam jedną powoli spływającą łzę po jego policzku. Odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Liam spojrzał na mnie ostatni raz.
-Zobacz jak on cię zmienił. Nie poznaje cię-powiedział Liam i skierował się do drzwi. Wyszedł, a w mieszkaniu rozległ się trzask. Zsunęłam się na dół po ścianie, a mój szloch zwiększył swoją objętość. Nie mam sił, po prostu nie mam sił.
ZAYN'S POV
W momencie kiedy ojciec Katherine postawił nogę w moim mieszkaniu, wiedziałem, że nie będzie dobrze. Lecz to wszystko co powiedziała Katherine. Więc to dlatego tak bardzo go nienawidzi. Nigdy wcześniej nie wspominała nic o tym, że uderzył ją. Nie mogłem znieść widoku jej zapłakanej twarzy. Wcześniej, zanim poznałem ją na pewno nie obchodziłoby mnie to, ale teraz po prostu nie mogę tego znieść. Siedziała na ziemi, oparta plecami o ścianę i głośno płakała. Podszedłem do niej i usiadłem na przeciwko.
-Chodź do mnie-wyszeptałem i przygarnąłem ją do siebie.
-Ciii-próbowałem ją uspokoić, ale zaczęła płakać jeszcze bardziej.
-Katherine, musisz się uspokoić- szepnąłem jej do ucha. Trwaliśmy w takiej pozycji z kilka dobrych minut, a Katherine zaczęła się trochę uspokajać. Odsunąłem ją od siebie minimalnie, tylko po to, aby móc spojrzeć w jej zapłakane, zaczerwienione oczy. Otarłem łzy z jej policzków i pocałowałem w czoło.
-Będzie dobrze kochanie- wyszeptałem, a ona wtuliła swoją twarz w moją szyję i oplotła mnie swoimi ramionami.
-Nie-nie mam siły-powiedziała.
Przestań płakać, proszę.
-Wiem skarbie, wiem-gładziłem jej głowę cmokając jej czubek.
-Pó-pójdę na- na górę-szlochała. Chciałem pójść z nią, ale pomyślałem, że potrzebuje chwili dla siebie. Widziałem jak powoli wchodzi po schodach. Usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi. Pomyślałem, że mógłbym zrobić jej herbatę. Wszedłem do kuchni i postawiłem wodę. Kiedy już zagotowała się, zalałem kubek gorącą cieczą i postanowiłem wejść do niej na górę. Pokonałem drogę do swojej sypialni i kiedy stanąłem przed nią delikatnie zapukałem w drzwi.
-Katherine?-powiedziałem cicho, ale niestety nikt mi nie odpowiedział. Nie patyczkując się wszedłem sam do pokoju i ujrzałem ją skuloną na łóżku. Leżała i cicho łkała. Nie wiedziałem co mam robić w takiej sytuacji, bo jeszcze nigdy się w niej nie znalazłem. Małymi krokami zacząłem zmierzać w kierunku łóżka i, gdy znalazłem się tuż przy nim Położyłem kubek z herbata na stoliku nocnym, a następnie zająłem miejsce na łóżku, tuz obok zapłakanej dziewczyny. Nie pytałem jak się czuje, ponieważ to pytanie było zbędne. Wiedziałem, że czuła się fatalnie, a świadomość tego, że nic nie mogę z tym zrobić zabijała mnie.
-Mała?- powiedziałem do dziewczyny i pogładziłem ją po plecach.
-Będzie dobrze-powiedziałem nadal gładząc jej plecy. Słyszałem jej dźwięczne łkanie. Nie mam pojęcia co mam zrobić.
-Katherine, spójrz na mnie. Słyszysz?-powiedziałem do niej szeptem, a mój głos był spokojny i łagodny. Po chwili odwróciła się do mnie twarzą, a moje serce pękło na miliony kawałeczków. Nie mam pojęcia od kiedy zrobił się z mnie taki ckliwy chłopczyk, ale nie mogłem patrzeć na jej zapłakaną twarz. Ujrzałem małą, zagubioną dziewczynkę. Nagle zarzuciła swoje ręce na mój kark i wtuliła się z wielką siłą w mój tors. Objąłem ją ramionami, jakby spadała z jakiejś swojej wyznaczonej krawędzi, a ja pomagałem jej się podnieść, nie upaść.
-Dlaczego to się stało właśnie mi?- szlochała.
-Nie wiem kochanie. Nie znam odpowiedzi na to pytanie- szepnąłem jej do ucha.
-Ten człowiek zniszczył całe moje życie...
-Wiem mała. Ale hej, nie płacz już- cmoknąłem jej czoło, gdy lekko podniosła głowę, aby na mnie spojrzeć.
-Chodź tu do mnie-wziąłem ją tak, aby jej piękne i delikatne ciało mogło spocząć pomiędzy moimi nogami, a jej plecy mogły oprzeć się o mój tors.
-Jesteśmy w tym razem. Ty nie zostawisz mnie, ja nie zostawię ciebie-powiedziałem cicho cmokając ją w czubek głowy. Zacząłem delikatnie kołysać naszymi ciałami i poczułem jak dłonie dziewczyny spoczywają na moich, oplecionych wokół jej talii.
-Będzie dobrze, obiecuje ci to mała-wyszeptałem do jej ucha.
-Dziękuję- powiedziała cicho, zachrypniętym głosem. W odpowiedzi pocałowałem wierzch jej dłoni, a dziewczyna jeszcze bardziej wtuliła się w moje ciało. Siedzieliśmy tak około 30 minut i wydawało mi się, że Katherine zasnęła, dlatego nie ruszałem się, ponieważ nie chciałem jej budzić. Dużo się dzisiaj wydarzyło, a jest dopiero popołudnie. Nie mogę uwierzyć, że ten chuj- ojciec Katherine i jej brat wparowali do mojego domu. Kurwa, to co Katherine mówiła, było prawdą. Przypomniał sobie, że ma córkę. Gdy tylko się o tym dowiedziałem, przysięgam, że miałem ochotę go rozpierdolić na miejscu. No, ale musiałem zachować zimną krew i uspokoić się, bo przysięgam, że zajebałbym gościa, za to co zrobił tej biednej, bezbronnej dziewczynie. 'Ty nie jesteś lepszy. Też ją uderzyłeś' powiedziała moja podświadomość. Ughg ... Poczułem jak Katerine zaczyna wiercić się więc delikatnie przeniosłem ją na lewą stronę łóżka, aby po chwili móc ułożyć się obok niej. Przygarnąłem ją do swojego ciała. Chciałem, aby poczuła to ciepło ode mnie. Leżąc tak sam robiłem się śpiący, ale za wszelką cenne próbowałem nie zasypiać. Po chwili jednak usłyszałem głośny krzyk Katherine, która leżała obok mnie. Wystraszyłem się i od razu zmęczenie, które chwilę wcześniej władało moim ciałem zniknęło, a wraz ze zniknięciem tego uczucia, pojawił się atak serca, spowodowany krzykiem dziewczyny. Usiadłem szybko na łóżku i zacząłem lekko szturchać Katherine aby się obudziła. Gdy krzyki nie ustawały przytuliłem ją do siebie i głośno mówiłem, aby się obudziła. Dziewczyna po dłuższej chwili przestała wrzeszczeć i podniosła się jak najszybszym tempem do góry, tak żeby móc usiąść. Zaczęła głośno oddychać i widziałem jej szybko unoszącą się klatkę piersiową.
-Co się stało?- powiedziała przerażona.
-Miałaś koszmar- przyciągnąłem ją do siebie. Poczułem jak jej ciało wzdrygnęło się kiedy tylko przyciągnąłem ją do siebie.
-Już jest wszystko w porządku. Nic ci nie zrobię-pocałowałem jej czoło.
-Tylko proszę, nie płacz-powiedziałem cicho kiedy usłyszałem po raz kolejny jej łkanie.
-Mała, nie płaczemy-odwróciłem jej twarz siebie. Powoli i subtelnie zacząłem muskać jej usta, aby móc choć troszkę ją uspokoić i zatopić się w nieziemskim smaku jej warg.
-Obiecałem, że będzie dobrze. Siedzimy w tym razem-wyszeptałem wprost do jej ust. Potrząsnęła głową na znak tego, że wierzy mi i ciągnąc mnie za rękę ułożyła się z powrotem na łóżku.
-Przepraszam-wyszeptała do mnie. Oparłem się na łokciu i mogłem spojrzeć na nią z góry. Podniosła wzrok na mnie i dobrze wiedziała, że nie wiem o czym mówi. W jej oczach znów zaczęły gromadzić się łzy. Katherine, nie płacz, proszę.
-No wiesz, za tą całą szopkę, którą tu odstawiłam. Przepraszam, że musiałeś na to patrzeć. I przepraszam też za to, że musisz patrzeć na to jak w tej chwili wyglądam-i pomimo tych gromadzących się łez, dziewczyna zachichotał, gdy wypowiedziała ostatnie zdanie. Nareszcie się uśmiechnęła.
-Nie masz za co przepraszać, nie stało się przecież nic wielkiego- dziewczyna skarciła mnie wzrokiem tym samym przerywając.
-No dobrze, stało się, ale wcale nie jestem zły. Bardziej wkurwia mnie fakt tego, że po tym jak twój ojciec się zachował dalej ma czelność nazwać cię swoją córką-powiedziałem.
-A i jeszcze jedno. Jesteś przepiękna i wyglądasz ślicznie, ale nie lubię kiedy płaczesz-wymamrotałem na co na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech, a jej policzki nabrały różowego koloru. W końcu mogę zobaczyć jej przepiękny uśmiech. Mógłbym patrzeć na niego cały czas. Pomimo jej uśmiechu wiedziałem, że nie przestanie zaprzątać sobie głowy cała tą wcześniejszą sytuacją. Chciałbym chociaż w jakiejś części wyrzucić z niej cały ten ból. Gdybym tylko mógł, zrobiłbym to. Siedziała tak i uśmiechała się do mnie. Oh, uwielbiam na nią patrzeć. I tak bardzo jej pragnę. Jeszcze nigdy nie czułem się tak przy żadnej dziewczynie. Zawsze były mi obojętne, ale odkąd poznałem Katherine moje życie obróciło się o 180 stopni. Zauważyłem, że zrobiłem się strasznie czuły. Nie wiem czy to dobrze, ale nie jest podobne do mnie to, że troszczę się i martwię o kogoś. Ale podoba mi się to. Podobają mi się uczucia, które władają moim organizmem, kiedy jestem z Katherine, kiedy myślę co mogę z nią robić.
-Zayn?-jej delikatnie zachrypnięty głos przerwał moje fantazje.
-Chyba się rozmarzyłeś-zachichotała i o Boże kocham ten dźwięk.
-Zamknij oczy-powiedziałem nagle ni stąd ni z owąd.
-Zayn, ale po ...
-Po prostu je zamknij-uśmiechnąłem się do niej przerywając jej zbędne pytanie. Popatrzyła na mnie zdziwiona, ale bez dodatkowych pytań zamknęła oczy i powierciła się chwilkę, aby zapewnić sobie komfort. Usiadła po turecku i zgarbiła troszkę plecy.
-Połóż się na brzuchu-uśmiechnąłem się pod nosem, a jej brwi uniosły się do góry ze zdziwienia. Zanim jednak zrobiła to powiedziałem jej, aby nie otwierała oczy i podniosła ręce do góry. Ściągnąłem z niej koszulkę, a ona zachichotała kiedy zimniejsze powietrze otuliło jej ciało.
-Teraz możesz się położyć-oświadczyłem cicho. Spokojnie i powoli ułożyła się na białej pościeli. Delikatnie usiadłem na niej, przerzucając nogi po obu stronach i pochyliłem się w jej stronę.
-Nie otwieraj oczu-szepnąłem jej do ucha. Wiem dobrze, że szyja to jeden z jej czułych punktów. Ta wiedza jest dla mnie korzystna.
-Ufasz mi?-zapytałem cmokając miejsce między szczęką, a uchem. Pokiwała głową na "tak" a ja uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany. Zacząłem muskać ustami jej plecy, a na jej ciele pojawiły się przyjemne dreszcze. Po chwili jednak oderwałem usta od jej rozgrzanych pleców i zacząłem masować jej kark. Była strasznie spięta, a że masaże wychodzą mi naprawdę dobrze więc wiedziałem, że przyda jej się to. Chciałem ukoić trochę ten ból, który cały czas w niej siedział. Mruknęła pod nosem w geście zadowolenia. Uwielbiałem, gdy znajdowała się w takim stanie. Była spokojna, odprężona i szczęśliwa. Kompletne przeciwieństwo tej dziewczyny, która jeszcze dzisiaj krzyczała do swojego popierdolonego ojca.
-Przyjemnie ci?- pochyliłem się i zapytałem prosto do jej ucha.
-Mhmmm- mogłem zobaczyć jak się uśmiecha, a następnie przygryza swoją pełną wargę. Szczerze, to sam miałem ochotę ją przygryźć, ale teraz to ona miała się zrelaksować i rozluźnić. Na jej ciele pojawiły się ciarki wywołane moim delikatnym dotykiem na jej plecach. Przeniosłem swoje dłonie i masowałem jej obolałe plecy. Kiedy trafiałem w najczulsze bądź te miejsca, które były najbardziej spięte dziewczyna pomrukiwała pod nosem. O Boże, kocham ten dźwięk. Swoje dłonie przeniosłem w miejsce nad jej biodrami. Nadal masując nachyliłem się i musnąłem jej szyję.
-Rozluźnij się. Przestań myśleć o tym co było wcześniej. Pomyśl o chwilach, w których czułaś się przyjemnie, o chwilach, w których było ci niesamowicie dobrze-wyszeptałem do jej ucha nadal cmokając jej szyję. Zostawiłem na niej kilka malinek. Po chwili poczułem jak ciało dziewczyny powoli odpuszcza i odpręża się.
-Chodzi ci o chwilę, gdy uprawialiśmy seks, czy o chwilę, gdy robiłeś mi palcówkę?- zapytała i wyczułem w jej głosie rozbawienie.
-O to i o to- warknąłem jej do ucha i przygryzłem jego płatek, a dziewczyna jęknęła cicho co mnie bardzo usatysfakcjonowało. Moje ręce zaczęły zjeżdżać coraz niżej jej pleców, co wywołało u Katherine dreszcze. Pochyliłem się i ponownie zacząłem ssać jej gorącą skórę, zostawiając na niej mokre ślady, a w niektórych miejscach czerwone malinki. Katherine cały czas pojękiwała cicho, a w powietrzu po prostu roiło się od erotycznej atmosfery, która podniecała mnie z każdą minutą coraz bardziej. Jest po porostu tyle rzecz, które mógłbym jej zrobić, ale nie dzisiaj. Nie mam pojęcia jak, ale coś mnie blokuje. Usłyszałem jak dziewczyna warknęła chowając twarz w poduszkę. Jest jej aż tak dobrze? Poczułem jak zaczyna się wiercić, a po chwili obróciła się i leżała na plecach. Jej warga została przygryziona przez górny rząd zębów. Leżała pode mną w czarnym, koronkowym staniku i dresowych spodniach z rozczochranymi włosami i tą cholerną wargę, którą przygryzała za każdym razem kiedy denerwowała się bądź była podniecona.
-Oficjalnie zostajesz moim osobistym masażystą-zaśmiała się cicho i przeczesała dłonią włosy.
-Z miłą chęcią proszę pani- powiedziałem uśmiechając się na sam dźwięk jej melodyjnego śmiechu. -Oh, proszę, mówmy sobie na "t"-powiedziała oficjalnie.
-Katherine-podała mi rękę. Jest świetną aktorką.
-Zayn. Miło mi-odpowiedziałem podnosząc jej dłoń do góry i całując zewnętrzną stronę.
-Mi równie-przygryzła jeszcze mocniej wargę. Przycisnąłem swoje ciało do jej i spojrzałem w jej oczy.
-Testujesz moją cierpliwość. Mam ochotę przelecieć cię na tyle sposobów-wypowiedziałem szeptem, na co dziewczyna zachichotała.
-Zawsze podniecony w moim towarzystwie Zayn Malik-chichotała.
-No chyba nie powiesz mi, że ty nie jesteś podniecona?- uśmiechnąłem się szyderczo.
-Nie za bardzo- droczyła się ze mną. Uniosłem brwi i postanowiłem wykorzystać to, że jest taka bezbronna,
-Czyli nie jesteś podniecona, gdy robię ci tak....- przejechałem delikatnie palcami po dolnej części jej brzucha, na co westchnęła głośno.
-Ani tak...- przeniosłem swoją dłoń na wewnętrzną część jej uda i zacząłem jechać coraz wyżej.
-Ani tak...- wsunąłem dłoń pod jej spodnie i w tym momencie głośno jęknęła, a następnie złapała mój nadgarstek i pociągnęła go mocno do góry.
-Wygrałeś!- pisnęła i ujrzałem znany mi blask w jej oczach, który był tak piękny.
-Kochanie, ja zawsze wygrywam- powiedziałem i tym razem to ja przygryzłem wargę, a ona wydęła usta. Zaśmiałem się z tego jak śmiesznie wyglądała w tamtej chwili. Jeszcze jakby tupnęła nogą, można by pomyśleć, że jest małym dzieckiem, które nie dostało lizaka.
-Poprawiłeś mój humor-powiedziała spokojnie bawiąc się sznureczkami od moich dresowych spodni. -Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mnie to cieszy-odpowiedziałem i cmoknąłem jej policzek. -Nie-e, tutaj-pokazała palcem na swoje usta, a ja wybuchłem głośnym śmiechem. Po chwili i ona dołączyła do mnie, ale tak jak sobie życzyła wpiłem się w jej usta rozkoszując się smakiem jej pełnych ust.
-Co ty ze mną robisz dziewczyno-wymamrotałem wprost do jej ust. Nagle usłyszałem wibracje mojego telefonu, które oznajmiały mi, że ktoś do mnie napisał.
-Zayn, telefon-powiedziała przytrzymując się moich barków. Oderwałem się od jej soczystych warg, przerzuciłem tak, aby siedziała na mnie okrakiem i chwyciłem za telefon, a by odczytać wiadomość, którą dostałem.
 
"Może pójdziemy dzisiaj na piwko? Niall."
 

Od razu się spiąłem. Z jednej strony chciałem gdzies wyjsc i się rozluźnić, ale z drugiej Katherine jest wszystkim czego potrzebowałem, a po tamtym wydarzeniu nie wydawało mi się, że najlepszym pomysłem było zostawiać ją samą.
-Co się stało?- zapytała lekko zmartwiona.
-Nic- posłałem jej słaby uśmiech i zabrałem się za odpisywanie na SMS'a.
 
"Sorry Niall, ale nie mogę"
 
Prawie od razu dostałem odpowiedź.
 
  "Stary, no weź! Dawno nie wychodzilismy. Powyrywamy jakieś dupy, napijemy się."
 
Nie miałem ochoty na to całe "wyrywanie dup", ale piwa bym się napił.
 
"No, nie wiem."
 
-Zayn, jesteś pewien, że wszystko jest okay?- spytała Katherine.
-Tak. Po prostu Niall chciał gdzieś wyjść- wzruszyłem obojętnie ramionami.
-Zamierzasz z nim iść?- zapytała delikatnie.
-Raczej nie.
-Dlaczego?
-Bo jestem z tobą i...
-Nie przejmuj się mną! -przerwała mi.
-Dam sobie radę. Wyjdź gdzieś. Zabaw się. Nie możesz cały czas przesiadywać ze mną- uśmiechnęła się przyjaźnie, a mnie ze zdziwienia, aż zatkało.
-Chyba lepiej będzie jak zostanę-powiedziałem do niej.
-Zayn, nic mi nie będzie. Przecież nie umrę. No najwyżej z tęsknoty-zachichotała.
-Jesteś pewna?-dopytywałem. Pokiwała głową na "tak" i szeroko się uśmiechnęła.
-W takim razie dobrze-odblokowałem swój telefon i napisałem do Niall'a, że spotkamy się na miejscu, w tym barze, w którym zazwyczaj pijemy piwo o 7.
-Musisz iść się wymodelować-dziewczyna zaśmiała się i chciała zejść z moich nóg, ale szybko chwyciłem ją za nadgarstki i pociągnąłem z powrotem do siebie tak, że leżała na mnie.
-Umówiłem się z Niall'em na 7, a mamy dopiero 4 więc mamy dużo czasu żeby, no wiesz-włożyłem dłoń pod jej bluzkę i chciałem rozpiąć stanik, ale dziewczyna zatrzymała moje ruchy.
-Wystarczy tego dobrego na dzisiaj-wystawiła mi język po czym wstając moich kolan skierowała się w stronę łazienki. Podążyłem za nią i opierając się o framugę drzwi spojrzałem na nią. Włożyła na  siebie jakąś moją bluzkę i związywała włosy w kucyka. Wyglądała naprawdę pięknie. Była najpiękniejsza kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. Jej oliwkowa karnacja, piękne włosy, idealna figura. Nie mogłem porównać tego do niczego. Była tak zniewalająca.
-Zayn, czemu mi się tak przyglądasz?- powiedziała nieśmiało, a ja otrząsnąłem się z mojego transu. -Jesteś piękna- gdy to powiedziałem, dziewczyna zarumieniła się i szybko mnie ominęła, aby wyjść z łazienki. Szła długim korytarzem, a ja tuż za nią. Zeszła schodami na dół i podążyła w kierunku kuchni.
-Właściwie to gdzie idziesz?- zapytała cicho i nalała sobie mleka do szklanki.
-Do baru- odpowiedziałem bardziej obojętnie, niż miałem zamiar.
-Yhym- speszona tonem jakim jej odpowiedziałem, już nic nie mówiła.
-Jak wrócę to może pooglądamy jakiś film? -zapytałem, by dać jej do zrozumienia, że nie jestem zły. -Jasne-odpowiedziała delikatnie się uśmiechając. Podszedłem do niej i przytuliłem ją w pasie.
-A po filmie moglibyśmy...-mówiłem powoli wodząc dłonią po jej jędrnych pośladkach. -Zboczeniec-zachichotała. Moje ciało napierało na jej, ale w momencie kiedy usłyszałem trzask drzwi wejściowych oderwałem się od niej.
-Zayn?!-co Niall robi tu tak wcześnie?! Spojrzałem na dziewczynę oznajmiając jej niemym wzrokiem, że nie mam pojęcia o co chodzi, a zaraz w kuchni pojawił się Niall.
-O stary, tutaj jesteś-jak zwykle uśmiechnięty Niall.
-Istnieje coś takiego jak dzwonek, idioto-powiedziałem do niego i przywitałem się z nim tym naszym męskim gestem. Dopiero po kilku sekundach zauważył opierającą się i blat kuchenny Katherine. Pomachała mu nieśmiało i przeniosła swój wzrok na kubek wypełniony sokiem.
-Będę na górze-oznajmiła nieśmiało wychodząc z kuchni. Wyglądała jak mała, urocza i zagubiona dziewczynka.
-W porządku- odpowiedziałem jej i uśmiechnąłem się do niej. Wiedziałem, że zaraz odbędzie się przesłuchanie.
-Dobra, co tu się do chuja dzieje i co ty najlepszego robisz?- spojrzał na mnie pytająco i założył obie ręce na klatkę piersiową.
-Nie widać?- zadałem głupie pytanie, żeby odciągnąć go od prawdy.
-Kiedy ostatni raz widziałem tą laskę, to stała pod budynkiem zgwałcona właśnie przez ciebie- pokazał na mnie palcem i zmierzył wzrokiem czekając na odpowiedź. W mojej głowie zaczęły odtwarzać się wydarzenia z tamtej nocy. Nic jej nie zrobiłem. Kazałem jej tylko krzyczeć i udawać. -Mmm, taa- serio nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. -Ty się jąkasz?- zdziwienie w jego głosie było wielkie. Podrapałem się po karku.
-Dobra, serio to wyjście jest konieczne dla twojego zdrowia. Zadzwonię po resztę- szybko wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybierał poszczególne numery telefonów. Gdy już skończył, popatrzył na mnie.
-Ale potem masz mi to wszystko wytłumaczyć, bo serio... to jest chore i nie potrafię tego pojąć. No chyba, że tylko się z nią pieprzysz...?- zadał mi pytanie i naprawdę nie chciałem mu odpowiadać.
-Idę się przebrać- powiedziałem. Westchnął cicho i przytaknął głową. Gdybym powiedział mu prawdę, wyśmiałby mnie. Nie chodzi o to, że wstydzę się tego, że między mną, a Katherine coś jest, ale ja po prostu wiem, że Niall i reszta ekipy nie zrozumieliby tego. Przeczesałem włosy dłonią i kiedy pokonałem drogę po schodach do pokoju, pchnąłem drzwi i szukałem wzrokiem Katherine. -Mała?-zawołałem. Nie wiem dlaczego, ale lubię mówić do niej w taki sposób. Zajrzałem do garderoby i łazienki, ale nigdzie jej nie było. Dopiero wtedy kiedy mój wzrok przeniósł się na balkon ujrzałem ciemnowłosą dziewczynę siedzącą na kilku poduszkach.
-Hej-powiedziałem delikatnie. Jej ciało spięło się i nadal nie odwracała się do mnie. Zazwyczaj kiedy tylko powiedziałem coś do niej, od razu patrzyła na mnie z tym pięknym błyskiem w oku.
-Hej-odpowiedziała obojętnie. Zdziwił mnie jej ton. Podszedłem bliżej i pochyliłem się, a by moc ją pocałować, lecz ona odsunęła się ode mnie na dosyć dużą odległość. Zmartwiłem się tym.
-Wszystko okay?- zapytałem, a ona wydęła usta.
-Ta. Czemu pytasz? - jej ton ciągle pozostawał taki sam, co mnie strasznie irytowało. Nienawidziłem, gdy mnie zwodziła i udawała, że wszystko jest OK, kiedy naprawdę nic takie nie było.
-Katherine, nie kłam- głośno wypuściłem powietrze, aby pokazać jej, że zaczyna mnie irytować.
-Wszystko jest w porządku. Baw się dobrze Zayn-upiła łyk swojego pomarańczowego napoju, po czym wstała i ominęła mnie wychodząc z balkonu. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej sweter.
-Katherine-powiedziałem do niej.
-Powiedz mi o co chodzi-podszedłem do niej. Cały czas stała do mnie tyłem. Słyszałem jak wypuszcza powietrze.
-Wszystko jest w porządku. Idź, pewnie już na ciebie czekają-powiedziała ignorując mnie. O co do chuja pana chodzi?!
-Zayn! Ruszaj swoją seksowną dupeczkę, chłopaki czekają!-Niall ponaglił mnie. Teraz kiedy wiem, że coś jest na rzeczy nie chce mi się nigdzie wychodzić. Chcę dowiedzieć się co jest grane.
-Powiesz mi?-zapytałem spokojnie.
-Zayn, daj spokój. Nic mi nie jest. Idź po prostu i się zabaw ze swoimi kolesiami- wymruczała ostatnie słowo i serio zaczynałem myśleć, że chodzi jej o całe to moje wyjście.
-Chodzi o to, że wychodzę?
-Nie. Po prostu idź -warknęła i postanowiłem zająć się ta sprawą później.
-Dobra. Ale wiedz, że później do tego wrócę- powiedziałem. Westchnęła głośno. Założyłem swój biały T-shirt i czarne, podarte spodnie, a następnie szybko zszedłem na dół, gdzie czekał na mnie Niall.
-Długo się tam miziałeś-powiedział do mnie.
-Nie wkurwiaj mnie-powiedziałem do niego i zamykając drzwi od domu ruszyliśmy w stronę knajpy. Wyciągnąłem telefon i napisałem do dziewczyny, żeby nie wychodziła z domu dopóki nie wrócę. Niestety nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
-Czyli ty i ta laska ... jesteście razem?-zapytał Niall.
-Nie, nie jesteśmy-jeszcze on niech mnie wkurwi.
-Więc co ona robi u ciebie?-zapytał. Włożyłem ręce w przednie kieszenie i westchnąłem głęboko. -Po prostu jej pomagam-odpowiedziałem nie do końca z prawdą. Skierowaliśmy się na lewo od ronda i przechodziliśmy właśnie długim mostem nad jeziorem kierując się do naszego ulubionego baru. -Zamoczyłeś już?-zapytał waląc prosto z mostu.
-Zaraz ciebie zamoczę w tym jeziorze-warknąłem do niego, na co się zaśmiał.
-Dobra, teraz serio. W czym jej pomagasz? Ostatnio o ile pamiętam uderzyłeś ją, a potem zgwałciłeś, więc nie wydaje mi się, że jesteś najlepszą osobą, która mogłaby jej w czymkolwiek pomóc. Albo ona jest tępa, albo strasznie zdesperowana.- powiedział, a ja skarciłem go wzrokiem i naprawdę miałem ochotę go w tamtej chwili solidnie pierdolnąć, ale siłą woli udało mi się opanować i nie zabić, czy tym bardziej wrzucić do jeziora.
-To jest skomplikowane- wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
-Zawsze takie jest- wzruszył ramionami. Zamknął się choć na chwilę. Po jakiś 10 minutach ciszy powoli dochodziliśmy do naszego celu.
-Głupia suka siedzi ci na dupie-powiedział pod nosem i myślał, że nie usłyszałam.
-Zamknij mordę i odpierdol się od niej!-krzyknąłem do niego i popchnąłem go do tyłu. Teraz to naprawdę mnie wkurwił.
-Ej, ej! Spokojnie!-wtrącił się Tom, który akurat dochodził do nas z chłopakami. Stanął pomiędzy mną i Niall'em i spojrzał na mnie pytająco. Fuknąłem pod nosem i wszedłem do baru. Podszedłem do barmana prosząc o 9 piw i zająłem miejsce. Po chwili chłopaki już siedzieli koło mnie.
-O co chodzi z tą twoją, nową dziunią?-zapytał Carl.
-Nie twój pieprzony interes-odpowiedziałem mu. W końcu gościu przyniósł nasze piwa, a ja wziąłem głęboki łyk. Czułem na sobie wzrok wszystkich chłopaków, ale nikt się nie odzywał co mnie cieszyło, bo zaraz któryś z nich by pieprzył jakieś chore gówna, których nie miałem ochoty słuchać. Po dwóch dużych łykach piwa, nie było już 3/4 szklanki.
-Zayn, opowiedz nam trochę i tej lasce, którą teraz pieprzysz- zaśmiał się Chris i wszyscy dołączyli do niego. Złość zbierała się we mnie z każdą sekundą.
-Lepiej uważaj! To dla niego bardzo drażliwy temat. Zaraz będzie cię chciał zabić- zaśmiał się Niall. Jeszcze kilka komentarzy na ten temat...
-Jakoś kilka tygodni temu jak rozmawialiśmy o twoich dziwkach to nie miałeś z tym problemu, a wręcz przeciwnie- zaśmiał się Mike.
-Możecie się kurwa wszyscy zamknąć i skończyć ten pierdolony temat?!- wybuchłem i roztrzaskałem szklankę z piwem o ziemię. Kopnąłem krzesło wywracając je na ziemię i skierowałem się do wyjścia. Jak najszybciej przeszedłem przez most, a później już tylko rondo i prosta droga do domu. Mówiłem, że nie zrozumieją, wiedziałem. Ale nie mają żadnego pierdolonego prawa, żeby nazywać Katherine w taki sposób. Po za tym niech się zajmą swoim popierdolonym życiem, a nie moim. W końcu doszedłem do mieszkania i kiedy otworzyłem drzwi w salonie ujrzałem dziewczynę z miską popcornu. Nadal nie zwracała na mnie uwagi.
-Hej mała-podszedłem do niej, aby cmoknąć jej usta, ale uniknęła mojego dotyku i nadal wlepiał się w puste pudło z jakimś durnym filmem.
-Koniec tego-wymamrotałem. Podszedłem do telewizora i wyłączyłem go.
-Ej! Oglądałam to-krzyknęła do mnie zła kiedy zorientowała się co zrobiłem.
-Będziesz łaskawa mi wytłumaczyć o co ci do jasnego chuja chodzi ?! Czemu zachowujesz się tak, a nie inaczej?! - krzyknąłem, cały naładowany tą złością, która tak bardzo uparcie chciała ze mnie wyjść
-Nie - odpowiedziała szorstko i nie wytrzymałem. Rzuciłem tym pieprzonym pilotem o ziemię, przez co Katherine podskoczyła.
-Jeszcze raz... masz mi teraz powiedzieć co jest powodem twojego zachowania -warknąłem cały podkurwiony.
-Ale po co ci to wiedzieć?! Daj mi święty spokój!
-Chce to wiedzieć, bo nie wiem co takiego zrobiłem!
-Daj sobie spokój-dziewczyna wstała z kanapy i skierowała się po schodach na górę. Czyli znów się pokłócimy, pięknie. Muszę się trochę uspokoić, bo znów spieprzę, a nie zniosę widoku strachu w jej oczach, Pobiegłem szybko za nią. Delikatnie nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
-Katherine powiedz mi co się dzieje. Co zrobiłem nie tak?-zapytałem.
-Po co ci to wiedzieć skoro jestem tylko laską do pieprzenia-uśmiechnęła się pokazując mi tym samym jak żałosny jestem. O nie, wszystko słyszała. Prychnęła pod nosem, a ja usiadłem obok niej na łóżku.
-Katherine...
-Oszczędź sobie tych tłumaczeń i nie ośmieszaj się jeszcze bardziej- przerwała mi i przeczesała dłonią włosy.
-Nie. Muszę ci to wytłumaczyć...
-Ja naprawdę ci zaufałam. Powierzyłam ci całą siebie....
-Daj mi powiedzieć. Na początku chciałem cię tylko przepieprzyć, to prawda, ale potem wszystko się zmieniło. Chciałem odejść, ale nie potrafiłem. Było coś co przyciągało mnie do ciebie. Ty to wszystko zmieniłaś. Wywróciłaś mój świat do górny nogami i doszczętnie nim wstrząsnęłaś. Nie jesteś laską do pieprzenia i nigdy nie będziesz, bo zawsze będziesz czymś więcej. Szczerze to sam nie potrafię zrozumieć tego do końca.
-To co powiedział Niall ... Uwierz mu, że prawie go zapierdoliłem, ale dałem sobie spokój. Oni tego nie rozumieją-powiedziałem całując jej obojczyk. W końcu dała mi się dotknąć. Miałem ochotę wycałować każdy kawałek jej ciała.
-Jesteś przepiękna-powiedziałem muskając jej szyję. Objąłem jej twarz rękoma i spojrzałem w jej oczy.
-Uwielbiam cię całą i nie jesteś dla mnie żadną laską do pieprzenia-widziałem w jej oczach jak złość ustępuje, a po chwili wpiłem się w jej usta z dwukrotną siłą.
-Nigdy więcej tak nie myśl-nasze języki toczyły ze sobą walkę. Jej mała dłoń wylądowała na moim karku i zniżając się coraz to bardziej położyła się i przyciągnęła mnie do siebie. Moja prawa dłoń przytrzymywała ciężar ciała, a lewa błądziła nerwowo po jej ciele.
 
 
Cześć Miśki! :* Jeszcze raz przepraszamy za pościg. Naprawdę teraz dużo rzeczy się dzieje. Postaramy się wstawiać je jakoś wcześniej.
No więc Kate spotkała się już ze swoim ojcem, kolejna kłótnia z Liam'em i koledzy Zayn'a. Jak wam się podoba rozdział? Uważacie, że Liam zachował się w porządku przyprowadzając ojca do domu Malik'a? Skomentujcie wszystko! :* Oczywiście bardzo wam dziękujemy za każde ciepłe słowo <3 Kochamy was i do następnego <3 xx

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 26



To dziwne, kiedy nie wiem na czym stoję. Nieznane dotąd były mi tak silne uczucia. Nie wiem też, czy uczucia te są odwzajemniane. Boję się. Boję się prawdy jaka może mnie czekać, dopaść. Żyć w niepewności. Pomimo tej niepewności kocham to. Kocham tą adrenalinę, przyjemność, którą doznaję tylko z nim. Jego ciągłe zmiany nastrojów uspokoiły się trochę, ale jestem przygotowana na to, że mogą znów nasilić się. Ale co ją mogę z tym zrobić? On działa na mnie jak nikt inny. Jego głos, śmiech, ta dobra, kochana strona, on cały. Przy tym można zapomnieć jakim fiutem jest naprawdę. Nie wiem jakiego typu są moje uczucia, ale z biegiem czasu coraz bardziej się nasilają. Mówił, że nie są znane mu tego typu uczucia, tylko o to chodzi...jakie czucia? Nie zniosę kolejnego rozczarowania.
-Katherine?- nagle się ocknęłam z mojego zamyślenia, gdy Zayn pomachał mi ręką przed twarzą
-Um, tak?- odpowiedziałam pośpiesznie.
-Nie słuchałaś tego co do ciebie mówiłem, prawda?- założył ręce na piersi.
-Nie, przepraszam. Zawiesiłam się- uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Uhm, a co mówiłeś?- odchrząknęłam niezręcznie.
-Pytałem czy chcesz gdzieś wyskoczyć wieczorem? - zapytał i w jego głosie wyczułam nutkę poirytowania.
-A gdzie konkretnie?-chciałam rozładować jego poirytowanie więc szybko wstałam z kanapy i stanęłam na niej na kolanach. Wolnymi i seksownymi ruchami niczym gepard polujący na swoją antylopę zaczęłam kierować się w stronę mulata. Na początku zdziwił się moim zachowaniem, ale po chwili kiedy dotarło do niego to co chcę zrobić, zwilżył swoje wargi językiem i rozłożył swoje ręce na oparciu fotela. Zamruczałam na co zaśmiał się, a ja po prostu utonęłam w tym dźwięku. Powoli usadowiłam się na jego kolanach przerzucając nogi po obu stronach jego ciała i zaczepnie zawiesiłam swój palec wskazujący na jego podbródku.
-Jeśli będziesz tak robić, to nie pójdziemy wcale i wylądujesz goła na moim łóżku- mruknął mi do ucha, przez co zrobiło mi się gorąco i poczułam przyjemne uczucie w moim podbrzuszu.
-Ta opcja też jest niezła- odparłam nieśmiało, a on zachichotał pod nosem.
-Ale serio to możemy iść na kolację do restauracji, czy coś- odparł i wzruszył obojętnie ramionami.
-Brzmi dobrze- uśmiechnęłam się co chłopak odwzajemnił.
-Co będziesz dzisiaj robić?- zapytał. Ja? Nie będziemy razem?
-Um... myślałam, że porobimy coś we dwoje?- powiedziałam cicho i popatrzyłam się na ścianę za nami.
-Dzisiaj nie mogę. Mam kilka spraw do załatwienia-odparł oplatając moją talię.
-A jaki...- chciałam zapytać co ma do zrobienia, ale skarcił mnie wzrokiem dając do zrozumienia, żebym się tym nie interesowała. Fuknęłam pod nosem, przez moje zdenerwowanie.
-Okey- powiedziałam obojętnie.
-Będę się powoli zbierał-powiedział podnosząc mnie do góry i sadzając na miejscu obok.
-Idę wziąć prysznic i wyjdę-odparł wchodząc po schodach na górę. Jestem tak cholernie ciekawa co ma do załatwienia, ale wiem, że swoimi ciekawskimi pytaniami załatwię kłótnię, a tego nie chcę. Ughgh, jakby nie mógł mi po prostu powiedzieć. Ne musiałabym zastanawiać w sobotnie popołudnie co on do cholery idzie załatwić. Co za człowiek! Wstałam z kanapy i skierowałam się do kuchni. Moje szare, dresowe spodnie zwisały delikatnie na moich biodrach, a czarna, obcięta w połowie koszulka delikatnie spoczywała na moim ciele. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, oznajmiający, że ktoś właśnie schodzi po schodach.
-Katherine?!-usłyszałam krzyk Zayn'a. W jego głosie można było wyczuć nutkę zdenerwowania. Popchnęłam drewnianą powłokę i z jabłkiem w buzi weszłam do salonu, gdzie aktualnie znajdował się Zayn. Oczywiście miał na sobie czarne spodnie, czarną, skórzaną kurtkę i ciężkie czarne glany. Jedynie jego biała bluzka odróżniała się od całej tej ciemności.
-Gdzie byłaś?!- krzyknął zdenerwowany i szybkim ruchem przeczesał dłonią swoje włosy
-W kuchni?- wywróciłam oczami i chciałam go wyminąć, aby usiąść na kanapie, lecz nawet to nie okazało się być proste. Chwycił mnie mocno za nadgarstek i zatrzymał w miejscu
-Nigdy nie wywracaj na mnie oczami- syknął. Głośno przełknęłam ślinę i wyrwałam swoją rękę z jego uścisku
-Masz mi mówić, gdzie idziesz.
-Nawet jeśli chodzę po domu? Chciałam wziąć jabłko.- szepnęłam
-Tak. Nawet wtedy- odpowiedział oschle i ruszył w stronę drzwi
-O której będziesz?- zapytałam szybko
-Nie wiem.- warknął i usłyszałam głośny trzask drzwi. Dobra, serio. On naprawdę ma jakieś poważne problemy z psychiką. Chwyciłam poduszkę, która leżała na kanapie, przyłożyłam ją do twarzy i zaczęłam piszczeć jak mała, rozkapryszona dziewczynka.
Czy on do jasnej cholery chociaż raz przez jakieś kilka dni nie może być normalny. Przecież ja do jasnego chuja byłam tylko w kuchni! Poszłam tylko po jabłko! A on od razu z paszczą. Jezu ... Tak bardzo mnie to irytuje, że nic nie mogę z tym zrobić. Najwyraźniej całe to kilkudniowe szczęście zakończyło się właśnie przed chwilą. Uśmiechnęłam się pod nosem zdając sobie sprawę z tego jak żałosne było jego zachowanie i ruszyłam schodami na górę. Co ja mam robić tutaj sama? Nie mogę ruszyć się z domu co Zayn dał mi jasno do zrozumienia, więc wychodzi na to, że mogę posiedzieć bezczynnie i tyle.
Albo... mogłam się tam rozejrzeć. Wiedziałam, że jeśli Zayn zauważy, że rozglądałam się po jego domu, to nie będzie zbyt szczęśliwy, ale szczerze kogo to obchodzi? Moja ciekawska natura wzięła górę i zaczęłam oglądać każdy pokój z osobna. Wiedziałam, że to wścibskie, ale on by zrobił o wiele więcej gorszych rzeczy, a ja chce tylko poznać ten dom. W większości pokoi nie było nic ciekawego. Same arcydzieła naścienne, łóżka, szafki. Nic specjalnego. W końcu weszłam do sypialni, w której spałam ja i Zayn. Było tam dosyć sporo komód, oraz szafek i pewnie powodem tego było zagospodarowanie wolnej przestrzeni tak dużego pomieszczenia. Żadna szuflada nie była specjalnie wyjątkowa czy ciekawa, pomijając tą z tonami bokserek Zayn'a. Jednak jedna przykuła moją uwagę. Była... sama nie wiem. Inna niż reszta. Otworzyłam pierwszą szufladę i nic. W następnej było również pusto. Jednak w tej na samym dole pierwsze co rzuciło mi się w oczy, były różowe, koronkowe stringi. Były tak cienkie, że można je było porównać do tasiemki, ale jestem kobietą i wiem po co się zakłada tego typu bieliznę, która na dobrą sprawę nie była moja. Uczucie zazdrości i złości zaczęło mnie zjadać od środka. Rzuciłam stringi w kąt pokoju i grzebałam dalej. Na końcu szuflady było lekkie wgłębienie, więc włożyłam tam palec i pociągnęłam cienką, drewnianą powłokę do góry. Zobaczyłam czarny pistolet. Moje serce zaczęło tak szybko bić, że miałam wrażenie jakbym przeżywała atak serca.
Po co mu ten ... ten pistolet?! Ja rozumiem wszystko, ale to już jest jakieś przegięcie. A jeżeli on ... on jest jakimś seryjnym zabójcą i zabija niewinnych ludzi, albo pracuje dla jakiejś mafii? Nie, to jest chyba jakiś żart. Trzymałam w dłoni "to cacko" i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. To chyba nie może być on?!
-Katherine?!- usłyszałam dobrze znany mi krzyk z dołu. Przestraszyłam się i czym prędzej schowałam czarną broń z powrotem do szuflady. Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana włączonego laptopa. Na schodach słychać było tupot jego ciężkich butów, a po chwili znalazł się już w drzwiach.
-H-hej- powiedziałam cicho. W tamtej chwili bałam się. Bałam się i to bardzo
-Cześć- warknął. O co mu znowu chodzi?! Nagle zobaczyłam koronkową bieliznę, którą wcześniej wyrzuciłam w róg pokoju. Kurwa! Musiałam się jakoś zająć Zayn'em, żeby tego nie zauważył. Bez zastanowienia, zrzuciłam laptopa z kolan i rzuciłam się w stronę chłopaka, mocno wpijając się w jego usta. Był zdezorientowany i zaskoczony moim zachowaniem, ale po chwili odwzajemnił pocałunek. Zaczęłam go ciągnąć tak, aby nie mógł zobaczyć bielizny w kącie. Szłam tyłem i chciałam ją jak najszybciej chwycić. Gdy wpadliśmy na łóżko, popchnęłam chłopaka, żeby się położył i pochyliłam się nad nim.
-Zamknij oczy- szepnęłam mu do ucha i zrobił to co nakazałam. Pośpiesznie chwyciłam różowe stringi i schowałam je do tylnej kieszeni moich dresów. Ponownie wróciłam do Zayn'a i usiadłam na niego okrakiem. Ściągnęłam jego kurtkę, a następnie koszulkę i zaczęłam całować jego nagi tors. Pomrukiwał, gdy lekko zasysałam jego skórę na szyi. W pewnym momencie złapał mnie za pupę. Zaczął po niej dziwnie jeździć ręką i szczerze wtedy nie wiedziałam o co mu chodzi. Nagle włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej materiał, a ja zamarłam. Jego oczy powoli stawały się czarne, a ja nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam nawet, że moim organizmem zaczął już kierować strach.
-Skąd to masz?- zapytał przez zaciśnięte zęby. Bawiłam się swoimi palcami. Moja dolna warga wylądowała pod torturami moich zębów. Jak najszybciej mogłam, zeszłam z jego kolan i tak jak zbity pies usiadłam po turecku na skraju łóżka i spuściłam wzrok w dół.
-Pytałem się skąd to masz!- wrzasnął. Podskoczyłam kiedy usłyszałam ostry ton jego głosu.
-Z- szuflady-opowiedziałam szeptem, ale on to chyba usłyszał.
-A kto ci kurwa pozwolił nawet ją dotykać?!- jego ton głosu pozostawał nadal taki sam.
-J-ja...
-Odpowiedz!- stanął przede mną. Jego zęby były mocno zaciśnięte, co uwydatniało rysy jego szczęki. Ręce złożył w pięści, a oczy miał dosłownie w kolorze zadymionego brązu
-N-nikt...- przygryzłam wargę
-Czego tam do chuja szukałaś?!
-N-nie wiem- powiedziałam cicho.
-Kurwa, nie kłam!
-Nie wiem!- pisnęłam ze strachu. Widziałam, że próbuje się uspokoić, ale walczył sam ze sobą.
-Co. Jeszcze. Tam. Znalazłaś?- wysyczał wolno każde słowo.
-J-ja.. um...
-Mów!- ponaglił mnie wrzaskiem.
-P-pistolet...- Kiedy powiedziałam mu o tym co znalazłam w tej szafce widziałam jak jego oczy dosłownie blakną. Jezu on mnie zabije. Odsunęłam się od niego jak najdalej mogłam, a po chwili ruszyłam pędem do drzwi, aby jak najszybciej zniknąć z tego pomieszczenia. Szybko skierowałam się do łazienki i zamknęłam się w niej. Byłam tak cholernie przestraszona, że zaczęłam cicho płakać. W całym domu panowała tak błoga cisza, przerywana jedynie moim szlochem. Nagle usłyszałam głośne odgłosy butów. Wiedziałam, że tu idzie, a on dobrze wiedział, że ja tu jestem. Zawsze chowałam się w łazience kiedy wpadał w furię.
-Katherine!-krzyknął. Boże, nie! Idź sobie.
-Jeżeli doliczę do pięciu, a ty nie otworzysz tych pierdolonych drzwi, wyważę je- oznajmił mi tak samo oschłym tonem. Nie otworze ich. Nie teraz. Boję się, że coś mi zrobi.
-Katherine, do jasnej kurwy! -krzyknął i walnął pięścią w białe drzwi.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam zapłakanym głosem. Słychać było w moim krzyku strach i ból.
-Kurwa, nie rób tego znowu! Zawsze uciekasz!- wrzasnął i kopnął drewnianą powłokę
-A jak myślisz dlaczego uciekam! Ludzie uciekają, bo się boją! Ja się boję!- pisnęłam i otarłam łzy, które spływały po moich policzkach.
-Otwórz te pierdolone drzwi- już nie krzyczał, ale bardziej do mnie warczał.
-N-nic mi nie z-zrobisz?- zapytałam.
-Otwórz drzwi!- taka odpowiedź mi chyba wystarczała. Powoli podeszłam do drzwi i przekręciłam zamek. Drewniana powłoka momentalnie się otworzyła, a Zayn wparował do pomieszczenia. Wystraszyłam się i odruchowo cofnęłam do tyłu tak, aby ograniczyć nasz kontakt fizyczny. Jego oddech był nierówny, ale kiedy zobaczył moje zapłakane oczy i mokre policzki próbował się trochę uspokoić. Spuścił głowę w dół i przeczesał dłonią włosy, a po chwili podniósł głowę.
-Nic ci nie zrobię- powiedział powoli wyrównując swój oddech. Wyciągnął dłoń, aby móc opleść moją talię ręką, ale cofnęłam się jeszcze bardziej, napierając ciałem na szafkę stojącą za mną.
-Zostaw mnie-wyszeptałam. Bałam się i nie chciałam, żeby mnie dotykał.
-Katherine, proszę. Spójrz na mnie- poprosił, ale nie zrobiłam tego czego chciał. Patrzyłam na swoje bose stopy.
-Już jest w porządku, kochanie- powiedział zmniejszając dystans między nami. Nie miałam już jak cofnąć się do tyłu. Położył dłoń na moim policzku i aż się wzdrygnęłam. Przez moje ciało i umysł przemawiał strach, którego nie potrafiłam opanować. Moje serce nadal biło jak szalone i miałam wrażenie, że zaraz dostanę zawału.
-Hej, kochanie nie bój się mnie- chwycił mój podbródek i skierował moją twarz tak, abym mogła na niego spojrzeć
-Przepraszam- szepnął i pogładził mój policzek kciukiem, co wywołało na moim ciele tony dreszczy
-Katherine...
-Muszę ochłonąć Zayn... wystraszyłeś mnie. B-byłeś bardzo agresywny- mój głos się załamał w połowie zdania
-Wiem Katherine. Mówiłem ci. Jestem wybuchowym sukinsynem. Ale proszę zostań- przygryzł nerwowo wargę.
-Zayn, nie idę nigdzie, ale muszę to przetrawić. Nadal się boję
-Przepraszam. Katherine nie znienawidź mnie.- popatrzył na mnie i jego wzrok przeszył mnie na wylot
-Pójdę się przejść-powiedziałam wymijając go i wyszłam z łazienki. Skierowałam się schodami na dół i poszłam założyć buty.
-Katherine, zostań. Nie wychodź- powiedział błagalnym tonem. Nie chcę siedzieć z nim po tym jak się zachował.
-Wrócę za jakąś godzinę-powiedziałam do niego i założyłam swoją szarą, zapinaną bluzę. Chwycił mnie za nadgarstek i powoli przyciągnął do siebie.
-Myszko, nie gniewaj się na mnie-schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Moim ciałem nadal kierował strach, a każdy jego ruch w moją stronę kończył się wzdrygnięciem. Czułam jego ciepły oddech na szyi, a moje oczy piekły. Nie mam pojęcia dlaczego chce mi się płakać, ale po prostu jestem tak bardzo przestraszona, że nie wiem co się ze mną dzieje.
-Katherine, tam jest niebezpiecznie. Proszę zostań. Jak jesteś ze mną, to mogę cię chronić, a gdy jesteś daleko, to nie jest to możliwe. Proszę- wyszeptał i gładził mnie pocieszająco po plecach.
-Nic mi się nie stanie. Chcę po prostu móc przemyśleć to wszystko na trzeźwo- powiedziałam cicho.
-Katherine...- zaczął ostro, ale zaraz się uspokoił. Chyba sobie przypomniał w jakiej sytuacji obecnie się znajdowaliśmy.
-Proszę...- odchrząknął nieswojo.
-Nie. Niedługo wrócę.- powiedziałam i wyrywając się lekko z jego uścisku, szybko wyszłam z tego pięknego domu, który coraz bardziej zaczynał mi przypominać luksusowe więzienie. Nie mam już siły do tego chłopaka. Cała ta poranna akcja, pistolet i później to. Naprawdę powoli wykańcza mnie to wszystko. Najbardziej jednak nie lubię tego kiedy wywołuje u mnie strach. Ten strach kieruje mną. Nie cierpię tego. zaczesałam dłońmi włosy do tyłu i usiadłam na jakiejś ławce. Było naprawdę dobrze, był miły i kochany. A dzisiaj? Dalej nie mogę uwierzyć w to jak się zachował. Jego głośne wrzaski skierowane w moją stronę nadal dudnią w mojej głowie. Poczułam, że mój telefon wibruje. Nie miałam pojęcia, że zabrałam go ze sobą. Chwyciłam do miejsca wydobywającego się dźwięku i odblokowałam telefon.


"Kiedy wrócisz? Z xx" 



"Wracam za jakieś 20 minut xx"


Muszę wziąć się w garść i ogarnąć trochę. Wstałam z ławki i zaczęłam kierować się w stronę powrotną do domu. Może powinnam nabrać do niego trochę dystansu? Odsunąć się choć na chwilę? Zaczynałam się zastanawiać czy to wszystko nie wynika z tego, że ta cała sytuacja za szybko się rozwinęła. Szłam dość powoli, ale i tak droga była krótka, więc doszłam do willi Zayn'a w około 10 minut. Nacisnęłam lekko klamkę, aby moc otworzyć drzwi. Weszłam do środka i odwróciłam się na chwilę, aby ściągnąć buty. Gdy ponownie się obróciłam, Zayn stał kilka centymetrów ode mnie. Podskoczyłam ze strachu.
-Wystraszyłeś mnie.- położyłam rękę na swojej klatce piersiowej, aby wyczuć szybkie i mocne bicie mojego biednego serca.
-Przepraszam- powiedział cicho. Chciał położyć rękę na mojej tali, ale odsunęłam się od niego.
-Tak sobie myślałam...- zaczęłam, ale nie chciałam kończyć.
-Tak?- ponaglił mnie i zmarszczył czoło, a ja przygryzłam wargę.
-Że powinniśmy się chociaż trochę zdystansować...- powiedziałam cicho, ale raczej usłyszał, bo jego ciało się spięło.
-Tylko nie to.- warknął i przeczesał dłonią włosy.
-To nie tak miało wyglądać, nie tak- zaczął chodzić w tę i z powrotem.
-Zayn ...
-Obiecałaś mi. Obiecałaś mi, że mnie nie zostawisz, a teraz co? Teraz chcesz mnie tak po prostu wystawić-powiedział nadal chodząc nerwowo po pokoju.
-Zayn, nie zostawię cię ...- powiedziałam cicho. Zatrzymał się i spojrzał w moje oczy. Zbliżył się do mnie, a w jego oczach widziałam jakby strach. Bał się, że go opuszczę. Nagle zachłannie wpił się w moje usta. Pogłębił pocałunek i czułam jak desperacko pragnie więcej. Nie umiałam i nie chciałam tego skończyć.
Ale miałam się zdystansować. To znowu by ruszyło za szybko i po raz kolejny musiałabym płakać. Jednak z tym mężczyzną nie można się oddalić. Wciągnie cię prędzej czy później. Jego śmiech, głos, uśmiech, sposób w jaki po prostu jest. Próbował mnie złapać za pupę, ale wtedy przerwałam.
-Z-zayn, nie tak szybko...- przygryzłam wnętrze policzka.
-Nie zostawiaj mnie.- powiedział cicho.
-Nie zostawiam. Po prostu potrzebuje troszkę więcej przestrzeni. Musimy trochę zwolnić. - popatrzyłam mu w oczy . Jego brązowe tęczówki były przepełnione bólem.
-Nienawidzisz mnie?- wyszeptał
-Nie Zayn. Nie nienawidzę cię.
-Przepraszam- wziął moja dłoń i pocałował jej zewnętrzną stronę.
-Nasze wyjście jest nadal aktualne?- popatrzył na mnie pytająco. Po długim namyśle, postanowiłam mu odpowiedzieć.
-Tak- jego oczy nie zaiskrzyły znajomą mi radością, kiedy zgadzałam się na jego miłe propozycje. Teraz widniał w nich smutek.
-Chcesz przestrzeni, to znaczy, że wyprowadzisz się ... ?-zapytał smutno.
-Ja nie- nie wiem-odpowiedziałam.
-Znowu chcesz mnie zostawić, tak jak kilka dni wcześniej. Ponownie chcesz uciec- powiedział do mnie. On ma zamiar wywołać u mnie wyrzuty sumienia?
-Zayn przestań tak mówić- objęłam jego policzek jedną dłonią.
-Po prostu chcę, żebyśmy trochę zwolnili- powiedziałam spuszczając głowę w dół. Nie chciałam patrzeć na niego w takiej rozbitce.
-Wyprowadzisz się?- jego prawa dłoń wylądowała na mojej tali, a palce wskazujący z lewej dłoni podniósł moją brodę do góry.
-Nie wiem ...-powiedziałam cicho.
-Tak czy nie?-zapytał.
-Nie Zayn. Nie wyprowadzę się.- wyszeptałam i spuściłam wzrok na moje stopy. Złapał moją twarz w obie dłonie, abym na niego spojrzała. Gdy jego oczy spotkały się z moimi, poczułam, że tonę w brązowej głębi jego tęczówek
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę- po tych słowach, wpił się lekko w moje usta.
-Musisz zostać przy mnie, nie mogę cię stąd wypuścić- wyszeptał wprost do moich ust. Mój telefon nagle zaczął wibrować. Oderwałam się od chłopaka i sięgnęłam po telefon.
-Czego jeszcze chcesz Liam? Co chcesz mi pogrozić, że ojciec przyjechał-zaczęłam.
-Właśnie jadę do waszego wspólnego mieszkanka z ojcem- powiedział przesłodzonym głosem. Zaśmiałam się głośno.
-I co ci to da? No co?- Zayn spojrzał na mnie pytająco, a ja uśmiechnęłam się, aby zapewnić, że jest w porządku.
-Zabierze cię stąd. Jesteś głupia, bo dałaś się zauroczyć temu fiutowi.- powiedział ostro, a we mnie się zagotowało
-Wiesz co Liam? Tego się po tobie nie spodziewałam. Żeby mój brat nazwał mnie głupią? To jest moja decyzja co robię z moim życiem, a tobie wielki chuj do tego! Zostanę tu czy tego chcesz czy nie! Możesz sobie nawet wzywać prezydenta, a ja i tak zostanę z Zayn'em. Więc wara od mojego życia. Jako brat powinieneś rozumieć to, że jestem szczęśliwa i nie próbować mi tego zabierać. Dziękuję za rozmowę braciszku.- powiedziałam na jednym wdechu i rozłączyłam się. Zayn spojrzał na mnie zmartwiony
-Jest okay. Mój brat znowu mnie próbuje nastraszyć- powiedziałam z obrzydzeniem.
-To o której wychodzimy?- zapytałam z uśmiechem, kompletnie zmieniając temat
-Katherine nie chcesz o tym pogadać?-zapytała.
-Może 19?-zapytałam podchodząc do niego i zaplotłam ręce na jego karku.
-Buziaczek?-zapytałam, na co się zaśmiał.
-Buziaczek-cmoknął mnie w usta. Nagle do domu rozległo się pukanie do drzwi. Moje oczy podwoiły swoje rozmiary i spotkały się z wzrokiem Zayn'a.
-Otworzyć?-zapytał szeptem. Pokiwałam głową na "nie".
-Schowaj się w łazience na dole, albo bądź w kuchni- powiedział i skierował się do drzwi. Jezu, Zayn nie rób tego! Spojrzał na mnie wymownie, abym zrobiła to co kazał. Weszłam do kuchni i po cichu zamknęłam drzwi.




Hej kochani :* oczywiście znowu ta sama śpiewka.... przepraszamy was z całego serca za te opóźnienia, ale mamy naprawdę napięty plan. Jeszcze jedna z nas wyjechała teraz na wczasy, a po powrocie Patrycji, ja jadę i jest trochę ciężej pracować. Bardzo was przepraszamy i wynagrodzimy wam to w wakacje :) a co do Zayn'a... co myślicie o tej całej sytuacji? Troszkę to pogmatwane... no, ale nic :) Kochamy was xx

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 25

Uwaga! Ten rozdział zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czytając to, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie chcesz tego czytać, możesz ominąć notkę!

ZAYN'S POV
Spokojnie prowadziłem samochód, bo niestety musiał zacząć padać deszcz. Faktem jest to, że uwielbiam szybką jazdę, ale nie byłem sam w aucie. Jechała ze mną niezwykle piękna i krucha istota jaką była Katherine. Kątem oka spojrzałem na nią na chwile spuszczając wzrok z drogi i widziałem, że zasnęła. Nie dziwie jej się. Dzisiejszy dzień był długi, ciężki. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc spokojnie i słodko śpiącego aniołka na fotelu mojego samochodu. W końcu dojechaliśmy na miejsce, a ja zaparkowałem pojazd tuż na wjeździe przed domem. Wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i spojrzałem na dziewczynę. Naprawdę nie chciałem jej budzić. Cicho otworzyłem drzwi i lekko je zamknąłem po czym podszedłem z drugiej strony. Otworzyłem drzwi i schyliłem się do niej. -Katherine, skarbie. Obudź się, jesteśmy na miejscu- powiedziałem szeptem. Mruknęła wiercąc się na fotelu, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który już powoli wkradał się na moja twarz.
-Piękna, chodź- zaśmiałem się cicho, gdy próbowała mnie odgonić ręką. Westchnąłem i postanowiłem wziąć ją na ręce. Jedną ręką podtrzymywałem jej nogi, a drugą plecy. Swoje ręce chyba odruchowo założyła mi ręce na kark. Kopnąłem drzwi od samochodu i zacząłem iść w stronę wejścia do domu. Wyglądała tak słodko kiedy spała. Dobra, teraz serio zaczynam się bać o mój stan psychiczny. Kiedy ostatnio ja powiedziałem, że coś jest słodkie?! Nie ważne. Otworzyłem drewnianą powłokę i wszedłem do środka. Postanowiłem nie budzić Katherine, ponieważ musiała odpocząć, więc wszedłem schodami na górę, do sypialni. Gdy tylko znaleźliśmy się w pomieszczeniu, położyłem dziewczynę na łóżku. Zacząłem ściągać jej buty, kurtkę i spodnie, aby było jej wygodnie. Zanim wyszedłem, pocałowałem ją jeszcze w policzek. Mamrotała coś pod nosem, lecz nic z tego nie zrozumiałem, więc stwierdziłem, że mówiła przez sen. Wyszedłem po cichu z pokoju uprzednio zamykając drzwi od sypialni i skierowałem się do łazienki na końcu korytarza. Chciałem wziąć gorący prysznic. Wszedłem do łazienki, ściągnąłem z siebie ubrania i wszedłem do kabiny. Już po chwili fale gorącej wody spływały po moim ciele. Tyle rzeczy ostatnio się wydarzyło. Nie wiem co ze mną jest, może jestem chory. Ale to co czuję przy Katherine jest nie do opisania. Jest najpiękniejszą dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem i musiałem się nią zaopiekować. Nie mogłem pozwolić na to, żeby cos jej się stało. Żeby ktoś lub coś ją skrzywdziło. Opłukałem włosy z piany i przemyłem twarz gorącą wodą. Szampon zaczął trochę szczypać mnie w oczy co totalnie zignorowałem. Owinąłem ręcznik wokół pasa i wyszedłem z łazienki. Musiałem wziąć z pokoju moje ubrania na dzisiaj, więc cicho nacisnąłem klamkę i cicho wszedłem do pokoju. Łóżko na, którym wcześniej leżała Katherine, było puste. Ruszyłem w kierunku garderoby. Gdy rozsunąłem drzwi zobaczyłem ją. Włosy miała związane w kucyk i ubrana była tylko w czerwoną, koronkową bieliznę, przez którą można było dojść od samego patrzenia. Popatrzyła sie na mnie i uśmiechnęła nieśmiało. Gdyby nie ten strój, można by powiedzieć, że wyglądała uroczo, ale zamiast tego określenia jakie mógłbym użyć to seksowna, gorąca, piękna.
-Hej- powiedziała cicho.
-Hej- uśmiechnąłem się, a ona to odwzajemniła niemal natychmiastowo.
-C-co to za strój?- kurwa, jak ona na mnie działa.
-Nie podoba ci się?- jej mina od razu pobladła.
-Żartujesz sobie? Wręcz przeciwnie. Jesteś gorąca-odpowiedziałem nerwowo oblizując dolną wargę. -Nieprawda-zachichotała. Jezu, coraz bardziej zaczyna mi się podobać jej śmiech. Ale jej ciało tak cholernie mnie dekoncertuje.
-Czemu już nie śpisz?-zapytałem powstrzymując się od rzucenia na nią i dotknięcia każdego cala jej pięknego ciała.
-Um ... miałam głupi sen-uśmiechnęła się słabo. Nie wiedziałem o co chodzi, ale chyba mi nie powie. -Katherine, chcesz o tym pogadać?-zapytałem spokojnie. Odwróciła się do mnie i znów uśmiechnęła. -Nie, wszystko jest w porządku- znów odwróciła się do szafy i składała ubrania. Jezu, dlaczego ona musiała to założyć. Nie mogę już dłużej wytrzymać.
-Zayn, przestań się na mnie gapić-odezwała się szeptem tak jakby ktoś jeszcze znajdował się w tej garderobie.
-Gdyby było to możliwe, zrobiłbym to- zaśmiałem się, a ona zrobiła to samo.
-Co byś zrobił, gdybym ja się tak gapiła na ciebie?- odwróciła się twarzą w moja stronę i położyła dłonie na biodrach. Bez zastanowienia upuściłem ręcznik, który przed chwilą wisiał na moich biodrach.
-Jestem cały twój- uśmiechnąłem się do niej. Oczy Katherine powiększyły swoje rozmiary. Widziałem, że nie wie co ma zrobić. Jednak zaraz szybko odwróciła się tyłem do mnie.
-Zayn!- pisnęła.
-Załóż ten ręcznik!- zakryła sobie oczy, jak małe dziecko, które właśnie nakryło swoich rodziców na pieprzeniu się. Mimowolnie zaśmiałem się z jej reakcji.
-Ty się rozbierz, a ja się ubiorę- przybliżyłem się do niej i przycisnąłem do siebie nasze ciała. Mój kutas ciasno przylegał do jej pupy. Miałem wrażenie, że nie czuje się komfortowo, ale wiedziałem, że w jakiś sposób podoba jej się to.
-Gdybyśmy pozbyli się tego-chwyciłem za szelkę od stanika i strzeliłem jej w nagie ramie.
-Zayn, ubierz ten cholerny ręcznik!-krzyknęła śmiejąc się i tupiąc nogami o podłogę. Nie mogła uciec, ponieważ moje dłonie ciasno oplatały jej biodra.
-I może ściągniemy jeszcze to-zacząłem ciągnąc jej majtki w dój jej ciała, ale ona próbowała za wszelką cenę zatrzymać moje ruchy.
-Przestań!-niemalże pisnęła, a ja nie mogłem się powstrzymać. Uwielbiam kiedy tak piszczy!
-No Katherine, ściągamy majteczki-powiedziałem wprost do jej ucha na co głośno się zaśmiała. Szybko ściągnąłem koronkowy materiał. Chyba się tego nie spodziewała, bo po raz kolejny pisnęła. Odwróciłem ją przodem do siebie i popatrzyłem w jej oczy. Nic nie mówiła, tylko skanowała moją twarz. Chwyciłem jedna ręką jej pośladek i ścisnąłem, na co podskoczyła lekko w miejscu. Chwyciłem frotkę, która miała na włosach i ściągnąłem ją. Jej piękne włosy opadły na jej ramiona -C-co r-robisz?- wyszeptała .
-A na co to wygląda?- zapytałem równie cicho co ona. Pochyliłem się i pocałowałem jej szyję, a ona jęknęła cicho. Samo całowanie szyi tak na nią działa.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak gorąco wyglądałaś w tej bieliźnie-przyparłem jej ciało do szafy i dalej całowałem jej szyję. Poczułem jak jej palce mocno zaciskają się na moim barkach. Przez siłę z jaka wpiłem się w jej szyję nie mogła utrzymać równowagi.
-Zayn ...-w jej głosie wyczułem jakby prośbę abym przestał. Albo mnie słuch myli, albo jest jej tak zakurwiście dobrze, że nie może wytrzymać.
- Oddaj mi się-wypowiedziałem do jej ucha. Usłyszałem cichy jęk wydobywający się z jej ust, co mnie usatysfakcjonowało. Wiedziałem, jak reagowała na mój dotyk, więc mogłem to wszystko wykorzystać.
-Z-zayn- wyjąkała, co mnie podnieciło kurwa jeszcze bardziej. Ale kurwa jaki normalny człowiek, by nie zareagował tak jak ja. Dziewczyna taka jak Katherine, stoi przede mną w czerwonym koronkowym staniku, bez majtek, moje nagie ciało jest przyciśnięte do niej i jęczy mi koło ucha. To jest trochę jak jakieś jebane porno.
-P-proszę- szepnęła.
-Oddaj. Mi. Się- powtórzyłem jeszcze raz i przygryzłem jej dolną wargę. Nie wiem czy zrobiła to odruchowo, czy specjalnie, ale wypchnęła biodra do przodu, tym samym całkowicie napierając na moje nagie krocze. Sam z siebie warknąłem gardłowo.
-Katherine... -z moich ust wyleciało jej imię. Nie mam pojęcia dlaczego, ale w jej głosie cały czas słyszałem prośbę, abym przestał. Jakby odrzucenie. Próbowałem to odrzucić, ale z każdym jękiem dziewczyny słyszałem to jeszcze bardziej. Chwyciłem ją za pupę i podniosłem ją do góry. Oplotła moje ciało nogami, a ja całując jej piękne i pełne usta wyszedłem z garderoby, kierując się w stronę łóżka w mojej sypialni. Jej dłonie cały czas błądziły w moich włosach, a jej biodra poruszały się w rytmie naszych pocałunków. Mój twardy już penis ocierał się o jej kobiecość kiedy tak poruszała biodrami.
-Kurwa Katherine...-wysypałem zamykając nogą drzwi od garderoby. Podszedłem do łóżka, aby następnie na nim usiąść, nadal trzymając Katherine na rękach.
-Zabijesz mnie kiedyś... kurwa przysięgam- wysapałem do jej ust i poczułem jak lekki uśmiech wkrada się na jej twarz. Ruchy jej ust na moich, bioder na moim kroczu i dłoni w moich włosach... to wszystko ze sobą współgrało. Jakby było zsynchronizowane. Gdy ścisnąłem jej pośladek mocniej, niż wcześniej, jej biodra z wiele większą siłą, naparły na moje.
-Kurwa..- wysyczałem.
-Czy ty chcesz, żebym doszedł w taki a nie inny sposób? -z trudem łapałem oddechy. Zachichotała wprost do moich ust i przysięgam, że te wszystkie wcześniejsze wątpliwości zniknęły. Nagle poczułem jak dłonie dziewczyny popychają mnie na łóżku, a ona siada okrakiem na moim torsie. Kiedy przerzuciła jedna nogę i usadowiła się wygodnie na moim brzuchu przygryzła mocno wargę. O kurwa ... Jej brązowe włosy były całe roztrzepane, a jej seksowny uśmiech doprowadzał mnie do granic możliwości. Pochyliła się nade mną i jeszcze mocniej przywarła do mnie swoimi biodrami. Mój kutas już był cały twardy, a ona nic takiego jeszcze nie zrobiła. Jest po prostu sobą i to właśnie doprowadza mnie do szaleństwa. Nic nie musi robić, aby być seksowna.
-Co ja mam z tobą zrobić...- pochyliła się nad moim uchem i ugryzła miejsce pod nim. Jęknąłem gardłowo, a ona uśmiechnęła się w pełni zadowolona z mojej reakcji.
-Pieprz się ze mną- warknąłem, a ona zatrzymała się na chwilę. Jednak sekundy później, ponownie uśmiechnęła się figlarnie. Ona się ze mną do chuja bawi! Położyła swoją rękę na moim brzuchu. Widziałem jak zjeżdża coraz niżej. Podniosła się lekko do góry, a jej ręką wylądowała na moim już twardym penisie.
-Więc chcesz, żebym się z tobą pieprzyła-podkurczyła swoje palce na wysokości mojego penisa.
-Ale nie wydaje mi się, żebyś na to zasłużył-odpowiedziała gładząc jednym palcem mojego kolegę. -Byłeś złym chłopcem-jej druga dłoń sięgnęła do mojego podróbka podnosząc go do góry. Pociągnęła go w górę i spojrzała na mnie ostrym wzrokiem, w którym kryło się dużo erotyzmu. -Bardzo złym chłopcem-co w nią wstąpiło?! Nagle zrobiła jeden długi i posuwisty ruch biodrami, co przyprawiło mojego kutasa o drżenie.
-Więc jak?-zapytała. Kurwa, czego ona oczekuje. Nie dam jej tej satysfakcji. Jeśli myśli, że może nade mną dominować, to do chuja jest w wielkim błędzie. Szybko chwyciłem jej ramiona i obróciłem nas tak, że teraz ja byłem nad nią. Widziałem szok w jej oczach i teraz ja się znacząco uśmiechnąłem. Moja dłoń wędrowała po jej udzie, przez co dziewczyna miała zamknięte oczy. Przygryzła wargę, gdy niespodziewanie włożyłem w nią swój palec. Zacząłem nim poruszać w dosyć szybkim tempie -Kochanie, zapamiętaj, że to ja zawsze miałem, mam i będę miał pełną kontrolę. Nie pozwolę ci się bawić moim kutasem w ten sposób, bo będę musiał cię ukarać- wyszeptałem do jej ucha. Chciała ścisnąć swoje uda razem, ale moje nogi jej na to nie pozwalały. Po chwili włożyłem w nią kolejnego palca. Jęknęła błagalnie, jakby prosiła o więcej. Podkurczyłem swoje palce i dziewczyna pisnęła w odpowiedzi na mój ruch. Oczy miała cały czas zamknięte.

-Czy mówiłem już, że wyglądasz podniecająco, gdy leżysz pode mną szczytując?- zacząłem całować jej klatkę piersiową.
-Nawet nie wiesz jak cholernie gorąco wyglądałeś ty kiedy byłeś tak kurewsko bezbronny- nawet jak robię jej palcówkę to te jej wyszczekany usteczka nie mogą się zamknąć. Widziałem jak walczyła ze sobą próbując nie jęknąć, ale słabo jej to wychodziło.
-Oj Katherine, Katherine. Moja biedna, już prawie szczytująca Katherine. To teraz ja zapytam. Co ja mam z tobą zrobić skarbie?-popatrzyłem na jej zaciśnięte oczy i formujące się w cienką linię usta. -Przepieprzyć tak jak nigdy w życiu-wysyczała. Kuźwa, jest wyszczekana.
-Tego właśnie chcesz?-zapytałem. Moje palce nadal znajdowały się w niej ruszając się do przodu i do tyłu, co jakiś czas podkurczałem je.
-Nie zawsze można dostać to czego chcemy-oświadczyła mi wypychając biodra do przodu.
Kurwa jego mac.
-Jeśli jeszcze raz to zrobisz, to przysięgam, że jeszcze dzisiaj będziesz orgazmować z 20 razy - warknąłem.
-A wracając do tego co powiedziałaś, to jest inny przypadek. Teraz oboje jesteśmy napaleni. To jak? Tego chcesz?- zapytałem.
-Tak- jęknęła.
-Co tak?- chciałem to od niej usłyszeć.
-Tego właśnie chcę- sapnęła, a ją się uśmiechnąłem.
-Najpierw skończymy to co zaczęliśmy teraz- mruknąłem jej do ucha i gwałtownie przyśpieszyłem ruchy moich palców w niej. Mój kciuk zaczął bawić się jej łechtaczką, przez co jęknęła głośno -Zayn...- wysapała i przygryzła swoją wargę. Moje palce z każdym ruchem, coraz szybciej się poruszały, a oddechy Katherine były coraz bardziej nierównomierne.
-Twoje wyszczekane usteczka nie mają już nic do powiedzenia?-zapytałem ciągnąc jej dolną wargę w dół.
-Zobaczymy jak ty będziesz jęczeć kiedy będę ci obciągać-złapała za mój kark i przybliżyła go na wysokość swoich oczu, aby móc mocno wpić się w moje usta.. Nie mogłem uwierzyć w to co powiedziała. Od kiedy ona jest taka pewna siebie. Zawsze leżała i jęczała w ogóle się nie odzywając. A teraz? Teraz cały czas mi odszczekuje. Przyznam, że cholernie podnieca mnie to w jaki sposób się do mnie odzywa, ale jeszcze bardziej podniecające jest to jak leży i próbuje zaprzestać swoim jękom. Kiedy jej język dostał się do moich ust, mocniej wypchnęła biodra do góry i poruszyła nimi dwa razy w górę i w dół.
-Boże ...-warknęła gardłowo wprost do moich ust. Kiedy wbiłem mocno swoje palce, tym samym je podkurczając, jej nogi zaczęły się trząść, a klatka piersiową uniosła się do góry. Jęknęła głośno i po chwili jej ciało opadło bezwładnie na materac. No to teraz będzie ciekawie.
-O nie, nie skarbie. Chciałaś żebym cię przepieprzył. Nie będziesz odpoczywać- sięgnąłem do stolika nocnego i z szuflady wyciągnąłem małe opakowanie, w którym była prezerwatywa. Naciągnąłem ją na swoją długość i rzuciłem gdzieś paczuszkę. Ponownie zawisłem nad zdyszana dziewczyną. Uniosłem jej biodra swoją dłonią i mocno się w nią wbiłem. Otworzyła usta, aby jęknąć, ale tego nie zrobiła. Położyłem swoje ręce po obu stronach jej głowy. Moje ruchy w niej były szybkie, ale płynne. Chciałem żeby to zapamiętała na całe życie.
-Dojdziemy razem. Jeżeli dojdziesz szybciej skończy się to dla ciebie nieciekawie-odparłem dumny z tego, że nie jąkałem się podczas swojego oświadczenia. Dziewczyna zmrużyła oczy i złapała się za włosy.
-Z-zayn ... proszę ...-próbowała coś powiedzieć, ale nie udało jej się.
-Po-pocałuj mnie-jej oczy nadal były zamknięte. Szybko wpiłem się w jej usta z niesamowitą potrzebą jej dotyku pełnych ust na swoich. Co ta dziewczyna ze mną robi? Uwielbiam to wszystko. Uwielbiam jak błaga mnie o więcej. Od dzisiaj uwielbiam także to w jaki sposób przejęła nade mną kontrolę. Jest niesamowita. I moja. Tylko moja. Usłyszałem jej krzyk kiedy już prawie jej ciałem zawładną orgazm. Spróbowałem zwolnić swoje ruchy. Oderwałem swoje wargi od jej i spojrzałem na nią. Podniosłem jej nogi do góry i nadal poruszałem się rytmicznie.
-Zayn, nie wytrzymam dłużej-nawet to mogło podniecić mnie do granic możliwości. Jej wyszczekane usteczka, zaciśnięte w jedną linię. Jej dłonie mocno ściskające materiał kołdry i głośne jęki.
-Razem. Pamiętaj, razem-oświadczyłem miękko. Czy to wszystko działa na mnie kojąco?
-Szy-szybciej-wysapała. Widziałem jak jej ręce wędrują za nią po to, aby mogły dostarczyć sobie podpory poprzez ramę mojego łóżka. Czułem, że jestem coraz bliżej, ale nie chciałem tego kończyć. -Nie Katherine- warknąłem gardłowo. Pochyliłem się nad jej klatką piersiową i zacząłem całować jej lewą pierś. Po raz kolejny jęknęła, co zachęciło mnie do dalszego całowania każdej części jej ciała. Gdy dotarłem do sutka, zacząłem go lekko ssać, a Katherine łapiąc za moje włosy, zaczęła je ciągnąć, co podnieciło mnie jeszcze bardziej.
-Z-zay... p-prosze..- krzyczała i wiedziałem, że zaraz dojdzie. Przyspieszyłem ruchy, aby następnie jak najmocniej wypchnąć biodra do przodu, tym samy doprowadzając nas oboje do orgazmu. Widziałem jak dziewczyna cała się trzęsie. Opadłem na jej klatkę piersiową i wsłuchiwałem się w szybkie bicie jej serca.
-To wszystko na co cię stać?-zapytała głęboko oddychając. Spojrzałem na nią, a ona zachichotała pod nosem.
-Żartujesz sobie, prawda?-moje oczy rozszerzyły się. Zachichotała na moje zdziwienie.
-To było genialne-nadal chichotała. Zaśmiałem się razem z nią.
-Że też po tak dobrym ruchaniu ma pani jeszcze tyle siły-pocałowałem ją.
-Chyba nie znasz moich możliwości-uśmiechnęła się odwzajemniając pocałunek. Uniosłem brwi ze zdziwienia.
-Jesteś pewna?- rzucilem jej wyzwanie i zobaczyłam jak uśmiech znika z jej twarzy.
-Um... tak- zawahała się, a ja postanowiłem sprawdzić jej pewność siebie.
-No to wezmę cię od tyłu- wyszeptałem jej do ucha.
-Nie!- pisnęła, a ja głośno się zaśmiałem.
-Jednak nie jest pani taka wytrzymała i pewna, Panno Lockwood.- wydęła usta, przez co zaśmiałem się jeszcze głośniej.
-Wiedziałem.- pocałowałem ją mocno. Zaprzestałem naszemu pocałunkowi, gdy nam obu zabrakło powietrza.
-Ten seks był niesamowity- powiedziałem do niej.
-Nie ulega to żadnym wątpliwościom-zachichotała. Popatrzyłem na nią, a ona słodko się uśmiechnęła. Mrugnęła do mnie oczkiem.
-Więc teraz codziennie będziemy pieprzyć się na twoim łóżku?-zapytała całkiem poważnie. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który wkradał się na moją twarz. Po chwili jednak ocknąłem się i zacząłem głośno śmiać. Na delikatnie skropionym potem czole pojawiła się zmarszczka. Nie wiedziała chyba z czego się śmieję.
W sumie ja też nie wiedziałem.
-I to tak ostro, że nie masz pojęcia....- mruknąłem i zeszedłem z niej.

KATHERINE'S POV
Jeszcze kilka chwil obudziłam się wyspana o 23, a teraz uprawiałem seks z Zayn'em i znów jestem padnięta, chociaż to wszystko co teraz się działo jest warte nawet głodówki przez całe życie. Jestem strasznie zmęczona. Dwa orgazmy pod rząd. Można mówić co się chce, ale jak dla mnie to dużo. Zayn zaczął się ubierać, a ja postanowiłam zrobić to samo. Wstałam z łóżka i ubrałam bieliznę, którą Zayn wcześniej rzucił na podłogę. Chłopak w ciągu mojego ubierania, cały czas się na mnie patrzył. Było to z jednej strony bardzo przyjemne, ale z drugiej nie czułam żadnej swobody. Postanowiłam to zignorować, ale przyznam szczerze, że ciężko było zbyć wzrok Zayn'a. Ubrana już w bieliznę musiałam podejść to szuflady, do której spakowałam parę swoich ubrań. Kiedy chwyciłam koszulkę w jedną dłoń usłyszałam wibracje mojego telefonu. Podeszłam do biurka spuszczając swoją rękę wzdłuż ciała i chwyciłam za telefon.
-Kate?-usłyszałam głos Amber. Tak szczerze to nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę z nia, ale z racji tego, ze byłam jej współlokatorką chyba należały jej się jakies wyjaśnienia.
-Hej- chciałam jeszcze dodać Amber, ale Zayn był ze mna w pokoju i nie chciałam ryzykować tym, że zabierze mi telefon czy coś.
-Co ty z nim robisz?
-Wszystko okay. Dziękuję, ze pytasz- powiedziałam sarkastycznie, a ona westchnęła głośno.
-Kate!- upomniała mnie. Kurwa, niech wszyscy przestaną to robić. Nie jestem dzieckiem!
-Jestem szczęśliwa!- powiedziałam poirytowana.
-Serio?- słyszałam ironie w jej glosie
-Tak. Serio- warknęłam.
-On cię zrani i porzuci, Kate- odpierdolcie się ludzie! Serio, miałam ochotę się rozłączyć, albo krzyknąć do niej, ale starałam się trochę uspokoić.
-To moja sprawa-odpowiedziałam. Wiedziałam, że Zayn cały czas mi się przyglądał i oczekiwał, że powiem mu kim jest mój rozmówca.
-Liam już ci się wyżalił?-zapytałam poirytowana.
-Tak, powiedział też, że twój ojciec wsiadł już w samolot-moje oczy podwoiły swoje rozmiary. Usiadłam na łóżku i potarłam czoło dłonią. Zayn znalazł się tuż koło mnie w ciągu minuty.
-Wiem, że kłamiesz Amber-chłopak położył dłoń na moim udzie.
-Nie kłamię, Kate. Niedługo tu będzie, a wiec się szykuj- ona stara się mnie zastraszyć?! Na pewno nie!
-Wiesz co Amber? Tak naprawdę to mało interesuje mnie mój ojciec. Już pewnie znasz tą historyjkę, wiec powinnaś zrozumieć moje zachowanie. On nie ma tu nic do gadania- warknęłam.
-Kate...
-Nie Amber. Musze kończyć. Nikt, ani nic nie zmieni mojego zdania. Moje życie, mój wybó.- powiedziałam głośno i rozłączyłam się. Mam ich w dupie. Nie mam zamiaru wracać więcej do tego tematu. Schowałam twarz w dłonie i próbowałam choć trochę się uspokoić.
-Katherine?-Zayn przytulił mnie do swojego boku i pocałował w głowę. Nie mogę się przy nim rozpłakać. Nie mogę.
-Dlaczego wszyscy traktują mnie jak małe dziecko? Co ja im wszystkim zrobiłam-popatrzyłam w jego oczy. Moje zaszły już łzami. Nie płacz Kate, nie płacz.
-Spokojnie skarbie. Nie płacz-powiedział czule i znów mnie do siebie przytulił. Niestety nic nie mogłam poradzić na to, że łzy zaczęły wylatywać z moich oczu. Zaczęłam szybko wycierać mokre od łez policzki. Muszę być twarda.
-Nie. Jest okay- uśmiechnęłam się.
-Jesteś pewna?- zapytał czule.
-Tak- odpowiedziałam jak najradośniej umiałam i chyba sama to łyknęłam. Moje powieki zaczynały robić się coraz cięższe.
-Jestem śpiąca- ziewnęłam, a Zayn zachichotał w odpowiedzi.
-Zatem idziemy spać- pocałował mnie w czoło i obszedł łóżko, aby położyć się od swojej strony. Położyłam się wygodnie i miałam wrażenie, że tonę w krainie snów.
-Dobranoc piękna- pocałował moje ramię.
-Dobranoc- odpowiedziałam miękko. Fala zmęczenia mną ogarnęła i po chwili już zasnęłam.

********
Zerwałam się z łóżka kiedy usłyszałam trzask szafki. -Przepraszam-po chwili obok siebie widziałam Zayn'a. Był jeszcze w bokserkach. Czarnych bokserkach.
-Nic nie szkodzi-uśmiechnęłam się słabo.
-A więc dzień dobry-powiedział czule i uśmiechnął się.
-Dobry-odpowiedziałam na jego uśmiech.
-No wstawaj, dzisiaj na uczelnię-zachęcił mnie. Pociągnął za róg kołdry, odkrywając moje ciało i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że spałam nago. Na moich policzkach pojawił się szkarłatny rumieniec. Zebrałam kołdrę opatulając nią swoje ciało i z zaspanymi jeszcze oczami ruszyłam w kierunku łazienki.
-Zaraz, zaraz. A gdzie mój poranny całus?-chwycił mnie w pasie. Nadal trzymałam mocno zaciśnięty w dłoniach materiał przy klatce piersiowej. Zachichotałam delikatnie pod nosem i musnęłam jego usta. Jedną dłonią oplótł mnie jeszcze mocniej i przybliżył jeszcze bardziej. Oderwaliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza, którego zabrakło nam podczas naszego porannego całusa. Uśmiechnęłam się nieśmiało i powoli weszłam do łazienki. Widziałam, że na pralce leży już moja bielizna poskładana w kosteczkę. Zrzuciłam z siebie kołdrę i przemyłam twarz wodą. Umyłam jeszcze zęby i przebrałam się w czarny stanik i tego samego koloru majtki. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do mojej małej szafeczki, w której znajdowały się moje ubrania. Zayn'a nie było w pokoju. Słyszałam jakieś odgłosy na dole więc może to on. Po długim namyśle zdecydowałam się na przetarte, w niektórych miejscach dziurawe czarne spodnie i czerwoną koszulę w kratę. Spakowałam książki do torby i jeszcze raz weszłam do łazienki, aby móc podkreślić moje oczy maskarą. Moje włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone. Zebrałam się i ruszyłam w kierunku schodów. Głos Zayn'a z każdym moim krokiem, był coraz bardziej donośny. Wydawało mi się, że rozmawia przez telefon. Postanowiłam jednak tego nie sprawdzać. Weszłam do kuchni i nalałam sobie już zrobionej kawy z dzbanka. Szczerze to nie mam najmniejszej ochoty na to, aby iść na uczelnię, ale właściwie tylko po to jestem w Ameryce. To, że poznałam Zayn'a, nie zwalnia mnie z moich obowiązków. Wypiłam resztę zawartości mojego kubka i poszłam do przedpokoju. Chwyciłam moje białe trampki i założyłam je na stopy. Chłopak cały czas rozmawiał, albo raczej krzyczał do swojego rozmówcy. Zaczynałam się zastanawiać z kim on tak ostro rozmawia, ale wolałam się nie pytać bo wiedziałam, że to dla niego bardzo drażliwy temat. Gdy jego głos ucichł, usłyszałam jego kroki. Wyszedł na korytarz, podążając w moja stronę bez żadnej emocji na twarzy. Wyglądał idealnie. Jak zwykle. Miał czarne, podarte spodnie, biały opinający się na jego ciele T-shirt, dżinsową katanę i czarne okulary. Zdziwiło mnie to, że nie ubrał swojej skórzanej kurtki, ale i w tym i w tym wyglądał bosko. Czułam się przy nim jak pokraka. To jak ona wyglądał, a to jak ja. Przecież on był idealny, a mi do tego było w chuj daleko. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i podniosłam się z ziemi.
-Gotowa?-zapytał obojętnie. Czyli wracamy do chuja Zayn'a.
-Tak-przygryzłam wargę i podeszłam do niego. Stanęłam na palcach i popatrzyłam na jego wargi. -Po prostu pocałuj-wyczułam w jego głosie nutę rozbawienia. Wpiłam się w jego usta opierając się o jego silne wargi. Czułam jak jego spięta sylwetka powoli zaczyna się rozluźniać.
-Już się nie złościmy?-zapytałam spoglądając na niego. Nie mam pojęcia dlaczego, ale za każdym razem kiedy skończymy całować się, po prostu tak jakbym wstydziła się spojrzeć w jego oczy.
-Już nie-uśmiechnął się i puścił moje biodro. Poszedł po torbę i kiedy już miał ją na ramieniu wskazał gestem dłoni, abym wyszła z mieszkania. Weszłam do jego czarnego BMW i chłopak zamknął za mną drzwi. Obszedł samochód dookoła i zajął miejsce kierowcy. Gdy auto ruszyło, Zayn położył rękę na moim udzie, tym samym wywołując na moim ciele milion dreszczy.
-Jesteśmy- powiedział i spojrzał na mnie.
-No to zaczynamy- odpowiedziałam i odpięłam pas, aby wysiąść z samochodu. Podeszłam do Zayn'a, a on objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w kierunku wejścia na uczelnie. Czułam się dziwnie. Mijaliśmy wszystkich studentów i wszystkie pary oczu, były skierowane na nas. Widziałam też kilka dzuni, które patrząc się na naszą dwójkę, szeptały coś do siebie.
-Nie stresuj się tak kochanie. W końcu im przejdzie- pocałował mnie w czoło, co mnie trochę zdziwiło, ale przynajmniej wiedziałam, że nie bał się ze mną pokazywać.
-Wiem, po prostu to jest dziwne- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się słabo.
-Ale zobacz na nich. Wystarczy się przejść trawnikiem przed uczelnią, a już jesteśmy tematem numer jeden- zaśmiał się cicho, na co odpowiedziałam tym samym.
-Widzę, że pan Malik uwielbia kiedy cała uwaga jest skierowana właśnie na pana-droczyłam się. -Uwielbiam-odparł rozbawiony. Zatrzymaliśmy się przy jednym z okien i stanęliśmy na przeciwko siebie. Jego dłoń gładziła moją, która spokojnie zwisała tuż obok mojego ciała.
-Gdzie masz zajęcia?-zapytał. Przyznam, że nie myślałam racjonalnie. Myślałam, że oleje mnie i będzie ignorował bądź unikał. Ale on stoi tu ze mną i jeszcze okazuje wobec mnie tyle czułości. -Wydaje mi się, że najpierw mam zajęcia angielskiego- odpowiedziałam.
-Myhym, mam matme. Wyskoczymy razem gdzieś na lunch po 4 lekcji?-zapytał i gdyby się tak dobrze przyjrzeć w jego oczach można było obaczyć nutkę szczęścia.
-Z wielką przyjemnością-uśmiechnęłam się szeroko. Usłyszeliśmy dzwonek, a kiedy spojrzałam na zegarek wiedziałam, że oznajmiał on rozpoczęcie się zajęć.
-Spóźnisz się-powiedziałam kiedy nadal stał koło mnie trzymając mnie za dłonie. Uśmiechnął się z zaistniałej sytuacji.
-No co?-o co mu chodzi?
-Nic, nic-odwróciłam swój wzrok w kierunku klasy i zobaczyłam, że nauczyciel już przy niej stoi. -Pan Wood już jest. Muszę iść-odparłam puszczając jego dłonie.
-Zaraz, zaraz. Nie tak prędko-Zayn złapał mnie za dłoń i chwycił drugą za policzek, aby móc złączyć nasz usta w namiętnym pocałunku. Boże. Miałam wrażenie, że nikogo dookoła nie ma. Tylko my. Oczywiście było wiele ciekawskich i zazdrosnych spojrzeń rzuconych w tamtej chwili, w naszą stronę. Mało mnie to obchodziło. Gdy ten pocałunek trwał, usłyszałam czyjeś chrząknięcie za naszymi plecami. Oderwałam się od Zayn'a i spojrzałam na kobietę za mną. O nie. To była moja pani profesor. Kurwa!
-Nie przeszkadzam państwu?- zapytała.
-Właściwie to tak. Przeszkadza pani- warknął widocznie poirytowany mulat. Spojrzałam na niego ostro. Człowieku, to jest pani profesor! Nie twoja koleżanka.
-Zamierza pani coś z tym zrobić?- ponownie warknął. Zobaczyłam strach w oczach kobiety. Co do chuja?!
-Idźcie n-na zajęcia- chciała brzmieć na pewną siebie, ale niestety to się nie udało.
-Tak myślałem- powiedział ostro i pociągnął mnie za sobą. Oddalaliśmy się od kobiety w kompletnej ciszy. Jednak oczekiwałam jakichś wyjaśnień z jego strony. Stanęłam w miejscu, a Zayn popatrzył na mnie ostrzegawczym spojrzeniem, dając do zrozumienia, abym szła za nim.
-Zayn, ja mam zajęcia-powiedziałam ściskając jego dłonie, aby zatrzymać go w miejscu.
-Chodź ze mną-próbował powiedzieć to łagodnie, ale nie za bardzo mu to wyszło.
-Stój-w końcu się zatrzymałam, a on zrobił to samo. Popatrzył na mnie i widziałam jego złość w oczach. Podeszłam do niego powoli i wspięłam się na palcach by móc go pocałować. Wiem, że to zawsze go rozluźnia.
-Spokojnie-musnęłam jego dolną wargę.
-Idź na zajęcia, zobaczymy się na następnej przerwie-uśmiechnęłam się do niego i oddaliłam się trzymając jego dłoń i kołysząc się na nogach.
-Nie mogę. Albo idziesz ze mną, albo się potem nie zobaczymy- powiedział i powiedział to takim tonem, którego oprócz krzyku nienawidziłam najbardziej.
-Idę na zajęcia- szepnęłam. Zobaczyłam jak jego linie szczęki są coraz bardziej widoczne. Wystraszyłam się. Spojrzał na mnie czarnymi oczami, a następnie wyrwał swoją dłoń z mojej i odszedł bez słowa. Tak po prostu. Chyba lubi takie pożegnania. Myślałam, że to już mamy za sobą, ale nie. On zawsze będzie taki sam. Załamana poszłam w kierunku klasy w, której miałam teraz zajęcia. Wszystkie zajęcia złośliwie mi się dłużyły. Oczywiście to co powiedział Zayn o lunchu, okazało się zwykłym gadaniem, bo nie było go. Chuj. Czekałam na niego. Gdy zajęcia się skończyły, nie wiedziałam co mam że sobą zrobić. Nie chciałam wracać do akademika, ale do Zayn'a raczej iść nie mogłam. Albo nie czułam się tam mile widziana. Chociaż tam są moje rzeczy. Mieszkam jak na razie z nim, tak? Jebać to. Wezmę taksówkę i pojadę do niego. Chwyciłam telefon i wybrałam numer. Taksówka przyjechała w ciągu 10 minut, co bardzo mnie ucieszyło. Wsiadłam do niej i ruszyliśmy. Cały czas rozmyślałam o tym co tak bardzo rozwścieczyło mulata. Kiedy już po 30 minutach dojechałam na miejsce, niepewnie wyszłam z samochodu i ruszyłam w kierunku drzwi. Weszłam po trzech schodkach na górę i stanęłam przed drzwiami wielkiego domu. Zadzwoniłam do drzwi i czekałam z nadzieję, że otworzy mi szczęśliwy Zayn. Takie rzeczy chyba dzieją się tylko w bajkach. Po jakichś 10 minutach dobijania się do tych cholernych drzwi, odpuściłam sobie i przysiadłam na jednym ze schodków prowadzących do domu. Dlaczego tak bardzo się rozzłościł? I gdzie on do cholery chciał mnie zabrać? Znów musiał wrócić fiut Zayn. Gdy tak siedziałam wpadłam na pewnie pomysł. Widziałam w kilku filmach, że klucze zapasowe chowali pod wycieraczką. Niepewnie podniosłam słomianą wycieraczkę i rzeczywiście znalazłam klucz. Podniosłam się i przekręciłam klucz. Drzwi się otworzyły i bez wahania szybko weszłam do środka. Rzuciłam torbę na podłogę. Nie chciałam się czuć jak obcy, więc trochę się rozgościłam. Weszłam do salonu i dosłownie opadłam na wielką, czarną, skórzaną kanapę. Jakby mnie to nie dziwiło. Skóra i czarny kolor były wręcz stworzone dla Zayn'a. Rurki, które miałam na sobie były bardzo nie wygodne i po krótkim namyśle ściągnęłam je, zostając w samej koszuli. Włączyłam telewizor, aby cała cisza, która gościła w domu została zastąpiona dźwiękami jakiegoś głupiego serialu. Weszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego. Kiedy z powrotem wróciłam do salon zobaczyłam nikogo innego jak właściciela domu. Przyznam szczerze, że bałam się spotkać z nim twarzą w twarz po tym co mi zrobił.
-Jak tu weszłaś?-zapytał obojętnie.
Wow.
-Ciebie też miło widzieć-powiedziałam wymownie. Spojrzał na mnie ostrym wzrokiem, a ja nerwowo chwyciłam swoje spodnie, aby móc je założyć.
-Zapytałem o coś-odpowiedział ostro.
-Pomyślałam, że klucz są pod wycieraczką i tam właśnie były-odpowiedziałam wciągając na siebie spodnie.
-Gdzie idziesz?-boże czy on musi cały czas zadawać tyle pytań. Zignorowałam go i weszłam do kuchni.
-Katherine, odpowiadaj jak do ciebie mówię!- powiedział prawie, że krzycząc i wszedł za mną do pomieszczenia. Kutas.
-O co ci do chuja znowu chodzi?- chciałam powiedzieć ostro, ale przez strach jaki teraz odczuwałam przez tego chłopaka, bardziej pisnęłam.
-Czemu tu jesteś?!- popatrzył na mnie. On mnie traktował jak jakąś ścierę.
-A mam stąd kurwa iść?!- wybuchłam.
-No jakoś wtedy do kurwy nędzy nie chciałaś ze mną być, to czemu teraz chcesz?!- podszedł bliżej -Wtedy chciałam iść na zajęcia! A teraz wróciłam do domu! Chciałeś żebym z tobą zamieszkała, to oto do jasnego chuja jestem! Ale jeśli zachowujesz się jak typowy kutas, to chyba nic tu po mnie! Zapamiętaj sobie jedno... Nie. Jestem. Jak. Twoja. Lilly- wysyczałam ostatnie słowa, jedno po drugim.
-Czemu się tak ujebałaś na tą szmatę?!
-Nie zmieniaj tematu!- krzyknęłam.
-Odpowiedz!- prawie, że wrzasnął.
-Pierdol się- warknęłam i poszłam przed siebie. Chciałam go obejść, ale złapał mnie za nadgarstek, mocno go ściskając. Czułam kłujący ból.
-To boli- powiedziałam szeptem, a on po dłuższym czasie poluźnił uścisk.
-Fiut.- wyrwałam się z jego uścisku i poszłam do salonu.
-Katherine...-zaczął. Ooo, znowu to samo. Najpierw na mnie wrzeszczał, a teraz będzie przepraszać. Skąd ja to znam.
-Daj sobie spokój-odpowiedziałam chwytając za moją torbę i ruszyłam schodami na górę. -Katherine!-usłyszałam za sobą jego krzyk. Nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z nim. Najlepiej będzie jak wezmę swoje rzeczy i wrócę do akademika. Weszłam do pokoju i zabrałam się za pakowanie swoich ubrań do torby.
-Co ty robisz?-jego głos rozbrzmiał w całym pokoju.
-Wracam do akademika-odpowiedziałam stanowczo. Nie mogę mu tak łatwo ulec, nie tym razem.
-Nie- zabrał moja torbę i popatrzył na mnie gniewnym wzrokiem.
-Właśnie, że tak- rzuciłam i chciałam zabrać od niego torbę, ale podniósł ją tak, abym nie mogła dosięgnąć.
-Nigdzie nie idziesz- warknął.
-Oddaj mi ta torbę! Sam do tego doprowadziłeś! Wszystko musisz spierdolić swoim zachowaniem!- krzyknęłam wkurwiona. Nie odezwał się.
-Teraz oddaj mi tą t...
-Nie!- zobaczyłam, że obraca się i idzie w stronę okna. Nie wiedziałam co chce zrobić, więc stałam po prostu w miejscu. Nim się zorientowałam, Zayn otworzył okno i wyrzucił przez nie moją torbę -Co ty robisz?! Pojebało cię?!- krzyknęłam. Odwrócił się do mnie twarzą i szybko podszedł do mnie, przyciskając moje ciało do ściany, tym samym zamykając dystans między nami.
-Nigdzie. Nie. Idziesz.- warknął. Zobaczyłam jak jego oczy ciemnieją z każdą mijającą sekundą. -Jesteś kurwa moja! - walnał pięścią w miejsce tuż obok mojej głowy, przez co podskoczyłam że strachu.
-Z-zayn...
-Zamknij się- co?
-Przestań tak do mnie mówić!- pisnęłam, a on zacisnął zęby.
-Powiedziałem kurwa zamknij się!- krzyknął jeszcze głośniej niż wcześniej. Postanowiłam się już uciszyć. Zobaczyłam jak zamyka oczy i liczy do trzech,, żeby się trochę uspokoić i całkowicie zbijając mnie z tropu, wpił się gwałtownie w moje usta. Jego dłoń szybko wylądowała na moim tyłku i bardzo mocno ścisnął mój pośladek. Ugryzł ostro moja dolną wargę, przez co jęknęłam z bólu do jego ust. Próbowałam się wydostać z jego uścisku, ale chłopak był o wiele za silny. Jego krocze w pewnym momencie z całą siłą naparło na moje. To w chuj bolało. Co z nim jest nie tak?!
-Przestań!-krzyknęłam i kiedy odzyskałam siły odepchnęłam go od siebie.
-Przestań rozumiesz?! To przez ciebie! To przez ciebie chcę stąd wyjść! Przez to, że coś cię w dupę szczypie i czepiasz się mnie! Nie zrobiłam ci nic, kompletnie nic! Oddałam wszystko dla ciebie. Zaryzykowałam dla ciebie i tylko i wyłącznie dla ciebie, a ty mi się tak odpłacasz?! Co ja ci do cholery zrobiłam?! Sprawia ci przyjemność sprawianie mi bólu?-popatrzyłam na niego i czekałam na jego odpowiedź.
-No pytam się! Boję się ciebie, po prostu się boję-powiedziałam, a jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości, kiedy usłyszał, że boję się go.
-Jesteś żałosny-spojrzałam na niego i ocierając mokre policzki wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach kierując się do ogrodu, aby zabrać swoją torbę, którą ten debil wyrzucił przez okno i jak najszybciej wyjść z tego domu. To jest tak, że mogłabym z nim być zawsze i równocześnie go nienawidzić. Jeszcze dzisiaj rano było tak pięknie, ale nie! On zawsze musi coś spierdolić. Wyżywa się na mnie, gdy tylko się na coś wkurwi. Klęknęłam na trawniku, tuż przed moją torbą, aby pozbierać do niej wszystkie wysypane rzeczy. Usłyszałam czyjeś kroki tuż za mną, ale szczerze to nie za bardzo chciałam się obracać i zobaczyć, tego przez kogo płaczę codziennie. -Katherine...
-Nie zaczynaj- powiedziałam i pociągnęłam nosem.
-Przestań. Popatrz na mnie. Proszę...- nie zrobiłam tego.
-Katherine...- gwałtownie wstałam z ziemi i obróciłam się z zapłakaną twarzą do niego.
-Czego jeszcze chcesz?! Czego ode mnie oczekujesz?! Rozumiesz, że ja tak nie potrafię funkcjonować?! Nie mogę znieść tych twoich ciągłych zmian nastroju, tej agresji, którą rzucasz w moją stronę! Ja n-nie... to jest strasznie ciężko wytrzymać...- mój głos załamał się na końcu -Katherine, ja wiem. Nie jestem normalnym człowiekiem. Jestem agresywny, impulsywny, wulgarny, ale mam też drugą stronę. Kochanie, nie zostawiaj mnie, proszę. Przepraszam- położył dłoń na moim policzku, abym na niego spojrzała. Wzdrygnęłam się kiedy jego dłoń wylądowała na moim policzku. -Obiecałaś, że mnie nie zostawisz-wyszeptał. Chciał przyciągnąć mnie bliżej siebie, aby zamknąć nas w uścisku, ale stawiałam małe opory po czym odpuściłam sobie i przyciągnął mnie mocno do siebie. -Nie mogę znieść myśli, że mnie zostawisz, a co dopiero nie mogę znieść tego, że boisz się mnie-wyszeptał, a w jego głosie czułam tak jakby ... strach.
-Proszę, nie zostawiaj mnie-musnął moje usta.
-Nie zostawiaj-wyszeptał muskając ustami moje. I nagle w jednej chwili to wszystko co działo się przed chwilą dosłownie odpłynęło.
-Nie masz pojęcia jak niesamowicie czuję się, gdy mogę się do ciebie przytulić w nocy, wiem, że ktoś ze mną jest-nadal muskał moje wargi.
-Nie możesz odejść. Jesteś moją podporą. Tylko przy mnie jesteś bezpieczna. Mogę cię chronić, gdy jesteś ze mną. Proszę, kochanie zostań.- wyszeptał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Skarbie...
-Nie zmuszaj mnie do takich rzeczy więcej. Nie doprowadzaj do tego, abym chciała odejść. Nie chcę odchodzić, ale nie traktuj mnie jak gówno- kolejna łza spłynęła po moim policzku i chłopak szybko ją otarł.
-Przepraszam. Będę cię trzymał przy sobie. Ja po prostu nie znam takiego życia. Tych uczuć. Jest mi ciężko tak jak tobie. Przepraszam- ponownie mnie pocałował, ale to było tak bardzo delikatne. Boję się konsekwencji wynikających z mojego pozostania w tym domu. Naprawdę się tego boję. Nie mam pojęcia jak będzie później, ale do odważnych świat należy. Poczułam jak podnosi mnie do góry i powoli zaczyna się kręcić wokół własnej osi.
-Zayn! Wariacie!-zaczęłam się głośno śmiać. Chyba właśnie o to mu chodziło. Chciał rozładować całe to napięcie. To słodkie, ale nie musi mną kręcić. W końcu postawił mnie na ziemi.
-Jeszcze raz naprawdę przepraszam-oparł swoje czoło o moje.
-Już jest w porządku- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Tyle, że ten uśmiech nie był do końca szczery.