piątek, 19 września 2014

Rozdział 35

Grudzień. Okres zimowy i świąteczny. Szczęście dzieci, które radują się pierwszym śniegiem, pierwszą jazdą na sankach. Próbując wszystkiego wyciągają rodziców na bitwy śnieżne. Od początku tego miesiąca ludzie śpieszą się ze swoimi szaleństwami świątecznymi. Zakupy, jedzenie, prezenty. Nadzieja maluchów zapisana na małej kartce papieru. Nadzieja na wymarzony, tegoroczny prezent. Kubek mleka i ciateczka na parapecie. Jednak mój czas dzieciństwa skończył się już dawno. Pomimo tego jednak dostałam swój prezent. Miłość od mężczyzn, który mnie uszczęśliwia. Niestety nasze ferie zimowe jeszcze się nie zaczynają. Mamy kupe roboty do nadrobienia, przez opuszczanie wykładów. Nawet nie wiem co ze świętami,ale tym zajmiemy się jakoś później.
-Gotowa?-Zayn stał już w progu naszej garderoby w pełni gotowy na rozpoczęcie wtorkowych zajęć. Jego zielona koszula w krate idealnie pasowała do czarnych, przetartych spodni i wysokich czarnych martensów.
-Sekundeczkę-uśmiechnęłam się uroczo, gdyż przeze mnie mogliśmy się spóźnić. Dziś strasznie się gramoliłam. Założyłam jeszcze swoje botki i wyszłam z pomieszczenia. Chwyciłam jeszcze torbę, a kiedy byłam już na dole, zabrałam z kuchni dwie butelki wody i skierowałam się do drzwi. Zayn czekał już w samochodzie, a ja zamykałam domu. Wrzuciłam klucze do torby i wsiadłam do samochodu.
-Pięknie wygladasz- rzucił Zayn, uśmiechając się, przez co na moich policzkach zagościł znany różowy kolor.
-Dziękuję, ty również- odparłam zgodnie z prawdą.
-Dziękuję- jego uśmiech podwoił swoje rozmiary, pokazując rząd śnieżnobiałych zębów. Potarłam swoje dłonie o siebie i wzdrgnęłam się, gdyż na dworze było naprawdę zimno. Zayn to zauważył i zmarszczył czoło.
-Zimno ci?- zapytał z troską.
-Troszeczkę- posłałam mu blady uśmiech, a chłopak od razu podkręcił ogrzewanie na maksa. Poczułam pod pośladkami ciepło, co mnie zaskoczyło i posłałam Zayn'owi pytajace spojrzenie. Uśmiechnął się cwiańiacko.
-Ogrzewane siedzenia- powiedział. Stwierdziłam, że dla takiego zmarzlucha jak ja, to bardzo dobre rozwiązanie. Kiedy podjechaliśmy już pod uczelnię znów opatuliło mnie zimno. Zayn objął mnie w talii i weszliśmy razem do szkoły. W sumie było naprawdę mało osób co mnie zdziwiło.
-Mam matme-powiedział zrezygnowany.
-Idę na socjologie, to dodatkowe-odpowiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Musimy zapisać się na jakiejś zajęcia dodtakowe-powiedziałam radośnie, a na twarzy mulata pojawił się ten dobrze mi znany, rozbawiony uśmiech.
-Pomyślimy o tym-jego dłonie spoczęły na moich biodrach, a głowę schował w zagłębieniu mojej szyi.
-Już nie mogę doczekać się aż wrócimy do domu-mruknął przenosząc swoją prawą dłoń na mój brzuch. Wsunął swoje palce pod mój sweterek i musnął nimi kilka kółek wokół pępka.
-Zobaczymy się na następnej przerwie zboczeńcu-zachihotałam odchylając głowę do tyłu.
-Kocham cię-szepnął muskając moje wargi.
-Kocham cię-odwzajemniłam pocałunek, który został nam przerwany przez dzwonek przywołujący uczniów do sal. Gdy tylko weszłam do sali, w której odbywały sie moje wykłady, zajęłam swoje miejsce. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne rzeczy i usadowiłam sie najwygodniej jak to było możliwe, na tym niewygodnym krześle. Czułam na sobie czyjś wzrok, lecz myślałam, że tylko mi sie wydaje. Odwróciłam głowę do tyłu i wtedy ujrzałam dziwnego bruneta, który dosłownie wwiercał we mnie swoj wzrok. Szybko spojrzałam w inną stronę, udając, że ta sytuacja nie miała miejsca. Wykładowca pojawił sie dosłownie minute po mnie i rozpoczął zajecia. Przez całe zajęcia próbowałam sie skupić na temacie lekcji, ale nie mogłam, ponieważ mogłam sie załozyż, że ten chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku. Starałam sie to ignorować, lecz moje starania poszły na marne. Oh, gdyby tylko Zayn sie dowiedział. Nie byłby zadowolony. Jednak wiedziałam, że nie spuszcza ze mnie wzroku i szczerze mówiąc widziałam go tutaj pierwszy raz. Nienawidziałam kiedy ktoś wlepiał we mnie swój intensywny wzrok. Zajęcia jednak w końcu dobiegły końca. Zapakowałam książki sprawdzając jaką mam następną lekcję i zakładając torbę na ramię , wyszłam z klasy. Rozejrzałam się po korytarzu szkując Zayn'a, ale jeszcze chyba nie przyszedł.
-Brandon jestem-usłyszałam za sobą głos, a kiedy odwróciłam się ujrzałam tego bruneta, który bacznie obserwował mnie wrokiem przez cały wykład. Zignorowałam jego wypowiedź i naciągając rękawy swetra poprawiłam pasek na ramieniu.
-Teraz powinna nastąpić część w której ty mi się przedstawiasz, a ja zabieram cię na kawę-oświadczył klepiąc mnie delikatnie w ramię. Kiedy się odwróciłam spojrzałam na niego . Uśmiechał się od ucha do ucha, jednak w ciągu 2 sekund jego uśmiech zblakł. Chciałam dowiedziec sie co było przyczyną gwałtownej zmiany nastroju bruneta, a więc odwróciłam sie do tyłu i zamarłam. Ujrzałam czerwonego ze złości Zayna. Oczy miał czarne, szczęke oraz pięści zaciśnięte, a jego postawa była przerażająca.
-Kawy ci sie zachciało?- warknął oschle mulat. Spojrzałam na tego całego Brayan'a, czy Brada, mniejsza z tym. Był przerażony.
-N-nie, ja...- Zayn nie dał mu dokończyć, gdyż złapał gwałtownie bruneta za skrawek koszuli i przygwoździł z całej siły do szafek za nim. Pisnęłam cicho z racji tego, jak szybko i gwałtownie to sie działo. Zayn, był naprawde na granicy wytrzymałości.
-Jeśli jeszcze raz chociaż na nią spojrzysz, to przysięgam, że osobiście powyrywam ci nogi z dupy. Jeżeli cie zobaczę w mniejszej odległości niż 50 metrów od tej dziewczyny, to cie zabiję
-Zayn, daj spokoj...- próbowałam uspokoić mulata, ale on był jak burza. Sam musiał sie opanować. -Zrozumiano?- syknął przez zaciśnięte zęby Zayn. Brunet stał wystraszony i nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku. Widziałam rosnącą irytacje Zayna.
-Pytam sie czy zrozumiano?!-walnął pięścią w miejsce tuż obok głowy bruneta.
-T-tak- odpowiedział cicho chłopak.
-Zayn, puść go-poprosiłam go co kompletnie zignorował.
-Spierdalaj-warknął do bruneta Malik. Ten chłopak nic takiego nie zrobił. Było mi go szkoda.
-Już!-krzyknął Zayn i popchnął go na podłogę. Brunet wstał i jak najszybciej uciekł z całego miejsca zdarzenia.
-Zayn...?-objęłam dłonią jego policzek. Jego spięta sylwetka zaczęła odpuszczać, a on delikatnie wtulił się w moją dłoń.
-Nie rób tak więcej, on nic nie zrobił-powiedziałam patrząc na niego stanowczo.
-Bronisz go?-zapytał. Jego oczy podwoiły swoje rozmiary.
-Przestań. To nie prawda-przybliżyłam się, aby musnąć jego usta.
-Nie zbliżaj się do niego. I do innych też nie-z ust mulata padł rozkaz.
-Dobrze-sapnęłam tylko po to, żeby nie wywołać kłótni. Złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek, co chłopak odwzajemnił. Na szczęście znałam sposoby, dzięki którym mogłam go uspokoić. Kiedy rozłączyliśmy swoje usta, rozejrzałam się dookoła. Prawie wszystkie pary oczu, skierowane były w nasz stronę. Rzeczywiście, tamta sytuacja była dziwna.
-Odstawiliśmy tu niezłe przedstawienie. Wszyscy na nas patrzą- powiedziałam do Zayna, na co odpowiedział mi figlarnym uśmiechem.
-Niech patrzą. Masz szczęście, że nie zacząłem cię tutaj rozbierać- podszedł bliżej, tak aby nasze ciała się stykały.
-Ale to już niedługo- pochylił się nad moim uchem i musnął "przez przypadek" jego płatek, na co się wzdrygnęłam. Doprowadzał mnie do obłędu.
-Gdybyś mógł, to cały czas gadałbyś o seksie, prawda?- zapytałam ironicznie.
-Nie przesadzajmy... e rzeczywiście seks jest dla mnie jedną z najważniejszych spraw- seksowny uśmiech wpłynął na jego twarz. I o Boże... czułam jak się rozpływałam pod wpływem jego spojrzenia.
-Ale co za dużo to nie zdrowo-powiedziałam próbując zachować powagę, lecz coś słabo mi to wychodziło.
-Mam ci przypomnieć ostatnią noc, kiedy kochaliśmy się w salonie?-zapytał mrucząc do mojego ucha.
-Malik! Ogarnij się, przed nami jeszcze kilka wykładów. Muszę iść - powiedziałam do niego. -Dobrze kochanie. Dziś razem kończymy o 1 to będe czekać pod autem-odparł całując mój policzek. Przytaknęłam i z wielką niechęcią puściłam jego dłoń. Skierowałam się po schodach do sali 125, na 3 piętrze gdzie miały odbyć się moje zajęcia matematyki. Podeszłam pod klasę i ustawiłam się rozmawiając z kilkoma dziewczynami, które wydawyały się być naprawdę miłe. Przeprosiłam je kiedy usłyszałam, że mój telefon wibruje.

"Wyglądasz GE NIAL NIE w tych spodniach. Już nie moge doczekać sie powrotu do domu. Zayn x "

Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się wysoko ku górze, a policzki zalały się ognistą czerwienią.


***
-Dzięki Stephanie- uśmiechnęłam się do rudowłosej dziewczyny, którą poznałam jakąś godzinę temu. Wydawała się być w porządku i można było z nią porozmawiać.
-Nie ma sprawy- odpowiedziała mi tym samym. Chciałam coś powiedzieć, lecz w tym momencie usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz , a gdy ujrzałam nazwe dzwoniącego uśmiechnęłam się lekko. Przeprosiłam dziewczynę i odebrałam połączenie.
-Halo?- mój głos był bardzo entuzjastyczny.
-Hej mała- mruknął mój rozmówca.
-Hej Zayn
-Każesz mi bardzo długo na siebie czekać, co tylko wzbudza moje porządnie. Patrząc na ciebie mam ochotę po prostu cię rozebrać i kochać się z tobą w samochodzie- moje serce gwałtownie przyśpieszyło i przygryzłam warge że zdenerwowania.
-To zrób to- mruknęłam.
-Nie prowokuj mnie- zchichotałam i po chwili Zayn do mnie dołączył.
-Gdzie jesteś?- zapytałam.
-Patrzę na ciebie. Zobacz do przodu- podniosłam wzrok i w oddali ujrzałam mojego chłopaka, opierającego się na masce swojego czarnego BMW.
-I czekam zniecierpliwiony- dodał.
-Już idę napaleńcu- zaśmiałam się i zakończyłam połączenie. Pożegnałam się ze Stephanie, która dzięki bogu nie zadawała zbędnych pytań i ruszyłam w kierunku auta.
-Witam panią-powiedział nadal stojąc oparty o maskę pojazdu.
-Panie Malik-skinęłam formalnie głową w stronę chłopaka, po czym przygryzając wargę podałam mu dłoń, a on niemal natychmiastowo objął mnie w tali namiętnie całując. Jego zimne, pełne wargi delikatnie delektowały się moimi, a jego język pieścił mój w namiętnym tańcu. Mimowolnie uśmiechnęłam się podczas tego pełnego uczucia i pożądania pocałunku. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, zaczerpnęliśmy obydwoje powietrza. Oparłam czoło o jego, przygryzając wargę.
-Kim była ta dziewczyna?-zapytał gładząc moje plecy.
-Stephanie. Poznałam ją przed wykładami-oznajmiłam wsiadając do auta.
-Miła z niej dziewczyna. Umówiłysmy się na kawę, dziś o 17-uśmiechnęłam się do niego kiedy spojrzał na mnie przekręcając kluczyk w stacyjce.
-Chcesz żebym cię zawiózł?- zapytał, lekko się uśmiechając.
-A chciałbyś?- w moim głosie pobrzmiewała nadzieja.
-Tak. I tak byłem umówiony z Louis'em, więc to żaden problem- zapewnił mnie. Szybko wdrapałam się i złożyłam na policzku chłopaka krótki pocałunek.
-Dziękuję- moje kąciki ust uniosły się wysoko w górę.
-Nie masz za co mała. Ale mamy nie całe 2 godziny, więc trzeba się spieszyć- nacisnął pedał gazu i ruszył w kierunku domu.


***
-O mój Boże...- westchnęłam głośno i opadłam na łóżko, a obok mnie Zayn.
-To było...
-Niesamowite- dokończył Zayn i uśmiechnął się leniwie.
-Ten seks był jednym z najlepszych- kontynuował.
-Tak. Byłeś nieźle napalony. Zresztą, ty zawsze jesteś napalony- posłałam mu rozbawiony uśmiech. -Nie mogę powiedzieć, że to kłamstwo- ukazał mi szereg swoich białych zębów. Wspiął się na łokciach i złączył nasze wargi. Jego dłoń błądziła po wewnętrznej stronie mojego nagiego uda, przez co czułam znany ucisk w żołądku. Położyłam swoją dłoń na jego plecy i zaczęłam jeździć palcami po rozpalonej skórze mulata. Jego dłoń straszliwie mnie rozpraszała, zbliżając się coraz bliżej mojej kobiecości.
-Zayn, mam 30 minut, żeby się przygotować-odparłam wbijając paznockie w plecy mulata kiedy ten całował i zasysał skórę mojej szyi.
-Wiem-powiedział spokojnie. Pociągnęłam go za włosy, aby móc wpić się w usta mojego chłopaka. Mruknął z zadowolenia i opodając koło mnie oplótł mnie ramionami przyciągając w mocnym uścisku. Ułożyłam się na brzuchu układając głowę na nagim ramieniu Zayn'a i kreśliłam palcem wzory na jego torsie.
-Właściwie to gdzie idziesz z Louis'em jeżeli moge zapytać?-powiedziałam półgłosem kiedy Zayn obdarowywał moje ramię małymi całusami.
-Chyba idziemy na piwo, w sensie Lou idzie. Ja nie będe pił. Mogę cię też zabrać-odparł cicho. -Mogłabym wrócić spacerkiem-spojrzałam na niego.
-Zabiore cię. Napiszesz mi tylko w jakiej kawiarni jesteś-uśmiechnął się. Zauważyłam, że od tamtego całego porwania Zayn dosłownie nie spuszczał ze mnie z oka. Wszędzie mnie zawoził, nie pozwalał mi wyjść samej z domu. Nawet na uczelni chciał odprowadzać mnie na każde lekcje.
-Musimy się zbierać-odparł z niechęcią. Oboje wstaliśmy i pozbieraliśmy nasze ubrania, które jeszcze pół godziny temu latały po całej sypialnii.

-JESTEŚMY NA MIEJSCU- powiedział Zayn, gdy zatrzymaliśmy się pod kawiarnią.
-Dziękuję- chciałam go cmoknąć i po prostu wyjść, lecz chłopak zatrzymał mnie i z małego całusa, zrobił się namiętny pocałunek. Przybliżył mnie do siebie, aby uzyskać lepszy dostęp do moich ust. Przez przypadek włączyłam klakson od samochodu, co przerwało naszą chwilę i obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
-Okay, lecę- powiedziałam i pośpiesznie otworzyłam drzwi.
-Kocham cię mała- usłyszałam te piękne słowa, które wypłynęły z ust mojego mężczyzny.
-Ja ciebie też- odpowiedziałam i zatrzasnęłam metalową powłokę, a następnie skierowałam się do kawiarni. Kiedy weszłam do środka Stephanie czekała już na mnie przy jednym z czarnych stolików. Całe wnętrze było niesamowice piękne. Każdy detal był dopracowany. Czarno - białe ściany pozwalały na chwilę zamyślenia, uspokojenia. Natomiast beżowe ściany w kąciku czytelniczym zapewniały niesamowity komfort. Czarne krzesła w kształcie nut pasowały do całego klimatu, a do tego ta spokojna muzyka. Tak. Koniecznie muszę wybrać się tu z Zayn'em.
-Hej Stephani-przywitałam się ciepło.
-Hej Kate. Mów mi po prostu Steph-uśmiechnęła się szeroko. Była naprawdę piękną kobietą. Jej długie rude włosy idealnie komponowały się z jej bladą cerą. Jej duże niebieskie oczy, zakryte były długimi czarnymi kreskami. Miała na sobie śliczną beżową bluzeczkę z koronką, a jej ramiona okrywała czarna, skórzana kurtka.
-Zamówiłam dla nas dwie karmelowe. Mam nadzieję, że będzie ci smakować, bo robią tu naprawdę genialną karmelową kawę z odrobiną irlandzkieg syropu. Pychota-dziewczyna zachichotała na swoje słowa i gestem dłoni zaprosiła mnie do tego, aby usiadła na przeciwko niej.

ZAYN'S POV

-Zayn, mordo ty moja!- krzyknął entuzjastycznie Louis, gdy usiadłem przy barze, obok niego. -Jarałeś coś?- zapytałem rozbawiony.
-Troszeczkę- szepnął, na co pokręciłem z rozczarowaniem głową.
-Oj, Zayn nie spinaj! Czuje się zajebiście dobrze!- uśmiech na jego twarzy był tak szeroki, że obwiałem się, że szczęka mu się zaraz przestawi. Cokolwiek on wziął, musiało być mocne.
-Tak, widzę, że czujesz się znakomiecie. Tylko szkoda, że trawka jest przyczyną twojego dobrego humoru- przewróciłem oczami.
-Gdybym jej nie jarał, to kto by był tym śmiesznym? Ty jesteś seksowny, mi zostaw bycie błaznem- odpowiedział Louis i wziął łyka swojego napoju. Wybuchłem śmiechem słysząc jego odpowiedź. -Nie, serio stary. Bierz tego mniej, albo załatw sobie łagodniejsze- poklepałem go po ramieniu. -Podać coś panu? - zapytał barman, gdy stanął naprzeciwko mnie.
-Cole z lodem- odpowiedziałem na co kiwnął głową. Po chwili dostałem swoją szklankę z napojem i przystawiłem ją do ust upijając z niej spory łyk.
-Nie pijesz piwa?-zapytał Lou spoglądając na mniem Jego oczy były lekko czerwone, a źrenice powiększone.
-Nie, muszę odebrać póżniej Katherine. Poszła z jakąś koleżanką na kawę-uśmiechnąłem się wspominając o mojej dziewczynie. Obgadaliśmy z Louis'em trochę męskich spraw. Zapytałam o Christiana, bo gnój musi zapłacić za to co zrobił. Jednak on rozpłynał się jak powietrze. Lou jednak cały czas szukał go dla mnie, ale łatwo nie idzie. Loueh zamówił już 3 piwo. Kiedy skończył je chciał zamówić kolejne, czwarte już z kolei, ale zapłaciłem barmanowi za nas i wyszedłem z lekko już zalanym Louis'em kierując się so samochodu. Wsadziłem go do auta i usiadłem za kierownicą odpalając silnik. Wyciągnąłem telefon z kieszeni kurtki i wybrałem numer dziewczyny. Po kilku sygnałach odebrała.
-Hej mała. Jadę już po ciebie. Nadal jesteś w tej kawiarni?-zapytałem szczerząc się od ucha do ucha. -Nie, jestem w mieszkaniu Steph-dziewczyna zachichotała i usłyszałem jak szepnęła "mój chłopak". Mimowolnie uśmiechnałem się, ale wiedziałem, że coś jest nie tak.
-Piłaś?-zapytałem.
-Troszkę wina-zaśmiała się.
-Powiedz mi na jakiej ulicy jesteś, bo jadę po ciebie-dziewczyna powiedziała, że znajduje się w pomarańczowym bloku mieszkaniowym obok wielkiej lodziarni, tuż za rondem.
-Zaraz będę- odpowiedziałem.
-Okay- powiedziała i rozłączyła się. Gdy podjechałem pod wskazane mi miejsce, dziewczyna stała już pod klatką i czekała na mnie. Gdy zobaczyła Louis'a lekko się zdziwiła, lecz usiadła na tylne miejsce.
-Hej Kate!- krzyknął szczęśliwie Lou.
-Hej Louis!- odpowiedziała równie entuzjastycznie Katherine.
-Hej- wspięła się na fotelu i pocałowała mnie namiętnie.
-Hej- odpowiedziałem, gdy rozłączyliśmy nasze wargi.
-Cudne z was gołąbeczki- powiedział słodkim głosem brunet, na co się zaśmiałem.
-Lou, zawiozę cię do domu, okay?- zapytałem chłopaka.
-Myślisz, że to dobry pomysł?- zapytała Katherine.
-Przecież on jest kompletnie zalany- dokończyła.
-Ej, wypraszam sobie!- ułożył usta w dziubek, udając, że to co powiedziała dziewczyna w jakikolwiek sposób go uraziło.
-Oh, nie dąsaj się- roztrzepała dłonią jego włosy. Zachowywali się tak jakby byli jakimiś bliźniakami, które są ze sobą złączone. Jakby znali się całe życie. To było lekko dziwne, ale też wygodne.
-Masz rację Katherine. Loueh zabiorę cię do nas. Prześpisz się na kanapie, czy coś- uśmiechnąłem się do niego, na co odpowiedział mi tym samym.  Minęło jakieś 20 minut odkąd wyjechałem spod bloku tej dziewczyny. Zauważyłem, że Louis zdążył już zasnąć, a Katherine siedziała z tyłu i wyglądała na zmęczoną. Pachniała winem.
-Mała? Czy ty przypadkiem nie miałaś pić kawy?-zapytałem wesoło.
-Wiesz, jakoś tak wyszło. Tak się zagadałyśmy, że wylądowałyśmy u niej w mieszkaniu. Jest naprawdę przemiłą dziewczyną-odparła słodko się uśmiechając. Odwzajemniłem uśmiech i wyłączyłem silnik znajdując się pod domem.
-Będę musiał go zanieść do domu-odparłem rozbawiony. Podałem kluczyki dziewczynie. Wysiadłem z auta, podszedłem do strony Louis'a i wyciągnąłem go z pojazdu zarzucając jego ramię na moją szyję. Katherine otworzyła drzwi i ściągnęła z siebie buty, a ja położyłem mojego przyjaciela na kanapie. Wszedłem za dziewczyną do kuchni, gdzie ta nalewała sobie wody do szklanki. Objąłem ją od tyłu, a ona cicho zachichotała. Moje usta zaczęły ssać szyję, a jej głowa opadła bezwładnie na moje ramię. Sunąłem dłonią wzdłuż jej ciała zahaczając "przypadkowo" o gumkę jej spodni.
-Louis jest ... nie możemy-powiedziała najciszej jak tylko potrafiła.
-Będziemy bardzo cicho...- przygryzłem płatek jej ucha.
-Z tobą nie da się być cicho- odpowiedziała, na co zachichotałem.
-Trafna uwaga- całowałem linie jej szczęki i szyję.
-Ale on wziął coś mocnego. Będzie spał jak zabity- drążyłem i wsunąłem dłoń w jej majtki.
-Zayn...- jęknęła.
-Ciii, Louis jest w salonie- mój kciuk zataczał kółka wokół jej kobiecości.
-Proszę...
-Oh tak, masz mnie prosić... o więcej- moja druga dłoń jeździła po jej udach, brzuchu i piersiach. Nasze ciała były ze sobą ściśnięte, dzięki czemu jej pupa ocierała się o moje krocze, doprowadzając mnie tym do szaleństwa.
-Prze ... ughg-warknęłam gardłowo kiedy włożyłem palec w jej dziurkę. Oparła brodę na moim ramieniu, a kiedy dołożyłem trzeciego palca dziewczyna ugryzła mnie, by stłamsić swój jęk. Wyciągnąłem z niej palce i podniosłem do góry trzymając jej pośladki i wyszedłem z kuchni jak najszybciej się dało. Musiałem iść po schodach bardzo cicho, żeby nie zbudzić mojego przyjaciela, bo wszystko legło by w gryzach, a ja zostałabym sam w stanie goryczy i podniecenia. Wszedłem do pokoju i przypadkowo trzasnąłem drzwiami.
-Ciii-skarciła mnie dziewczyna. Położyłem ją na łóżku i ściągnąłem z niej bluzkę.
-Dziś zabawimy się troszkę inaczej-mruknąłem wyciągając czarny materiał z szuflady. Zawiązałem go na jej oczach, a z białej szafy wyciągnąłem moją zabaweczkę. To będzie coś innego. Dziewczyna leżała już w samym, czarnym staniku i tego samego koloru stringach, a jej warga została poddana torturom. Odpaliłem moją zabaweczkę wprawiając ją w wibracje, które rozległy się w całym pokoju. Powoli i delikatnie przyłożyłem biały wibrator do klatki piersiowej mojej dziewczyny i obserwowałem jej reakcję. Zatoczyłem wibratorem kółka wokół jej pełnych piersi, a następnie zjechałem w dół do pępka, żeby móc przyłożyć wibrującą zabawkę do kobiecości dziewczyny. -Boże ...-zachłysnęła się powietrzem kiedy wibrator dotknął jej łechtaczki.

***

-Louis nadal śpi?- zapytała z ciekawością Katherine, gdy objąłem ja od tyłu.
-Jak dziecko- uśmiechnąłem się w jej ramię.
-Jakie pyszności tutaj przygotowujesz?- zapytałem zaglądając do wnętrza głębokiej patelni.
-Nic wielkiego. Ryż z warzywami i kurczakiem. Musisz wiedzieć, że nie jestem świetną kucharką.- zachichotała.
-Wynagradzasz mi to w łóżku kochanie- mruknąłem jej do ucha i przygryzłem jego płatek.
-Zayn, przestań... za dużo tego dobrego.
-Dobrze, może być zawsze- odpowiedziałem.
-Ale ty masz za dobrze- zaśmiała się, a po chwili dołączyłem do niej. Jej śmiech był bardzo zarażający. Nie było mowy o tym, aby przynajmniej się nie uśmiechnąć, gdy z jej ust wydobywał się ten piękny dźwięk.
-Przygotuje stół-oznajmiłem dziewczynie delikatnie cmokając ją w policzek i puszczając jej biodra wyciągnąłem talerze z szafki. Wyłożyłem je na stół, a z szafki pod zlewem wyciągnąłem sztućce. Chwyciłem jeszcze szklanki i nalałem do nich wody z limonką.
-Gotowe- oznajmiłem.
-Ide obudzić tego ćpuna-zachichotałem wychodząc z kuchni. Podszedłem do łóżka i kucnąłem przy nim delikatnie szturchając jego ramię.
-Lou, wstawaj. Zjesz z nami-powiedziałem nadal kołysząc jego prawym ramieniem.
-Skarbie-mruknął ospale na co zalała mnie fala śmiechu.
-Wstawaj księżniczko-poklepałem go po plecach i wróciłem znów do kuchni. Podszedłem od tyłu do Katherine i ukradłem z patelni zieloną fasolkę.
-Ej!-pacnęła mnie drewnianą łyżką. Zaśmiałem się i usiadłem przy stole. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się Louis usiadł na przeciwko mnie. Dziewczyna wyłożyła nam na talerze danie,które przyznam, że pachniało naprawdę świetnie.
-Mam nadzieję, że was nie otruję-powiedziała spoglądając na talerz.
-Nie martw się. Louis nie takich rzeczy kosztował, prawda?- zwróciłem się z głupim wyrazem twarzy do Louis'a. Ten spojrzał na mnie, tak jakby się oburzył.
-Ha, ha HA- rzucił obrażalsko, na co zacząłem się chichotać jak głupi.
-Nie bulwersuj się tak- potargałem jego włosy, na co odsunął się oburzony i posłał mi gniewne spojrzenie. Jednak po chwili zaczął się śmiać z samego siebie i mówić jakim to jest "pacanem".
-Tak Lou, zgodzę się. Jesteś pacanem- znów zacząłem się śmiać.
-Możesz przestać się brechtać z każdej twojej uwagi, rzuconej w moją stronę?- przewrócił teatralnie oczami.
-Nie- uśmiechnąłem się szeroko, a on tylko pokrecil głową.

KATHERINE'S POV

Uwielbiałam tą stronę Zayn'a. Tą beztroską stronę. Był taki czuły i cały czas się śmiał.
-Mam pomysł!-powiedziałam ciut za głośno.
-Skoro jutro na uczelni są te całe przygotowania do świątecznego apelu, a my mamy wolne to pójdę po jakieś tanie wino i szampana-powiedziałam szczęśliwa.
-Wam obojgu chyba dzisiaj wystarczy-Zayn spojrzał na mnie i na Louis'a po czym zaczął się śmiać. -Śmiesz twierdzić, że jesteśmy upici?-Louis zbuntował się i spojrzał na Zayn'a. Mulat jedynie wywrócił młynka oczami i spojrzał na mnie.
-Zostań w domu, a ja pójdę mała-oznajmił Zayn kończąc naszą kolację.
-Ale ja chcę pójść Zayn
-Dziękuję, było pyszne-cmoknął mnie w policzek kiedy odstawił talerz do zlewu.
-Zayn ...
-Nic mi nie będzie-powiedziałam błagalnie.
-Po za tym to 10 minut drogi. Nic mi się nie stanie-podeszłam do niego i stanęłam na palcach, aby móc dokładnie spojrzeć w jego czekoladowe tęczówki. Wiedziałam, że nie chciał mnie puścić po tej całej ostatniej akcji.
-Proszę Zayn. Będę uważać- złapałam jego twarz w dłonie.
-Nie chce się stracić- wbił wzrok w swoje buty.
-Nie stracisz. Proszę Zayn- powiedziałam błagalnym tonem. Ponownie spojrzał na mnie i wiedziałam, że rozważa moją prośbę.
-Nie Katherine. Ja pójdę. Niedługo wracam- odszedł ode mnie tak szybko jak tylko mógł, sięgnął po swoją skórzaną kurtkę i ruszył w stronę drzwi.
-Będę za 20 minut!- rzucił na odchodne i zniknął za drewnianą powłoką. Myślałam, że ustąpi i pozwoli mi pójść. Ale pan nieustępliwy zawsze wiedział lepiej. Jednak to jak się o mnie troszczył, utwierdzało mnie w tym jak mocno mnie kocha.
-Jest uparty-stwierdził Louis patrząc na mnie.
-Ale on sie boi, cholernie się boi, że coś ci się stanie-dodał po czym usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie, zachęcając mnie do tego, abym usiadła obok niego.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Jasne, śmiało-popatrzył na mnie uśmiechając się.
-Wiesz coś może o mamie Zayn'a, albo o rodzeństwie jeżeli je ma?-zapytałam nieśmiało.
-Um, to drażliwy temat-Lou potarł kostki dłoni.
-Wiem, ale myślałam, że jego mam na pewno chciałaby się z nim zobaczyć. Święta się zbliżają ...
-Nie, jego matka nie chciałaby się z nim zobaczyć. Z tego co wiem, pod żadnym względem nie była dobrym rodzicem. Nigdy nie stawała po stronie Zayn'a. Nie troszczyła się o niego. Prawda, jest taka, że on codziennie tęskni za swoim ojcem. Każdego dnia. Brakuje mu go, bo tylko jego ojciec o niego dbał. Dlatego Zayn, tak bardzo się boi, że cię straci. Kocha cię i jest przerażony tym, że kolejna osobą, którą on kocha, może go porzucić- gdy Louis dokończył, nie wiedziałam co powiedzieć. Pojedyncza łza zgromadziła się w kąciku mojego oka. Wyobraziłam sobie małego, chłopczyka z oliwkowa karnacją i tymi brązowymi oczami, siedzącego w czarnym kącie i bojącego się z niego wyjść. Siedział przez całe życie w ciemności. Nie miał nikogo, kto mógłby mu podać dłoń, kto podarowałby mu należytą każdemu człowiekowi miłość. Miał jedynie ojca, który niestety umarł. Łza spłynęła po moim policzku, lecz szybko otarłam ja wierzchem dłoni.

ZAYN'S POV

Obiecałem sobie, że nie spuszczę oka z Kathrine, choć bym miał nie spać, będę chronił jej jak tylko będę mógł, aby nikt ani nic jej nie skrzywdziło. Wiem, że bardzo chciała się przejść sama, ale nie wybaczyłbym sobie gdyby nie wróciła do domu. Nie wybaczyłbym sobie gdybym znów pozwolił na to, żeby jej coś zrobili. Dlatego sam poszedłem po to wino. Zbliżałem się już do sklepu. Wszedłem i podchodząc do kasy stanąłem za jakąś kobietą. Czuć było od niej woń alkoholu, aż w końcu obróciła się do mnie i uśmiechnęła szeroko. Miała ciemne brązowe włosy i mocno pomalowane oczy. Dopiero wtedy spostrzegłem znajomą twarz, to Lilly we własnej osobie.
-Zayn, stary przyjacielu. Dawno się nie widzieliśmy - powiedziała zbliżając się do mnie. Zatrzymałem ją kładąc dłoń na jej ramieniu. Nie byłoby dla mnie dobrze gdyby Katherine to widziała. Aż boję się o tym myśleć.
-Zayn, przestań. Wiem, że tego chcesz-położyła wskazujący palec na moją klatkę piersiową.
-Lilly jesteś całkiem zalana. Chodź-powiedziałem stanowczo wyciągając ją ze sklepu.
-Rozumiem, że idziemy do mnie-zaśmiała się. Nie odpowiedziałem nic.
-I jak ci się powodzi Zayn?-zapytała zataczając się delikatnie na chodniku. Złapałam ją za ramię i prowadziłem prosto do jej mieszkania w akademiku.
-Dobrze. A jak u ciebie?-zapytałem. Kiedyś naprawdę się przyjaźniliśmy, ale to całe pieprzenie się zepsuło wszystko.
-Ca-całkiem dobrze-zaśmiała się i już nie odzywała się do końca drogi. Po jakichś 15 minutach doszliśmy do jej akademika a ja zaprowadziłem ja pod pokój. Dziewczyna wyciągnęła klucze z kieszeni i otworzyła drzwi. Odwróciła się do mnie opierając ciało o drzwi i uśmiechnęła się delikatnie.
-Dzięki Zayn-powiedziała. Puściła drewniana powłokę, a po chwili oplotła mnie ramionami.
-Wiesz, że nie masz za co Lillz-odpowiedziałem przytulając ją. Wiem, że nie powinienem tego robić. -Jest wielką szczęściarą-powiedziała cicho co usłyszałem bardzo dobrze. Puściła mnie i weszła do środka. Stałem tak jeszcze kilka minut, aż dotarło do mnie o kim mówiła. Katherine. Jest mi naprawdę przykro, że nie ja i Lillz nie przyjaźnimy się tak jak kiedyś. Zachciało nam się szybkich numerków. Nie ważne. Szybkim krokiem wyszedłem z jej akademika i ruszyłem w stronę mieszkania. Po jakichś 20 minutach byłem już na miejscu.
-Jestem-oznajmiłem ściągając swoją czarną kurtkę. Odwiesiłem ją na wieszak i skierowałem się do salonu. Na kanapie leżała moja kruch istotka pogrążona w słodkim śnie.
-Gdzie ty do cholery jasne byłeś przez tyle czasu?!-krzyknął szeptem Lou wchodząc z kuchni do salonu.
-Długo już śpi?-zapytałem ignorując jego pytanie.
-Od jakichś 20 minut-oznajmił spokojnie. Podszedłem do mojej dziewczyny i delikatnie ujmując jej kolana i talię podniosłem ją.
-Pójdę z nią na górę i zaraz przyjdę-oświadczyłem pokonując już drogę na piętro. Dziewczyna wtuliła się mocniej we mnie kiedy poczuła, że jestem obok niej. Wszedłem do pokoju i odchylając kołdrę ułożyłem ją na łóżku. Ściągnąłem z niej spodnie i bluzkę.
-Zayn?-zapytała zachrypniętym głosem.
-Shhh, śpij piękna-podszedłem do niej nakrywając ją kołdrą.
-Gdzie byłeś tak długo?-zapytała kładąc głowę na moich kolanach kiedy usiadłem koło niej. -Pogadamy jutro. Teraz śpij mała-ucałowałem subtelnie jej pełne, lekko zaschnięte usta i wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół i usiadłem obok Louis'a. Odetchnąłem głęboko i schowałem twarz w dłonie.
-No więc słucham-Lou szturchnął mnie.
-Spotkałem Lilly w sklepie. Była całkiem zalana, nie mogłem pozwolić wrócić jej samej do domu, więc zaprowadziłem ją-oznajmiłem mu. Jego oczy powiększyły swoje rozmiary.
-Masz zamiar powiedzieć o tym Kate?-zapytał.
-Będę musiał-odparłem. Poklepał mnie po ramieniu dając mi znać, że może z tego wyjść niezła awantura i wstając powiedział, że będzie się już zbierał. Pożegnał się ze mną i wyszedł, a ja skierowałem się pod prysznic. Gorące krople wody ogrzewały moje zmęczone ciało. Wyszedłem spod metalowej powłoki i owijając się ręcznikiem wszedłem do pokoju zakładając spodnie od dresu. Ułożyłem się obok Katherine i przyciągając ją w czułym uścisku ogarnąłem włosy z jej twarzy. Ucałowałem miejsce między uchem, a szczęką, a dziewczyna mruknęła przybliżając się ciałem jeszcze bliżej mnie.
-Mam nadzieję, że zrozumiesz-wyszeptałem w jej włosy i zamykając oczy odpłynąłem w krainę snu.

BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO, ALE TO BARDZO WAS PRZEPRASZAMY! Zdajemy sobie sprawę jak bardzo nawaliłyśmy i jest nam z tego powodu cholernie przykro. Postaramy się nadrobić zaległości, a już teraz dłuuugi rozdział 35 :) mamy wielka nadzieję, że nie będziecie się na nas długo gniewać i wybaczycie nam, ale wiecie ... naprawdę dużo ostatnio się działo :( Naprawdę jeszcze raz przepraszamy :'(
Więc jak podoba wam się rozdział 35? :) Mamy ogromna nadzieję, że zostawicie swoje opnie w komentarzach pod rozdziałem :) jest to dla nas bardzo ważne, przynajmniej wiemy czy jest ktoś kto chciałby czytać nasze wypociny XD Po raz kolejny, jeszcze raz przepraszamy i życzymy miłego czytania robaczki :* Kochamy was <3 <3 xx